Yuasu miło, że był tu Norton (w/g mnie jeden z najbardziej utalentowanych aktorów naszych czasów), ale tu był jakiś taki bezbarwny. Nortona, jakiego uwielbiam, widziałam dopiero w końcówce, kiedy krzyczał słowa z pamiętnika do swojego dzieciaka (no, teoretycznie do niego).