Recenzja "Opowieści z Narnii"

 Film Andrew Adamsona - "Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa" - jest znakomitą ekranizacją powieści C. S. Lewisa. Zarówno dzieło angielskiego autora, jak i jego filmowa adaptacja opowiadają o czworgu rodzeństwa - Łucji, Zuzanny, Piotra i Edmunda przeniesionych za pośrednictwem przypadkowo odkrytej, starej, czarodziejskiej szafy do fantastycznej krainy zwanej Narnią. Dzieci muszą stawić czoła straszliwej Białej Czarownicy. Jednak oprócz władania bronią, spotkania z wieloma bajkowymi stworami bohaterowie poznają znaczenie wartości takich jak wierność, oddanie, przyjaźń. Wszystko to sprawia, że film na pierwszy rzut oka może wydawać się moralitetem przeznaczonym dla najmłodszych. Pomimo to także starsi widzowie czasy spędzonego w kinie nie pożałują, gdyż pięknie sfilmowane "Opowieści z Narnii" doskonale bronią się jako pozycja dla kinomanów w każdym wieku.

Andrew Adamson (w Polsce znany głównie jako twórca kultowego już Shreka") sprawdził się także w roli reżysera tak wielkiej produkcji. Doskonale wykorzystał potencjał ekipy aktorów, którzy w swych rolach wypadli bardzo przekonująco. Świetnie spisali się odtwórcy głównych ról: Anna Popplewell - filmowa Zuzanna, William Moseley, którego mogliśmy podziwiać w roli najstarszego z rodzeństwa - Piotra, Skandara Keynesa, który wcielił się w postać zbuntowanego Edmunda, a także debiutująca, utalentowana, zaledwie dziesięcioletnia Georgie Henley w roli małej Łucji. Tilda Swinton spisała się znakomicie jako egoistyczna, bezwzględna i lodowata Biała Czarownica - pozwoliły jej na to zarówno dobry warsztat jak i warunki zewnętrzne. Nie można także zapomnieć o Jamesie McAvoy'u, który, pomimo iż na ekranie nie pojawił się na długo wykreował jedną z najsympatyczniejszych postaci we współczesnej kinematografii.
Scenariusz autorstwa Andrew Adamsona, Christophera Markusa, Stephena McFeely'ego  i Ann Peacock jest interesujący. Twórcy z niezbyt długiej powieści stworzyli rozbudowaną. Mimo to w filmie nie spotka się irytujących, niepotrzebnych "dłużyzn".

Pisząc o "Opowieściach z Narnii" nie można pominąć efektów specjalnych, będących dziełem nowozelandzkiego studia "Weta" słynnego za sprawą "Władcy Pierścieni", K.N.B. Effects Group oraz specjalistów z Rythm & Hues. Pomimo, iż momentami widać drobne niedoróbki (komputerowe postacie czasami wyglądają sztucznie), wszystko idzie w niepamięć, kiedy ogląda się niesamowite sceny batalistyczne, w których uczestniczy aż 60 gatunków bajkowych stworzeń. Niesamowity rozmach filmów doceniła już Amerykańska Akademia Filmowa nominując "Opowieści..." do Oscara.

Jednak film Adamsona przede wszystkim zachwyca pod względem wizualnym. Wszystko jest tu dopracowane - od niesamowitych kostiumów stworzonych przez Leticię Sandoval i Isis Mussenden zaczynając - na bajkowej scenografii Julesa Cooka, Iana Gracie'a, Karen Murphy, Jeffrey'a Thorpa, Rogera Forda i Kerrie Brown kończąc.

Duże zasługi ma także Donald McAlpine - autor uroczych zdjęć do "Opowieści z Narnii". Rolę magicznej krainy doskonale "zagrały" plenery Nowej Zelandii oraz Polski.

Muzyka Harry’ego Gregsona-Williamsa i wokalistki new-metalowej grupy "Evanescene" doskonale zgrała się z obrazu. Utwory autorstwa tego nietypowego duetu nadają dramaturgii, podkreślają charakter danych scen.

W polskim dubbingu reżyserowanym przez Waldemara Modestowicza usłyszeć można było m.in. Kamila Kubika, Grzegorza Damięckiego, Danutę Stenkę, Piotra Machalicę oraz Maję Cygańską. Rodzima wersja językowa nie jest arcydziełem, jednak jest dużo epsza niż dubbing wielu filmów.

Oglądając "Opowieści z Narnii" trudno uniknąć porównań z "Władcą Pierścieni". Rzeczywiście, od zawsze łączyło je wiele. Autor "Opowieści z Narnii" - C. S. Lewis i J.R.R. Tolkien - twórca "Władcy Pierścieni" byli wykładowcami na Oksfordzkim uniwersytecie. Ponadto byli także bliskimi przyjaciółmi (notabene ich przyjaźń zakończyła się właśnie z powodu sporu o powieść Lewisa). Jeżeli przejdziemy do filmowych adaptacji zauważymy, iż zarówno "Opowieści z Narnii" jak i "Władcę Pierścieni" kręcono w Nowej Zelandii, ta sama ekipa pracowała nad efektami specjalnymi... lista podobieństw jest długa. Kolejną wspólną cechą tych filmów jest ich niewątpliwy urok, profesjonalna ekranizacja i duża widownia.

"Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa" są doskonałą propozycją dla najmłodszych jak i starszych widzów pragnących choć przez 140 minut uwierzyć, iż nie ma rzeczy niemożliwych, a centaury, czarownice i fauny naprawdę istnieją.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie

komentarze

pozostało 255 znaków
    WTF:false,ads:true