Iraheta

nie podano imienia i nazwiska

Rankingi

dodający:
115 pkt. #80 luty [-1]
1641 pkt. #1048 wszech czasów [+1]

Podobieństwo

? %
Poziom Waszego podobieństwa nie jest znany. Zaloguj się.

blog (Irka)

RSS
  • Spis treści

    Spis treści
    czyli wszystko to, co potrzebne jest do ogarnięcia tego bloga

    I. Ulubione filmy
    top 13 filmów, które nagrodziłam "serduchem", te, których oglądanie za każdym razem sprawia mi ogromną przyjemność

    Cube
    Jumpin' Jack Flash
    The Big White

    II. Ludzie filmu
    lubiani, czy nie, ale tacy, o których warto wspomnieć

    Mary Elizabeth Winstead. Szara myszka
    Tobey Maguire. Był sobie pajączek z sąsiedztwa

    III. Horror
    wpisy dla osób, które lubią rozmawiać o horrorach

    Gdy rozum śpi budzą się upiory
    Ranking horrorów W BUDOWIE
    Jak dobrze znasz horrory?

    IV. Różne
    luźne przemyślenia na temat ról, charakterów, motywów, muzyki, cytatów, scen oraz gatunków filmowych
  • The Big White

    Jeżeli nie widziałeś filmu, to nie krzywdź się spoilerami!

    Do kalendarzowej zimy zostało jeszcze kilka dni, ale to dobry czas, aby pochwalić się kolejnym z moich ulubionych filmów, którego akcja dzieje się w miasteczku przysypanym śniegiem. Co prawda za oknem śniegu jeszcze brakuje, ale to nic nie szkodzi.
    The Big White znany bardziej pod polskim tytułem Ciało za milion (w tym momencie muszę przyznać, że to jeden z tych filmów, których wolę posługiwać się oryginalnym tytułem, czego raczej nie robię często) powstał w 2005 roku, a jego reżyserem został Mark Mylod, którego nie kojarzyłam wcześniej z żadnym tytułem.
    Akcja filmu rozgrywa się w małym miasteczku gdzieś na Alasce. Zasypana puszystym śniegiem mieścina posiada kilka lokalizacji; biuro podróży, sąsiadujące z nim budynki, kilka domów oraz wysoki biurowiec, w którym poznaje się dwójka głównych bohaterów, to ubezpieczalnia. Otóż po zaginięciu przed pięciu laty brata zadłużony po uszy Paul Barnell (Robin Williams) postanawia wyciągnąć pieniądze z polisy. Nie jest to łatwe, bo ciała brata nie odnaleziono, a więc teoretycznie żyje. I w taki sposób pieniądze przepadają. 
    - Ale jest nam bardzo przykro - mówi naczelny dyrektor. - Prawda, Ted?
    - Oczywiście - odpowiada Ted, któremu nie jest przykro, bo niby z jakiego powodu?
    Tymczasem pod biurem turystycznym prowadzonym przez Paula pojawiają się dwaj nierozgarnięci gangsterzy, którzy postanowili pozbyć się ciała jakiegoś nieszczęśnika, tym samym otwierając panu Barnellowi drogę do pieniędzy z polisy brata. Paul pozoruje najpierw powrót brata, a potem jego śmierć. Wszystko komplikuje uparty agent ubezpieczeniowy, Ted Waters (Giovanni Ribisi) oraz nieoczekiwany powrót żywego i dobrze mającego się brata Paula, Raymonda (Woody Harrelson). 
    Wszystkie elementy filmu są na właściwych miejscach. Rzadko zdarza mi się, aby jakiś film tak bardzo spełniał moje oczekiwania. Zawsze pozostaje jakaś niedomknięta furtka, czy rzecz, którą powinno się zmienić, ale nie w tym wypadku. Tu było wszystko perfekcyjne. Pierwszą rzeczą, która mnie zachwyciła, i o której wstyd nie powiedzieć była muzyka. Piosenki po prostu wpadają w ucho. Nie ma melodii nie pasujących do tego, co dzieje się na ekranie. Chociażby początkowy motyw Last Stop: This Town, czy  I Want To Protect You w wykonaniu The Eels lub Getting Away With It (All Messed Up). 



    Czarna komedia to gatunek, który cenię za przewrotność. Każde działanie bohatera niesie za sobą skutki, które są trudne do przewidzenia. Czasem opłaca się podjąć ryzyko, a czasem nie. Kłaniają się chociażby postaci z filmów takich jak Płytki grób, Zgon na pogrzebie, czy Jak wykończyć panią T.?, gdzie ze spokojem możemy stwierdzić, że decyzje bohaterów zawsze odbijają się na losie po tysiąc razy komplikując go. Filmowe postaci zaczynają u mnie zwykle z pewnym kredytem zaufania. Nie wiem, kto jest porządny, a kto mendą, ale najlepsze jest to, że w trakcie filmu wszystko zwykle się odsłania. The Big White gwarantuje niezwykły zbiór postaci.
    Każdy z aktorów pasuje do swojej roli idealnie; charakter, wygląd, gesty, mowa. Żadna z postaci nie jest kreowana na ideał, nikt nie jest ponad resztą. Trochę tak jakby powrócić na Przystanek Alaska, gdzie kochasz bohaterów za to jacy są i jak potrafią dążyć do szczęśliwego zakończenia. Ludzie są uroczy i trudno jest nie polubić ich za osobowość. Paul Barnell jest ciepły, uprzejmy i gotowy do poświęceń dla żony. Pod względem barwnej osobowości na głowę bije go Holly Hunter grająca jego żonę. Niesforna wariatka o uśmiechu dziecka żyjąca w nieświadomości (a może tylko udająca nieświadomość) wydarzeń rozgrywających się wokoło niej. Nie można zapomnieć o Teddym, który od początku daje się poznać jako bezwzględny urzędnik, który nie potrafi przystosować się do życia na Alasce. Nawet postaci drugoplanowe jak dziewczyna Teda, Raymond lub para pechowych gangsterów pozostawiają trwały odcisk w filmie. Przez co nie wyobrażasz sobie ich braku w filmie, nawet jeżeli ich wątki to tylko historie poboczne.
    Mimo to w miasteczku jest coś, co sprawia, że ludzie chcą je opuścić. I chyba to coś więcej niż wyłącznie niska temperatura. Raymond wyjeżdża stamtąd na pięć długich lat, Paul myśli o ucieczce od problemów, która ma pomóc zarówno jemu jak i jego żonie, samą Margaret Barnell poznajemy w momencie, gdy w piżamie biegnie po śniegu w stronę granicy miasta, zaś jedyną rzeczą, która trzyma tam Teda jest praca i chęć awansu. Wielka biel, nic, pustka - tyle oferuje miejsce akcji.
    Bardzo podobały mi się relacje Barnellów oraz Tedda i Tiffany. Ich związki pokazują, że każda miłość wymaga innego traktowania. Są mężczyźni, którzy bardzo kochają kobiety i są panie, które... Nie są do końca szczęśliwe. Dlaczego? Bo ich partnerzy poniekąd rozmijają się z ich oczekiwaniami.



    Ciekawym motywem jest również zachowanie pani Barnell. Co tak naprawdę dolega Margaret? Choruje na zespół Touretta, czy buntuje się przeciwko normalności? Sama teoria jej choroby jest kilkakrotnie podważana, a to przez Gary'ego (Tim Blake Nelson), wątpliwości Paula lub pismo lekarza. W takim razie czym zostało wywołane zachowanie Margaret? Myślę, że po części wina leży po stronie jej męża. Paul kocha żonę, ale jedynie w sferze emocjonalnej. Nie widać, aby pragnął jej jako kobiety, a bardziej jest dla niej ojcem, opiekunem. Być może tajemnicza choroba bierze się właśnie z braku fizycznej bliskości? Raymond kpi z brata, że nie mają dzieci, sama Margaret w swoich tikach często wykrzykuje słowa kojarzące się z seksem, a widząc za oknem młodego renifera pyta: "Gdzie jest twoja mamusia, malutki?".
    W związku młodych sytuacja jest odwrotna. Ted i Tiffany wyglądają razem jak na obrazku: dwie niemal dziecięce buzie, których lepiej nie można było dobrać. Bliskość fizyczna nie jest problemem, ale gdzie jest duchowość na jaką nalega dziewczyna? Ted jest realistą, nie wierzy w bajki, komedie romantyczne i czułe wyznania, a wspólne spędzanie czasu sprowadza się do łóżka, gry w golfa i jedzenia pizzy. Ted nie potrafi rozmawiać z Tiffany uczuciach, czy rozwiązywać testów z cyklu: "Jak udany związek tworzycie" z kolorowych czasopism. Ona wierzy w szczęśliwe zakończenia i podręcznikowe związki. Jako telefoniczna wróżka bez przerwy mówi o tym swoim klientom i pomimo sarkazmu chłopaka, jego obojętności walczy i kocha go, bo to "miłość jej życia".
    Bohaterowie udowadniają, że dobro można znaleźć wszędzie. Nawet na nieskazitelnej, zimnej bieli. Gary nie jest porywaczem, a zwyczajnym facetem jakich spotykasz na ulicy, Raymond potrafi być dobrym bratem, Tiffany (Alison Lohman) nie jest naiwna, a zakochana i w końcu Ted nie jest podły, a zagubiony w nieżyczliwym dla siebie świecie. Mam nadzieję, że po napisach końcowych wszystko się ułoży. Wycieczka państwa Barnell będzie na tyle udana, że przypomną im się wspaniałe czasy, zaś Ted przyznaje, że powoli zaczyna przyzwyczajać się do Alaski, a jego spacer z Tiffany w stronę słońca musi być znakiem, że będą żyć długo i szczęśliwie. I ja mam taką nadzieję.
    Zwiastun

    Gatunek:
    Czarna komedia
    Rok powstania: 2005
    Ulubiony bohater:
    Margaret Barnell (Holly Hunter)
    Ulubiony cytat:
    "- Dlaczego powinnam z tobą pójść?
    - Bo jeżeli nie pójdziesz to ja też zostanę i będę na siebie zły, a potem zerwiemy na dobre. Jakkolwiek moje życie jest złe w tym momencie, to sprawi, że będzie milion razy gorsze".
    Ulubiona scena: 
    Bieg po śniegu /Raymond i Paul / Spacer Teda i Tiffany
    Było full takich scen. Można wyróżnić chociażby te trzy. Pierwsza z nich jest zagadkowa i przez pewien okres (do momentu poznania Margaret) nie masz pojęcia, dlaczego film zaczyna się właśnie od niej. Druga przedstawia ostatnią wspólną scenę braci. Jest zupełnie inna od wcześniejszych. Trzecia to spacer Teda i Tiffany - niezwykle pozytywny akcent, którego nie można było się spodziewać zaczynając oglądać film.
    Plusy:
    - fabuła
    - muzyka
    - pozytywna energia
    - historia każdej postaci
    - mój ulubiony aktor
    - niesamowita Holly Hunter
    - reszta obsady
    Minusy:
    - ?
    Moja ocena:
    10/10
  • Kraina dziecięcej niewinności

    Jest takie miejsce, które zna każdy z nas. Jest jak album ze zdjęciami, pełne obrazów; na przemian szczęśliwych i gorzkich wspomnień jakkolwiek sentymentalnie to nie brzmi w tym momencie. To miejsce, gdzie człowiek uczy się stawiać pierwsze kroki, gdzie każdego nowego dnia zwykła zabawa wydawała się niezwykłą przygodą, która może przydarzyć się tylko raz w życiu. Kraina dziecięcej niewinności to wspaniałe miejsce, do którego każdy powinien powrócić wspomnieniami chociażby raz będąc już dorosłym, aby przypomnieć sobie siebie kiedyś, twarze przyjaciół, którzy wtedy nas otaczali lub dom, w którym wychowaliśmy się.
    Filmy często podejmują tematykę dorastania i odchodzenia w świat dziecięcego, naiwnego postrzegania rzeczywistości. Dlaczego tego nie robić? Będąc starszym i z pewnością mądrzejszym powinniśmy chociaż raz obejrzeć się za siebie, a spoglądając po latach na nasze dzieciństwo dowiadujemy się o sobie nowych prawd.
    Serial Cudowne lata to zabawna, a momentami wzruszająca opowieść o dzieciństwie. Kevina, głównego bohatera, a zarazem narratora tej historii poznajemy jako małego chłopca, któremu towarzyszymy przez następne sześć sezonów tego wyjątkowego serialu. Widzimy jego sukcesy, porażki, to jak się zmienia i dorasta oraz to, czego uczy się (nawet jeżeli w danym momencie swojego życia nie rozumie jeszcze tych nauk). Historia opowiadana jest dowcipnie, szczerze i słuchając niekiedy ironicznego tonu dorosłego już Kevina, któremu głosu użyczył Daniel Stern zaczynamy pojmować jak ważny to okres w życiu każdego z nas.
    Jednym z najważniejszych elementów "krainy dziecięcej niewinności" są przyjaciele. W końcu nie bez powodu głównym motywem muzycznym serialu Cudowne lata jest piosenka "With a Little Help from My Friends", co w tłumaczeniu oznacza "z niewielką pomocą moich przyjaciół". W świecie dzieci nie może zabraknąć towarzyszy, do których wspomnień chętnie będziemy wracać. Stań przy mnie opowiada historię czwórki przyjaciół, którzy niczym bohaterowie Goonies wybierają się w poszukiwaniu "skarbu". Podobnie jak we wcześniej wspomnianym przeze mnie serialu narratorem jest główny bohater (Richard Dreyfuss), który po latach postanawia napisać o swojej paczce. Ważne jest to, że narrator nigdy nie miał tak wspaniałych przyjaciół jak Chris, Teddy i Vern. Cały świat dla chłopców stanowi małe miasteczko, w którym się wychowują. Nie mają problemów większych od tego jakim zwierzakiem jest disneyowski Goofy. To najszczęśliwszy okres ich dzieciństwa, z którego kiedyś będą musieli się wybudzić.



    Życie to nie zawsze szczęśliwa bajka, ale trzeba sobie z nim radzić. Wie o tym doskonale Vada Sultenfuss, bohaterka filmu Moja dziewczyna. Dla niej dzieciństwo to nie tylko czas dobrej zabawy, wdrapywania się na drzewa, jeżdżenia rowerem i łowienia ryb. Dziewczynka dorasta w okresie lata.Cały czas po cichu cierpi z powodu śmierci matki, której zwyczajnie nie pamięta, dostaje pierwszy okres, zakochuje się w swoim nauczycielu angielskiego, załamuje się na wieść o istnieniu jego narzeczonej, pierwszy pocałunek, niechęć do nowej dziewczyny ojca, aż po wiadomość o śmierci najlepszego i jedynego przyjaciela. To wiele jak na dziecko. Mimo to Vada radzi sobie, bo życie płynie dalej, a ona dorasta. Znakami przemian jakie w niej zachodzą mogą być podejście do pisania wierszy z początku i końca wakacji lub pierścionek, który zmienia kolor pod wpływem nastroju.



    Dzieciństwo kończy się w momencie, gdy opuszczamy rodzinny dom, aby poznać wielki świat. Pozostają wspomienia, a czasem coś więcej. Cztery przyjaciółki z filmu Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów mają spędzić pierwszy raz wakacje osobno każda. Łączy je przedmiot - para dżinsów, która jest "błahym" symbolem wzajemnej pamięci i szacunku przyjaciółek. Pewnym jest to, że tego lata dla Leny, Tibby, Bridget i Carmen coś się zmieniło. To skończyła się beztroska.
    Największym nieszczęściem "krainy dziecięcej niewinności" jest to, że musi ona kiedyś zamknąć przed nami drzwi. A my nie jesteśmy w stanie pokonać tej przeszkody. Jedyne co możemy zrobić to stanąć pod tymi drzwiami i od czasu do czasu zerkać przez dziurkę od klucza.
  • Zobacz całego bloga
954308
Jestem uparta jak mało kto. Lubię filmy, muzykę, spacery, zwierzęta, i jesień (w szczególności początek listopada). Nie lubię bezczynności, ludzi niegrzecznych i patrzących na innych z wyższością.
Ostatnie logowanie: