Lenin
- ostatnio zalogował(a) się o 12:05, 21 marca 2010
- (Siemianowice Slaskie, Katowice, Polska) dodaj do ulubionych
Pokaż cały wpis »
24 lutego 2010
19:32 // Z odzysku (S. Fabicki)
Wojtek ima się różnych zawódów. Czyścił zbiorniki, pracował przy świniach w chlewie. W miarę dobre wyniki na ringu umożliwiły mu wejście w świat pracowników ochrony. W końcu zajął się ściąganiem długów. Na dodatek musi zmierzyć ze swoją miłością do starszej od siebie Ukrainki, która ma własne problemy. Kolejny film pokazujący jak to na Śląsku brzydko i ponuro. Środowisko tutejsze musi dobrze wpływać na depresyjną wenę scenarzystów, bo akurat aż tak źle to tutaj nie ma. Wojtek musiał po prostu być ogniskową całego złego fatum w okolicy. Kłopoty ma w zasadzie na kazdej płaszczyźnie, no, nie wiemy czy przypadkiem nie ma jakiegoś nowotworu, ale to już by chyba lekkie przegięcie. Ten film opowiada o dorastaniu do bycia dorosłym, o podejmowaniu własnych decyzji, na których się uczymy. Wojtek stara się być samodzielny, lecz niemal każdą decyzję musi opłacić. Mamy tu kilka drastycznych scen, których nam oszczędzają operatorzy, licząc na naszą wyobraźnię. Wiadomo przecież, że nieraz bardziej boli, to czego nie widać, czego uczył nas już Michael Haneke w Funny Games. Jego dylematy wydają się być z innego świata. Raz je pokonuje, raz się poddaje, ludzka słabość. Wielka zasługa tu twórców Sławomira Fabickiego oraz Denijala Hasanovicia, którzy sukcesywnie pracują nad formą polskiego kina. Aktorsko jest na dobrym poziomie. Antoni Pawlicki, grający Wojtka, trochę drażni swoją gładkością, jest jakiś taki wymuskany, ale może dlatego łatwiej przełknąć jego dylematy. Mam tylko uwagę o zakończenie - ostatnie ujęcia były niepotrzebne, narzucające interpretację, trochę szkoda, ale i warto na ten film przeznaczyc chwilę.
7/10
7/10
Pokaż cały wpis »
19 lutego 2010
20:34 // Parnassus (T. Gilliam)
Po Londynie krąży wóz, który jest ruchomym teatrem. Ludzie, nie wiedząc o tym, wkraczają na jego scenie w świa marzeń, nad którym pieczę sprawuje tytułowy dr Parnassus. Ma on jedną dośc konkretną słabość: hazard. Dał się podejść niejakiemu panu Nickowi i w zamian za nieśmiertelność, musi mu oddać swoją córkę, gdy ylo a skończy 16 lat. Jedynym rozwiązaniem jest kolejny zakład. Osiągnąć cel pomaga odratowany od szubienicy Tony, który nie pamięta kim był. Dopiero z czasem zacznie sobie przypominać kim jest. Kolejny wizjonerski film w bogatej w treści filmografii Terry'ego Gilliama. Tym razem wkracza w świat marzeń, świat snów, gdzie wszystko jest możliwe i nie ma ograniczeń, ale są pokusy. Każda decyzja ma swoją cenę, nie ma nic za darmo. Przekonują się o tym wszyscy, nawet sam pan Nick (świetna rola Toma Waitsa, naprawdę pasował do takiej pokrętnej postaci). Wspaniałą wizję światów marzeń sennych pozwolił również stworzyć Nicola Pecorini, chyba już etatowy czlowiek odpowiedzialny za zdjęcia w filmach Gilliama. Wchodząc w głowę dr Parnassusa można chwilami oszaleć. Scena na drabinach czy wizyta za lustrem małego chłopca aż proszą się o wersję 3D, ta pierwsza z pewnością przyprawiłaby o zawrót głowy. Nad wszystkimi tymi wizjami czuwa duch wizualny Monthy Pythona. Wynurzająca się z piachu głowa londyńskiego policjanta po prosu musi wywołać uśmiech pełen melancholii i wspomnień. Film był jednak oparty o postać graną przez Heatha Ledgera, który swoją śmiercią pokrzyżował plany twórców. Jego Tony to z początku zagubiony człowiek, nie pamiętający własnej przeszłości. Gdy wspomnienia wracają, staje się człowiekiem zdecydowanym przetrwać za wszelką cenę, ale wciąż pamięta o pomocy której udzieliła mu trupa. To dzięki jego pomysłom cały interes zaczyna się naprawde kręcić. W świecie marzeń został zastąpiony przez innych aktorów: Johnny Depp jest jego romantyczną wersją, Jude Law - klasycznym cwaniakiem,, ratującym własną skórę za wszelką cenę, pasującym do światów Guya Ritchiego, z kolei Colin Farrell odsłania cały mrok Tony'ego. Jest to trochę rozbite stylistycznie, gdyż każdy z nich ma inną manierę grania. Starają się jak mogą, jednak widać różnice w ich postaciach. Sam film nie jest może arcydziełem, który miał być ukoronowaniem pracy filmowej Gilliama, może będzie to film o Don Kiszocie. Parnassus to solidny kawał kina, w którym nie mówi się widzom bezpośrednio o tym, co widzą. Trzeba się domyślić wielu spraw. Ubarwia to odbiór filmu, gdyż pozwala na wiele wariantów interpretacyjnych. Na przykład kim naprawdę byl pan Nick? W czasie filmu ani razu pada informacja, że jest diabłem, jakby wielu chciało. Więc kim on jest? Kreatorem losu, czy może kolejnym wytowrem potężnego umysłu dr Parnassusa?
8/10
8/10
Pokaż cały wpis »
14 lutego 2010
01:17 // Gran Casino (L. Bunuel)
Zwykła historia o cwaniaczkach i kombinaorach, kórzy starają się przetrać w miaseczku, w którym zaraz zostanie zancjonalizowany kombinat naftowy. Początki Luisa Bunuela na rynku meksykańskim. Można powiedzieć, że dopiero się rozkręcał, tworząc dość banalną historię, przetykaną piosenkami. Nie jestem fanem musicali, więc to mi automatycznie psuło odbiór filmu. Jest o pozycja niezobowiązująca, pozwalająca najwyżej zapoznać się z twórczością mistrza surrealizmu i jego pierwszymi krokami poza Europą.
5/10
5/10
Pokaż cały wpis »
7 lutego 2010
23:08 // Pułapka (D. Slade)
Niewinne spotkanie. Moż enie do końca niewinne. On ma pewne plany względem małolaty,z którą się spotkał. Nie jest może zbyt wylewny w ich okazywaniu, ale wysyła konkretne sygnały. Ona nie ukrywa, że nie ma nic na przeciwko. Dopiero w jego mieszkanmiu powoli prawda wypływa na wierzch. Zarówno jedna, jak i druga. Film nietypowy, równie dobrze można go odegrać w teatrze. Dwójka antybohaterów, trudno bowiem się z nimi utożsamiać. Oboje nie ukrywają swoich wad, które stają sie tak jakby ich głównymi cechami. W tym momencie już nie odczuwamy jakiejolwiek sympatii względem nich, biją bowiem nas w oczy swoim wyobcowaniem. Trudniejsi do przyjęcia, gdyż bliżsi realnym odpowiednikom. Tu nie ma prostych odpowiedzi, gdyż temat tez nie jest najprostszy. I chyba w tym własnie tkwi problem: trudno uwierzyć takiej małolacie, że będzie zdolna do takich czynów. Pewnie, że teraz nie takie młode dziewczyny, dokonują nieraz gorszych czynów, ale jednak jej postępowanie jest pełne wyrachownaia, które razi widza. I chyba w tym zakresie należą się brawa Ellen Page, za tą wydawałoby prostą rolę. Film ogląda się dobrze, wciąga, porywa, nie jest arcydziełem, a jednak waro a niego zwrócić uwagę.
7/10
7/10
Pokaż cały wpis »
18 stycznia 2010
17:21 // Babel (A.G. Inarritu)
Zaczyna się dość niewinnie. Od małego handelku, którego głównym przedmiotem jest karabin. Marokański pasterz kupuje, po czym daje swoim synom, by bronili stad przed szakalami. Ci, w ramach dziecinnych prób, strzelają do autobusu, raniąc amerykańską turystkę. Ten jeden strzał powoduje zamieszanie jeszcze w dwóch innych rodzinach. Z jednej strony meksykańska opiekunka dzieci amerykańskich turystów, z drugiej japoński biznesmen, a zwłaszcza jego głuchoniema córka. Tych kilka historii przeplata w dość niechronologicznym zapisie ludzkiego cierpienia. Można by powiedzieć, że dzieci cierpią z powodu błędów dorosłych, niekoniecznie to muszą być rodzice czy opiekunowie. Miłość i oddanie pojawiają w dość niezwykłych sytuacjach, i Inarritu to pokazuje, i nieważne czy jest to saharyjska pustynia czy japońskie wieżowce, gdzie łatwo zapomniećo tym, że się jest człowiekiem. Film jest poprowadzony w nieśpiesznym, hipnotycznym wręcz tempie. Widać współpraca reżysera ze Stephenem Mirrione jest owocna i panowie się rozumieją, z drugiej strony strony amerykański montażysta chyba się specjalizuje w wielowątkowych historiach, które udanie układa w nienużącą historię. Do tego niesamowite zdjęcia Guillermo Arriagi, wręcz pożerające widza swoim czarem. Aktorzy również pokazali kawał dobrej roboty, nie bojąc się okazywać uczuć, które niekoniecznie współgrają z ich image'em twardego gościa, jak może być w przypadku Brada Pitta. Film nie jest lekki i wymaga skupienia, łatwo przeoczyć ważny dla fabuły detal w tej sennej atmosferze. Ale z pewnością jest warty uwagi.
7/10
7/10
Pokaż cały wpis »
14 stycznia 2010
21:39 // Avatar (J. Cameron)
Odległa przyszłość. Pandora, księżyc odległy od Ziemi o jakieś 6 lat świetlnych, staje się polem walki pimiędzy rdzennymi mieszkańcami ej krainy, Na'vi a ziemianami, których celem jest minerał, wart grube pieniądze na rodzimej planecie. Na tą planetę przybywa Jake, były marines, który utracił władzę w nogach, jego celem ma być zastapienie swojego brata w projekcie Avatar. Chodzi w nim o przeniesienie własnego umysłu do wspomnianego avatara, czyli istoty stworzonej na podobieńswo tubylców, czyli blisko trzymetrowego, niebieskiego kota. W wyniku swoich działań Jake wkracza w życie Na'vi i powoli staje się jednym z nich. Jednak do rzeczywistości sprowadza do zwykła przyeimna sprawa głównego sprawcy zamieszania, minerału, którego ruda znajduje się pod wielkim drzewem, na którym zamieszkują Na'vi. Oczywiście dochodzi do konfrontacji. Prosty scenariusz, strasznie prosty, w nim w ogóle nie ma miejsca na zaskoczenie czy woltę scenariuszową. Celem ego filmu było widowsiko, i o w trzech wymiarach. Zapowiada rewolucja w efektach ogranicza się co najwyżej do tworzenia tych efektów oraz wysoko zaawansowanej, podbudowanej ogromnym kapitałem, animacji niebieskiech mieszkańców Pandory, którzy naprawdę sprawiają wrażenie żywych istot, Nie wspominając już o fascynującej przyrodzie księżyca, która chwilami wcale nie jest najpiękniejsza, jest wręcz paskudna, ale poraża wyobraźnią twórców. Cameronowi udało się ponownie stworzyć niesamowite kino, które pod fasadą banalnej historii przemyca idee ekologiczne oraz antyglobalistyczne. Ostrzega przed ludzkim charakterem, chciwym, paskudnym i nie znającym litości. Choć oczywiście zawsze znajdą się wyjątki potwierdzające regułę. Jest to prosta historia o poświęceniu i, było nie było, miłości, która zmusza kochanków do niezwykłych czynów, która pomimo swojej banalności wciąga widza w niesamowicie kolorowy i migotliwy świat. Aktorsko film jest na przywoitym średnim poziomie. Scenariusz nie wymagal cudów, więc też tak zagrali, bez szarż, bez zbytniego wgłębiania się w rolę, po prostu zagrali poprawnie. Z pewnością nie jest to zmarnowany czas, jeśli się przymknie oko na mielizny i pozowli porwać wizji innego świata.
8/10
8/10
Pokaż cały wpis »
5 stycznia 2010
00:36 // Telepaci (D. Cronenberg)
Cameron Vale jest lumpem, który potrafi przyprawić ludzi o potężny ból głowy. I to używając własnych możliwości, których nie do końca rozumie. Zostaje zatrzymany przez tajemniczych mężczyzn w prochowcach. Budzi się przywiązany do łóżka, gdzie czeka na niego dziwny brodacz, który zaczyna mu opowiadać o telepatach. Zostaje wciągnięty w polowanie na Darryla Revoka. Mała wojna telepatów opowiedziana przez reżysera, kóry wręcz uwielbia cielesność ludzką i ukazują w najróżniejsze sposoby. David Cronenberg nie oszczędzał widzów w swoich poprzednich filmach, tutaj jednak oszczędził swoim fanom mocniejszych bodźców, ograniczając się do, w zasadzie dwóch mocniejszych (czyt. gore) scen. Starał się bardziej chyba skoncentrować na psychice swoich bohaterów, jednak wyszli i tak bardziej dwuwymiarowi, niż pewnie mieli wyjść. Może wina scenariusza, może braku umiejętności aktorskich. Stephen Lack (grający głównego bohatera) wielkiej kariery nie zrobił. Film jest umiejętnie prowadzony przez doświadczonego we współpracy z tym reżyserem, Howarda Shore'a, co ułatwia odbiór filmu. Prawdopodobne jest, iż film miał być ostrzeżeniem przed nieodpowiedzialnymi naukowcami i chorymi projektami, w których nie oszczędzają nawet własnej rodziny, wyszedł jednak dość prosty hriller, który do najmocniejszych punktów filmografii Cronenberga nie należy.
6/10
6/10
Pokaż cały wpis »
3 stycznia 2010
20:11 // U pana Boga za miedzą (J. Bromski)
Królowy Most nie zasypia wbrew pozorom. Z Ameryki wraca Staśko. W powietrzu wisi widmo przyszłych wyborów. Proboszczowi uderza sześćdziesiąta wiosna. Policjanci będą wprowadzani w XXI wiek przez pewną młodą mundurową, pełną ideałów.Niby to samo, ci sami bohaterowie, podobne lokalizacje, ale czegoś nie ma. Proba unowocześniania policjantów, pomimo iż mało szczegółowa, chyba była tym duchem, który trochę popsuł ducha historii. Z całej trylogii jest to część najsłabsza, zabrakło tej sielanki, która unosiła się nad miasteczkiem w poprzednich częściach. We wszystko po prostu wtargnęła brutalna rzeczywistość. Nawet historia Bociana z drugiej części, pomimo swego mocnego osadzenia w naszych realiach, miała w sobie taki element bajkowości. W tej części wszystko razi dosadnością. A już pojawienie się pomagierów burmistrza bardziej by pasowało do To ja złodziej Bromskiego, niż w tej historii. Jacek Bromski jest zresztą również odpowiedzialny za scenariusz, nie ustrzegl się w tym filmie błędów, za dużo ułatwień, uproszczeń, słabo prowadzonych kalek filmowych. Aktorzy też wydają się trochę zmęczeni historią, może więc warto było poczekać trochę dłużej niż dwa lata z nakręceniem końca trylogii. Cała seria jest nad wyrazem udana, szkoda, tylko że z tendencją spadkową.
6/10
6/10
Pokaż cały wpis »
26 grudnia 2009
23:33 // Halloween 3: Sezon czarownic (T.L. Wallace)
Zaczyna się od śmierci księdza. Potem do tego samego miaseczka przybywa para, Dan i Ellie, dziewczyna szuka przyczyn smierci swojego ojca. Na miejscu natykają się na dziwna firmę, produkującą maski halloweenowe, Silver Shamrock. Jej celem jest uśmiercenie ludzkości za pomocą tychże masek, w których są wmontowane elementy z tajemniczego kamienia ze Stone Henge. Film ogólnie swoim banałem razi, pomysł został poprowadzony bardzo naiwnie, ak jakby twórcy myśleli, iż widzowie są zupełnie pozbawieni zmysłu myślenia. Sam pomysł był i oryginalny, ale rozwinięcie go po prosu było głupie. Gdyby jeszcze główny czarny charakter był jakimś stworem, demonem, robotem, czykolwiek, jego cel mógłby być zrozumiały, a tak mamy kolejnego świra. Nic odkrywczego. Do samej serii tez ma się nijak, gdyż w filmie nie pojawia się nawet wzmianka Michaela Myersa. Przecienie zagrany, ze słabymi efektami, z tragicznie słabym scenariuszem film raczej dla fanów filmów klasy D, jak nie niżej.
3/10
3/10
Pokaż cały wpis »
15 grudnia 2009
20:41 // Schody do nieba (L. Bunuel)
Luis Bunuel po raz kolejny bawi sie ludzkim losem. Tym razem zawraca młode małżeństwo z tradycyjnej drogi nowożeńców, aby świeżo upieczony mąż udał się do umierającej matki. Opiekują się, chociaż rudno to nazwać opieką, pozostali dwaj bracia. Dodatkowo swoją pieczą obejmują swojego siostrzeńca, którego matka zmarła. Aby spisać ostatnią wolę kobiety, najmłodszy z braci, ale zarazem wydający się najbardziej zaradnym, musi udać się do miasteczka, do którego jedzie specyficzny autobus. Bedzie to podróż, która przez urodziny matki kierowcy oraz zalane trakty rzeczne, umożliwi bohaterowi walczyć z własnymi pokusami i ostatecznie pokonując strome i niebezpieczne podejscie skalne, zwane Schodami do nieba, bedzie mógł powrócić w rodzinne strony. Reżyser nie byłby sobą gdyby na koniec nie pozwolił na ukazanie mrocznych stron ludzkiej natury, którą ma każdy człowiek (oczywiście chodzi mi o ciemną stronę). Od strony technicznej trudno się o cokolwiek czepiać, gdyż większość efektów zrobione tak jak się wtedy robiło takie rzeczy. W filmie bardziej chodzi o ludzką naturę, niż o problemy techniczne, a także o pewną przewrotność losu, która chrakteryzuje się zwiększaniem problemów, w sytuacjach, gdy i tak ich mamy wiele. Film dość prosty i bez speficznego podejścia Bunuela do religi czy ideologii, raczej wiwisekcja człowieka.
6/10
6/10

