Na filmwebie od:
23 sierpnia 2005
2992
134
879
5

Loszo

Michał Waszak

Rankingi

dodający:
- grudzień -
297 pkt. #3116 wszech czasów [-144]

Podobieństwo

? %
Poziom Waszego podobieństwa nie jest znany. Zaloguj się.

ostatnio oglądane

  • Uprowadzenie Agaty
    • 1993
    • Uprowadzenie Agaty
    { t:1511689195 ,eId:1137 ,uId:350817 ,r:7 ,c:'Pomińmy politykę: dialogi, muzyka i lata 90te <3' ,d:{ y:2017 ,m:11 ,d:26 } , a: 0 }
  • Brat
    • 1997
    • Brat
    { t:1511248105 ,eId:35642 ,uId:350817 ,r:7 ,d:{ y:2017 ,m:11 ,d:21 } , a: 1 }
  • Uciekaj!
    • 2017
    • Get Out
    { t:1511131795 ,eId:750704 ,uId:350817 ,r:8 ,d:{ y:2017 ,m:11 ,d:19 } , a: 0 }
  • John Wick 2
    • 2017
    • John Wick: Chapter Two
    { t:1510992302 ,eId:741135 ,uId:350817 ,r:6 ,d:{ y:2017 ,m:11 ,d:18 } , a: 0 }
zobacz więcej

recenzje (5)

W 2001 roku mało kto mógł przypuszczać, że pozbawiony gwiazd i wielkiego budżetu akcyjniak w stylu "Na fali" o złodziejach odtwarzaczy DVD przerodzi s ... więcej

"W odległych latach 90, Polska tchnięta wolnością, śniła swój wielki amerykański sen. Wśród szalonej gorączki złota eksplodowało disco polo. Nagle wsz ... więcej

Średni, do bólu poprawny politycznie film o złych białych i ciemiężonych Murzynach - choć tego rodzaju opinie nie są odosobnione, zrzucam je na karb i ... więcej

wszystkie recenzje

najwyżej oceniane

  • { t:1503694302 ,eId:1241 ,uId:350817 ,r:10 ,f: 1 ,c:'"Its a hell of a thing, killing a man. You take away everything he\'s got and everything he\'s ever gonna have."' ,d:{ y:2017 ,m:8 ,d:24 } , a: 0 }
  • { t:1499021675 ,eId:479148 ,uId:350817 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Krótki film o tym, że nie należy myśleć stereotypami i w tej chwili mój ulubiony film krótkometrażowy. Polecam kazdemu, do obejrzenia na YT.' ,d:{ y:2017 ,m:2 ,d:10 } , a: 0 }
  • { t:1485726072 ,eId:1455 ,uId:350817 ,r:10 ,c:'Po takich filmach człowiekowi chce się wyć. Felliniemu wyszło tu wszystko, a Quinn i Massina aktorsko pozamiatali. Film kompletny.' ,d:{ y:2017 ,m:1 ,d:29 } , a: 0 }
  • { t:1449558661 ,eId:273584 ,uId:350817 ,r:10 ,c:'Dla mnie kapitalny nawet o 6 rano w pociągu po 4 godzinach snu.' ,d:{ y:2015 ,m:12 ,d:8 } ,lc:1 ,cc:3 , lu: [ 2807586 ] , a: 1 }

blog

RSS
  • Kino w blasku tragedii (Powiększenie V - tekst konkursowy)

    Od premiery „Szybkich i wściekłych 7” minęło już kilka miesięcy, silniki wystygły, a kurz po finałowej bitwie na ulicach Los Angeles opadł. Kiedy w kinowych głośnikach po raz ostatni rozbrzmiewała nagrana w hołdzie Paulowi Walkerowi piosenka „See you again”, a w oczach Michelle Rodriguez błyszczały prawdziwe łzy, kwota na kontach bankowych twórców dobijała do zawrotnej sumy półtora miliarda dolarów.

    Śmierć to zjawisko, które jak żadne inne demaskuje przeróżne oblicza ludzkiej natury. Z niektórych możemy być dumni, z innych... niekoniecznie. Chociaż X muza jest dyscypliną stosunkowo młodą, spektrum konsekwencji jakich doświadczyła w związku z działalnością ponurego żniwiarza jest bardzo szerokie. Tragedia piętnuje zarówno proces produkcji dzieła filmowego, jak i jego postrzeganie. Bywa przyczyną stosowania wobec twórców taryfy ulgowej, niekiedy jest dla nich przepustką do wiecznej chwały, a najczęściej po prostu akceleratorem box office’u, czy przyczynkiem do zbicia dodatkowej kasy.

    Domenic Toretto: „Zawsze będziesz moim bratem” 

    30 listopada 2013 roku prace nad siódmą częścią „Szybkich i wściekłych” były już zaawansowane. Gwiazda serii, Paul Walker, w czasie charytatywnej zbiórki pieniędzy wybrał się na przejażdżkę będącym główną atrakcją aukcji Porsche Carrera GT. Kierujący pojazdem przyjaciel aktora stracił panowanie nad maszyną, która po zderzeniu z latarnią i drzewen zajęła się ogniem. Mężczyźni spłonęli żywcem. Przyczyna wypadku? Nadmierna prędkość. Tylko życie mogło stworzyć taką „reklamę”- ponurą i skorelowaną z tematyką filmu. Trudno się jednak oprzeć się wrażeniu, że ta tragicznie-ironiczna promocja zadziałała na wyniki finansowe filmu jak nadtlenek azotu na tuningowane fury jego bohaterów. Śmierć Paula wzbudziła bowiem ogrom emocji, zdominowała media na długi czas, a fabuła filmu jak i dalsze decyzje twórców stały się przedmiotem licznych plotek i spekulacji.

    Upamiętniająca zmarłego piosenka "See You Again" okazała się wielkim hitem, długo okupując szczyty list przebojów jak świat długi i szeroki. W filmie perfekcyjnie uzupełnia emocjonalny hołd, jakim twórcy żegnają zmarłego przyjaciela (brata – przyp. Vin Diesel). Przedsięwzięcie tyleż piękne i wzruszające, co niesamowicie lukratywne. Piąty wynik finansowy wszechczasów, niemal dwukrotnie wyższy niż poprzedniej części – skutek artystycznej wyższości, czy śmiertelnego handicapu?

    Joker: „Why so serious?” 
     
    22 stycznia 2008 roku Heath Ledger został znaleziony martwy. Przedawkowanie leków wywołało falę pogłosek - rola Jokera miała doprowadzić aktora do szaleństwa i wpędzić do grobu. Po lipcowej premierze, „Mroczny rycerz” rozbił bank i w ataku zbiorowej histerii okrzyknięto go najlepszym filmem w dziejach. Joker z kolei na zawsze przeszedł do legendy zyskując pośmiertnego Oskara. Decyzja Akademii jak i kult nowego Batmana z szacunku do zmarłego i ze strachu przed linczem rzadko napotykały dezaprobatę. Po latach, kiedy emocje opadły, dzieło Nolana po cichu ulokowało się w połowie filwebowej setki – lokata dużo bardziej adekwatna niż szczyt rankingu. Wielu fanów, zwłaszcza za oceanem, nadal otacza film czcią nie chcąc dostrzegać w nim najmniejszych mankamentów.

    Czarna seria miała swój dalszy ciąg w czasie pokazu kontynuacji - „Mroczny Rycerz powstaje”. W kinie, w miejscowości Aurora uzbrojony szaleniec o pomarańczowych włosach rozpętał piekło – 12 osób zginęło, 70 zostało rannych. Strzelanina jak i jej kontekst odbiły się szerokim echem w światowych mediach. Dały również idealne podłoże do niewybrednych żartów i internetowych memów – drwiono, że ofiary, które ominęło szpitalne spotkanie z Christianem Balem, spotkały się z... Heathem Ledgerem („A myślałem, że to moje żarty były słabe” – przyp. Joker). Wizytę gwiazdy w szpitalu należy ocenić pozytywnie. Blask reporterskich fleszy i medialny szum nadały jednak żałobie znamiona akcji promocyjnej, a kolejne seanse wzbogaciły o dodatkowy dreszczyk emocji. Czy na widowni nie czai się kolejny wariat z bronią – myślał niejeden widz.

    W bogatym dorobku Nolana znajdziemy między innymi „Mememto” – hipnotyzującą rozprawę o ludzkiej tożsamości, czy „Incepcję” poddającą w wątpliwość istnienie zewnętrznego świata. W tym kontekście, fakt, że największy rozgłos reżyserowi przyniosły ekranizacje komiksów o gadżeciarzu w gumowym kostiumie ze śmiesznymi uszami i peleryną jawi się jako tragiczny paradoks – nawet po uwzględnieniu walorów, które trylogia Mrocznego Rycerza bezdyskusyjnie posiada. Do bezkompromisowych obrońców Gotham City kieruję pytanie: „why so serious?”Joker i mieszkańcy Aurory przypuszczalnie znają odpowiedź.

    Bruce Lee: „Kluczem do nieśmiertelności jest życie godne zapamiętania”

    Nieustanny pęd ku doskonałości zapewnił mu sukces ale i zdaniem lekarzy wpędził go do grobu. Bruce Lee obsesyjnie dbał o własną tężyznę fizyczną – z łatwością wykonywał pompki na dwóch palcach jednej ręki. Doskonalił wypracowany przez siebie styl walki – Jeet Kune Do, a także powiązaną z nim życiową filozofię. Normą było dla niego wielokrotne nagrywanie tych samych scen, aż do osiągnięcia mistrzowskiego poziomu – inny go nie zadowalał.

    Choć Bruce Lee zmarł w 1973 roku, popyt na jego osobę pozostał. Na tym gruncie wykształciło się kino Bruceploitation – fala niskobudżetowych produkcji balansujących na cienkiej granicy pomiędzy hołdem ku czci, a żerowaniem na popularności zmarłego mistrza. Podczas gdy filmy Bruce’a Lee kipiały życiową filozofią i perfekcjonizmem, naśladowcom tego brakowało. Kręcenie kilkuminutowego pojedynku z „Wejścia smoka” w gabinecie luster zajęło cały tydzień. Sceny w takich filmach jak „Wyjście smoka, wejście tygrysa” wyglądają, jakby poświęcono im na planie dokładnie tyle czasu ile trwają na ekranie, a pseudonimy artystyczne takie jak Bruce Le, Bruce Li, czy Bruce Lai przywodzą na myśl marki odzieżowe w stylu Adidos bądź Like.

    Najbardziej kasowym i rozpoznawalnym dziełem Lee, którego premiery nie dożył, jest wspomniane „Wejście smoka”. To jednak niedokończona „Gra śmierci”, miała być jego magnum opus i celuloidowym zapisem wyznawanych idei. Film z 1978 roku złożono z archiwalnych materiałów z udziałem Bruce’a i scen nakręconych już po jego śmierci. Pokraczna wersja niedoszłego arcydzieła jest jedynie zalążkiem tego, co planował Bruce Lee. W konsekwencji bliżej jej do Bruceploitation niż dokonań samego mistrza.

    Po tragicznej śmierci syna Bruce’a, Brandona Lee na planie gotyckiego „Kruka” mówiono o „klątwie rodu Lee”. Choć każdy poprzedni występ zastrzelonego aktora był mniej lub bardziej zasłużoną finansową klapą, film Alexa Proyasa zapewnił Brandonowi miejsce w filmowych annałach, a producentom wielokrotny zwrot z inwestycji. „Kruk” doczekał się szeregu kontynuacji i serialu telewizyjnego, które jednak nigdy nie dorównały popularnością splamionemu krwią pierwowzorowi.

    James Dean: „Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie; żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś”

    Po śmierci Jamesa Deana w wieku niespełna 25 lat studio filmowe otrzymywało tysiące listów od niedowierzających fanów, a dwie najbardziej zrozpaczone fanki popełniły samobójstwo. Niektórzy wierzą, że Dean cały i zdrowy wiedzie życie z dala od blasku fleszy. Choć to mało prawdopodobne, jedno jest pewne - jego wizerunek żyje i ma się bardzo dobrze. Swoją ponadczasowość zawdzięcza spójności – zarówno w życiu prywatnym jak i na ekranie był bohaterem bajronicznym – targanym namiętnościami buntownikiem w jeansach i czerwonej kurtce. Dodatkowym spoiwem integralnego wizerunku, a zarazem proroczą osobliwością było jego drugie imię – Byron. Przedwczesna śmierć zamroziła go w czasie, nie dając szansy na artystyczne przeistoczenie.

    Aktorzy z pokolenia Deana zwykle mają na przestrzeni kariery wiele twarzy. Clint Eastwood przebył długą drogę: od marynarza-statysty, przez kowboja z kwaśną miną, aż do człowieka orkiestry, trudniącego się wszystkim, co filmowe. Sean Connery nabierając zmarszczek, zarostu i siwych włosów przekształcał się z superszpiega 007 w doświadczonego mentora. Cal Trask w„Na wschód od Edenu”, Jim Stark w „Buntowniku bez powodu”, Jett Rink w„Olbrzymie”, wreszcie James Byron Dean w prawdziwym życiu – wymienione postaci stworzyły jeden, nieśmiertelny symbol młodej, zbuntowanej generacji Amerykanów.

    Pytanie: czy gdyby Dean osiągnął życiowy i aktorski staż zbliżony do Eastwooda, czy Connerego, nadal reprezentowałby to co jego bohaterowie z początku kariery? Trudno grać nastolatków do osiemdziesiątki. Zakładając aktorską ewolucję, czy nadal byłby inspiracją dla nonkomformistów i młodzieńczych buntowników? Wreszcie, czy stanowiłby tak częstą referencję dla muzycznych tekściarzy i producentów hipsterskich gadżetów z jego podobizną?

    Joshua Leonard: „Czy to Wiedźma z Blair? Nie, to sikająca Heather”

    W październiku 1994 roku troje studentów postanowiło spędzić weekend kręcąc film dokumentalny o tzw. wiedźmie z Blair. Uzbrojeni w wypożyczone kamery wyruszyli na poszukiwanie dobrej historii. Nigdy więcej ich nie widziano. To co zarejestrowali na taśmach zostało jednak odnalezione i kupione przez firmę Haxen Films, która zdołała zmontować film uwieczniający tę feralną wyprawę. Efekt trafił do kin jako „Blair Witch Project” mrożąc krew w żyłach milionów widzów na całym świecie.

    W rzeczywistości wiedźma z Blair nie istniała w ludowych przekazach, a jedynie w Internecie i to z niego przedostała się do zbiorowej świadomości. Strona http://www.blairwitch.com stopniowo dawkowała wieści na temat zaginionej trójki. O wiarygodność zadbano także na planie filmowym – improwizowano dialogi, zdjęcia stylizowano na „domowe”, aktorów trzymano w ciągłej niepewności, a nawet głodzono. Najistotniejsza część budowania percepcji widzów odbyła się jednak poza ekranem. To dzięki niej trzy osoby biegające z krzykiem po lesie metr od cywilizacji, znajdujące związane patyki i sterty kamyków, naprawdę wyglądały jak walczące o przetrwanie.

    Efekt? Kartki kondolencyjne wysyłane do rodzin aktorów i eskapady ratunkowe śladami zaginionych. Ćwierć miliarda dolarów zysku i rekord Guinessa pod względem zwrotu z filmowej inwestycji. Co jednak najważniejsze, trwałe miejsce w historii popkultury. Czy „Blair Witch Project” to dobry film? Nie ma to najmniejszego znaczenia – towarzysząca mu kampania marketingowa była najlepszą w dziejach kinematografii. Nie zmieniła tego nawet era Facebooka, w której obecnie żyjemy.

    Autor nieznany: „Śmierć płaci wszystkie nasze długi"

    Z pierwszoplanowych bohaterów niniejszego artykułu premier swoich najbardziej kasowych przebojów doczekały tylko gwiazdy „Blair Witch Project”. Pozostali zginęli naprawdę i oprócz swoich długów spłacili całą masę cudzych. Trzeba jednak uczciwie stwierdzić: gdyby nie budowana przez lata renoma serii i magnetyczna osobowość Paula Walkera jego śmierć odznaczyłaby się wyłącznie na drogowych statystykach. Bez niebywałego talentu i charyzmy James Dean nie podbiłby serc amerykańskiej młodzieży. Bruce Lee pozbawiony perfekcjonizmu i filozofii byłby kolejnym stereotypowym Chińczykiem. Bez hipnotyzującej kreacji Heatha Ledgera i jakości trylogii Mrocznego Rycerza, zarówno zgon aktora jak i strzelanina w Aurorze byłyby tylko kolejnymi wzmiankami na pasku w wiadomościach. Wreszcie, bez sugestywnego materiału filmowego, na kampanię BWP nikt by się nie nabrał. Tak jak nitro w „Szybkich i wściekłych” działa tylko na rozpędzone samochody, tak tragedia sama w sobie nie mogłaby nadać dziełu ładunku emocjonalnego, a co najwyżej spotęgować już istniejący. Jej rola jest jednak niepodważalna – niezależnie od tego czy budzi w nas smutek, fascynację, czy cmentarną hienę.
  • Zobacz całego bloga
Loszo Online
Na filmwebie od:
23 sierpnia 2005