aronn

nie podano imienia i nazwiska

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

WARTE OBEJRZENIA- 2012
| 55 komentarzy
WSTYD -czyli kino z pod znaku(ręki) McQueena.

Jest bardzo wymagające w odbiorze,ciężkie,chropowate,bez zbędnych(?) ozdobników tak było w przypadku "Głodu"tak jest również i w przypadku tego najnowszego jakim jest "Wstyd".Muszę się przyznać,że Głód przyjąłem chłodno,rezyser w ogóle nie idzie z widzem na żaden kompromis,jest wręcz anty-filmowo.Tym razem jednak Wstyd daje pewne "zaspokojenie"w odbiorze,McQueen idzie krok do przodu tak jak to zrobił wreszcie(i chwała mu za to) Refn ze swoim Drive(wszystkie jego wcześniejsze dzieła były w bardzo surowej, oszczędnej formie podane),nawet bym powiedział,ze widziałem pewne podobieństwa z twórczości Darrena Aronofskiego i nie wierzę,że poszczególni reżyserzy nie czerpią inspiracji od innych,ale mi akurat to nie przeszkadza...
Jest to kino psychologiczne,tak więc dla niektórych są to meandry(rewiry)nieosiągalne do ich zrozumienia,zanalizowania(ale takiego głębokiego)nie żebym kogoś obrażał,bardziej przestrzegał a wspominam o tym tylko dlatego-patrząc na wiele krzywdzących komentarzy nie tylko pod tym filmem,tak więc ta grupa odbiorców niech sobie odpuści seans.
Wracając do filmu jest to obraz kompletny bez fałszu jak to niektórzy mu zarzucają,głównie za sprawą bardzo wiarygodnej gry Fassbendera(widac,ze ten aktor idzie śladami Christian Bale'a-duże poświęcenie dla roli) i Mulligan(po słabym występie w Drive).Również idealnie muzyka wkomponowała się w obraz....Bałem się tylko jednego,słabego zakończenia,ale niepotrzebnie i chyba właśnie dzięki temu jeden punkt więcej w ocenie ode mnie.Dlaczego nie 10?Brakowało trochę większej ekspresji w całości((czytaj bardziej filmowo)no ale dzięki temu dostajemy większy realizm opowiedzianej historii.
Po tym filmie trzymam kciuki za tego rezysera,bo byc może rodzi się drugi Aronofsky.
Ocena-9/10

MISSION:IMPOSSIBLE-GHOST PROTOCOL-bardzo dobra sensacja ze szczyptą ironii.

"Tomek"tym filmem udowadnia,ze może wrócić na szczyt.
Po średnio udanych ostatnio rolach(szczególnie patrz:Jaja w tropikach,Wybuchowa para)wraca z przytupem,że tak powiem.Widać w jego grze dużą charyzmę,wiarygodność granej przez niego postaci,zresztą również całego zespołu i właśnie tu film najbardziej się broni,to jest zespół z krwi i kości nie pozbawiony wad, bardzo wiarygodny dzięki różnym swoim słabościom.Mimo trudnościom,idzie po trupach do przodu,plan na bieżąco musi być modyfikowany,jeśli zawiedzie plan- a,musi być w zanadrzu plan-b albo nawet c.
Spec grupa zalicza co chwile różne małe wtopy(i tu największa frajda dla oglądających)...
Każda mini misja,która prowadzi do głównego celu to majstersztyk pod względem techniczny w każdym calu,precyzja i jeszcze raz precyzja jak w zegarku szwajcarskim.
Zmiana kolejnych lokacji działa jak najbardziej na korzyść filmu,dzięki temu możemy uchwycić ducha,żyjących tam ludzi a to głównie zasługa reżysera,który przemyca nam do filmu małe smaczki patrz misja w Indiach-taniec brzucha wykonany przez urodziwe tancerki,misja w Dubaju-luksus wszechogarniający nas z każdej strony.
Odnośnie montażu najbliżej mu chyba do Casino Royal,czyli jest szybko,dynamicznie i bez tych nienaturalnych zwolnień jak to było u Johna Woo(patrz druga część).
Czego możemy jeszcze się spodziewać po tej części,na pewno humoru,niewymuszonego,ironicznego a największa to zasługa Simona Pegga,którego polubimy już od pierwszych minut,dzięki temu cały film nie jest jakiś pompatyczny w wymowie.
Podsumowując,faktycznie powinna to być bezpośrednia kontynuacja pierwszej rewelacyjnej części Briana De Palmy,druga to jakiś nierzeczywisty matrix zaś trzecia mimo że nie była taka zła zalatywała trochę b-klasowym filmem.No i czwarta,na którą wreszcie można iść śmiało bez żenady do kina!
Wreszcie na koniec obiektywna ocena,czyli w kategorii walorów intelektualnych 7,ale w kategorii blockbustera(hit kasowy)mocne 8.
No i jeszcze jedno trzeba dodać,Cruise jest to aktor,który jako jeden z niewielu chyba, rzadko korzysta z pomocy kaskaderów.

NIETYKALNI-Amerykanie mają swój "Zapach kobiety"a teraz Francuzi mają Nietykalnych.

I myślę,ze nie jest to stwierdzenie na wyrost.Ten film jest ponadczasowy jest w nim wszystko i szczypta dramatu i szczypta refleksji nad życiem do tego bardzo ironiczny inteligentny humor i zderzenie dwóch światów(nawet dosłownie biały z czarnym)co daje mieszankę wbrew pozorom wcale nie wybuchową ale bardziej jak Yin i yang( w filozofii chińskiej dwie przeciwne lecz uzupełniające się siły).
Ten obraz po prostu się chłonie jest jak masaż dla duszy,który ją nam koi,taka mała terapia.Ponadto aktorzy zagrali z taka lekkością a zarazem wiarygodnością,że w połączeniu z tym wszystkim co wymieniłem wcześniej plus idealnie dobraną muzyką tworzy obraz kompletny i zasługujący koniecznie,by go obejrzeć.
Ocena-8.5/10 

DZIEWCZYNA Z TATUAŻEM-czytaj,dziewczyna z mroczną duszą.

Ach te porównania...
Nie można o nich nie wspomnieć oglądając obie wersje.Najpierw miałem przyjemność obejrzeć tą pierwszą,no i zaczynamy.Najpierw odnośnie obu odtwórczyń Lisbeth,bo tu jest najwięcej kontrowersji,to,ze Rapace zagrała dobrze to wiemy właściwie przyćmiła resztę aktorów ale mogę powiedzieć z całą stanowczością,ze Mara podołała roli również,ba nawet teraz patrząc przez pryzmat porównania dwóch wersji to ta druga bardziej przypadła mi do gustu(moze dlatego,ze była ładniejsza)juz pomijam fakt,że wiek miała tak jak bohaterka z książki(nie czytałem).Zresztą Blomkvist również swoim wyglądem odrzucał w wersji skandynawskiej(bliski protoplasta Gołoty).Odnośnie Craiga mimo przylepionej łatki Bonda wypadł bardzo wiarygodnie.
Teraz odnośnie muzyki,która idealnie współgrała z obrazem w tej wersji pierwszej,zaś w drugiej była ba,wręcz rewelacyjna,energetyzująca,pulsująca(jeden z najlepszych soundracków)użyje takiego słowa ona była po prostu rozbuchana,no ale z drugiej strony miałem wrażenie,że aż przytłaczała cały obraz,wychodziła na pierwszy plan,czy to dobrze?Hmm.
Kończąc juz te wywody,Dziewczyna z Tatuażem to bardzo udany lifting,wszystko jest bardziej ładniejsze dla oka i ucha,tak więc amerykańską wersję oceniam wyżej,no ale nie ma się co dziwić za temat zabrała się osoba najbardziej odpowiednia do tego zadania(patrz:Zodiak).

Ale co mnie zaskoczyło najbardziej to sam końcowy wydzwięk obu filmów,zaznaczam,że książki nie czytałem i nie wiem co jest bliższe prawdy.

Spoiler:
Wersja skandynawska-ostatnia scena doskonała,nawet lepsza niż u Finchera,ona idzie w świat(zaczyna nowe zycie,całkowicie zmieniona,dla nas szok!Inny diametralnie jej wygląd,zostawia wszystko za sobą bez żalu,silna kobieta....
Wersja amerykańska koncówka bardziej jak z melodramatu,smutna...Również zmiana wizerunku ale chwilowa i dawkowana stopniowo,mniej zaskakująca a szkoda.No i ona porzucona znowu samotna ze swoimi demonami z przeszłości....
Ocena:9/10

MROCZNY RYCERZ POWSTAJE(bez znaczących spoilerów)-małe zmęczenie materiału?
Z dużej chmury mały deszcz?
No moze przesadziłem,deszcz był,moze i mała nawałnica,ale bez zbytnich wyładowań atmosferycznych.To miał byc epicki film,wielki,prawdopodobnie najlepszy w tym roku,przynajmniej ja tak myślałem.Juz pomijam,ze film nie ustrzegł się błędów fabularnych,albo inaczej dużo scen było mało prawdopodobnych,uproszczonych jak choćby,szybko wyleczona noga Bruce'a itp,było tego duzo,to każdy przyzna,inne można wytłumaczyc bardziej inne mniej,no ale to jest tylko film,mniejsza o to.

Cały film bardzo nierówny dużo plusów a zarazem minusów.
Z plusów na pewno Bane a w szczególności jego głos,oj robił wrażenie,chyba to najbardziej mi utkwiło z całego filmu ale z drugiej strony,mogli się twórcy pokusic i pod koniec pokazac jego cała twarz,gdy podczas walki z Batmanem on mu ją np,zrywa,pokazac jego złość,jego ból cierpienie bysmy to samo odczuli wpewnym sensie,bysmy mu nawet współczuli,jakby to wyszło dramatycznie,walka powinna byc dłuższa,Bane powinien zginac z rąk samego Batmana,mimo,ze ten nie zabija...A jak ginie Bane,wiemy szybko i bezboleśnie,uważam,ze za mało było dramatyzmu w tej konfrontacji ich obu,same walki tez słabo zmontowane,tak naprawdę mało widzimy,takie mam wrażenie jakby za duzo markowane a moze po prostu za mało brutalne....Zresztą sam film mimo,ze w bardzo mrocznym klimacie to jakis taki wygładzony,ludzie giną ale jakos odebralem to bez emocji,tak jakby Nolanowie bali się pokazać bardziej dosadnie pewne sceny przemocy a moze wymogi i nacisk producentów.
Z minusów zbyt dużo patosu,którego nie przekroczyli zbytnio w poprzednich częściach,tu było go aż nadto,za mało zwrotów akcji oprócz jednego pod koniec filmu(na szczęscie).
Duzo pozytywów do filmu wniosła też nowa postać Kobieta-Kot,tajemnicza,niebezpieczna trochę wyrachowana z ciężkim bagażem doświadczeń z przeszłości,mogę powiedziec,że Hathaway podołała roli.
Do plusów mozna zaliczyc również muzykę,ale wiadomo kto robił,szkoda tylko,że byla za mało różnorodna i to właśnie ona pchała cały film bez niej film by kwiczał,byłby jak nagi Król.
Podsumowując,TDK w konfrontacji z tą częścią mozna nazwac arcydziełem,ale nie wiem dlaczego mi akurat najlepiej przypadła do gustu czesc pierwsza,była najbardziej spójna,kompletna i zrobiona według receptury Hitchcocka:"najpierw trzęsienie ziemi potem napięcie musi rosnąć".
Ocena mimo wszystko wysoka:8/10

SKYFALL-tak dobry jak Casino Royale.
Naprawdę ciężko mi by było na tą chwilę powiedzieć,który z nich lepszy,moze na niekorzyść Skyfall działa to,ze widac pewne podobieństwa do Nolanowskiego TDK,chyba Mendes zauroczył się jego kinem,moze nawet trochę pozazdrościł ale na tym już kończy się lista utyskiwań,no moze oprócz wyboru kobiet dla Bonda jak dla mnie nie było na kim oka zawiesić.....Reszta to już tylko same superlatywy:Perfekcyjnie zrealizowane sceny akcji,ciekawe lokalizacje,genialne wręcz zdjęcia(szkoda tylko,ze muzyka nie zawsze im dorównywała),no i wszystko okraszone dośc dużą dawką psychologi.Bond sięga dna,fizycznego i psychicznego by się ponownie odrodzić,moze i banalne,ale prawdziwe,kto tego nie lubi.....
Ocena:9/10

 

komentarze

Jestem w trakcie oglądania szóstego sezonu "Dextera" i kurcze miałeś rację - "Dexter" jednak potrafi być kiepski :-/ Piąty sezon bardzo mi się podobał, a ten szósty w ogóle mnie nie wciąga. Nudny, powierzchowny, bez humoru, bez polotu... może jeszcze mi się odmieni opinia w miarę oglądania następnych odcinków, ale jak na razie to faktycznie są w stanie człowieka rozczarować :-/

Zakończenie nie zdradzam oczywiście jest tak absurdalne,że tówrcy sensownie nie wiem jak wyjdą z tego w 7-sezonie.Polecam inny genialny serial Breaking Bad,to teraz mój lider ;)

Kurde, wiesz co, dobił mnie ten Dexter :P Obejrzałam całość i durne to takie, że szkoda słów. Pod każdym względem to porażka. Ten brat Sam jedynie nie był zły, bo w przypadku tego rodzaju postaci naprawdę trudno, żeby nie wypadły jakoś naiwnie, a ta cała wiara - ogólnie jego światopogląd na życie, Boga itp. - wypadły naprawdę nieźle. No ale poza tym to kanał. Ten duch brata Dexa wyszedł szalenie kulawo, choć rozumiem, że mieli taki zamysł, żeby niby coś tam w nim walczyło i chwilowo obudził się ten zły... no ale kiepsko to wyszło. I tak samo potem te wizje tego zmarłego ojca. Kurcze, wcześniej jak wykorzystywali tego rodzaju zabiegi to to było zgrabne - nie było tego nachalnie dużo i wypadało przekonująco, a teraz to ciągle te "duchy" łaziły za Dexterem jak psy :P ...a i do tego ten idiotyczny pomysł z nieżyjącym od trzech lat profesorem :P Ciekawe, że ta porwana laska mówiła o dwóch osobach, a niby te walki duchowe to się powinno dziać w umyśle tych ludzi z urojeniami, a nie w ten sposób, że jakaś inna osoba odnosi wrażenie, że chodzą przy niej dwie osoby i słyszy jedną starszą, a drugą młodszą, która tą starszą nazywa profesorem... Ciekawe, że jakoś później nie było scen, w których ten młody udawałby Gellara, a wcześniej niby na tym bazowało jego szaleństwo, że Gellar był tą jego złą częścią. Bez sensu skoro on zabił Gellara, bo był za mało zły.. popieprzyli wszystko. I to jak Dex się uratował... załamka. Albo to jak rozwalił twarz na obrazie, bo oczywiście cała ekipa przyjechała na miejsce wcześniej, ale nikt nie wszedł tam gdzie Dex :P ... Albo przy końcu jak udawał, że sobie robi zastrzyk i akurat miał pustą strzykawkę i z tej bliskiej odległości ten morderca nie widział, że Dex nic sobie nie wstrzykuje. To wszystko po prostu było tragiczne no.
Z Laguerdy znowu zrobili sukę, czyli zmiana o 180 stopni - bez sensu.

Ale o coś chciałam Cię spytać, bo ja się już pogubiłam, bo oglądam te sezony w odstępach około rocznych i w dodatku jakiś czas temu przeczytałam jeszcze te ciulowate ksiazki na podstawie których to jest, więc mogą mi się te wszystkie informacje mącić.
No więc pytanie dotyczy pokrewieństwa Deb i Dexa. Czy nie było tak, że najpierw oni myśleli, że Dex jest adoptowany, a potem jak on odkrył, że jego matka była kochanką jego ojca, to nie wyszło na to, że on jest synem ojca Deb? I nie było tak, że potem jakoś przypadkiem wygadał jej to jak tam cos gadał na ten temat, że ten ojciec wcale nie był taki bez skazy? Może on wtedy tylko powiedział jej że ojciec miał kochankę, ale nie powiedział, że to była jego matka, co? Jak to było? Weź mi napisz, bo ja juz nie pamiętam.
Swoją drogą Debora miała już gorszą wizję swojego ojca po tym jak wyszła ta cała sprawa z kochanką. Była wręcz źle nastawiona do ojca, a teraz znowu odstawiają teatrzyk, że w jej oczach to ojciec hiroł i zawsze tylko pragnęła jego uznania bo był taki kure wsko nieskalany.

A co do tej końcówki sezonu, to w ogóle kretyńskie było, że zawiózł tego gościa do tego kościoła. Kurde to było miejsce zbrodni, a on tam sobie urządza mordowanie... prosiło się, żeby ktoś wszedł w trakcie. Maksymalnie kretyńskie.

Nie,no teraz dokładnie tez nie pamiętam jak to było...ale mnie co innego dobiło w tym sezonie,który mógłby bć tylko słaby a tak jest no nie wiem jakąś farsą?No bo wychodzi na to:

Spoiler:
Ze Deb zakochała się w bracie,zresztą pod koniec sezonu mówi mu to wprost:"Kocham Ciebie"ale on to odbiera jak miłośc siostry do brata.Teraz ona widział go przy morderstwie i co będzie go kryć?Łyknie,że to był jednorazowy wyskok?Albo będzie akceptowała jego sposob wymierzania sprawiedliwości?Albo wyda go?No to ostatnie zapewne nie wchodzi w grę...

No wiem, schrzanili to dokumentnie. Do tego jeszcze wychodzi na to, że ten cały wydział właściwie nie jest potrzebny, wręcz raczej tylko przeszkadza, bo Dexter w pojedynkę jest w stanie wyśledzić kogo trzeba, ukarać kogo trzeba i w wolnym czasie (poza wychowywaniem syna :P ) non stop zwodzić całą policję Miami fabrykując fałszywe tropy i przestępstwa. I ciekawe, że np. Masuka nie zauważył, że tamta odcięta ręka była zamrożona, no nie? To raczej podstawa, te tkanki się przecież zmieniają przy zamrożeniu, chyba nie da się tego nie zauważyć. A Dex uciął tą rękę, siłą rzeczy rozmroził i to pewnie z kilka razy, bo latał z nią w kółko, w przerwach trzymał w chłodni, czyli ponownie zamrażał, i nagle, po tym wszystkim nikt nie zauważa, że trochę już ta ręka przeszła w swoim nieżyciu :P
Wcześniej Dex zwodził policję, ale tylko w sytuacjach faktycznej konieczności, a nie tak, że praktycznie nie robi nic innego. Przesadzili z tym wszystkim. Przekroczyli wszystkie granice i zrobił się z tego jakiś chaos i no właśnie groteska.
Albo ta scena, w której Batista leży związany i wokół niego płomienie :))) To było takie durne! Morderca nie zdążył go zastrzelić, ale zdążył rozpalić wokół ogień - żeby było nastrojowo :D ...Jeśli użył jakiejś benzyny czy czegoś, to chyba powinien w pierwszej kolejności polać Batistę, a nie całą resztę oprócz Batisty. To było miażdżąco kretyńskie.
No a ta Deb z tą jej miłością idiotyczną widząca Dexa nad tą całą folią. To takie głupie. I tak jak piszesz - jakkolwiek będą usiłowali z tego wybrnąć wypadnie idiotycznie jak cały ten sezon.
Nie mogłam uwierzyć jak to oglądałam. Każdy z wcześniejszych sezonów przykuwał mnie do kompa i bez względu na głód i porę :P chciałam oglądać dalej, a oglądając ten sezon tylko czekałam aż się skończy :-/
Swoją drogą ten Dexter ma mordę jak jaskiniowiec :P I te włosy takie jakby miał peruczkę :)) Też dobre było jak tamten go namalował jako bestię w parę sekund. Daj Boże taki talent, no nie? ;P Trzaskał te obrazy w tempie błyskawicznym. Ale no właśnie - to jedno było fajne w tym sezonie - te obrazy - naprawdę całkiem ładne obrazy. I te szkice w zeszycie Gellara też fajne. Pomyśl, oni tam tak sobie opuszczają taki kościół :P i można iść i się osiedlić w czymś takim i nikt Cię nie nachodzi, można swobodnie mordować, planować.. wszystko... żyć, nie umierać :P

he he dokładnie,zyć nie umierać,w ogóle wszyscy bohaterzy tego serialu mają wieczne wakacje :P

Ale patrz, prawdziwy fan jest w stanie docenić szósty sezon i nawet zmontować filmik na temat relacji Dex & Deb :P http://www.youtube.com/watch?v=aQ55MNIqCGA&feature=relat...

Co do wiecznych wakacji, to taa, dokładnie. Niby tu praca, obowiązki, adekwatna do tego pensyjka, ale wieczorem można iść się upić, rano zaspać, przed południem podjechać gdzieś "przy okazji", po południu wpaść gdzieś "po drodze" :P Sam Dex, mimo że to przecież najwydajniejszy pracownik wydziału :P, wpada na wydział raczej przy okazji... jak ma wolną chwilę, albo musi zasilić swoją "podróżną apteczkę" o jakieś przybory czy coś :P .. większość czasu zajmują mu sprawy osobiste :P ... A jak już "jest w pracy" to i tak cały czas googluje w "sprawach osobistych" :P ... Ty, a widziałeś tego www.netrangler.com ? Ja na to nie zwracałam uwagi dopóki nie zaczęli gadać o wyszukiwarce Eliot niby lepszej od przestarzałego google'a :P
Weź tam daj coś na wyszukanie i zobacz te komentarze bohaterów serialu tam po prawej - dlaczego lubią akurat tą wspaniałą wyszukiwarkę :P Dobry jest ojciec Dexa z tekstem o spaghetti :P

ej, ale to z krzesłem hehe - to oddaje poziom inteligencji całego sezonu :P http://www.youtube.com/watch?v=KZz6zzqBJtM

życie niechcianego krzesła :P http://www.youtube.com/watch?v=znJIdDic8zY

No i najbardziej wnerwiająca postać 6 sezonu-pani psycholożka.

Do urzygu normalnie :P Cudowna, wyrozumiała kobieta z darem do formułowania super infantylnie brzmiących wypowiedzi :P

Żadnego filmu z wyżej wymienionych jeszcze nie widziałam.

"Wstyd" nie wiem może kiedyś zobaczę ten film, chociaż ostatnio prawie cały film mi koleżanka opowiedziała włącznie z zakończeniem, więc nie wiem czy bd miało to sens.
"M:I Ghost Protocol" ten film zamierzam zobaczyć, jak znajdę czas ^^
"Dziewczyna z tatuażem" słyszałam, że wersja skandynawska jest lepsza, ale ta podobno tez nie jest najgorsza, może kiedyś obejrzę...

Pozdrawiam ;)

No jak ci opowiedziała cały film to postąpiła bardzo nie dobrze :P

niegodziwie :P

Obejrzałam wczoraj "Idy marcowe" i widzę, że na tyle samo co ja to oceniasz. Spodziewałam się jakoś więcej po tym filmie. Jakichś większych machlojek itp. No bo to co w nim zaszło to taki ciąg przypadków i no jest widoczna ta pewna sterowność, że na ważniejsze rzeczy, obsadę władzy, politykę itp. wpływają interesy prywatne, ale mimo wszystko takie to dosyć delikatne. Rzeczywistość jest bardziej brutalna, a ludzie z tych kręgów bardziej po trupach idący. No i też trochę nie rozumiem tej laski po co zrobiła to, co zrobiła. (żeby nie spoilerować) No bo to przecież nic nie zmieniło na plus. Poza tym, że wiadomo kto jeszcze się tym posłużył. Gdyby tego nie zrobiła mniej by zaszkodziła.
Ciekawy jest spryt głównego bohatera, że tak się potrafił poprześlizgiwać i wykorzystać co trzeba nawet w niesprzyjających warunkach, ale poza tym żadnych fajerwerków.

Tak to co ona zrobiło tez mnie trochę zdziwiło....No a odnośnie całości filmu nawet założyłem kiedys temat:

http://www.filmweb.pl/film/Idy+marcowe-2011-530029/discussio...

No ja znowu głosowałem i teraz żałuję...

Ale widzę, że Cię wzięło. W sensie samej tematyki. A ja własnie myślałam, że będzie tam więcej jakichś nieczystych zagrań, więc jak dla mnie to było dosyć lajtowo w porównaniu z rzeczywistością.
"Barwy kampanii" zrobiły na mnie kiedyś dużo większe wrażenie, z tymże nie wiem jak bym to odebrała teraz, bo to było lata temu i już nie za bardzo pamiętam na czym tam polegały te różne rozgrywki, ale wydaje mi się, że były bardziej złożone i takie, że trudno oceniać co dobre, a co złe - takie bardziej wieloznaczne i przez to trudniejsze.

A mi "Wstyd" skojarzył się właśnie z "Drive", ale to przez tą aktorkę i trochę z "Antychrystem" i "Melancholią" von Triera, wiesz? Jakoś tak przez klimat i to, że McQueen nie boi się dotykać tych "brudnych" elementów życia i świata, a wręcz właśnie one go interesują. Miałam też pewne skojarzenie z "Intymnością", ale to już dalsze, raczej związane z tym, że podobnie bezkompromisowo "zajęto" się tu rozpatrywaniem seksualności głównego bohatera.

Z "Drive" nie wiem czy by mi się skojarzyło, gdyby nie ta aktorka. Ja nie uważam, że ona była słaba w "Drive", według mnie bardzo podciągnęła "Drive" właśnie do góry. Gosling nie emanuje emocjami i mógłby być tam problem z tym, żeby uwierzyć, że oni tyle przeżywają w środku, choć na zewnątrz tak niewiele się dzieje (chodzi mi o wydarzenia związane z ich relacją, sygnalizujące ich uczucia - tego jest naprawdę mało). I myślę, że właśnie dzięki Mulligan te wszystkie emocje i uczucia tak łatwo się odbiera, bo ona naprawdę to emituje. Wygląd ma w sumie według mnie taki dość średni, ale kurcze - ten ładunek emocjonalny jaki wypromieniowuje :) to jest COŚ! Pod tym względem jest świetna i zaczarowuje te filmy. A kiedy śpiewała we "Wstydzie" to wiesz z czym mi się to kojarzyło? Z "Mulholland Drive". W "MD" jest tyle nierozładowanych dręczących emocji. Cały ten film to jeden wielki ciąg umęczenia tymi miotającymi szczególnie główną bohaterkę emocjami. I w tej scenie, kiedy one jadą w nocy i słuchają w tym dziwnym jakby teatrze śpiewu pojedynczej kobiety na scenie - wtedy jest jakby kulminacja emocjonalna i to jest tak silne, że aż boli, więc muszą płakać. I choć ta scena śpiewu we "Wstydzie" nie jest niby jakaś wielce smutna, to jednak jest tam spory ładunek tęsknoty, niespełnienia, udawania, że coś się zmieniło na lepsze, że w ogóle coś da się zmienić. I to mi się właśnie bardzo kojarzy z tym śpiewem z "Mulholland Drive".

No dla mnie jak na razie "Wstyd" jest najlepszym filmem tego roku,za den ładunek emocjonalny porównywalny na równi z Czarnym łabędziem,no po prostu takie filmy najbardziej cenię,trzymają,że tak powiem za gardło i nie puszczają aż do samego finału.

Przecież "Jaja w tropikach" to popisowa rola Cruise'a...

jesteś jak wirus,trzeba by było jakis program antywirusowy wymyślić na ciebie :P

Widze, ze nie tylko mi Wstyd skojarzyl sie z Drivem. Jednak cos w tym musi byc.
Na Wstyd "natknelam" sie przez przypadek, ogladajac filmy z Fassbenderem, ale musze powiedziec, ze lepszego filmu dawno nie widzialam.

Książka jest tutułem obowiązkowym. Nie na darmo trafia do czytelników każdego pokolenia.

Szwedzkiej wersji filmu czegoś zabrakło. Był momentami nudny, a sama postać Lisbeth była raz że za stara, dwa nie miała tego czegoś.

Fincher zrobił swoje i pokazał to co było w ksiązce najlepsze. Odpowiednio dobrani aktorzy zagrali znakomicie. Muzyka to po prostu majstersztyk.

A dla mnie właśnie ta szwedzka wersja jest doskonała, a amerykańska jest jakaś taka pusta, powierzchowna i nierealistyczna. Obsada mi w ogóle nie pasuje. Świetne intro, to faktycznie naprawdę ciekawe, ale sam film strasznie mnie wymęczył.

Ja widzę,ze Eleonoro ty skłaniasz sie bardziej ku europejskiemu kinu,który stawia na minimalizm,oczywiście nie mówię,że to zle...Pewnie Vanilla Sky,też wolisz wersje europejską :P

Wiesz co, właśnie wcale nie. Chyba większość moich najulubieńszych filmów stanowią produkcje amerykańskie. "Abre los ojos" według mnie do pięt nie dorasta "Vanilla Sky". I też nie mam nic przeciwko remake'om, bo lubię zobaczyć jak dany pomysł, daną historię można pokazać w dwóch stylach czy z różnych perspektyw. Np. bardzo podoba mi się też remake "Let Me In". Sama historia, o której opowiada film niby bardzo mało się różni w remake'u i pierwowzorze, ale klimat i powiedzmy sens historii jak i związku między bohaterami czy samej tej wampirki są zupełnie inne.

Co do "Millennium" to wiesz ta wersja amerykańska wydaje mi się zbyt nienaturalna. Lisabeth wcale mi się nie podoba (tak w kwestii fizycznej), ale jednocześnie odbieram ją jako dość delikatną. Nie przekonuje mnie, że ona mogłaby jakoś wyjść cało z jakiejś opresji, albo komuś dowalić. Choćby podołać temu fizycznie. Do tego jeszcze jest jakaś taka wymuskana w tej swojej stylizacji. Ma zbyt zadbane włosy, wszystko tak dokładnie dopracowane, odprasowane - nie wygląda na laskę, która może zrobić parę przewrotów, nie spać, jeść byle co i działać. Tamta z "Millennium" też jest drobna, ale taka bardziej twarda i nie wyfiokowana. A i jako kobieta po prostu jest według mnie ładniejsza.
I powiem Ci, że jakoś odrzuca mnie Craig :P On jest taki jakiś pusty z wyglądu. Ja wiem, że to niby przystojny facet, ale mi się on w ogóle nie podoba i do mnie on nie przemawia ani w roli przystojnego łamacza serc, ani zwykłego faceta. Sama nie wiem jak oceniać jego grę, bo mam wrażenie, że każda jego postać jest taka sama i tak samo jałowa. W "Dziewczynie z tatuażem" ma grać faceta zapracowanego, źle się odżywiającego, żyjącego wyłącznie dla idei. Taka jest ta postać. Tzn. może powiedzmy tak: jeśli ktoś chce inne spojrzenie - inną interpretację tej postaci, to to może mu nawet przypaść do gustu. I tak jak pisałam ja zazwyczaj też lubię takie różne wariacje na temat, ale akurat w przypadku tej historii jednak zależy mi na trzymaniu się pierwotnej idei postaci i historii. Ta postać książkowa pod każdym względem była podobna do Larssona. Wcześniej oglądałam fajny dokument o Larssonie i jakoś przesiąkłam wizją tego człowieka. Tego jaki był naprawdę. A to był właśnie taki skrajny ideowiec, poświęcający wszystko dla walki o sprawiedliwość. Codziennie ryzykujący. Naprawdę świetny facet. Wygląd miał przeciętny i czuł się taki no niezbyt atrakcyjny. Jednocześnie miał romans z koleżanką z pracy - z czasopisma. Kropka w kropkę jak w historii książkowej. I ten szwedzki aktor idealnie mi pasuje do tej postaci. Całkowicie mnie przekonuje. Taki zwykły gość robiący niezwykłe rzeczy, do których napędza go wyłącznie walka o sprawiedliwość. Nie za chudy, nie za gruby, nie mający czasu na dbanie o siebie, jedzący byle co itd. Wykapany Larsson :)

No i wiesz też jakoś ten szwedzki bardzo mi się podoba - robi świetny klimat. Angielski mi do tego nie pasuje. Swoją drogą kupiłam to sobie na dvd i wczoraj nawet włączyłam, ale z lektorem no i z lektorem już nie jest to. Oczywiście w ogóle nie rozumiem tego pokręconego języka, ale słuchanie go podczas oglądania filmu robi sporą różnicę :) To tak jak lubię oglądać bez lektora "Strasznie szczęśliwych".

Och, wiesz co, to jak "Syriana". Zakochałam się w tym filmie. Tam w kółko lecą teksty po arabsku. Nawet Clooney (za którym zresztą przepadam) nauczył się trochę arabskiego do tego filmu :) I tak swoją drogą też przytył do niego 14 kilo, co czyni z niego tam takiego śmiesznego przyciężkiego pana. Ma brodę i zdecydowanie przypomina świętego Mikołaja :P Tak czy siak film rewelacyjny, aczkolwiek po pierwszym razie wiedziałam tylko tyle, że zaspokoił mnie pod względem elementów arabskich, które jakoś cholernie mnie ciągną, ale nie łapałam się kto był kim hehe Po drugim seansie prawie wszystko sobie już w głowie poukładałam, ale dopiero po trzecim to dopięłam :P Tam jest od cholery postaci i układów, ale jak już się to ogranie, to film jest wprost cudowny. No przynajmniej według mojego gustu.

Tak więc wracając do tych kwestii amerykańskich, to ja tam wcale się nie wstydzę tego, że lubię amerykańskie kino. Tylko po prostu ta "Dziewczyna z tatuażem" niezbyt mi podeszła. Ten Craig jako idealista ciapowaty życiowo mi nie pasuje, a innej formy tego bohatera jakoś nie kupuję. No ogólnie nierealistyczne to wszystko mi się wydaje. Te zdolności Lisabeth też są takie na maxa naciągnięte, a w "Millennium" nie odnoszę takiego wrażenia.

A wiesz co, Craig w ogóle mi podpadł, bo moja ukochana Rachel Weisz poleciała na niego (czego kompletnie zresztą nie pojmuję) zostawiając w ten sposób mojego drogiego Aronofsky'ego, który faktycznie nie dbał o wygląd (a kurde choć trochę powinien:P ), no ale myślałam, że oni są taką cudowną parą. Że tak pasują do siebie wiesz duchowo, umysłowo... takie to było ogólnie urocze i chlast i panna uciekła z Craigiem :P i to w dodatku po tak fatalnym filmie jak "Dom ze snów". Jak się ludzie chcą uwodzić na planie jakiegoś filmu, to też mogliby na planie jakiegoś lepszego :P
Tak czy siak nie rozumiem jak można chcieć poślubić Craiga i że jeszcze Rachel "mi" to zrobiła :P

Ja wiem,wiem,Ty ubustwiasz Oldmana,ale jakbym ja był kobietą to nijak by on był w moim guście :P

Ty nie wiesz co by było jak byś był kobietą :P ale tak swoją drogą, to ja wiem, że są kobiety, którym Gary w ogóle się nie podoba, tak więc dla mnie to nie jest jakiś przerażający nius :PPPPP

Niezależnie od płci dany facet czy kobieta może się podobać lub nie. Ja to szanuję i nie popularyzuje odlecianych poglądów tego rodzaju, że facetowi nie wypada oceniać wyglądu faceta itd. Tobie widzisz ten Craig się podoba (no na tyle, że nie drażni Cię jego facjata) i masz w tym fart, bo wtedy nie psuje Ci filmu. Dla Ciebie z kolei odstręczający był ten aktor ze szwedzkiej wersji, no nie? I to Ci tam przeszkadzało. No i o to chodzi. Mamy tak na odwrót, że mi bardziej pasują ci aktorzy z wersji szwedzkiej, a Tobie z amerykańskiej.

Ty nie oglądałeś "Solaris", co? O to amerykańskie mi chodzi, z Clooney'em. Jak dla mnie bardzo piękny ten film, choć nie do końca go rozumiem. Przeczytałam nawet książkę, bo myślałam, że coś mi rozjaśni, ale książka od filmu dość mocno się różni. Ja w ogóle jakoś kiepsko toleruję s-f zwłaszcza w formie pisanej. Wynudziła mnie ta książka, choć nie wypada tak pisać, bo to niby przecież arcydzieło światowe.
Ty nie masz "Źródła" ocenionego, a chyba oglądałeś przecież.. nie?

Nie no obie wersje mi sie podobały,ta pierwsza surowa bardziej i przez to naturalna w odbiorze,nic podkolorowanego,szara rzeczywistość dla jednych to atut dla innych nie...Tylko po prostu wersja amerykańska przez to że jest tak podrasowana(dobór aktorów,zdjęcia a przede wszystkim muzyka)to jest bardziej "filmowa"dlatego oceniłem wyżej,bardziej mnie połechtała jak ładny samochód.

Odnośnie Solaris bardzo dobry film ale juz dawno go ogladałem tak więc musiałbym sobie odświeżyć jeszcze raz.Ja wiem,że ty nie lubisz zbytniego efekciarstwa w filmach sf a Solaris nie posiada właśnie tego efekciarstwa nachalnego,to takie subtelne kino i własnie dlatego polecam gorąco inny film,który zapewne Ci sie spodoba:
http://www.filmweb.pl/film/Moon-2009-473111

Zródło to jedyny film Aronofskiego,który mi nie podszedł,dlaczego?Sam nie wiem tak samo miałem Z Drzewem Życia oba zbyt metafizyczne?

Tzn. nie wiem czy o efekciarstwo chodzi, bo mi się bardzo podoba cała masa efekciarstwa w "Sucker Punch" (to nie jest sf, ja wiem, ale akurat te efekty są tego typu, no przynajmniej część z nich). Mnie po prostu nudzą te wątki s-f. W filmach to to jeszcze daje rade, ale w książkach jest gorzej. Wiesz kilkadziesiąt stron gadania o badaniach, pomiarach itd. Ja w życiu rzeczywistym też nie lubię pomiarów zresztą. Tzn. to też złe określenie. Zupełnie złe. Jeśli chodzi o pomiary na skalę lokalną - jakieś działania, w których widać cel - początek i może niekoniecznie koniec - ale sens - to to jest ok. Ale dobijają mnie badania tego rodzaju jak liczenie jakiejś poprawki do współczynnika do wzoru, który być może coś tam jeśli w ogóle do czegoś tam zostanie użyty itd itd .. ten cały bezsens w tym, to oderwanie od rzeczywistości czy rzeczy faktycznie ważnych. Tego nie lubię. A w książkach sf ludzie robią mnóstwo takich bezsensownych rzeczy i wielkim odkryciem na końcu okazuje się często to, że wszystko to nie miało sensu. Mniej więcej takie jest przesłanie "Solaris" książki. Oczywiście w pewnym uproszczeniu, ale żeby przez to przejść trzeba się zapoznać z historią badań tej planety, co jak powstaje, co jak znika, co się zagłębia, co gdzie wystaje, coś przyciąga, a ktoś tam gdzieś ileś zrobił przelotów itd. Mnie to dobija po prostu :) Mnie to najzwyczajniej nudzi. Szczęśliwie w filmach tego już jest mniej, bo po prostu nie ma jak tyle ględzić w filmie o jakichś pomiarach robionych nie wiadomo po co. W filmie mogą zasygnalizować, że robiono badania i już przeskakujemy do stanu z badaniami gotowymi :) Coś w tym stylu - i to mnie ratuje :)

To obejrzę ten film "Moon", bo Ty bardzo dobrze zawsze polecasz :)

No ale to jednak oglądałeś Źródło, a nie masz ocenionego. Mnie ta metafizyka właśnie urzekła. Co do "Drzewa życia" to nadal jeszcze nie obejrzałam, a też słyszałam własnie bardzo podzielone opinie i to w taki sposób, że faktycznie wydaje się, że może to być film metafizyczny. Dla mnie to by było na plus.

Wiesz, jeszcze co do tego oceniania filmu jako filmu. Jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Obejrzałam jakiś czas temu "Rzeź" Polańskiego. No i właśnie, nawet to się dobrze oglądało, chociaż jak na film dosyć to krótkie. No ale poza tym widać, że to pomyślane jako spektakl teatralny. No i jak to ocenić jako film? Tak dziwnie wtedy jakoś. Dałam 6 gwiazdek, chciałam podwyższyć do 7, ale na razie jakoś jednak nie podwyższam. Nie uważam, że to zły film, ale po prostu jakoś nie do końca to film, więc nie bardzo to jakoś oceniać jako film. Też uważam, że jednak całość - sposób kręcenia, efekty (jeśli dany film ich wymaga)- to wszystko wytycza ocenę. Tam nawet nie można za bardzo chwalić scenografii, bo to po prostu zwykłe mieszkanie.

No wiesz we wszystkim nie mozemy sie zgadzac jesli chodzi o te nasze wspólne ocenianie filmów,bo jeśli by było inaczej to tak jakby 6-ka w totolotka a wiemy że to rzadkość :P
Zródła nie oceniłem,bo naprawdę nie wiem na jaka ocenę zasługuje w moim mniemaniu,wszystkie inne jego filmy mnie urzekły ;)

Wiesz, my i tak po prostu mamy inne podejście do samego przydzielania ocen. Do tego dochodzą pewne różnice gustu, więc w końcu wychodzą inne oceny, ale mnie to za bardzo nie obchodzi, bo bardziej liczy się dla mnie wartość praktyczna, a nie odrealnione gustopodobieństwo. Poza tym Ty nie musisz lubić tego co ja, a i tak zazwyczaj bardzo dobrze wyczuwasz co mi się może spodobać. To jest całkiem wygodne :P Ale tak poza tym to i tak uważam, że pod wieloma względami mamy podobny gust.

Wiem, że lubisz Aronofsky'ego i dlatego sprawdzałam to "Źródło", a poza tym ono mi się tak trochę skojarzyło z "Solaris". Byłam ciekawa Twojego zdania na temat "Solaris" i dlatego szperałam Ci po zakładkach :P Nie z jakiejś innej, brzydkiej wścibskości :P To nie było nic nieprzyzwoitego :PP

A tak w ogóle niedawno wygrzebałam z półki dvd z "Amerykański wilkołak w Paryżu", bo myślałam, że to lipa i że będę chciała się tego pozbyć, a jak włączyłam to okazało się, że mi się podoba :PPP Czasem szafy kryją miłe niespodzianki.
(nie tylko trupy)

Ja tam nic nie mam do tego,ze ktoś u mnie szpera,gorzej jeśli odwrotnie by było ;)

Jak szpergasz u kogoś to Ci przeszkadza?

ej, obejrzałam "Moon' i jak zwykle dałam jedną gwiazdkę więcej niż Ty :) To już chyba tradycja. W każdym razie film świetny i trzeba poszukać muzyki z niego, bo tez świetna. I wiesz, ja w sumie lubię tego aktora. Niby nie jest jakiś przystojny, ale coś w sobie ma. Weszłam na jego stronkę filmwebową i jaki tam jest temat? O tym, że przypomina z wyglądu Garego :) No to wszystko tłumaczy, nie? No, ale faktycznie jest w nim jakiś element podobny do Oldmana. Obaj mają w twarzy ten charakterystyczny wyraz wyplucia - jakby coś ich przeciągnęło pod ciężarówką, przetrawiło i wypluło :P Taki jakby grymas degustacji wynikającej z przeżywania wiecznego kaca :P Mi się to podoba :D

odwrotnie,to znaczy jesli nikt by u mnie nie szperał.
No widzisz kolejny raz trafiłem w twoje gusta...

No to będę wiernie szpergać. W ten sposób będę się czuć potrzebną :PPPPP

Aronnie, mój drogi (że się tak spoufalę), poszpyrgałam Ci i widzę, że nie masz "Magnolii" ocenionej. Czy to może być prawdą żeś jej nie widział?? Jak tak, to weź obejrzyj, pliss! Byłoby fajnie gdyby to wyszło z mojego polecenia! "Magnolia" powinna zaspokoić Twoje wymagania, także pod względem piękności na kształt auta.

Magnolię oczywiście obejrzałem,pewnie nie oceniłem,bo jeszcze nie byłem zalogowany na fw swego czasu.Teraz nie ocenię,bo musiałbym jeszcze raz odświeżyć ten film,trochę zatarł sie w mojej pamięci,jak temu z Memento :P

Osz, skubany! Trudno Cię czymś zaskoczyć. Fakt, że to nie jest mało znany film, ale mimo wszystko miałam nadzieję :P "Human Contract" tez chyba oglądaleś.

nie,chodz tym filmem mnie molestujesz od jakiegos czasu :P

Ha! więc jednak! Nic nie poprawia nastroju jak udane molestowanie :P
A z dawniejszych produkcji "Existenz"? Widziałeś? :>

Ty, pytanie egzystencjalne: czy przeszkadzałoby Ci, gdybyś dalej sobie żył na Ziemi, a Twój klon pracowałby na księżycu? :P

Oczywiście widziałem bo to film Cronenberga,którego cenię i tu sie nasuwa pytanie czy ogladałaś Wschodnie obietnice tegoż reżysera,jeśli nie to bardzo żałuj.

http://www.filmweb.pl/film/Wschodnie+obietnice-2007-320377

"pytanie egzystencjalne: czy przeszkadzałoby Ci, gdybyś dalej sobie żył na Ziemi, a Twój klon pracowałby na księżycu? :P"
Myślę,że nie,bo przecież na kuli ziemskiej na pewno zyja osobniki bardzo podobne do nas a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy,taka druga Eleonora i aron :D


No wiesz, ale tu by chodziło o klony - czy życie klona ma jakiś wpływ na tego czyj to jest klon - w tym rzecz. Bo tak poza tym to jasne,że kogo to obchodzi. Dlatego właśnie tak bardzo wyzyskuje się te biedne klony :PP Ja za bardzo nie wierzę w możliwość zrobienia tego rodzaju klonów jak z tamtego filmu, ale sama idea do takiego dumania nad tym jest całkiem ciekawa. W "Aeon Flux" też jest nawet ciekawy pomysł. Tam to już zupełnie nierealny i w ogóle ten film jest bardziej taki jakby bajkowy - tego rodzaju historyjka rozrywkowa, ale jako pomysł fantasy/s-f to jest nawet ciekawe. Sam film dużo gorszy niż "Moon", a i po prostu w innym stylu, ale mimo wszystko nie taki zły jak by sugerowała ogólna ocena.

Wiesz, jestem w trakcie oglądania tego "Mrocznego rycerza" i mnie to jakoś nie bierze. Cała ta sprawa z Batmanem, czarne i białe charaktery i to wszystko w takiej konwencji jakby bardziej na poważnie. Ja już wolę pójście w stronę baśniową jak w tych starszych wersjach. Do baśniowej stylistyki pasują takie postacie. No ale oczywiście co kto lubi. Bale im starszy tym lepiej wygląda. Za młodu miał taką pucułowatą twarz, a z wiekiem rysy mu się wyostrzają - bardzo na plus. Ledger dobrze tam gra, ale też jednak nie jest to aż tak wspaniałe żeby warto było dla tej roli wariować :P a on tak się ponoć skrupulatnie w to wczuwał, prowadził taki jakby pamiętnik szaleńca itd. Trochę dużo zachodu jak na taki efekt. Optymalny do roli i filmu, ale mnie to po prostu nie bierze. Wolę filmy albo bardziej baśniowe albo bardziej realistyczno-życiowe.

A ten biedny Gary wygląda tak samo dobijająco jak w tej pierwszej części :P On to ma niezwykły talent do wybierania fatalnych ról. Ja nie wiem czy on po prostu bierze wszystko co dają, bo ma wieczne problemy finansowe, czy może uczy się pokory czy powiedzmy zbiera upokarzające doświadczenia ku oczyszczeniu ducha :P i to jeszcze z takim zaangażowaniem, tak leci na ich ilość, żeby mu starczyło na kilka inkarnacji :P
No ale straszne są te jego role. Wygląda jak emerytowany cieć :P Wąsiska, zwis podgardla i to ciągłe strapienie na twarzy, bo jest taaakim dzielnym stróżem prawa. Okrutne naprawdę :P No ale to cały Gary i właśnie jego role. W "Księdze ocalenia" też był chyba najgłupiej wykreowaną postacią w całym filmie. W "Nienarodzonym" tez taki typ dobrego starego nauczyciela ciapuły. Tragedia no :P


Aha, chciałam Ci polecić "Mordercę z Belfastu" i trylogię "Wilcze prawo". To naprawdę powinno Ci się mocno spodobać. Zacznij od "Mordercy..".

O tym Wilczym prawie cos słyszałem,będę musiał wreszcie obejrzeć i tego Mordercę z Belfastu też.Mi znowu Aeon Flux,bardzo nie podszedł,chyba dałem mu ocenę 1 :PP

No koniecznie. Tego "Mordercę.." musisz w najbliższym czasie.
Co do "Aeon Flux" to ja to potraktowałam w kategoriach typu opowieści niesamowite - tak jak są różne krótkie opowiadanka z jakimś wymyślnym pomysłem - a to jakiś opętany kot :P a to dom, który mówi czy coś tam innego porąbanego. I jak patrzyłam na to w ten sposób, to było całkiem ciekawym pomysłem to jak sobie wymyślili sposób na nieśmiertelność. Nie uważam, żeby to miało jakikolwiek sens czy jakieś odniesienie do realiów, jakieś prawdopodobieństwo itp., ale po prostu ciekawe, że komuś to przyszło do głowy - że sobie tak wykombinował.

O i super, "Dystrykt 9" też spodobał Ci się tak mocno jak mi :) Ja dopiero w ostatnich dniach go obejrzałam. Wczoraj nawet drugi raz. Dałam 9, ale mogłabym i 10. Ostateczna ocena jest jeszcze w stadium dojrzewania. Ale film cholernie oryginalny i naprawdę świetny. Chciałam Ci go polecieć gdybys nie widział, ale Ty oczywiście widziałeś, bo jesteś zawsze na bieżąco, skubańcu jeden :P

He,he,no bardzo oryginalne sf....Byłem nawet w kinie,no i oczywiście ten film wygrał mój plebiscyt na najlepszy w 2009 roku.Dopełnieniem była również niesamowita muzyka.Cieszę się,że wreszcie obejrzałaś ;)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz

gorące wpisy