Sherlock na miarę XXI wieku

Zawsze byłam i nadal jestem miłośniczką kryminałów i detektywów. Uwielbiałam Herkulesa Poirot, Joe Aleksa, porucznika Columbo i im podobnych. Uwielbiam House'a. Ale, co ciekawe, nigdy nie lubiłam Sherlocka Holmesa. Powieści i opowiadania Arthura Conan Doyle'a są według mnie średnimi książkami w ogólności i kiepskimi kryminałami w szczególności. Dotychczasowe filmowe próby sportretowania sławnego detektywa były raczej - zamierzonymi bądź nie - parodiami tudzież po prostu niezbyt udanymi ekranizacjami i tak nie najlepszego materiału.

Najnowszy filmowy Holmes w wykonaniu Roberta Downey Jr. z partnerującym mu Jude'em Lawem nie był [tak] zły [jak się spodziewałam] - był bardziej żywy niż poprzednie, zarówno jeśli chodzi o postacie, jak i scenografię: Holmes i Watson nie siedzieli w fotelach i tylko elegancko wozili się dorożką z miejsca na miejsce, a Londyn był czymś więcej niż statycznym obrazkiem dwóch ulicznych latarni wyłaniających się z gęstej, londyńskiej mgły, był żyjącym organizmem i czynnym bohaterem. Ale jednak film jako całość nie zachwycał - może kolejna odsłona będzie miała lepszy scenariusz.

Ale! Pojawiło się coś nowego: miniserial (jednorazowo tylko 3 odcinki, ale w postaci pełnometrażowych filmów) będący luźną i uwspółcześnioną adaptacją przygód tego najsłynniejszego chyba z wielkich detektywów. Zakochałam się od pierwszej minuty. A z każdą kolejną pogrążąłam bardziej. Dlaczego? Otóż:

Martin Freeman jako Watson jest świetny; ma swoje problemy i w żadnym wypadku nie jest tylko tłem dla tytułowego bohatera. Benedict Cumberbatch jako Holmes jest wprost rewelacyjny. To jest postać obrosła legendą i przytłoczona milionem mniej lub bardziej sztywnych interpretacji, które on zrzucił jednym wzruszeniem ramion i stworzył swoją własną, unikalną i w każdym calu doskonałą kreację. Niezłe są także postaci drugoplanowe. Film jest tak żywy, jak wspomniany już film Ritchiego: Londyn ze swoimi zaułkami, restauracjami, mostami, taksówkarzami, turystami i bezdomnymi jest pełnoprawnym bohaterem filmu. Tym bardziej, że jest to Londyn współczesny! Jeśli było coś, co jednak w poprzednich historiach o Holmesie lubiłam, to właśnie atmosferę Anglii z końca XIX wieku. Ale ten Sherlock, Sherlock XXI wieku nie tylko wnosi powiew świeżości i nowoczesności, lecz równocześnie zachowuje klimat konserwatywnej brytyjskości (w końcu to produkcja BBC). Bardzo dobry scenariusz - oczywiste, że nie można wprost przenieść opowiadań Arthura C. Doyle'a, jeśli chce się osadzić akcję w XXI wieku. Opowiedziane historie to więc luźne nawiązania do oryginałów, ale genialnie dopasowane i wkomponowane w rytm współczesnego Londynu. Do tego same w sobie trzymają się kupy, że tak powiem. Dobra muzyka - wydaje mi się, że jest wariacją na temat ścieżki Hansa Zimmera z filmu Guya Ritchiego, ale jeśli tak, to tym lepiej. Każdy odcinek jako osobna całość jest dobrym filmem: ktoś, kto w ogóle nigdy w życiu nie słyszał o Sherlocku Holmesie (o ile tacy ludzie istnieją), dostanie całkiem współczesny film, oryginalny, dobre kino akcji, dobre kino komediowe i dobre kino w ogóle. Z kolei widz, który ma jakiś szerszy kontekst, dostanie oprócz tego mnóstwo smaczków i mniej lub bardziej hermetycznych żartów na dokładkę, znajdzie nawiązania zarówno do literackiego pierwowzoru jak i do bardziej współczesnych interpretacji i w ogóle do miliona innych tekstów. Połączenie tradycji z nowoczesnością: mimo że Watson nie pisze opowiadań, tylko bloga, a Sherlock nie rozstaje się ze swoim smartphone'em, to dedukcja, a nie technika, dalej gra pierwsze skrzypce. Widać to także w formie: film sprawia wrażenie multimedialnego, bo gdy akcja toczy się w najlepsze, na ekranie pojawiają się podpowiedzi, dzięki którym widz może na bieżąco śledzić tok rozumowania Sherlocka. Nic w tej serii nie razi jako sztuczne: metody rodem z CSI, bardzo House'owata postawa Sherlocka (i tu dopiero dobrze widać, jak wiele House ma z Holmesa - a nie vece versa!) - to nie jest próba skopiowania czegoś, co już było, ale niezwykle umiejętne wykorzystanie dostępnych środków i możliwości współczesnego kina oraz dialog i świadome mruganie okiem do widza. Dawno nikt mi nie zrobił takiej przyjemności, odkurzając znaną książkę i znanych bohaterów i nadając im nowe życie.
80% uznało tę recenzję za pomocną (352 głosy).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

zobacz też:

pozostałe recenzje użytkowników (2):

komentarze

dodaj komentarz
  • Fajna, zachęcająca recenzja. Gdy będę miała dłuższą chwilę wolną, chętnie zobaczę choć kawałek tej produkcji, choć teraz już się boję, że wsiąknę w Sherlocka na amen, gdy tak czytam Twe pochwały. :) Przyznaję się bez bicia, że książek o Holmesie nigdy nie czytałam i choć miałam kilka podejść do kryminałów, nigdy nie rozmiłowałam się w tego typu literaturze, choć, jak wiadomo, człowiek się zmienia, a wraz z nim jego gust. W każdym razie moja niechęć nie obejmowała nigdy filmów z tego gatunku, więc w ramach rozrywki chętnie się pokuszę.

  • Hmm, co do opowiadań ACD: kiedyś może zgodziłabym się, że nie porywają. Ale to było w czasach, kiedy czytałam jakiś polski przekład. Teraz siedzę z oryginałem i muszę przyznać, że tamta wersja nizbyt dobrze oddawała klimat oryginału - tyle mojej opinii. Co do serialu - jest rewelacyjny, nigdy w żadną produkcję tv tak się nie wciągnęłam :D

  • Widząc miniaturkę pomyślałem, iż to Anna Grodzka napisała tą recenzje.

  • A ja lubię pióro sir Arthura C. Doyla, bo lubię powieści z tamtego okresu w ogóle. I muszę przyznać, że ktoś, kto przełożył najsłynniejszego, jednak już trącającego myszką detektywa na współczesne czasy, musiał baaardzo lubić i wiele razy przeczytać opowiadania o Sherlocku. Ogląda się to z przyjemnością, a z jeszcze większą wyłapuje owe smaczki, o których wspomniano w recenzji. Ogólnie nie lubię seriali, jednak są pewne wyjątki - ten od niedawna do nich należy :).

  • Bardzo dobra recenzja.Lekkie i wysublimowane pióro zachęca do czytania a w konsekwencji do obejrzenia serialu.Szacun!

  • są średnimi książkami? każdy ma prawo do swojego zdania...film nigdy nie dorówna książce. Serial świetny, dobrze zrobiony...

  • Jeremy Brett był genialny jako Holmes...

  • Owszem, i samego Jeremy'ego Bretta bardzo lubię, jego kreację w sumie też, natomiast tej serii o Holmsie niespecjalnie. Zwłaszcza Watson mi tam nie pasował.

  • A Jeremy'ego Bretta w roli Holmesa widziałaś?

  • Serial genialny, nie mogę się doczekać kolejnej serii!!!

  • 'Opowiadania detektywistyczne' to dobre określenie. Postaram się porawić styl, dziękuję, Drogi Panie.

  • "Powieści i opowiadania Arthura Conan Doyle'a są według mnie średnimi książkami w ogólności i kiepskimi kryminałami w szczególności." Powieści i opowiadania o SH, A.C.Doyle'a nie są kryminałami tylko właśnie powieściami i opowiadaniami detektywistycznymi, a to różnica. Swojej tezy będę bronił, a w szczegóły nie chcę się wdawać bo to nie ta tematyka portalu. Dziękuję. Aha, Droga Pani! bądź łaskawa popracować nad składnią ("są według mnie średnimi książkami w ogólności i kiepskimi kryminałami w szczególności") nie przystoi taki styl czytelniczce. Dziękuje ponownie.

  • Co za brednie...

  • Oglądałaś Sherlocka z Brettem?

  • Serial uświadomił mi jak nieadekwatna [według mnie, ok?] była ekranizacja z Downej Jr. Dobre kino akcji, ciekawe, widowiskowe, a kryminału... 0,5 promila. Sherlock Holmes uprawiający boks, biegający po ulicach wiecznie źle ubrany? Watson - zupełnie nie jak Watson, brakowało odrobiny nieporadności i sympatycznego usposobienia. Za to Sherlock od BBC jest dokładnie taki jaki powinien być Sherlock w XXI wieku!

  • Watson w filmach Ritchiego też nie jest tłem dla przyjaciela, nawet w o wiele większym stopniu "nie jest", więc to akurat może nie jest zbyt nowatorskie. Trafnie zauważasz, że mimo unowocześnienia, komórek, laptopów i internetu, serial zachowuje specyficzny, elegancki klimat. Nie ma tu prostactwa, humor jest subtelny i nieprzerysowany. Serial zwyczajnie ma klasę. Angielską:) Ładne określenie: "multimedialny" film. Podoba mi się. Dobra, przyzwoita recenzja.

  • I tak Brett lepszy. :P

  • To oglądnij, bo warto ;) Ja tam książki lubię, a przepadam za tym serialem!

  • chyba nie czytałaś tych samych książek Artura Conan Doyle co ja. Po pierwszym akapicie recenzji już nie mam ochoty oglądać tego serialu...:/

  • Ten serial jest po prostu niesamowity :)

  • Sherlock siedszacy w fotelu? Chyba go pomylilas z Mycroftem :D Holmes zawsze kochal akcje. Pieknie to portretuje Brett wlasnie. I musze sie zgodzic z osmanem, ze jak na razie to najlepsza kreacja Holmesa jaka miala szczescie ogladac. No i zdecydowanie najseksowniejsza. Downey sie nie umywa.

  • Ładnie napisane :) Bardziej styl felietonu niż recenzji, ale to nie zarzut, bo po prostu fajnie się to czyta i dobrze zachęca do serialu. A warto go śledzić.

  • Cieszę się, że recenzja na coś się przydała :) No to teraz czekamy na drugi sezon "Sherlocka" (już w styczniu na BBC) oraz - z mniejszą niecierpliwością, ale jednak też - "A Game of Shadows" :]

  • Karolinanatalia, dziękuję ci bardzo za tą opinię. Bo chociaż zawsze z zainteresowaniem oglądam nowe ekranizacje Sherlock'a Holms'a, to kiedy tylko zobaczyłam, że akcja tego miniserialu rozgrywa się we współczesności dałam sobie od razu spokój. Jak dla mnie klimat Londynu z XIX wieku zawsze był ogromnym atutem SH. Na szczęście przeczytałam twoją recenzję i stwierdziłam, że jeśli postacie Watson'a i Holms'a są choć w połowie tak dobre jak je opisujesz, to warto dać szanse temu serialowi i chociaż spróbować obejrzeć. Wpadłam po prostu po uszy :). Serial jest rewelacyjny, postacie są jeszcze lepsze niż się spodziewałam i nawet Londyn XXI wieku mi nie przeszkadza :). Na prawdę dzięki, gdyby nie twoja recenzja, to chyba raczej nie zdecydowałabym się na oglądanie, a zdecydowanie miałabym czego żałować.

  • osman , żałosna wypowiedź

  • Ja uważam, że Holmes Guy Ritchie'a jest właśnie taki jak (wg mnie) być powinien. Nigdy nie podobały mi się przedstawianie Sherlocka, jako chudego, wysokiego sztywniaka. W powieści Doyle jest on dużo bardziej awanturniczy, zawadiacki, taki jak go grał Robert Downey Jr. Bo kto widzi sztywnego dżentelmena w kracie, walczącego na ringu i zażywającego morfinę. Na pewno nie ja :) Stwierdzam, że do tego jak przez tyle lat postrzegany był Holmes, w dużej mierze przyczynił się ilustrator książki. Takie jest moje zdanie. Oczywiście można się z nim nie zgadać.

  • Ja uwielbiam Holmesa książkowego, uwielbiam stare kryminały (te nowsze jakoś mi nie leżą), ale jak dotąd ekranizacje nie za bardzo mi leżały. Nigdy nie miałam wrażenia po książce, że Sherlock to skostniały facet tylko siedzący w fotelu - te opowiadania zawsze bardzo mnie porywały. Za to odwrotnie po filmach. Przełomem był Holmes Downey'a, świetny film, jak dla mnie - ale za to nie był za bardzo podobny do oryginału. A ten serial... rewelacja!!! Uwielbiam go po prostu;D Prawie tak, jak książkę xD

  • Przeczytałam opowiadania i powieści o Sherlocku Holmesie (podobnie jak wszystkie powieści Agathy Christie o Herkulesie Poirot, kryminały o Joe Aleksie itd. - miałam taki okres, że uwielbiałam tego typu literaturę, ale podtrzymuję swoje zdanie, że z całego zestawu seria o Sherlocku Holmesie najmniej mi się podobała), więc proszę nie zarzucaj mi od razu totalnego nieobycia w temacie. Czy je zrozumiałam... jeżeli uważasz, że istnieje jedna jedyna poprawna interpretacja każdej książki i każdy musi się zgadzać z tym, co autor miał na myśli, to rzeczywiście mogłam nie zrozumieć; bo ja z kolei sądzę, że każdy ma prawo mieć własne zdanie, a ja swoje tutaj właśnie wyraziłam. To jest prywatna recenzja użytkownika - nie musi ona być zgodna z powszechnie przyjętą opinią i sam nie musisz się z nią zgadzać. Powtórzę: to jest recenzja - wyrażam w niej swoją opinię, więc to nie kwestia czy mam rację, tylko co ja prywatnie myślę o filmie. Jeremy Brett był dobry, zgadzam się. I racja, że stworzył kreację bardzo klasyczną, bliską literackiemu pierwowzorowi. Ale ponieważ ów literacki pierwowzór nie do końca do mnie przemawia, jak to już pisałam, to sam rozumiesz, że może właśnie dlatego zachwyciłam się nowym "Sherlockiem": połączenie tradycyjnych cech wielkiego detektywa z nowoczesnością postaci, jej uwspółcześnienie przy jednoczesnym zachowaniu charakterystyki Holmesa, wyszło według mnie rewelacyjnie. I właśnie to świeże podejście twórców do tematu chciałam podkreślić.

  • Sorry ale nie masz racji. Nie przeczytałaś żadnej powiesci albo kompletnie ich nie zrozumiałaś. Każdy ma prawo do własnej interpretacji tej postaci, ale długo, albo nigdy nikt nie bedzie w stanie pobić Jeremego Bretta i jego kreacji - najbliższej tym z powiesci. Warto zgłebić temat zanim się coś napisze. Pozdrawiam

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true