... życie Romy Schneider skladało się z tęsknot,marzeń i wspomnień .... niedosyt szczęsliwego dzieciństwa przerodził sie w głód miłości i bezustanną, nieco naiwną,morderczą pogoń za nią...najbliżsi jej sercu byli jednak tak mało łaskawi.. rozkochani we własnym ego, zdradliwi,fałszywi,egoistyczni sami tonęli w mniej lub bardziej wydumanych problemach dostatnich egzystencji...uczuciowo ignorowana,szachowana i wykorzystywana tak przez kochanków i mężów, jak i wiecznie zajętych swoimi sprawami rodziców znajdowała chwilowe pokrzepienie w kolejnych kreacjach filmowych,alkoholowo-prochowych solowych libacjach...wreszcie odnalazła się w roli matki i ten osobisty aspekt jej życia, chronił ją jeszcze przed zakusami zaświatów...po tragicznej smierci byłego męża,a potem ukochanego syna,osłabiona udaną walką z chorobą nowotworową, coraz głębszą depresją, wyniszczona alkoholem i psychotropami nie potrafiła juz i nie chciała podjąć walki ze sobą samą o życie... czym jest nostalgia za wyidealizowanym światem,którego nigdy nie było?...zmorą-oszustką na pozór radosną,czarowną iluzją i snem ,zaprawionym goryczą porannej pobudki...i pewnego dnia Romy została w swoim śnie na zawsze...
Tuuuuuuuuu, todo tuuuu Siempre tuuuuuu Todo tuuuuuuuuu..... bohaterowie powieści Arturo Perez-Reverte wydaja się byc stworzeni na podobieństwo autora, bohaterki są najpewniej ucieleśnieniem jego marzeń i tęsknot.. wynika z tego,że inteligentni, szlachetni ,wrażliwi i odważni idealiści uwielbiają złe, występne, wyrachowane,zdradzieckie zdziry...z niewielkimi tylko wyjątkami..;)))
Quart czyli Ostatnia bitwa Templariusza ....wprawdzie to serial i nieco zmodyfikowany fabularnie,ale może być..ksiądz Quart prezentuje się na 4, Macarena nie jest wprawdzie piękna,ale i nie pozbawiona uroku.....a scena ze szminką to 100%owa perezrevertowszczyzna;)
Il Maestro di Scherma czyli Fechmistrz ... film utrzymujący klimat powieści, kostiumowy, z udaną obsadą i mroczną tajemnicą...tylko Assumpta Serna nie ma fiołkowych oczu Adeli de Otero,a Astarloa Antonuttiego jest szlachetny i poczciwy,ale nie wzbudza grzesznych myśli.. a trochę mógłby;))
La carta esférica czyli Cmentarzysko bezimiennych statków ...wspaniała książka i bardzo interesujaco zapowiadajacy sie film...jaka szkoda,ze nigdzie nie jest dostępny...klimat gorącego Gibraltaru, bezkresne morze, pokusa szmaragdowa i jeszcze inna...Coy w wersji Gomezowskiej jest fantastyczny...prawie idealny...wrażliwy samotnik z historią, marynarz z krwi, kości i z ikrą chyba wszystkich ryb akwenu sródziemnomorskiego;)...typowy perezrevertowiec ...za to Aitana Sanchez Gomez choć atrakcyjna, jednak odbiega od wizerunku zimnej, wyrachowanej Tanger Soto jaką wyśnił sobie pewnego dnia Arturo......
La tabla de Flandes czyli Szachownica flamandzka... ...cóż...film od ksiażki dzieli przepaść...i wielkie jest moje rozczarowanie kiepską ekranizacją...o ile odtwórców męskich postaci literackich jakoś przebolec można, o tyle trudniej zrozumieć reżyserski kaprys obsadzenia w roli Julii Kate Beckinsale...nie ukrywajmy ...ale Kate pzred 16oma laty była nieciekawą, przecietną 21latką.....ahhh..niektóre kobiety są jak wino..Kate z pewnością do takich należy...:))))
...niniejszy antyprzewodnik po miastach świata tak naparwdę jest wyrazem czci i uwielbienia jakimi darzę wszystkich twórców mocnego i dobrego słowa pisanego...miasta są jak dla mnie najbarzdiej fascynującymi bohaterami opowieści z dreszczykiem...pozornie ślepe, głuche, nieme,bezpostaciowe ...pieczołowicie rejestrują brudy ludzkiego szaleństwa dysząc oparami śmierci...pochłaniają kakofoniczne rytmy ginącego życia, nieustannie dławią się niesłabnacym echem zapowiadajacego się rozkładu, absorbują odgłosy głośnej walki jak i cichej zaułkowej zbrodni... przemierzajac ulice miast mijamy setki, tysiace ich mieszkańcow..zastanawiacie sie kim sa ludzie, których obdarzacie przypadkowymi, pośpiesznymi spojrzeniami zagubionych w miejskiej dżungli turystów?:) miasta...heroiny godnych przeczytania powieści kryminalnych...
p.s. chętnie adoptuję do galerii proponowane pzrez Was miasta...o ile oczywiście czytacie coś poza szmirowatymi magazynami
na zdjęciu poniżej Bourbon Street w Nowym Orleanie...
...Skręć we właściwą uliczkę w Mieście Grzechu, a znajdziesz wszystko.../Marv/
The Moon Over Bourbon Street - Sting
There\'s a moon over Bourbon Street tonight I see faces as they pass into a pale lamplight I\'ve no choice but to follow that call The bright light, the people and the moon and all I pray everyday to be strong For I know what I do must be wrong Oh, you\'ll never see my face nor hear the sound of my feet While there\'s a moon over Bourbon Street
There are many years ago I became what I am I was trapped in this life like an innocent lamb Now I can never show my face at noon And you only see me walkin by the light of the moon The brim of my hat hides the eye of a beast I\'ve the face of a sinner but the hands of a priest Oh, you\'ll never see my face nor hear the sound of my feet While there\'s a moon over Bourbon Street
She walks everyday through the streets of New Orleans She\'s innocent and young and from a family of means I have stood many times outside her window at night To struggle with my instinct in the pale moonlight How can I be this way, when I pray to God above I must love what I destroy, I destroy the thing I love Oh, you\'ll never see my face nor hear the sound of my feet While there\'s a moon over Bourbon Street------------------------------------------------------------------------------------------
cykl muzyczny musiała zapoczątkowac piosenka Tori Amos Juarez...bo atmosfery autentycznych wydarzeń w mieście Juarez na prózno szukac w jakiejkolwiek fikcyjnej opowiesci...
Sztokholm
Londyn
Paryż
Wiedeń
zdjęcia miast i tytuły powieści zostana zamieszczone tak szybko, jak sie da...
Venus in Fire, Mars in Fire - Romantic Fire, Fiery Desires "... Gdyby Krystyna miała wtedy jakies prywatne dochody, kupiłaby sobie dom na południu Francji.... Moze koło Vence albo gdzieś wyżej na wzgórzach. Byłby to stary prowansalski mas, zawilgocony, bez prądu. Nigdy by go do końca nie urządziła, ale zamieszkałaby razem z rodzinką bezpańskich psów, kotów, ptaków i do końca życia wylegiwała się na słońcu. Bo, jak już mówiłem, lubiła słońce niczym salamandra." Résistance stawia na berety ;) Lepiej zaliczać się do niektórych niż do wszystkich. Andrzej Sapkowski /Krew Elfów/ )więcej