"Mogę o sobie mówić jako o autorze i reżyserze europejskim" - wywiad z Janem Jakubem Kolskim

  • -
  • Wywiad
FilmWeb: Co zadecydowało o tym, że podjął się Pan realizacji "Daleko od okna"? Czy przesądziło o tym Pańskie zainteresowanie tematem holokaustu, tą konkretną historią, jej dokumentalizmem, odmiennością spojrzenia, czy też może jeszcze coś innego? Jan Jakub Kolski: Ta historia jest dokumentalna głównie przez to, że wydarzyła się naprawdę, że ci ludzie naprawdę kiedyś żyli. Sam film natomiast jest opowieścią fabularną. Ta pierwsza, autentyczna historia, obrosła w filmie szeregiem innych historii, szeregiem scen, zdarzeń - jej dokumentalność zatem miała jedynie wpływ na moją postawę jako reżysera - postawę pełną, jak wierzę, pokory, postawę respektującą fakt, że to się kiedyś zdarzyło. Ale tylko tyle. I paradoksalnie, aż tyle. Bo reszta jest to - jak powiadam - pełnoprawny materiał na film fabularny, z postaciami, protagonistami dramatu, z postaciami drugoplanowymi, z punktami zwrotnymi, z kulminantą, zakończeniem itd. Dokumentalność jest wprawdzie fundamentem, ale zawiadywała ona jedynie moją postawą ludzką. Postawą zawodową kierował natomiast fakt, że był to normalny, pełny scenariusz. FilmWeb: Odmienność zatem materiału wyjściowego nie wpłynęła zasadniczo na Pańską decyzję? Jan Jakub Kolski: Nie, największy wpływ na moją decyzje o podjęciu realizacji "Daleko od okna", miał fakt, że dysponowałem interesującym, bardzo dobrym scenariuszem. Gdybym podejmował decyzję w oparciu o osobiste emocje, o to wyłącznie, czy przejąłem się daną historią, czy nie, byłyby to decyzje kalekie. Zapis, z którego powstaje film, musi spełniać pewne normy - i ten właśnie scenariusz, autorstwa Cezarego Harasimowicza, takie normy znakomicie wypełniał; wypełniał je aż po brzegi. FilmWeb: Czy łatwiej pracuje się nad własnym scenariuszem, czy nad cudzym? Jan Jakub Kolski: Pisanie jest rzeczą niezwykle trudną. Ucieszyłem się, kiedy się dowiedziałem, jak bardzo Marquez kreślił swoje teksty, bo zrozumiałem, że on kreślił jeszcze bardziej niż ja. Jeśli więc ktoś próbował pisać, wie, jakie to jest trudne i podchodzi z pokorą do cudzego tekstu - wie jak trudno skreślić własne zdanie, tym bardziej więc powściąga rękę przed skreśleniem cudzego. Odpowiedź zatem na Pani pytanie musi brzmieć następująco: dużo trudniej pracuje się nad cudzym tekstem, niż nad własnym. Kiedy sam piszę scenariusz, jestem fabryką, która produkuje słowa w pewnym porządku. Ale jestem też właścicielem tej fabryki - ona mieszka w mojej głowie, mogę więc zdecydować sam, co wyrzucić, co się nie udało. Skąd natomiast mogę wiedzieć ile cierpienia będą ile radości kosztowało zdanie napisane przez kogoś innego? FilmWeb: Rozumiem zatem, że ingerencja w tekst scenariusza nie sięgała daleko? Jan Jakub Kolski: Nie wiem, czy słowo "daleko" dobrze opisuje tę sytuację. Ważne, czy po tej samej nitce myślenia i po tej nitce czucia, na którą nanizane są zdarzenia w prozie Pani Hanny Krall i w scenariuszu Czarka Harasimowicza, podążały zmiany lub uzupełnienia, jakich dokonałem. Zdaje mi się, że podążały po tej samej linii. Zresztą, były to właśnie raczej uzupełnienia, bo niewiele wyrzuciłem, więcej dodawałem. Myślę, że ten opis lepiej oddaje proces konstruowania mojego zapisu - że to nie słowa "głęboko" i "dużo", określają jego charakter, ale właśnie sformułowanie "po tej samej nitce". FilmWeb: A czy do rzeczy "dodanych", zalicza się właśnie pewna szczególna wrażliwość wizualna, te obrazy, które zjawiają się przed oczami bohaterki, które funkcjonują w jej w psychice? Jan Jakub Kolski: Tak - wydawało mi się, że w zapisie Pani Hanny i w scenariuszu Czarka brakowało zobrazowania świata samotności bohaterki. W opowiadaniu oraz w scenariuszu, Regina zamykała się w szafie i zapadała ciemność. A potem następowała kolejna scena - ani słowa więc o tym, co myślała i co czuła. Mnie natomiast wydaje się, że w takich momentach człowiek przywołuje rozmaite obrazy. Wyobraziłem sobie, że psychika i wrażliwość bohaterki, zamkniętej w szafie, produkuje takie właśnie obrazy, obrazy pełne otuchy, pochodzące z tego kręgu kulturowego, z którego ona się wywodziła. Ten pomysł został zaakceptowany już na etapie zapisu, a później, tym bardziej, na etapie zdjęć. Znów zdarzył się więc ten fenomen, który opisałem Pani wcześniej - fenomen podążania za myśleniem i za czuciem autorów pierwowzoru. FilmWeb: Kto zadecydował o doborze aktorów? Czy była to w pełni Pańska decyzja i co Panem kierowało? Jan Jakub Kolski: Bezwzględnie i nieprzejednanie zadecydowałem ja. Pomysły obsadowe różnych ludzi były rozmaite. Ja jednak bardzo bronię pozycji reżysera europejskiego, w Ameryce bywa przecież z tymi decyzjami inaczej. FilmWeb: Słowem, kino autorskie? Jan Jakub Kolski: Tak. Myślę zresztą, że od jakiegoś czasu mogę o sobie mówić jako o autorze i reżyserze europejskim, zostałem bowiem członkiem Europejskiej Akademii Filmowej. FilmWeb: Wiem, słyszałam, serdeczne gratulacje. Jan Jakub Kolski: Dziękuję. Ale mówiąc serio, to w ogóle z pozycji reżysera w Europie wynika prawo, czy funkcja obsadzania ról w filmach. W Ameryce jest zupełnie inaczej, tam obowiązuje system gwiazd - angażuje się do filmu gwiazdę, która ciągnie za sobą duży kredyt bankowy na realizację - wszystkim kieruje zespół kompletnie odmiennych przesłanek. Obroniłem więc swoją wizję obsady aktorskiej, mimo, jak mówiłem, rozmaitych sugestii różnych osób spoza filmu. FilmWeb: Czy zamierza Pan jeszcze kiedykolwiek realizować filmy na podstawie tekstów dokumentów, reportaży? Jan Jakub Kolski: Ja się układam w potoku zdarzeń. Wewnątrz filmu, kiedy już go realizuję, bronię swojej pozycji autora, nie projektuję sobie natomiast swojej twórczości. Przyjdzie to, co ma przyjść - przyszedł ten film i wymyśliłem jego formułę, którą obroniłem, przyjdzie następny, nie wiem, czy według mojego scenariusza, czy według cudzego, ale myślę, że starczy mi sił, żeby obronić go w takim kształcie, jaki wyda mi się słuszny i jaki zaprojektuję. FilmWeb: Dlaczego akcja filmu nie rozgrywa się w tym samym miejscu, w którym rozgrywała się w rzeczywistości? Przenosi ją Pan ze Lwowa do jakiegoś sennego miasteczka. Jan Jakub Kolski: We Lwowie byłoby za dużo szumu, za dużo ludzi. Tego zaś nie chciałem w swojej opowieści - pragnąłem skupienia na sprawach bohaterów. Wybór małego, pustego miasteczka i wybór pięciu postaci jest wyborem artystycznym. Mogłem zrobić to w dużym mieście i z setkami statystów, ale nie chciałem. FilmWeb: Czy ma Pan już kolejne, konkretne plany reżyserskie? Jan Jakub Kolski: Pewne plany mam. FilmWeb: Życzę zatem powodzenia w realizacji wszystkich zamierzeń i dziękuję za rozmowę.rozmawiała Marta Olszewskawywiad autoryzowany
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię