Relacja

CANNES 2016: Wschodząca gwiazda

autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/CANNES+2016%3A+Wschodz%C4%85ca+gwiazda-117543
Canneńska impreza zbliża się powoli do półmetka. Z Lazurowego Wybrzeża wciąż nadaje Michał Walkiewicz. Tym razem ma dla Was recenzję "American Honey" z Shią LaBeoufem, nowego filmu autorki "Fish Tank" i "Wichrowych Wzgórz", Andrei Arnold. Tymczasem Łukasz Muszyński miał okazję zobaczyć wcześniej "Nice Guys. Równych gości" Shane’a Blacka – film, który w Cannes jest jedną z najciekawszych propozycji pozakonkursowych. 

***

Dzika droga
(recenzja filmu "American Honey", reż. Andrea Arnold)

Steady as a preacher, free as a weed, couldn’t wait to get going, not quite ready to leave – słyszymy w tytułowym kawałku grupy Lady Antebellum. Cóż, mniej więcej się zgadza. Star (debiutująca na ekranie Sasha Lane) jest gotowa, by odejść. Nie ma oporów, by zostawić swoje rodzeństwo pod opieką wyrodnej matki i wyrwać się ze szponów zapijaczonego chłopaka. Wkrótce jej serce zaczyna bić w innym rytmie. Zauroczeniu poznanym w supermarkecie Jakiem (Shia LaBeouf) towarzyszy taneczny hymn Rihanny i Calvina Harrisa – "We Found Love" – jak wiele innych utworów, ilustrujący nieco zbyt dosłownie sytuację bohaterki. Star nie zastanawia się długo. Zwija manatki i razem z Jakiem oraz dziwaczną komuną wyrzutków rusza w trasę. 

Bohaterowie przemierzają Amerykę, sprzedają ludziom wszelkich stanów i zawodów prenumeraty branżowych magazynów. Nie wiadomo, czy do transakcji faktycznie dochodzi, czy to jedynie dobrze wymyślony blef (młodzi nie mają oporów, by zwinąć to i owo z mieszkań swoich klientów). Pewne jest tylko, że kierująca inicjatywą kochanka Jake'a, Krystal (Riley Keough) prowadzi coś, co można od biedy nazwać księgowością, a pieniędzy starcza na dalszą tułaczkę. Zachłyśnięta wolnością Star odnajdzie miłość, jak Rihanna przykazała, ale również przewartościuje swoje życie i zaliczy przyspieszony kurs dojrzewania.

Ekscentryczni bohaterowie Arnold przypominają nieco podróżujących ze wschodu na zachód bitników z "W drodze" Kerouaca – oczywiście, zanim jeszcze odkryli, że podróż nie przyniosła ich duszom ukojenia. Mają symboliczne imiona (jak Poganka), dzielą się chlebem i sobą, na podorędziu trzymają gitarę. Łatwo ich polubić, zwłaszcza że reżyserka nie obnaża młodzieńczej naiwności, tylko z emfazą ogrywa wszelkie rytuały: wycie do księżyca, skakanie przez ognisko, popijawy zwieńczone "ustawkami", improwizowanie pod tłusty beat.

Całą recenzję Michała Walkiewicza można przeczytać TUTAJ


***

Przyjemniaczki
(recenzja filmu "Nice Guys. Równi goście", reż. Shane Black)

Gdy w latach 90. agent Shane'a Blacka wysyłał do szefów wytwórni nowy scenariusz swojego podopiecznego, zawsze dołączał do przesyłki karteczkę z wiadomością: Masz czas na złożenie oferty do końca dnia. Potem wypadasz z gry. Tuzy odwoływały więc wszystkie spotkania i porzucały ledwie napoczęty lunch, aby jak najszybciej przystąpić do lektury tekstu spod pióra najlepiej opłacanego autora w Hollywood. Od tamtej pory w przemyśle filmowym zaszły spore zmiany, czego dowodzi choćby fakt, że "Równi goście" czekali na realizację blisko półtorej dekady. Black całował kolejne złote klamki, szukając chętnych na sfinansowanie kryminału z kategorią wiekową R, niebędącego w dodatku sequelem, prequelem, rebootem ani spin-offem dochodowej serii. Darujmy sobie jednak lament nad asekuranctwem wielkich studiów. Zmierzający wreszcie do kin "Goście" są dokładnie takim filmem, jakiego można było oczekiwać od twórcy "Zabójczej broni" i "Ostatniego skauta": wciągającą kumpelską komedią sensacyjną napędzaną przez błyskotliwe dialogi oraz chemię między parą głównych bohaterów.


Jackson Healy (Russell Crowe) i Holland March (Ryan Gosling) nie wydają się równymi gośćmi. Pierwszy zarabia na czynsz jako łamignat do wynajęcia. Drugi jest ofermowatym prywatnym detektywem żerującym na naiwności emerytek. Pierwszy to niepijący alkoholik z twardym sercem i ciężką ręką. Drugi boi się własnego cienia i upija się do nieprzytomności przy każdej nadarzającej okazji. Zrządzenie losu sprawi, że ci dwaj nieprzepadający za sobą nieudacznicy okażą się ostatnimi sprawiedliwymi w mieście upadłych aniołów. Próbując rozwiązać zagadkę zaginięcia córki pewnej wpływowej urzędniczki, bohaterowie zajdą za skórę mafii i skorumpowanym oficjelom.

Ekranowe dochodzenie wiedzie przez terytorium dobrze znane miłośnikom noir: willę producenta pornosów, będący scenerią gangsterskich porachunków luksusowy hotel, a także wyszynk z pyskatym barmanem za kontuarem. Są lata 70. Muzyka disco rozpala upstrzone brokatem parkiety, rozsmakowany w kokainie show-biznes brata się z branżą XXX, a młodociani radykałowie próbują zburzyć zastany porządek.

Całą recenzję Łukasz Muszyńskiego można przeczytać TUTAJ