Camerimage 2005: Morderstwa, magia, miłość i odkupienie

  • Filmweb
  • autor: Marcin Kamiński
  • Wywiad
Festiwal Camerimage 2005 trwa już tydzień. Jeszcze tylko dwa dni dzielą nas od uroczystej gali, podczas której dowiemy się, kto zdobył Złotą, Srebrną i Brązową Żabę. Zmęczenie powoli daje się już we znaki zarówno widzom, jak i akredytowanym dziennikarzom, ale to nie zmienia faktu, że na wieczornych pokazach sala główna łódzkiego Teatru Wielkiego zwyczajnie pęka w szwach.

Siódmy dzień festiwalu rozpocząłem od pokazywanego w ramach Przeglądu Kina Europejskiego fińskiego kryminału "Game Over", którego reżyserem jest Pekka Lehto, autor nominowanego w 1981 roku do Złotej Palmy dramatu "Tulipää".

Jego najnowszy film to historia popularnego, bogatego i lubianego ucznia szkoły średniej Kimiego, który namawia swoich najlepszych przyjaciół do popełnienia brutalnej zbrodni. Przy tym plan zabójstwa ustawia w taki sposób, że policja nie jest w stanie połączyć jego nazwiska ze śmiercią dwojga ludzi.

Kino skandynawskie od kilku lat cieszy się w Polsce dużą popularnością. Najlepszym tego dowodem są nagrody publiczności Warszawskiego Festiwalu Filmowego, które w ubiegłych latach zdobyły między innymi norweskie "Elling" i "Kumple". Niestety, jak wszędzie, również i Skandynawom zdarzają się produkcje niezbyt udane, czego dowodem jest właśnie "Game Over".

Od strony technicznej obraz wypada bardzo dobrze. Jest nieźle sfilmowany, dobrze zagrany oraz ilustrowany wpadającymi w ucho młodzieżowymi kompozycjami. To, co zawodzi, to oczywiście scenariusz.
Intrygująca z początku historia w miarę trwania filmu zaczyna się "rozłazić w szwach". Już sam motyw napadu wydaje się mocno naciągany, ale to zaledwie początek całej masy błędów logicznych, od których aż roi się w "Game Over". W rezultacie im bliżej finału tym cała intryga oraz wplątani w nią bohaterowie zaczynają obchodzić nas coraz mniej.


Dużo lepiej od fińskiej produkcji wypada chorwacka "Cudowna noc w Splicie" tegoroczny kandydat tego kraju do Oscara.

Akcja filmu rozgrywa się w jednej z dzielnic Splitu, gdzie podczas dwóch ostatnich godzin sylwestrowej nocy przeplatają się ze sobą trzy tragiczne historie miłosne. Pierwsza opowiada o drobnym dealerze narkotyków i wdowie z dziewięcioletnim synkiem. Nike opuszcza Marię, żeby uciec do Niemiec z partią narkotyków, ale jego plan nie przebiega zgodnie z oczekiwaniami. W drugiej opowieści, narkomanka na głodzie za działkę heroiny ma się przespać z amerykańskim marynarzem, który przechodzi ciężką depresję (w tej roli popularny muzyk Coolio). Trzecia para bohaterów to młodzi i zakochani ludzie, którzy szukają jakiegoś pokoju, żeby uczcić Sylwestra kochając się po raz pierwszy.
Wszystkich bohaterów łączy koncert Dino Dvornika (znany chorwacki muzyk we własnej osobie) i noworoczne fajerwerki.



Kadr z filmu "Cudowna noc w Splicie"


Filmy składające się z kilku, przeplatających się ze sobą historii od lat nie są już niczym nowym. Jednak chorwacki reżyser Arsen Anton Ostojić ożywił ten gatunek dodając do niego nieco "realizmu magicznego".

"Cudowna noc w Splicie" zrealizowana została na taśmie czarno-białej. Dzięki temu zabiegowi, jak również ciekawym zdjęciom Mirko Pivcevica, pokazującym Split jako niekończący się labirynt małych, wąskich uliczek, liczące sobie ponad tysiąc lat miasto nabrało w filmie Ostojicia zupełnie wyjątkowego, magicznego charakteru miejsca, w którym wszystko może się wydarzyć.

Mimo, iż świadomie zrobiona w konwencji kina offowego, "Cudowna noc w Splicie" zachwyca również sprawną reżyserią oraz solidnym aktorstwem. W filmie u boku profesjonalnych aktorów wystąpili amatorzy z popularnym chorwackim muzykiem Dino Dvornikiem na czele.


Do gustu przypadła mi również ciepła niemiecka produkcja "Sommer vorm Balkon" - kolejny obraz pokazywany na festiwalu w ramach Przeglądu Kina Europejskiego. Autorem filmu jest Andreas Dresen, niemiecki scenarzysta i reżyser, autor głośnego dramatu "Na półpiętrze", za który w 2002 roku otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie oraz laureat Nagrody Wolności Imienia Andrzeja Wajdy.

W swoim najnowszym obrazie Dresen opowiedział rozgrywającą się na przestrzeni jednego berlińskiego lata historię przyjaźni dwóch kobiet - 40-letniej Katrin samotnie wychowującej dziecko i od 3 lat nie mogącej znaleźć stałej pracy oraz młodszej i atrakcyjnej Nike, która za wszelką cenę chce związać się z jakimś mężczyzną.



Kadr z filmu "Sommer vorm Balkon"


Obiektywnie "Sommer vorm Balkon" nie jest dziełem wybitnym. Podobne historie widzieliśmy już wielokrotnie szczególnie w kinie czeskim, z którego tradycji zdaje się wyrastać obraz niemieckiego reżysera. W jego filmie znalazło się bowiem miejsce na ciekawe uwagi podsumowujące okres 15 lat zjednoczenia Niemiec i losów mieszkańców byłych RFN i NRD, dramat obyczajowy oraz ciepłą, optymistyczną komedię.

Dużą siłą filmu są brawurowe kreacje Inki Friedrich i Nadji Uhl w rolach Katrin i Nike. Brawa należą się również Andreasowi Schmidtowi wcielającemu się w postać kierowcy ciężarówki, z którym na krótko związuje się jedna z kobiet.


Ostatnim filmem, który obejrzałem siódmego dnia festiwalu był reżyserski debiut wybitnego aktora Tommy'ego Lee Jonesa zatytułowany "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady". O obrazie jest głośno od czasu tegorocznego festiwalu w Cannes, gdzie został on nominowany do Złotej Palmy oraz otrzymał nagrody w kategoriach: najlepszy aktor i najlepszy scenariusz.

Na środku pustyni w Teksasie znalezione zostaje ciało zastrzelonego Melquaidesa Estrady. Ponieważ martwy przebywał w USA nielegalnie policja nie chce nawet szukać jego zabójcy i od razu każe pochować zwłoki i zamknąć sprawę. Lokalny ranczer a zarazem najbliższy przyjaciel zabitego, Pete Perkins, na własną rękę szuka sprawcy mordu. Kiedy dowiaduje się, że jest nim młody pracownik straży granicznej, Mike Norton, porywa go i każe mu wykopać rozkładające się zwłoki Estrady. Niebawem obaj wyruszą wraz z poczerniałym trupem do Meksyku, gdzie Perkins chce urządzić przyjacielowi przyzwoity pochówek. Dla Nortona wyczerpująca podróż stanie się karą za śmierć Meksykanina, jak również prawdziwą drogą krzyżową, na końcu której zyska odkupienie.

Reżyserski debiut Tommy'ego Lee Jonesa przypomina najlepsze dokonania zmarłego już Sama Peckinpaha. Mamy w nim surową, niekiedy wręcz naturalistyczną historię osadzoną w realiach teksańsko-meksykańskiego pustynnego pogranicza, twardego bohatera kierującego się własnym kodeksem moralnym oraz symboliczną historię. W "Trzech pogrzebach Melquiadesa Estrady" zderzają się również dwa światy - nasz, cywilizowany z ogłupiającą telewizją, telenowelami, nudą i ludźmi nie potrafiącymi okazać swoich uczuć oraz ów dziki Meksyk, o którego mieszkańcach z pogardą wyrażają się Amerykanie, Meksyk, w którym szanuje się ludzkie życie, pomaga ludziom w potrzebie a niewielkich knajpkach na rozstrojonym pianinie gra się Chopina.



Autorem scenariusza "Trzech pogrzebów" jest Guillermo Ariaga, meksykański pisarz i scenarzysta, stały współpracownik Alejandro Gonzáleza Inárritu, z którym zrealizował już "Amores Perros" i "21 gramów". Podobnie jak w tamtych obrazach fabuła "Trzech pogrzebów" nie jest opowiedziana w sposób linearny. Film zaczyna się od sceny, w której znalezione zostają zwłoki Melquiadesa Estrady. Później akcja cofa się do wydarzeń wcześniejszych, by za chwilę ponownie opowiedzieć o konsekwencjach śmierci meksykańskiego kowboja.

Tommy Lee Jones zrealizował prawdziwe mocne, męskie i w dodatku niebanalne kino zaludnione przez bohaterów z krwi i kości. Film zasługuje również na uwagę ze względu na wspaniałe, niekiedy epickie wręcz zdjęcia Chrisa Mengesa pokazujące piękno pogranicza. Warto zaznaczyć, że część z nich powstała na prywatnym, teksańskim ranczo Tommy'ego Lee Jonesa.

Przedostatni dzień festiwalu zapowiada się spokojnie. Dziś zaprezentowane zostaną ostatnie dwa filmy konkursowe - duński dramat "Oskarżony", o którym pisaliśmy już przy okazji tegorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego, gdzie obraz został zaprezentowany oraz polskie "Jestem" w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej.
Dużym zainteresowaniem na pewno będą cieszyły się zamykające 8 dzień festiwalu pokazy specjalne. Zaprezentowane zostaną wtedy "Piekło" Danisa Tanovica według scenariusza Krzysztofa Piesiewicza i Krzysztofa Kieślowskiego oraz "Pani Zemsta" koreańskiego reżysera Park Chan-wooka.


Camerimage 2005: Walka z przerywaniem filmów reklamami
Camerimage 2005: "Los utracony" i nowy film Clooneya
Camerimage 2005: Nowe, mistrzowskie dzieło Carlosa Saury
Camerimage 2005: Sex, & Drugs & Rock and Roll
Camerimage 2005: Trzy wesela i pogrzeb
Emmanuelle jak Chanel - wywiad z Denisem Roudenem
Camerimage 2005: Koszmary, gangsta i kowboje
Camerimage 2005: Anty-Dogma, Piekło i Zemsta
"Jestem" laureatem nagrody specjalnej festiwalu Camerimage
Węgierski "Los utracony" wygrywa Złotą Żabę