Felieton

Felieton: Walkiewicz o pojedynku Bigelow-Cameron

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Felieton%3A+Walkiewicz+o+pojedynku+Bigelow-Cameron-57936
WAŁKIEM NA ODLEW: BIGELOW, CAMERON I RYCERZYK NIEZGODY Choć Hollywoodzkie gwiazdy opanowały sztukę fałszywej kurtuazji do perfekcji, ten wieczór okazał się dla nich najtrudniejszym egzaminem. Niektórzy wytrwali z pokerową twarzą, innych zdradził język ciała. Quentin Tarantino starał się klaskać do rytmu, jednak myślami był w Północnej Dakocie. Oblicze Jasona Reitmana przypominało zaciśniętą pięść. Najlepiej poradziła sobie aktorska rasa, ale i tu zdarzały się dramatyczne boje z mimiką, która nagle uzyskała samoświadomość. A wszystko przez Jamesa Camerona i jego Złote Globy. Wiara w  sprawiedliwość umierała na raty: po nagrodzie za reżyserię, wytrwali w niej tylko kontrkandydaci do lauru za najlepszy film; po tym, jak Julia Roberts wręczyła twórcy "Titanica" najważniejszą statuetkę, przypomniał się aforyzm, że nadzieja jest dobrym śniadaniem, ale kiepską kolacją. Od razu wyszło na jaw, kto na Pandorze bawił się nieźle, a kogo ta przejażdżka przyprawiła o mdłości.   Cameron wkurzył zgromadzonych nie tyle zwycięstwem, co butą i bezkompromisową postawą. Porzucił strategię półśrodków, zrezygnował z bezpiecznej retoryki i autopromocyjnej przyzwoitości. Wybrał staroświecki wariant: veni, vidi, vici, w ten deseń. Najlepszą minę do złej gry zrobiła Kathryn Bigelow, reżyserka o imponującym doświadczeniu, wielkim talencie, wspaniałej urodzie oraz – last i bez wątpienia least – ex-małżonka Camerona. Na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Mogła to być kwestia przyjacielskiej radości albo wyraz pewności siebie. To bez znaczenia, liczy się jedynie fakt, iż Bigelow stoi dziś przed szansą zdetronizowania "króla świata". W pojedynku "Hurt Lockera" z "Avatarem" międzynarodowa publiczność widzi starcie Dawida z Goliatem. Prolog już za nami – Cameron zgarnął Glob, Bigelow osiągnęła sukces jeszcze większy, bo jako pierwsza autorka w historii została uhonorowana przez Amerykańską Gildię Reżyserów. Statystyki są po jej stronie. W ciągu ostatniej dekady tylko trzykrotnie laureat nagrody Gildii nie kończył z Oscarem w dłoni. Jednak statystykom nie wypada wierzyć, co najdobitniej wyraził Aaron Levenstein, żydowski profesor, kronikarz organizacji humanitarnej IRC i autor tej oto mądrości: "Statystyki są jak bikini. Pokazują wiele, ale nie to, co najważniejsze". Wynik meczu Cameron-Bigelow będzie zależeć od kilku czynników, począwszy od oscarowego marketingu, na personalnych sympatiach skończywszy. Nie zapominajmy o konkurencji: "Bękartach wojny", "W chmurach", "Precious: Based on the Novel Push by Sapphire". Jest też polityczny wymiar tego starcia. Mimo gatunkowych różnic (delikatnie powiedziane), obydwa filmy są krytyką imperializmu, który utożsamiają z wojną i pokazują jako nieuleczalną chorobę Ameryki. Kręcąc film za XXX milionów dolarów, Cameron nie miał wielkiego pola manewru. Sięgnął po prostą alegorię, potępił zbrodnicze idee, wygłosił proekologiczne przesłanie i poszedł liczyć pieniądze. Bigelow, nie uciekając od formuły kina akcji, sięgnęła głębiej i zaryzykowała próbę redefinicji pojęcia bohaterstwa. Tam gdzie Cameron skończył, określając heroizm jako przymiot niezłomnego i pięknego ducha, twórczyni "Błękitnej stali" dopiero zaczęła. Jej saperzy są współczesnymi herosami, ale ciąży na nich klątwą obłędu. To "wojenni narkomani", których bohaterstwo jest okupione krwią niewinnych i napędzane szaleństwem. Ten rozbudowany, uniwersalny motyw zagwarantuje "Hurt Lockerowi" miejsce w klasyce (anty)wojennych utworów, poczynając od dokumentu Johna Hustona "Niech stanie się światłość", w którym podglądaliśmy kurację psychiatryczną ofiar II Wojny Światowej.  Czy jednak zapewni Oscara? Swojego uczucia do Jamesa Camerona nie muszę udowadniać. Wychowałem się z nim, poświęciłem mu pracę magisterską, puszczałem jego film na Nowych Horyzontach. Chciałbym się pysznić równie długim związkiem z Kathryn Bigelow. Niestety, zakochałem się w niej dopiero na festiwalu Camerimage, gdzie przedpremierowo pokazywano "Hurt Lockera". W pamięci mam jednak scenę z wyreżyserowanego przez nią kultowego sensacyjniaka "Na fali". Oto nonszalancki policjant Keanu Reeves zostaje przechytrzony i skompromitowany przez uciekającego bandytę. Z tej bezsilności i smutku, leżąc na ziemi, mierzy do pierzastych obłoków i strzał za strzałem, opróżnia cały magazynek. Wydaje przy tym długi, niosący zapowiedź rychłej zemsty, krzyk. Oby Kathryn Bigelow nie była zmuszona do podobnej desperacji, gdy Akademia wyda swój werdykt. 
Udostępnij: