Artykuł

GRANICE KINA: Wet & Hard – mainstream a talenty świata porno

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/GRANICE+KINA%3A+Wet+%26+Hard+%E2%80%93+mainstream+a+talenty+%C5%9Bwiata+porno-72706
Dla mainstreamu przemysł porno jest niczym hurtownia mięsa. Twórcy-megalomani korzystają z niej za każdym razem, kiedy szukają transgresji, profesjonalni aktorzy natomiast blokują wolność twórczą jej autorów, odmawiając prostytuowania się dla sztuki. Dla gwiazd pornosów to chleb powszedni, a udział w artystycznym przedsięwzięciu to dla nich nobilitacja.

Rok 2004. Na festiwalu w Berlinie wielki triumf święci niemieckie kino - "Głową w mur" zdobywa Złotego Niedźwiedzia. Sporą rolę w sukcesie filmu odegrała gwiazda produkcji i jednocześnie ekranowa debiutantka Sibel Kekilli. Wszyscy byli pod wrażeniem jej talentu. Jednak wkrótce po festiwalu na jaw wyszło, że Kekilli przed kamerą występowała już wcześniej, tyle że jako porno-gwiazda Dilara. Wybuchł spory skandal. Co ciekawe, oburzenie wywołało nie to, że Kekilli była wcześniej aktorką porno, ale to, że fakt ten ukryła i próbowała podawać się za "prawdziwą aktorkę". Uznano to za bezczelność, bo przecież "wszyscy wiedzą", że porno-gwiazdy nie są prawdziwymi aktorkami, a ich talent jest odwrotnie proporcjonalny do rozmiaru silikonowych piersi.


Sibel Kekilli

Sprawa Kekilli najlepiej pokazuje wątpliwy stosunek mainstreamu do twórców kina tylko dla dorosłych. Owszem, coraz częściej możemy porno-gwiazdy obejrzeć w "normalnych" produkcjach, ale w większości przypadków angażowane są one nie ze względu na talent ale ze względu na to, kim są: osobami sprzedającymi swoje ciała przed kamerą.

Daj mi ciało swe

Dla mainstreamu przemysł porno jest niczym hurtownia mięsa. Twórcy-megalomani korzystają z niej za każdym razem, kiedy próbują "przekraczać granice kina", profesjonalni aktorzy natomiast blokują wolność twórczą jej autorów, odmawiając prostytuowania się dla sztuki. Dla gwiazd pornosów to chleb powszedni, a udział w artystycznym przedsięwzięciu to dla nich nobilitacja, więc znalezienie odpowiednich kandydatów nie jest zbyt trudne. Czasami są oni angażowani jako dublerzy profesjonalnych aktorów. Odmawia się im wtedy wkładu w kształt utworu, dając ledwie krótki wpis w napisach końcowych (a i to nie zawsze). Tak postąpił chociażby Lars Von Trier, kręcąc "Antychrysta". Podczas gdy gwiazdami produkcji są Willem Dafoe i Charlotte Gainsbourg, w najbardziej dosadnych scenach zastąpili ich aktorzy porno. Czy wiecie, jak się nazywali? Horst Stramka i Mandy Starship. Większość z Was zapewne nie miała o tym pojęcia. Oni tylko uprawiali seks przed kamerą, nie odgrywali dramatu rodziny pogrążonej w żałobie.

 
"Antychryst"

Inni twórcy proponują porno-gwiazdom transakcje wiązane: w zamian za seks przed kamerą dostaną duże role dialogowe i będą mogły wykazać się talentem aktorskim. Oczywiście, wszyscy wiemy, że nie o umiejętności deklamowania dialogów chodzi, a o zaprezentowanie rozmaitych pozycji stosunków oralnych, analnych itp. Wszyscy jednak czują się lepiej, kiedy udają, że chodzi o zachowanie autentyczności filmowego przekazu. Tego rodzaju pomysły kończą się zazwyczaj niepowodzeniem. Wystarczy wspomnieć "Gwałt", w którym swoje umiejętności w pełnej krasie prezentują Karen Lancaume i Raffaëla Anderson. Albo "Infidèles" z rozbieraną rolą Marcela Schlutta. Filmy te przypominają chore dzieła doktora Frankensteina, pozszywane z nieprzystających do siebie kawałków.


Rocco Siffredi

Na tym tle najlepiej prezentuje się Rocco Siffredi. Wystąpił on w dwóch bardzo kontrowersyjnych filmach Catherine Breillat. Najpierw była rola w "Romance X", a potem w "Anatomii piekła". Ten drugi film reżyserka pisała z myślą o Siffredim. Biorąc pod uwagę rzeczy, które robi grany przez niego bohater, nie jestem przekonany, czy gwiazdor "Rocco: Animal Trainer" i "True Anal Stories" powinien traktować to jako komplement. W każdym razie, Siffredi może i był nieco sztywny i aktorskim talentem nie powalał, ale przynajmniej się nie skompromitował. A to już całkiem sporo.

Porno przynęta

Niesymulowany seks w kinie głównego nurtu to jednak margines. Tymczasem w Hollywood zaroiło się od gwiazd porno. Gdzie one wszystkie się mieszczą? Głównie w kinie klasy B: horrorach, komediach i filmach akcji. Pełnią tam rolę przynęty. Mają przyciągać widzów, którzy kojarzą je ze scen rozbieranych i chętnie zobaczą w "normalnym" filmie. Porno-gwiazdy pojawiają się w takich produkcjach zazwyczaj w tle lub w małych epizodach.

Tym tropem poszli twórcy "Piranii 3D", "Adrenaliny 2" czy "Black Dynamite". Fani pornosów będą w siódmym niebie, gdyż każdy z tych tytułów oferuje sporo silikonowych doskonałości. I choć może nie uprawiają seksu przed kamerą, to i tak wiele pokazują. W "Piranii 3D" mogliśmy podziwiać wdzięki m.in. Ashlynn Brooke, Gianny Michaels i Riley Steele. W "Adrenalinie 2" przez ekran przemknęły m.in.: Jenna Haze, Lexington Steele i Monique Alexander.


"Pirania 3D"

Z usług piersiastych gwiazdeczek lubi korzystać Judd Apatow. Wspomniana wyżej Jenna Haze pojawiła się w "Supersamcu", Nautica Thorn we "Wpadce", a Stormy Daniels w "40-letnim prawiczku" i "Wpadce".

Nie mam miejsca, by wymienić wszystkie porno-gwiazdy wykorzystane w roli filmowych akcesoriów. Warto jednak pamiętać o legendzie świata porno Traci Lords (legendą stała się, kiedy okazało się, że do pornobiznesu dostała się jeszcze jako nieletnia), którą dwukrotnie zaangażował John Waters ("Beksa" i "W czym mamy problem") i której przypadł w udziale epizod z początku "Blade'a". Nie sposób pominąć Teri Weigel, którą fani kina klasy C pamiętają a to z "Powrotu zabójczych pomidorów", a to ze słynnej sceny z "Predatora 2". Lista nie byłaby kompletna bez Jenny Jameson ("Striptizerki zombie") i Ginger Lynn ("Bękarty diabła").


Ron Jeremy

Zupełnie odrębną postacią jest Ron Jeremy. Aż trudno uwierzyć, że ten korpulentny facet, którego łatwo pomylić z menelem spod budki z piwem, jest chodzącym symbolem pornobiznesu. W świecie mainstreamowego kina żadna inna rozbierana gwiazda nie ma porównywalnego statusu. Żadna też nie pojawiła się w tak dużej liczbie "normalnych" filmów. Jeremy'ego mogliście zobaczyć i w "Pogromcach duchów" i w "Adrenalinie 2". Twórcy "South Parku" zaangażowali go do zabawnego epizodu w "Orgazmo". Pojawił się też w "54" i w "Świętych z Bostonu". Jeremy to człowiek-instytucja funkcjonujący na zupełnie odmiennych prawach. Ale i jemu zazwyczaj nie powierza się mimo wszystko ról wymagających aktorskiego przygotowania.

Make me hard... with your talent

Skoro nawet Jeremy'emu nie daje się szans zagrania "prawdziwej roli", to co mają robić ci, którzy naprawdę wierzą w swój aktorski talent? Oczywiście szukać twórców kina niezależnego, niszowego o artystycznych ambicjach. W tym przypadku także mamy do czynienia z handlem wymiennym. Porno-gwiazdy chowają pod ubraniami atrybuty swego zawodu i odsłaniają swe aktorskie możliwości, z kolei reżyserzy mogą nakręcić film przy obniżonych kosztach, oszczędzając na gażach dla obsady.

Tą drogą podąża wspomniany już wcześniej Marcel Schlutt. Ten gwiazdor z tyłkiem przeoranym lepiej niż pole modelowego gospodarstwa kołchoźnianego z uporem maniaka próbuje przekonać wszystkich, że potrafi grać. Być może rzeczywiście ma talent, problem w tym, że trudno się o tym przekonać, kiedy wybiera grę w projektach reżyserskich grafomanów. Jeśli komuś nie wystarcza bełkotliwy "Infidèles", to może obejrzeć tragiczną  komedię "Alex und der Löwe".

   
Marcel Schlutt / François Sagat

Nieco więcej szczęścia ma inna gwiazda gejowskiego przemysłu porno - François Sagat. Obok epizodu w "Pile VI" aktor wyróżniający się charakterystycznym tatuażem na głowie zamiast włosów w 2010 roku wystąpił w dwóch filmach pokazywanych na festiwalu w Locarno. Pierwszym był gejowski horror "L.A. Zombie", w którym aż roiło się od gwiazd porno (Matthew Rush, Francesco D'Macho). Drugim był dramat "Homme au bain" w reżyserii Christophe'a Honorégo, w którym wystąpiła także Chiara Mastroianni. O ile w tym pierwszym filmie Sagat nie miał zbyt wiele do pokazania (jeśli chodzi o talent aktorski), o tyle w drugim zadanie miał o wiele trudniejsze i trzeba przyznać, że nie wypadł najgorzej.

Karierę aktorską rozwija także Simon Rex, który na początku lat 90. debiutował przed kamerą, masturbując się w serii produkcji tylko dla dorosłych. Dzięki pracy VJ-a w MTV udało mu się przekwalifikować i dziś możecie go raczej kojarzyć z trzeciej i czwartej części "Strasznego filmu" lub z "Superhero".


Simon Rex

Znacznie większe szanse na sukces w mainstreamowym kinie ma aktorka Dany Verissimo. Jako 18-latka zaczęła grać w filmach porno. Jej kariera nie trwała zbyt długo, ale na szczęście udało jej się w tym czasie załapać do normalnych produkcji. Z myślą o niej małą rolę w "13 Dzielnicy" napisał Luc Besson. A w 2006 roku, w specjalnym numerze "Elle" przygotowanym na festiwal w Cannes, nazwano ją jedną ze wschodzących gwiazd kina.

Póki co największy sukces w kinie głównego nurtu osiągnęła Chinka Shu Qi. Debiutowała jako modelka w "Penthousie" i "Playboyu" i zagrała w takich filmach, jak "Sex & Zen II". Miała szczęście, że ktoś dostrzegł w niej coś więcej niż tylko ciało i szybko zaczęła otrzymywać coraz ciekawsze role, w tym u takich artystów, jak Hou Hsiao-Hsiena ("Millennium Mambo" i "Trzy miłości", za który Shu Qi otrzymała nagrodę aktorską na festiwalu w Taipei). W 2008 roku zasiadła w jury Berlinale. Rok później oceniała filmy w Cannes.

Porno sztuka

Jeśli się Wam wydaje, że tylko pojękujące pod górami silikonu paniusie i dyszący panowie o trzech nogach marzą o statuetce Oscara, to jesteście w dużym błędzie. Także tym pracującym za kamerą śni się uznanie ze strony opiniotwórczych sztywniaków, co to wszystkie gusta zjedli i mało co jest jeszcze w stanie ich ruszyć.

Bardzo oryginalną drogę do serc krytyków i festiwalowej publiki wybrał Bruce La Bruce. I szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy jest największym geniuszem czy też hochsztaplerem kina. Jego patent jest banalnie prosty, otóż kręci zwyczajne gejowskie pornosy, po czym wycina z nich sceny hardcore'owe i w takiej wersji prezentuje je na festiwalach.  Tak było ze "Skin Flick", którego pełna wersja nosi tytuł "Skin Gang". Podobnie postąpił z "The Raspberry Reich", którego porno-wersja nosi tytuł "The Revolution is My Boyfriend". La Bruce wykorzystuje znudzenie festiwalowej publiczności i karmi ją szokującymi obrazami, takimi jak: wytrysk na kopię "Mein Kampf", seks analny przy użyciu kikuta nogi i ekstremalną fetyszyzację skinheadów.


Są jednak i tacy twórcy, którzy mniejszy nacisk kładą na kontrowersję, a więcej na wartość artystyczną swoich dzieł. Nie ma ich zbyt wielu, to prawda, ale jeden z nich - Wash Westmoreland - szlify reżyserskie zbierał na planie zrealizowanego przez La Bruce'a filmu "Hustler White". Jako twórca gejowskich filmów porno zasłynął takimi nagradzanymi tytułami, jak "Seven Deadly Sins: Gluttony" i "The Devil is a Bottom".

Jednak od samego początku jego ambicje sięgały znacznie dalej. W 1998 roku zagrał epizod w filmie "Idol" Todda Haynesa. Znajomość z reżyserem opłaciła się parę lat później. Haynes wyprodukował drugą pełnometrażową mainstreamową fabułę Westmorelanda (nakręconą wspólnie z partnerem Richardem Glatzerem) "Quinceañera". Film ten okazał się rewelacją festiwalu w Sundance, gdzie zdobył dwie główne nagrody (jury i publiczności), a później nagrodę im. Johna Cassavetesa, którą twórcy reżyserzy odebrali na gali "niezależnych Oscarów". Ta ciepła, skromna opowieść o Latynosach z Los Angeles o dwie klasy bije 90% polskiej produkcji kinowej, będąc najlepszym dowodem na to, że prawdziwy talent można znaleźć wszędzie.


Innym przykładem jest Gregory Dark. Przez lata pracował przy filmach tylko dla dorosłych, kręcąc obrazy o tak wdzięcznych tytułach, jak "Between the Cheeks" czy "[film=163739]Deep Inside Vanessa del Rio[/film]". Jednak najbardziej znanymi jego produkcjami z tego okresu były serie "Zwierzęcy instynkt" i "Potajemne igraszki". Swoje przejście do mainstreamu zawdzięcza muzyce. Dark zajął się bowiem kręceniem wideoklipów i okazał się w tym bardzo dobry. Wiele z jego produkcji było nominowanych do nagród MTV czy magazynu "Billboard". Pracował z Britney Spears, Snoop Doggiem, Linkin Park i Xzibitem.

Jak większość autorów wideoklipów pierwszy kontakt z mainstreamowym kinem miał za sprawą horroru. Dark nakręcił "Hotel śmierci", który przy 8-milionowym budżecie w Stanach zarobił ponad 15 milionów, i to tylko w kinie. W jego drugim filmie "Little Fish, Strange Pond" pojawili się już znani aktorzy, w tym Matthew Modine, Zach Galifianakis i Adam Baldwin.

Post Scriptum

Na zakończenie warto wspomnieć o tym, że droga  z pornobiznesu do kina głównego nurtu wcale nie jest jednokierunkowa. Niektórzy aktorzy mieli całkiem nieźle zapowiadające się kariery filmowe i zrezygnowali z nich na rzecz jęków udawanej ekstazy i obfitych money shotów. Taką osobą jest Stephen Geoffreys. W 1984 roku nominowany był do nagrody Tony (teatralnego Oscara), w tym samym czasie zaczął grywać w komediach młodzieżowy i horrorach. Przez fanów został zapamiętany przede wszystkim jako Evil Ed z "Postrachu nocy" (który właśnie doczekał się remake'u). Kilka z tekstów Evil Eda przeszło do mowy potocznej. Kiedy jednak Geoffreysowi zaproponowano udział w sequelu, odrzucił ją. Zamiast tego przyjął pseudonim Sam Ritter i zaczął spełniać się jako bohater wyuzdanych fantazji napalonych facetów na całym świecie.

  
Stephen Geoffreys / Paul Thomas

Jeśli oglądaliście "Jesus Christ Superstar", to zapewne pamiętacie apostoła Piotra. To Paul Thomas, a rola w musicalu była w zasadzie jego jedyną rolą w kinie. Hollywood szybko go rozczarowało i już w 1974 roku przeszedł do filmów pornograficznych. Tam w pełni pokazał, jak olbrzymi ma talent. Na przestrzeni lat wystąpił w ponad pół tysiącu produkcji. Za jedną z nich – "Virginia" – otrzymał nawet pornograficznego Oscara. W połowie lat 80. zaczął pornosy reżyserować i okazało się, że w tym jest jeszcze lepszy (dostał kilka kolejnych porno Oscarów).

W mainstreamie Paul Thomas zapewne przepadłby jako jeden z miliona nic nieznaczących aktorów. W pornobiznesie stał się prawdziwą ikoną.
Udostępnij: