Nasz film nie będzie fałszował rzeczywistości

  • -
  • autor: Marta Olszewska
  • Wywiad
FilmWeb: Powiedzcie o czym będzie "90 min. Chaosu"?
Xawery Żuławski: Film opowiadać będzie o trzech przyrodnich braciach i przyrodniej siostrze, z których każde wychowało się w innym środowisku, co innego ma w głowie. Nie chcemy na razie zdradzać więcej szczegółów, ale możemy powiedzieć, że nicią wiążącą poszczególne wątki będzie historia miłosna i historia współczesnej rewolucji młodzieżowej.


FilmWeb: Rozumiem, że jest to projekt w pełni niezależny, undergroundowy?
Ludwik Plater-Zyberk i Xawery ŻuławskiXawery Żuławski: Jest to absolutnie projekt niezależny, bo już na tym etapie nie zamierzamy dyskutować z nikim na temat formy scenariusza, a jedyne uwagi, jakie chcemy brać pod uwagę, to te, które coś wnoszą, które przemawiają do naszej wyobraźni. Film jest dziełem grupy przyjaciół, którzy wspólnie, przez pięć lat tworzyli scenariusz. Gdy już powstała jego pełna, ostateczna wersja, uznaliśmy, że na tyle trzyma się on kupy, że nie trzeba więcej go przerabiać, można go spokojnie pokazać ludziom i nie sugerować się opinią "specjalistów". Jest to więc oczywiście projekt niezależny, choć finansowaimny przez różne instytucje. Nie odmawiamy bowiem, jeśli ktoś chce nam dawać pieniądze. Założyliśmy jednak, że nie będziemy dopasować się do terminów i warunków narzucanych przez jakiekolwiek organizacje i z chwilą, gdy będziemy gotowi do rozpoczęcia pracy nad filmem, podejmiemy ją. I chociaż nie zebraliśmy jeszcze wystarczających kwot na uruchomienie produkcji, to działamy, otworzyliśmy biuro, sporządziliśmy kosztorysy i tym podobne. Na razie więc pracujemy za darmo, ale tym samym, możemy pozwolić sobie na pełną niezależność.

FilmWeb: Ilu jest autorów scenariusza?
Xawery Żuławski: Scenariusz pisało osiem osób, jako autorzy wymienione są tylko trzy z nich, ponieważ to one włożyły w to ostatnio najwięcej pracy. Ale oczywiście w napisach filmowych pojawią się nazwiska wszystkich ludzi, zaangażowanych w tworzenie scenariusza.

FilmWeb: Staracie się w jakiś sposób nagłośnić swoje przedsięwzięcie?
Xawery Żuławski: Na razie nie chcemy włączać w przebieg naszej pracy żadnych dziennikarzy, dla was uczyniliśmy wyjątek, ponieważ internet jest dziedziną, która nas samych interesuje i jesteśmy z nim bardziej związani niż z prasą drukowaną. Zależy nam na tym, żeby ściągnąć jak najwięcej interesujących ludzi dobrej woli i dlatego nie pakujemy się w rozmowy na temat filmu, nie usiłujemy zapraszać na plan dziennikarzy, którzy opisywaliby ten projekt i wypowiadali się na jego temat. Chcemy po prostu zrobić dobry film.

FilmWeb: Film powstanie na taśmie cyfrowej?
Xawery Żuławski: Tak, ale na pewno skopiujemy go na taśmę 35 milimetrów. Dla tego filmu korzystniejsze jest kręcenie go nośniku cyfrowym, aczkolwiek będziemy używać kamery w taki sposób, jakby to była kamera 35 milimetrów. Nie ułatwiamy więc sobie w żaden sposób działania.
Ludwik Plater-Zyberk: Technika robienia zdjęć będzie taka, jak przy taśmie filmowej, czyli ujęcie, cisza na planie itd. Nie chcemy pracować tak, jak przy realizacjach video.

FilmWeb: Myślicie o oficjalnej dystrybucji filmu, czy też będzie on funkcjonował w innym, undergroundowym obiegu?
Xawery Żuławski: Oczywiście, że myślimy o tym, aby dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Ale powtarzam - przy normalnej organizacji produkcji filmowej czeka się na tysiąc rozmaitych papierków, na zgodę od dystrybutora i tym podobne, a my nie chcemy się w to bawić, bo to blokuje nasze działania. Każdy może przecież wziąć scenariusz, przejrzeć go pobieżnie i powiedzieć, że mu się nie podoba, bo akurat miał zły humor lub był na kacu. W momencie kiedy film powstanie, w naszej ocenie, dystrybutorzy przyjdą do nas sami. Oczywiście rozsyłamy projekt do wszystkich dystrybutorów, ale mamy wrażenie, że dopiero kiedy film będzie gotowy, zgłoszą się do nas konkretne osoby. Poza tym, zależy nam głównie na tym, żeby zrobić dobry film - czy będzie on chętnie dystrybuowany, czy nie, to już inny problem. A z dobrym filmem możemy pokazać się wszędzie - nie musi czekać, aż w Polsce ktoś zechce go dopuścić do wyświetlania. "90 min. chaosu" jest produkcją polską, z polskim dialogiem, opowiada on o Polsce, o Warszawie, ale świat jest wielki i zależy nam na tym, żeby zrobić film dla świata, nie tylko dla Polski.

FilmWeb: Wobec tego o jakiego rodzaju dystrybucji myślicie - na festiwalach, przeglądach kina nienależnego?
Xawery Żuławski: Oczywiście, że tak. Jeśli w Polsce film nie sprzeda się normalnie, to jak najbardziej.

FilmWeb: Żaden z polskich dystrybutorów na razie nie odpowiedział?
Xawery Żuławski: Dwóch odpowiedziało, że im się nie podoba (śmiech).
Ludwik Plater-Zyberk: Jeden z czołowych polskich dystrybutorów, którego nazwy nie wymienię, olał nas kompletnie, my go zresztą też.

FilmWeb: Żadna stacja telewizyjna, znana ze swego zamiłowania do młodej sztuki filmowej, nie chciał się włączyć w produkcję "90 min. chaosu"?
Xawery Żuławski: Nie, ze względu na moje nazwisko. Takiemu gnojowi jak Żuławski nie będą dawać pieniędzy, choć innym chętnie.
Ludwik Plater-Zyberk: Może ktoś nie lubi Twojego taty (Andrzeja Żuławskiego - przyp. red.)....(śmiech).

FilmWeb: Powiedzcie coś o castingach - kiedy się zaczęły, jak długo potrwają?
Xawery Żuławski: Na razie trwają od tygodnia, konkretnie jest to trzeci dzień castingów. Jest to wciąż przedsięwzięcie otwarte, potrwa ponad miesiąc. Spotkania z kandydatami odbywają się trzy razy w tygodniu - we wtorki, środy i soboty od godziny jedenastej do szesnastej. Urządziliśmy to w ten sposób, żeby chętni do wzięcia udziału w castingu mogli spokojnie wybrać termin dotarcia do nas. Chcieliśmy dać szansę wielu osobom, no i naturalnie porozmawiać z jak największą liczbą ludzi. To nie jest taki castning, w którym organizatorzy każą pokazać profil twarzy i opowiedzieć o planach na przyszłość - chcemy poznać każdego z uczestników przesłuchań, dowiedzieć się, jaką mają wrażliwość. Na razie nie oglądamy kaset z nagranymi rozmowami, dopiero po wszystkich przesłuchaniach, kiedy już uzyskamy świadomość, że trafiliśmy na parę ciekawych osób, przejrzymy cały materiał i z całej masy osób wyłonimy te, które wydadzą nam się najciekawsze. Z nim właśnie przeprowadzimy dalszy casting, czyli odgrywanie poszczególnych scen.

FilmWeb: Nie bierzecie w ogóle pod uwagę aktorów profesjonalnych?
Xawery Żuławski: To nie na tym polega - po prostu nie ma wśród aktorów profesjonalnych takich osób, które mają twarze jak ludzie z ulicy, jak ci, którzy nas na co dzień otaczają.
Ludwik Plater-Zyberk: Nabór do szkół aktorskich przebiega zawsze według określonego schematu - wybiera się jednego blondyna, jednego bruneta, jedną chudą, jedną rudą, jedną czarną, jedną pulchną pyzę mazowiecką i w ten sposób ma się problem z głowy - można obsadzić nimi wszystko, od "Wesela" poczynając.
Xawery Żuławski: Oczywiście, jeśli chodzi o główne postaci, to niewykluczone, że zagrają je aktorzy. Mam wielkiego przyjaciela, aktora, z którym robiłem filmy w szkole filmowej i marzę o tym, żeby go obsadzić w "90 min. Chaosu". Minęło jednak trochę czasu od momentu powstania scenariusza i od skończenia szkoły. Ten przyjaciel nie zdążył jeszcze dojechać na casting, mieszka poza Warszawą. Gdyby zatem znalazło się więcej takich aktorów, jacy są nam potrzebni, to naturalnie ich zaangażujemy. Ponieważ mamy jednak wrażenie, że nie bardzo jest w czym wybierać, to szukamy samorodnych talentów. Do naszego filmu nie potrzebujemy zresztą wielkich talentów, lecz ludzi wrażliwych.

FilmWeb: To znaczy, że stawiacie na naturszczyków?
Xawery Żuławski: Czemu nie? Nie kierujemy się w tym względzie żadnymi ustaleniami, nie tworzymy sztywnymi zasad.
Ludwik Plater-Zyberk: Jeżeli przyjdzie super aktor z super twarzą, to będzie aktor, jeśli przyjdzie ktoś, kto nie miał do czynienia z występami w filmie, a spełnia wszystkie nasze wymagania, to zaangażujemy naturszczyka. Bo niestety, większość aktorów jest taka sama.
Xawery Żuławski: Nie obrażając, rzecz jasna, kolegów aktorów, których znamy i podziwiamy na scenach warszawskich i nie tylko (śmiech).

FilmWeb: Kiedy chcecie zacząć zdjęcia?
Ludwik Plater-Zyberk: Film jest podzielony na dwie części - jest część letnia, na którą przewidujemy około dwudziestu dni zdjęciowych z udziałem właściwie tylko dwojga głównych postaci, czyli bohatera i bohaterki oraz część, którą realizować będziemy jesienią. Zdjęcia do tej ostatniej rozpoczną się w październiku, potrwają miesiąc i dotyczyć będą miejskiej sfery opowiadanej historii. Przy realizacji tej właśnie części napotkamy dużo problemów i pracy.
Xawery Żuławski: "90 min. chaosu" jest "młodzieżową epopeją", w której będzie dużo scen zbiorowych i w której wystąpi mnóstwo ludzi, zobaczymy bijatyki, seks, alkohol. Aż się przestraszyłem tego, co wymyśliłem (śmiech).

FilmWeb: Powiedzcie skąd wpływają pieniądze na realizację filmu?
Ludwik Plater-Zyberk: Bardzo serdecznie pozdrawiamy sponsorów (śmiech).
Xawery Żuławski: Zwłaszcza firmę ITI Studio, która działa w bardzo elegancki sposób. Pokładamy w niej duże nadzieje. Podejrzewam, że oni w nas także. Mamy dobry start, przewiduję zatem, że jeśli wszystko będzie się tak układało jak do tej pory, to na niej poprzestaniemy. My jesteśmy pionem twórczym, pionem produkcyjnym zaś, który dziś wyleguje się jeszcze w łóżku, są Marta Kownacka i Ilona Braciak. Obowiązuje więc ścisły podział ról - osoby od produkcji układają nas w "przegródkach", a my bawimy się w kino. Zachowujemy się przy tym profesjonalnie, mimo, że są to znajomi i przyjaciele, to kiedy przestępujemy próg tych drzwi lub kiedy rozmawiamy o filmie, to role są ściśle podzielone. Ludwika, który jest moim przyjacielem, mogę opieprzyć, ale tylko w ramach działalności filmowej. Podobnie my nie wnikamy w problemy produkcji, nie możemy zajmować się wszystkim i nie możemy mieć tych samych problemów, co produkcja. Oni nie wtrącają się w to, co robimy my, a my nie ingerujemy w to, co robią oni, czyli nie wtrącamy się w finanse.

FilmWeb: Jak pracuje się przy takim projekcie, który jest przedsięwzięciem niezależnym?
Xawery Żuławski: Świetnie. Wspaniale, czuje się wtedy prawdziwą wolność.

FilmWeb: Nie boisz się jednak, że powstanie film, w którym będzie się czuło amatorstwo, skutkiem na przykład zaangażowania aktorów nieprofesjonalnych?
Xawery Żuławski: Zdjęcia do filmu będzie robił Marian Prokop, znany polski operator, z którym się filmowo wychowałem, ponieważ zrobiliśmy wspólnie większość etiud w szkole i od tego czasu jesteśmy przyjaciółmi. Ja natomiast po ukończeniu szkoły zajmowałem się filmem, nie jesteśmy więc amatorami.
Ludwik Plater-Zyberk: Zgadza się, kolega skończył szkołę, a potem postanowił się czegoś nauczyć, odebrać troszkę lekcji pokory. Pracował na bardzo wielu planach filmowych, robił reklamy, uczestniczył w realizacji filmów swojego taty, razem zajmowaliśmy się produkcją krótkich form dokumentalnych i fabularnych i poznaliśmy współczesne polskie kino od podszewki. Pracowaliśmy na planie zarówno jako asystenci, kierownicy produkcji, kierownicy planu, jak i reżyserzy. Obecnie zrobiliśmy sztukę teatralną na temat tego filmu. Xawery dostał kiedyś propozycję przeprowadzenia egzaminu trzeciego roku, a ponieważ tekst sztuki był raczej drewniany, wpadł na pomysł, żeby adaptować na scenie to, co napisaliśmy dla potrzeb naszego filmu. Wybraliśmy więc parę scen, studenci Akademii Teatralnej zagrali to i okazało się, że nasz scenariusz się sprawdza, że przemawia. Zobaczymy, jak będzie wyglądało to na profesjonalnej scenie w teatrze. Jesteśmy dość przestraszeni (śmiech).

FilmWeb: Wracając do wątku kina niezależnego - jak oceniacie to zjawisko na polskim gruncie?
Xawery Żuławski: Bardzo popieramy ten ruch, podobają nam się polskie produkcje niezależne. Trudno nam się jednak na ten temat wypowiadać, bo staramy się raczej nie oglądać polskich filmów z tego nurtu, żeby nie sugerować się tym, co zrobili na przykład faceci z Zielonej Góry (grupa Sky Piastowskie, przyp. red.), czy Borcuch w "Kallaffiorrze". Podejrzewam jednak, że polskie produkcje niezależne są czasami niedopracowane, że we wstępnej fazie scenariuszowej zaniedbywana jest historia, którą mają opowiadać. Potem całość rozmywa się przez to, że paczka kumpli dysponująca kamerą video popisuje się przed obiektywem, a wszystko jest filmowane jak leci. Dramat musi zaś być przez reżysera przemyślany. Przypuszczam więc, że naszym sukcesem jest to, że mamy tak przemyślany scenariusz, nad którym przez pięć lat pracowało parę osób, że całość będzie się odznaczać taką logiką i precyzją, jak film kryminalny. Tak budowane są również postaci - na zasadzie dramatycznej konstrukcji. Film rządzi się swoimi prawami i niestety, nie można podczas jego realizacji kompletnie się luzować.

FilmWeb: A co w takim razie sądzicie o europejskim, czy amerykańskim kinie niezależnym?
Xawery Żuławski: Ciężko mówić o kinie niezależnym w Europie, bo polega ono zazwyczaj na tym, że realizuje się je za niemałe pieniądze, choć pod względem przekazu odznacza się ono oryginalnością. To kino nie ogląda się po prostu na opinię publiczną i na tym polega jego niezależność. W Polsce natomiast kino niezależne polega na tym, że jest finansowane ze środków innych niż oficjalne instytucje filmowe. I to też nie do końca. Największym mistrzem kina niezależnego jest dla mnie Lars von Trier. Mimo, że jest bardzo zależny, to w tym, co stworzył nie ma sobie równych. Można się oczywiście czepiać jego ostatnich dzieł, zwłaszcza "Tańcząc w ciemnościach", po którym widać, że ta formuła powoli się wyczerpuje, ale kiedy w szkole oglądaliśmy jego dzieła, stanowiły one dla nas dowód na to, że nasz kierunek myślenia jest dobry. Choć, jak mówię, teraz ta formuła staje się przeżytkiem. Nie można więc próbować robić znowu Dogmy. Teraz trzeba próbować czegoś innego, nowego. Naszym zadaniem jest więc utrzymanie kamery cyfrowej w ryzach realizacji filmu na taśmie trzydzieści pięć milimetrów.

FilmWeb: Czym wobec tego wasz film będzie się różnił od szeregu produkcji oficjalnych?
Xawery Żuławski: Nie będzie fałszował rzeczywistości, nie będzie owijał w bawełnę. Po prostu. Na przykład - pewien reżyser, którego swoją drogą strasznie cenię, i który zrobił obiecujący film, popełnił błąd obsadzając w swojej najnowszej produkcji aktora, który zwyczajnie nie nadaje się do roli głównego bohatera. Trzeba było szukać chłopaka, a nie faceta, który na ekranie wygląda fatalnie i nie można za cholerę uwierzyć, że jego partnerka cierpi z tego powodu, że on ją odtrąca. A dlaczego gra ten właśnie aktor? Dlatego, że film jest "zależny". Nam natomiast nikt nie będzie mówił, że musi u nas zagrać gwiazdor. Jeśli zaś chodzi o stronę formalną naszego obrazu, o nowatorstwo w tym obszarze, to zobaczymy. Nie wiemy jeszcze na jakie pomysły realizacyjne wpadniemy.

FilmWeb: Dzięki za rozmowę.
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię