Nie unikam wyzwań. Wierzę, że im więcej gram, tym staję się bogatsza: Wywiad z Emmanuelle Seigner

  • -
  • autor: Marcin Kamiński
  • Wywiad
To nie jest twoja pierwsza wizyta w Polsce?
Emmanuelle Seigner: O nie, byłam tu wiele razy. Po raz pierwszy odwiedziłam wasz kraj 20 lat temu. Bardzo się zmienił od tego czasu.

Jednak po raz pierwszy przyjechałaś do nas promować swój film.
Emmanuelle Seigner: Tak, to prawda. Mam nadzieję, że będę jeszcze miała okazję to powtórzyć.

Co najbardziej zainteresowało cię w filmie "Pozory i złudzenia", że zdecydowałaś się na zagranie w nim głównej roli?
Emmanuelle Seigner: Po prostu uznałam, że postać Laury da mi możliwość stworzenia ciekawej i wymagającej kreacji. Nie była prosta. Wymagała ode mnie sporo pracy i chyba to mnie najbardziej w niej pociągało. Lubię wyzwania. Ponadto podobało mi się napięcie obecne w całej opowieści.

Postać, którą grasz jest głucha oraz pełna emocji. Co sprawiło ci największy problem w wiarygodnym odegraniu tej roli?
Emmanuelle Seigner: Nie było to łatwe (śmiech). 6 miesięcy poświęciłam na naukę języka migowego. W tym czasie spotykałam się z ludźmi niesłyszącymi. Rozmawiałam z nimi, obserwowałam ich reakcje.
Podczas pracy na planie nosiłam w uszach specjalne zatyczki, dzięki którym prawie nic nie słyszałam. Cała ekipa traktowała mnie jak osobę niesłyszącą, co pomagało mi wejść w rolę.
Nie chciałam, żeby Laura była niewiarygodna. Zależało mi na jak najlepszym i najprawdziwszym pokazaniu targających nią emocji. W przypadku takich filmów jak "Pozory i złudzenia" jest to ważne, bo fabuła dreszczowców z reguły jest nieprawdopodobna. Żeby widzowie wciągnęli się w opowiadaną historię, zidentyfikowali się z bohaterami muszą być oni bardzo prawdziwi.
Podczas pracy nad "Pozorami i złudzeniami" uciekałam się także do pewnych 'sztuczek'. Przed rozpoczęciem ujęcia np. wdychałam amoniak, albo robiłam pompki, żeby moja postać wypadła wiarygodnie.

Opłaciło się jednak. Oglądając film parę razy wysoko podskoczyłem w fotelu.
Emmanuelle Seigner: To dobrze, o to chodziło. (śmiech) Takiej reakcji oczekiwaliśmy.
Miło wspominam pracę nad tym filmem. Była ciekawa i dała mi szansę nauczenia się wielu rzeczy. Ważne dla mnie było również to, że mogłam spróbować swoich sił w dreszczowcu, w gatunku, z którym nie jestem raczej kojarzona.

Czy w twojej filmografii pojawią się niebawem nowe dreszczowce?
Emmanuelle Seigner: Na dzień dzisiejszy naprawdę nie wiem. Niedawno skończyłam pracę nad komedią "Ils se marierent et eurent beaucoup d'enfants", w której wystąpiłam razem z Johnny Deppem i Alainem Chabatem a latem rozpoczynam zdjęcia do filmu "Pop Star", w którym wcielę się w gwiazdę rocka, będę musiała tańczyć i śpiewać, a nawet nagrać album z piosenkami wykorzystanymi w obrazie. Będzie to coś zupełnie nowego w mojej karierze.

Czyli cały czas szukasz nowych ról?
Emmanuelle Seigner: Nie, nie tyle szukam, co chcę w swoim życiu spróbować się w wielu różnych rzeczach. Nie chcę być kojarzona tylko jednym rodzajem ról. Jeśli już raz pozwolę się zaszufladkować, producenci będą mi oferowali tylko podobne role. Chce tego uniknąć.

A czy jest gatunek filmowy, który najbardziej lubisz?
Emmanuelle Seigner: Nie, absolutnie. Lubię występować w dramatach, ale dobrze się czuję również w dreszczowcach i komedii. Niedawno grałam główną rolę w teatralnej inscenizacji "Heddy Gabler" Ibsena. Nie unikam wyzwań. Wierzę, że im więcej gram, w im więcej różnych postaci się wcielam, tym staję się bogatsza.

Czy rola Laury w "Pozorach i złudzeniach" pisana była specjalnie z myślą o Tobie?
Emmanuelle Seigner: Nie. Scenariusz filmu otrzymałam od swojego agenta i dopiero od niego dowiedziałam się o tym projekcie. Reżyserzy rozważali również kandydatury innych aktorek. Na współpracę ze mną zdecydowano się po tym, jak spotkałam się z twórcami. Bardzo dobrze nam się rozmawiało, nadawaliśmy na tych samych falach i tak się zaczęło.
Jednak zanim rozpoczęliśmy zdjęcia minął chyba rok. Producenci mieli problemy z dopięciem budżetu i mimo, że nie był on duży sporo czasu zajęło im zebranie potrzebnych funduszy.

Dwie osoby pełniły funkcję reżysera przy "Pozorach i złudzeniach". Jak współpracuje się z takim duetem?
Emmanuelle Seigner: Powiem szczerze, że praktycznie nie czułam różnicy. Za kamerą głównie stał Francois i to z nim spędzałam najwięcej czasu. Arthur skupił się na pisaniu scenariusza i montażu filmu. Jeżeli więc miałam pytania dotyczące fabuły, czy emocji, jakie mam odegrać kontaktowałam się z nim telefonicznie. Arthur pojawiał się na planie tylko od czasu do czasu.

Pytam o to, bo od jakiegoś czasu możemy zauważyć, że coraz więcej twórców decyduje się na reżyserię filmów w duecie. Tak powstały m.in. "Matrix" i "Z piekła rodem". Czy twoim zdaniem taki sposób realizacji jest przyszłością kinematografii?
Emmanuelle Seigner: Nie, wydaje mi się, że nie, ale sam sposób pracy uważam za ciekawy przynajmniej dla aktora. Przy "Pozorach i złudzeniach" dyskutowałam o swojej postaci nie z jedną, ale z dwoma osobami. Każda z nich miała nieco odmienne pomysły na Laurę, inaczej wyobrażała sobie tę bohaterkę. Dla mnie było to bardzo ciekawe i twórcze doświadczenie.

Jak wyglądała praca na planie. Czy zanim rozpoczęliście zdjęcia dokładnie wszystko omówiliście, przeprowadziliście dziesiątki prób i filmowanie było tylko rejestracją uzgodnionych już wcześniej zachowań, czy też improwizowaliście już przed kamerą?
Emmanuelle Seigner na konferencji prasowej w warszawskim hotelu BristolEmmanuelle Seigner: Zanim rozpoczęliśmy zdjęcia bardzo wiele materiału przerobiliśmy "na sucho". Spotykaliśmy się, rozmawialiśmy o filmie, rozwiązaniach poszczególnych scen i postaciach. Na planie nieco to wzbogacaliśmy, ale zdecydowana większość filmu powstała na próbach.
Byłam naprawdę solidnie przygotowana do roli Laury. Cały scenariusz znałam na pamięć, wiedziałam jak mają wyglądać poszczególne sceny, ale i tak praca na planie była bardzo wyczerpująca. Laura pojawia się praktycznie w każdej scenie filmu. Bardzo niewiele ujęć powstało bez mojego udziału. Codziennie musiałam być obecna na planie, 2 godziny trwało nakładanie sztucznych blizn na moje ciało i robienie stosownego makijażu a potem jeszcze kilka godzin przed kamerą. Budżet produkcji był naprawdę niewielki i z tego powodu musieliśmy pracować bardzo ciężko.
Wydaje mi się jednak, że wyszło to na dobre i filmowi i mojej roli. Będąc bardzo zaangażowana w realizację obrazu praktycznie czułam się jak Laura i na tym mi bardzo zależało. Chciałam, żeby widz siedzący w kinie widział nie aktorkę odtwarzającą postać Laury, ale prawdziwą, przerażoną kobietę, która musi walczyć o to, co dla niej jest najważniejsze.

Jak film został przyjęty we Francji?
Emmanuelle Seigner: Nie najlepiej. Moja rola została oceniona dość wysoko, ale film jako całość nie zyskał przychylności krytyków.

Dlaczego?
Emmanuelle Seigner: Ciężko powiedzieć. Wydaje mi się, że francuscy widzowie nie przepadają za dreszczowcami wyprodukowanymi we Francji. Wolą spokojniejsze, bardziej intelektualne kino. Gdyby "Pozory i złudzenia" powstały w USA jestem przekonana, że byliby zachwyceni.

We Francji jednak większość widzów wybiera się do kina właśnie na rodzime produkcje. W pozostałych krajach europejskich królują filmy z Hollywood.
Emmanuelle Seigner: To prawda, ale przyczyna takiego stanu rzeczy jest bardzo prosta. Amerykańskie filmy są z reguły lepsze od europejskich, to cała tajemnica. Francja jest jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Twoje role bardzo często kojarzone są z erotyką. Kreacja w "Pozorach i złudzeniach" nie jest wyjątkiem.
Emmanuelle Seigner: Co nie znaczy, że chętnie rozbieram się przed kamerą. Nie mam z tym problemów, ale osobiście bardzo tego nie lubię. Jednak jestem aktorką, zarabiam na życie między innymi swoim ciałem i jeśli tylko moja rola wymaga, abym stanęła przed kamerą naga, to po prostu to robię. Nie bez znaczenia jest fakt, że po prostu dobrze wyglądam. (śmiech)

Mnie nie musisz tego mówić. (śmiech).
Emmanuelle Seigner: Wydaje mi się, że moja prezencja sprawia, że producenci chętnie proponują mi tego rodzaju rolę. Na razie mnie to nie martwi. Tak długo jak dostaję takie propozycje tak długo mam pewność, że jestem w formie. (śmiech), ale nie chcę, żeby kojarzono mnie tylko ze scenami rozbieranymi. Stać mnie na więcej.

Jedno pytanie muszę zadać o Romana Polańskiego, którego żoną jesteś już od prawie 15 lat. Jesteś w Polsce, zatem nie możesz uniknąć tego rodzaju pytań.
Emmanuelle Seigner: Wiem, już to zauważyłam. Roman jest waszym bohaterem narodowym, traktujecie go jak papieża. (śmiech)

Tak, ale nie będę pytał o to, jak wypełniasz obowiązki małżeńskie. (śmiech) Tego starał się już dowiedzieć jeden z dziennikarzy obecnych na konferencji prasowej.
Emmanuelle Seigner: Tak, to było niesamowite. (śmiech).

Czy bycie żoną Romana Polańskiego pomaga Ci w karierze, czy przeszkadza?
Emmanuelle Seigner: Na pewno nie pomaga w takim znaczeniu, że żyjąc z uznanym reżyserem automatycznie staję się lepszą aktorką, a uznanie i sława, jakimi obdarzają go ludzie przechodzi na mnie. Owszem, dzięki niemu - przynajmniej na początku mojej kariery - byłam bardziej widoczna, częściej postrzegana przez media, a to też jest ważne. W większości przypadków zwracano na mnie uwagę jednak nie dzięki mojej pracy i moim osiągnięciom, ale dzięki temu, że u mojego boku stał Roman.
Walczyłam z tym jednak od początku i francuskie gazety nie podpisują naszych zdjęć inaczej jak 'Emmanuelle Seigner i jej mąż Roman Polański'.
Tak jak wszystko taki stan rzeczy ma swoje dobre i złe strony. Ja nie narzekam. (śmiech)

Czyli nie czujesz się jak "żoną sławnego męża"?
Emmanuelle Seigner: Absolutnie. We Francji to o Romku mówią, jako o mężu Emmanuelle Seigner. (śmiech)
Oczywiście taki związek może być niebezpieczny, jeśli jedna osoba go zdominuje, my jednak pracujemy nad tym, żeby coś takiego się nie zdarzyło. Każde z nas ma swoją pracę i własną karierę. Niekiedy razem realizujemy projekty, ale nigdy sobie nie przeszkadzamy i zawsze pomagamy.
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię