Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/article/RAPORT%3A+Czy+koronawirus+po%C5%BCre+kino-136988

RAPORT: Czy koronawirus pożre kino?

Przełożone premiery, wstrzymane produkcje, miliardowe straty, zaś przede wszystkim - ogromne problemy z oszacowaniem potencjalnych szkód. Z czym branża filmowa mierzy się w dobie pandemii koronawirusa? I czy jest w stanie wyjść z tego starcia obronną ręką? 

Miniony weekend nie pozostawił złudzeń. Tylko jeden film, wchodzący na ekrany w 50 krajach "Bloodshot", przekroczył w światowym box-office granicę 10 milionów dolarów wpływów. Większość producentów musiała zadowolić się jednocyfrową sumą, notując w wielu przypadkach rekordowe spadki - w niektórych przypadkach - vide "Sonic. Szybki jak błyskawica" - niemal osiemdziesięcioprocentowe. To najgorszy wynik od niemal ćwierćwiecza. A jak przekonują specjaliści, może być jeszcze gorzej, gdyż łańcuszek przekładanych premier zdaje się nie mieć końca. "Nie czas umierać", "Czarna Wdowa, Mulan, Szybcy i wściekli 9" - to tylko niektóre z tytułów, które wypadły z grafiku. Większość podmiotów obawiała się finansowych strat, więc opóźniła kinowy start swoich flagowych produkcji. Tyle, że przy obecnych rozmiarach epidemii oraz jej prognozowanej trajektorii, zapaść ekonomiczna w sektorze kultury jest nieunikniona. Dziennikarze z Hollywood Reporter oszacowali, iż zmagania z koronawirusem mogą kosztować branżę filmową aż 20 miliardów dolarów. 

Bloodshot-Poster-featured-1280x720.jpg


Wszystko wskazuje na to, że sytuacja w amerykańskich kinach - podobnie jak na wielu innych rynkach do tej pory - będzie pogarszała się wraz z rozprzestrzenianiem się koronawirusa za oceanem. W kolejnych dniach i tygodniach coraz więcej kin będzie zamykanych. W najgorszym wypadku może dojść do całkowitego zamknięcia kin na jakiś czas, co byłoby sytuacja bezprecedensową. W związku z brakiem większych premier w najbliższych tygodniach można też zastanawiać się, czy mimo częściowej dostępności kin amerykańscy widzowie będą chętni wydawać pieniądze na mniej oczekiwane filmy i oglądać je w niezbyt optymalnych warunkach - twierdzi Marek Pilarski, badacz rynku i autor bloga Box-Officeowy Zawrót Głowy. Jak słusznie zauważa, Ameryka to wprawdzie centralny, ale tylko jeden z elementów w olbrzymiej sieci naczyń połączonych. 

No, we Cannes't

Jako że większość masowych imprez - od kluczowych dla promocji gier wideo targów E3 w Los Angeles, po gigantyczny festiwal filmowo-muzyczny SXSW w Austin - zostało odwołanych, wszyscy spoglądają dziś w kierunku Cannes. Festiwal na Lazurowym Wybrzeżu to najważniejsza impreza filmowego świata - nie tylko ze względu na premiery filmów autorstwa uznanych mistrzów, importowany hollywoodzki blichtr oraz prestiżową Złotą Palmę. Cannes oraz przylegające doń targi branżowe są jądrem całorocznego, festiwalowo-dystrybucyjnego obiegu. 

GettyImages-1146325899.jpg
Getty Images © Anadolu Agency


To są wielkie pieniądze, rzesze ludzi zaangażowanych w organizację. Gdyby Cannes się nie odbyło,  byłby to wielki grzmot w całą branżę, filmowców i sam festiwal. To byłby pierwszy raz od 1968 roku, gdy festiwal z powodu burzliwej atmosfery politycznej został zerwany - mówi Marcin Pieńkowski, dyrektor artystyczny festiwalu Nowe Horyzonty. Zaś wielkie pieniądze o których wspomina, to budżet na organizację wysokości 32 milionów euro. W rozmowie z Le Figaro,  dyrektor imprezy Pierre Lescure, przyznał, że festiwal nie jest ubezpieczony: oferta, którą otrzymaliśmy, opiewała zaledwie na 2 miliony euro - w razie problemów, nie starczyłoby na fistaszki. Musieliśmy odmówić. Jak donoszą reporterzy Variety, Cannes posiada jednak rezerwę finansową, która pozwoliłaby przetrwać festiwalowi przez jeden sezon po ewentualnej anulacji. Pytanie tylko, czy włodarze francuskiego festiwalu będą chcieli z niej skorzystać?

Myślę, że mają w tej chwili kilka opcji - mówi Pieńkowski - Mogą przełożyć imprezę na późniejszy termin, np. na czerwiec albo lipiec. Może zastanawiają się, czy nie zorganizować festiwalu po części w wersji on-line. Wątpię, aby festiwal odbył się w maju. Widzimy, co się dzieje. Dyrekcja będzie do samego końca walczyć o organizację w maju, ale nie wierzę, aby nie miała planu B. Problemy będą mieć agenci sprzedaży i producenci filmowi. No bo gdzie pokażą premierowo swoje filmy?

Problemy będą mieć też kiniarze, gdyż, jak słusznie zauważa Pieńkowski, nie będą na szczycie listy rządowych celów (Kina są zamykane, a przecież trzeba płacić czynsz, utrzymywać zespół. Jeśli kwarantanna będzie się przedłużała, a myślę, że tak, część kiniarzy splajtuje. No chyba, że zostanie wdrożony jakiś plan pomocy. Aczkolwiek trudno mi uwierzyć, że będzie to priorytet - mówi). A także kolejne festiwale, ponieważ Cannes jest w tym przypadku pierwszą kostką domina - odwołanie imprez w Wenecji i Toronto może znacząco wpłynąć na kształt całego oscarowego wyścigu i doprowadzić do zaburzenia naturalnego cyklu producencko-dystrybucyjnego.   

Jako że festiwal wciąż gra na zwłokę, agenci i producenci (od CAA, przez Lionsgate, Miramax, Sierra/Affinity, po Voltage i Wild Bunch) wzięli sprawy w swoje ręce i planują awaryjnie targi w formie wirtualnej. Miałyby przybrać formę skoordynowanych pokazów online, prezentacji dla nabywców oraz wideokonferencji i narad. Wpisowe byłoby w tym przypadku niepotrzebne, z uwagi na cyfrowy charakter "przestrzeni targowej", toteż do stołu - przynajmniej w teorii - mogłoby usiąść o wiele więcej podmiotów. Jak będzie w rzeczywistości, zobaczymy w kolejnych tygodniach.  

Koronawirus a sprawa polska

W Europie członkowie branży filmowej (w tym przedstawiciele PISF-u) szukają już pomocy u Komisji Europejskiej oraz unijnych rządów (piszemy o tym TUTAJ): postulują m.in. wprowadzenie struktur rekompensaty i zapomogi dla dystrybutorów oraz producentów, udrożnienie przepływu treści pomiędzy platformami streamingowami a tradycyjną dystrybucją, system podtrzymywania życia" dla projektów w fazie developmentu, a także zaciskanie pasa w sytuacji, gdy za wstrzymaną produkcję odpowiada nadawca bądź platforma. Złośliwi twierdzą, że doczekaliśmy czasów, w których "śmieciówki", niczym bumerang, zatoczą koło i uderzą decydentów w plecy. Nieco bardziej łaskawi - że to wszystko pobożne życzenia. Ale wszyscy zgodnie podkreślają, że w obecnej sytuacji trudno, by mniejsze przemysły filmowe poradziły sobie bez jakiejkolwiek formy instytucjonalnego wsparcia - zwłaszcza w krajach, gdzie w mocy jest ustawa o kinematografii.

GettyImages-846293910.jpg
Getty Images © NurPhoto


Tego samego zdania jest współwłaściciel Aurum Film, producent m.in. "Bożego ciała" i "Ostatniej rodziny" Leszek Bodzak: Myślę, że w takiej sytuacji tylko interwencjonizm państwowy jest w nas stanie wesprzeć. Systemowo trudno jest się przed czymś takim bronić - przekonuje. I dodaje w kontekście apelu do Komisji Europejskiej: Być może taka pomoc nastąpi. Byłem w czwartek na spotkaniu w sztabie kryzysowym w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. Wiem, że dyrektor Śmigulski też chce wdrożyć jakieś działania mające na celu ratowanie branży filmowej przed ewentualnym kryzysem. Miałyby one na celu m.in. właściwe oszacowanie strat, jakie w wyniku pandemii ponoszą producenci. Jeżeli te straty finansowe zostaną prawidłowo oszacowane i przekazane odpowiednim organom, to mam nadzieję, że do takiej pomocy dojdzie. Bez niej polskie kino, które nie jest tak silne finansowo jak amerykańskie, może mieć poważne problemy.

Wspomniane działania dyrektora Śmigulskiego to póki co powołanie zespołu kryzysowego, w skład którego wchodzą przedstawiciele rodzimej branży (z Bodzakiem włącznie). Pierwszym zadaniem wydaje się ewidencja strat poniesionych przez kiniarzy i oszacowanie ich dalszej skali. Wszystko zależy od tego, ile potrwa pandemia. Ale jak przekonuje Bodzak - niezależnie od tego, czy to będzie miesiąc, dwa czy trzy, skutki będą bardzo niedobre. W mojej ocenie wszyscy patrzą teraz na skutki krótkoterminowe. Właściciele zamkniętych kin sygnalizują, że będą potrzebowali pomocy państwa i zwolnienia z opłat dla PISF-u. Twórcy i ekipy sygnalizują, że nie zarabiają pieniędzy. Popatrzmy jednak na długofalowe skutki. Wyobraźmy sobie sytuację, że za kilka tygodni kina będą znowu otwarte. Czy to coś zmieni? Moim zdaniem niewiele. Polski rynek kinowy jest w przeważającej części oparty na anglosaskich blockbusterach. Jeśli jednak wielkie hollywoodzkie wytwórnie przesuwają premiery swoich widowisk na koniec tego roku albo początek przyszłego, polska widownia nie będzie miała czego oglądać.

Na horyzoncie

Co zatem czeka na nas w perspektywie kolejnych tygodni i miesięcy? Na razie wszystkie kluczowe premiery marca i kwietnia zostały przesunięte przez hollywoodzkie wytwórnie na późniejsze terminy. Czy podobny los spotka superprodukcje, które miały trafić do kin w maju i czerwcu? Wiele zależy od rozwoju sytuacji w kolejnych tygodniach w Europie i Ameryce, gdzie mamy obecnie do czynienia z gwałtownym rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Jeżeli w przeciągu następnych kilku tygodni nie dojdzie do wyraźnej poprawy sytuacji, koniecznie będzie podjęcie decyzji o przesunięciu także majowych premier. Z kolei czerwcowe premiery wydają się na ten moment bezpieczne, choć sytuacja jest nieprzewidywalna i w ciągu następnych dwóch miesięcy może nastąpić wiele zmian także w tej kwestii - twierdzi Pilarski 

Nieco spokojniejsi wydają się organizatorzy lokalnych festiwali. Doc Against Gravity ma nowy, wrześniowy termin, niezależna od zagranicznej dystrybucji Gdynia to wciąż pieśń odległej przyszłości (temat numer jeden to teraz kryteria i zasady wyboru dyrektora artystycznego), z kolei Pieńkowski uspokaja, że Nowe Horyzonty "działają w swoim trybie" - przynajmniej do końca kwietnia, gdy sytuacja się wyklaruje. Zaznacza jednak, że koronawirus unieważnił dotychczasowy model pracy przy planowaniu imprezy (a także zapraszaniu gości), więc zmiennych jest więcej niż zazwyczaj. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że największa fala koronawirusa przetoczy się przez kraj w drugiej połowie kwietnia. Później ma nastąpić spadek liczby zakażeń.  Kto wie, czy Nowe Horyzonty nie będą pierwszym polskim festiwalem, który odbędzie się zgodnie z kalendarzem - prognozuje

Odpowiedź na pytanie, czy opanowanie pandemii może zaowocować boomem frekwencyjnym w późniejszych miesiącach, wciąż nie jest łatwa. Naturalnym skutkiem tymczasowego braku dostępu do pewnych dóbr wydaje się ogromny popyt na nie, gdy te stają się znów dostępne. Z filmami nie powinno być inaczej. Gdy ograniczenia zostaną zniesione, a widzowie będą mieli poczucie, że podczas seansu nie grozi im żadne niebezpieczeństwo, kina będą przeżywały boom - twierdzi Pilarski. 

Bodzak jest jednak mniej optymistyczny: To przerzucanie przez Amerykanów premier zaowocuje także w przyszłym roku nadmierną kumulacją filmów w repertuarze kin. To zaś może przynieść efekt w postaci dużej ilości klap kasowych. Przejdziemy ze skrajności w skrajność. Nie wiem, jak z tego wybrnąć. Te skutki mogą być opłakane w perspektywie najbliższych dwóch lat.

Nie bójmy się strachu

Jedno jest pewne: jako że wszyscy kotłujemy się teraz w czterech ścianach swoich mieszkań, serwisy streamingowe przeżywają rozkwit. W sieci roi się od zestawień polecanych filmów, seriali i programów, a słupki oglądalności popularnych platform szybują w górę. Siłą rzeczy mamy zatem więcej czasu na introspekcję. Chodzi o to filmoterapeutyczne, osobiste podejście do kina. Gdzie najważniejsze są emocje konkretnego widza, to co ją lub jego porusza - wyjaśnia psycholożka (SWPS) Martyna Harland - Okazuje się, że jedni paradoksalnie szukają odreagowania swojego lęku w kinie katastroficznym (które pokazuje ekstremalne wersje wydarzeń - i na zasadzie porównań Festingera, u nas jednak nie jest tak źle). z kolei inni unikają takiego kina, to tylko rozkręca ich wyobraźnie i możliwe scenariusze wydarzeń, szukają czegoś luźnego i pozytywnego. Najważniejsze jest to, na co my sami zwracamy uwagę. W takim przymusowym slow life, zaglądanie w siebie, w swoje emocje jest możliwe. A nawet daje katharsis, pozwala odreagować, oderwać się od jednego dominującego tematu, tu i teraz.

Batman-Begins.jpg


Być moż więc, zamiast pogrążać się w strachu przed zmierzchem cywilizacji, warto wykorzystać ten czas na poszerzanie filmowych horyzontów, nadrabianie zaległości i konfrontowanie się z obrazami, które podsycają uniwersalne lęki - choćby po to, by się tymi lękami oswoić.  A jak tego dokonać? 

Świetnie widać to na przykładzie filmu "Batman: Początek"
- wyjaśnia Harland -  U małego Bruce'a lęk przed nietoperzami (chiroptofobia) pojawia się zaraz po tym, jak chłopiec wpada do jaskini i spotyka stado nietoperzy. Jakiś czas potem namawia rodziców do wyjścia z opery, w której aktorzy występują w kostiumach nietoperzy. Po czym ktoś zabija rodziców na oczach chłopca. Bruce czuje się winny ich śmierci, uważa że do tego wypadku doszło przez jego lęk. Dlatego zaczyna wystawiać się na bodziec który budzi w nim strach, aż w końcu przemienia się w superbohatera o wyglądzie nietoperza. Kiedy staje się Batmanem, pokonuje swój lęk. 

Bądźmy zatem jak Batman. Oglądajmy kolejne zagłady cywilizacji, liczmy epidemie, katalogujmy plagi zombie i rozkoszujmy się faktem, że jako pierwsze pokolenie wyrosłe na postapokaliptycznych narracjach, wszystko to już przeżyliśmy. Nie możemy obiecać, że będzie łatwo, ale chyba warto próbować. W końcu, czego jak czego, ale czasu nam teraz nie brakuje.