Życie na podsłuchu

Das Leben der Anderen

2006 2 godz. 17 min.
7,8 45 345
ocen
7,8 10 45345
38 230
chce zobaczyć
7,9 7
ocen krytyków
{"rate":7.857143,"count":7}
powrót do forum filmu Życie na podsłuchu
  • Na tle prawdziwych komunistycznych agentów bezpieki Stasi wypada miejscami bardziej jak troskliwe misie.
    Jestem w stanie uwierzyć, że pracownika Stasi nagle ruszyło sumienie. Natomiast nie wierzę, że efekty tego były prawie żadne. Na Suworowie ciąży wyrok śmierci do dziś, Kuklińskiemu zabili dzieci, natomiast tutaj jedyną karą głównego bohatera jest degradacja w partyjnych strukturach. Jak dla mnie to naciągane. Gdyby ta sytuacja była prawdziwa, gość byłby martwy lub odrobinie szczęścia w jakimś obozie. Stasi nie było przeciez łagodniejsze od KGB.
    A już dogłębnie dobiła mnie scena, gdy CMS umiera i wszyscy, zamiast wezwać karetkę, czekają, az ona sobie po prostu umrze. Jesteśmy w środku miasta, nie gdzieś w dziczy, no ale jak to w kinie bywa, nikt nie woła lekarza tylko sobie czekają, aż głowna bohaterka zginie, wsłuchując się w jej dramatyczne wypowiedzi.

    Natomiast niezaprzeczalną wartością Życia jest pokazanie atmosfery wiecznego śledzenia, podsłuchiwania itp. Poczucia, ze nikomu, nawet przyjacielowi czy kochanej kobiecie, nie mozna zaufać, bo kazdy moze być szpiclem. A więc, czy jest jakikolwiek sens wiązać się z ludźmi? Ufać komukolwiek?

    No i moment, który okazał się bardzo, ale to bardzo przystający również do polskiej rzeczywistości - slowa, ze teraz, po upadku komuny, wielki opozycjonista nie pisze właściwie już nic. Tak samo było i u nas. Jak wielu pisarzy, dziennikarzy czy choćby muzyków przestało tworzyć, gdy upadł PRL? Albo przerzucili się na tworczość pustą i niską? Pytanie, czy sens tworzenia, czy dali się kupić, czy ktoś zamknął im usta bo stali się paradoksalnie jeszcze groźniejsi, czy moze po prostu nie mamy już o czym pisać?

    Za stawianie takich pytan jestem w stanie wybaczyć twórcom basniowe zakończenie i podrasowanie całokształtu.
    I na koniec, ciekawy smaczek. Wszystko się niby zmieniło, ale księgarnia nadal jest imienia Karola Marksa.... :)

  • stojenatylnich ocenił(a) ten film na: 10

    Szarobure Proszę nie robić ludziom wody z mózgu, nie przystoi to wyedukowanym osobom. Potem się dziwić, że elektoratowi niektórych partii można włożyć do głowy, że Piłsudski był prawicowcem.
    .
    >> Na Suworowie ciąży wyrok śmierci do dziś, Kuklińskiemu zabili dzieci, natomiast tutaj jedyną karą głównego bohatera jest degradacja w partyjnych strukturach.

    Kim był Suworow i Kukliński a kim był podrzędny kapitan Stasi? Mam rozumieć, że przekazanie planów wojskowych Układu Warszawskiego jest równorzędne z sytuacją przedstawioną w filmie? A przypominam - z punktu widzenia Stasi jedyne co miało miejsce to śmierć aktorki i brak udupienia Dreymana. Nie była to sprawa wagi państwowej tylko zwykła intryga partyjna, w pewnym momencie wzbogacana wątkiem powieści/opowiadania dla Spiegela. Na Ozyrysa, gdzie tu Suworow i Kukliński?

    >> A już dogłębnie dobiła mnie scena, gdy CMS umiera i wszyscy, zamiast wezwać karetkę, czekają, az ona sobie po prostu umrze. Jesteśmy w środku miasta, nie gdzieś w dziczy, no ale jak to w kinie bywa, nikt nie woła lekarza tylko sobie czekają, aż głowna bohaterka zginie, wsłuchując się w jej dramatyczne wypowiedzi.

    Licencia poetica, chociaż nie ma co ukrywać, że najbardziej baśniowe było możliwość mówienia. Ciężarówka jadąca z prędkością około 50 km/h, w dodatku odrzucając ciało na odległość ok 8 metrów, raczej nie pozwoliła by na tak składne wypowiedzi.


    Serdecznie pozdrawiam.

  • stojenatylnich Oczywiście, ze podrzędny kapitan Stasi nie był Kuklińskim, toteż nie podejrzewam, żeby czekała go kara śmierci - niemniej mało prawdowpodobne wydaje się, zeby spotkała go tak mizerna kara. A tu taki łagodny prztyczek.... Podałam najbardziej "drastyczne" przykłady, by uwydatnić z kim mamy do czynienia, jednak nawet jeśli weżmiemy poprawkę na "mizerność" bohatera ta historia jest naciągana.
    Nawet jeżeli przyjrzymy się historii naszej, polskiej, spodziewalibyśmy się dla niego co najmniej długotrwałego więzienia. Vide - sprawa z Przemykiem, historia z karetką pogotowia, biografia co drugiego opozycjonisty obfituje w pobicia, internowania i więzienia. Nie bardzo jestem skłonna uwierzyć, ze w realu nawet tego podrzędnego kapitana Stasi spotkało jedynie pogrożenie paluszkiem. Jakby to był po prostu "zwykły" szef w zwykłej firmie. A wydaje mi się, ze takie wrażenie mogą odebrać ludzie, którzy swoją wiedzę na temat Stasi budują na podstawie takich filmów. Mocno złagodzono tutaj wizreunek służb. :P

    Co do ciężarówki, scena sama w sobie bardzo kiczowata i bardzo rzucająca się w oczy przez swoje nieprawdopodobieństwo. Jestem ostatnią osobą, która się czepia, ze Bond spada z budynku i nie łamie nogi - wiadomo, ze film to film, a nie home video, natomiast akurat ten kawałek okropnie nie przystaje do całości własnie przez swój brak realizmu.

    Dziękuję za komplement zawarty w krytyce - wyłowiłam go, oprawię w ramki i powieszę na scianie ;)

  • Gladiator1000 ocenił(a) ten film na: 8

    Szarobure Przede wszystkim nic na niego nie mieli. Wiesler doskonale zakrył wszelkie ślady sabotażu. Grubitz mógł się jedynie domyślać(co wyraznie sugerowano w filmie). Nie mógł oskarżyć Wieslera tak po prostu,bez przedstawienia żadnych dowodów. Skompromitowałby się tylko,gdyż musiałby przeciwstawić swoje słowo przeciw tak szanowanemu i wysokiemu oficerowi. Co innego degradacja. Grubitz miał kozła ofiarnego za spartolenie śledztwa. Wiesler nie protestował,ponieważ obawiał się wszczęcia dochodzenia w jego sprawie,co mogłoby zaowocować wypłynięciem na wierzch pogrążających go faktów.

    Po prostu zle zinterpretowałaś końcówkę XD

  • Baziparada ocenił(a) ten film na: 7

    Szarobure Jak dla mnie scena z potrąceniem nie pasuje w ogóle do całego klimatu filmu, wieje tandetą i Hollywoodem na kilometr.

    Co do przemiany moralnej Wieslera to średnio jestem w stanie coś takiego "łyknąć". Przez lata przesłuchiwał, podsłuchiwał i wymuszał zeznania na różnych ludziach, a tu nagle pod wpływem jednego "artysty" rusza go sumienie? Czym go kupił? Grą na pianinie? Tym, że jest dobrym człowiekiem?

  • adam_zielinski_7121 ocenił(a) ten film na: 9

    Szarobure Tutaj nie chodzi o sumienie. Ten agent pozostał tym kim był, oddanym idei, służbie. W gruncie rzeczy prezentował typ niemieckiego lojalisty. Niezbyt mu się podobały odzywki i zachowania kolegów. Były syndromem gnicia systemu. W tym pisarzu po prostu dostrzegł to czego już nie widział w okół siebie; idealizm. Proces nie tyle sumienia co zrozumienia i empatii ma w tym filmie swoją dynamikę i swoje psychologiczne uwarunkowania.