A miało być tak pięknie....Tim Burton to reżyser, który swą oryginalnością niejednokrotnie potrafił zadziwić i "porwać" publiczność (Edward Nożycoręki, Duża Ryba , Sok Z Żuka), tym razem zawodzi na całej linii. Film "Alicja...." to niestety bajka wyłącznie dla dzieci poniżej 12 roku życia, choć i one po seansie nie wychodziły zbyt zadowolone. Film jest totalnie pozbawiony klimatu, reżyser nie potrafił wyciągnąć z oryginalnej powieści ani klimatu, ani oryginalności postaci, ani tego co obecny "młody" widz ceni najbardziej, czyli "dobrej zabawy". Niestety klimatu brak, fabuła nie wciąga, aktorstwo przeciętne, postacie nieciekawe, czasami żenująco odpychające, gagi skrajnie dziecinne i zupełnie nieśmieszne. Jedyną postacią zasługującą na uwagę to rola Anne Hatheway (szkoda, że Jej rola to tyko kilkanaście minut, bo mogłaby wnieść nieco świeżości w ten obraz...). Główna bohaterka gra bez wyrazu, standardowo i nad wyraz "nudno" - postać kreowana przez Deppa potwierdza, że jest on aktorem tylko poprawnym i nic poza tym - postać w tym filmie to w 99% postać zagrana już przez tego aktora w filmie :Charlie i fabryka..." - jest to wierna kopia tego bohatera i nic ponad to, dlatego przewidywalność tej roli jest często aż nadto irytująca ....niestety.
Podsumowując :
Zalety : 3D, bardzo udana sceneria i scenografia, niektóre drugoplanowe postacie
Wady: słaby scenariusz, przeciętna reżyseria, standardowa gra aktorska, brak klimatu (brak wyczucia w przedstawianiu postaci oraz scen, szczególnie dotyczącej głównej bohaterki), co prawda zamierzona, ale często irytująca i nie pasująca do całości sztuczność efektów, totalna nieśmieszność gagów oraz postaci, irytująco standardowa gra Deppa, podobieństwa wielu scen do "Avatara", brak oryginalności
Nota ogólna - 3/10
Ja mam tylko jedno pytanie - które sceny były według Ciebie podobne do Avatara?
Podobieństwo do "Avatara" - cała scena pogoni tego dużego stwora (tego pseudo -psa o umaszczeniu kremowym w czarne ciapki - nie pamiętam jak się wabił) przez las za Alicją - scena żywcem wyjęta z "Avatara", gdy główny bohater uciekał na początku filmu przed groźnym stworem (wtedy gdy pytał się czy ma uciekać, czy co....), filmowanie scen postaci w lesie - identyczne kadry i umiejscowienie postaci, sceny z latającym stworem (w "Alicji..." powiedzmy ptak - w "Avatarze " ten latający pseudo - pterodaktyl :-) - identyczne ujęcia , identyczne filmowanie i kadrowanie zbiorowych scen (najazdy kamery), i wiele drobnych ujęć - np. kadr na spalone "ruiny", ujęcia bohaterów na tle fruwających owadów i szczątków kwiatów itp.
No to chyba jakieś dwa tysiące filmów są podobne do "Avatara" i "Alicji" Burtona ;)
Powiem tak, obie książki, na podstawie których powstał film Burtona zostały napisane " troszkę " wczesniej niż Avatar... Może lepiej było się tego dowiedzieć niż popełnić takie faux pas narażając się zapewne na krytykę innych forumowiczów.
A to że oba filmy są w 3D i są bajecznie kolorowe - to żadne moim zdadniem podobieństwo. Innych nie zauważyłam.
Książka - książką, natomiast filmowanie konkretnych scen w sposób identyczny jak już ktoś to zrobił wcześniej to zupełnie inna sprawa - zdaję sobie sprawę, że zarówno Burton , jak i przede wszystkim Depp mają niezliczone grono wielbicieli, którym ciężko jest się przyznać do porażki, ale zasłanianie się wizją autora książki do wizji reżysera, który chcąc - nie chcąc narażony jest na "inspiracje" innych twórców jest po prostu nadużyciem. Poza tym powiedzmy sobie szczerze - reżyserowi we wcześniejszych filmach wyobraźni nie brakowało ( widziałem prawie wszystkie) - natomiast tu jest tylko wtórność, brak pomysłu i polotu...
Uprzedzając fakty - nie jestem jakimś fanboyem "Avatara" - po prostu wiele scen z "Alicji..." przywołało w mej pamięci ten właśnie film...
"filmowanie konkretnych scen w sposób identyczny jak już ktoś to zrobił wcześniej to zupełnie inna sprawa"
ile wcześniej? Ty poważnie myślisz, że Burton na bieżąco śledził powstawanie Avatara? a może uważasz, że dokręcił wspomniane sceny zaraz po premierze filmu Camerona? masz dziwne wyobrażenie o produkcji filmu
Film nie ma prawie nic wspólnego z książką, poza nazwą i światem w którym dzieje się akcja oraz bohaterami którzy jednak są różni od książkowych o 180 stopni. Żadna też scena oprócz tych przedstawionych jakby w retrospekcji, nie miała miejsca w książce.
Bo z założenia pewnie nie miała mieć. I to dawało mi nadzieję na coś bardziej oryginalnego... ;(
"różni" tzn, w tym filmie są jakby avatarami ;) Niby Szalony Kapelusznik a jednak raczej dobry wujek z Ameryki.
Zmarnowany potencjał to chyba najlepsze określenie. Burton potraktował historię i postacie zbyt powierzchownie - żaden jego film nie był chyba tak mało wciągający... Nie wykrzesał też z aktorów żadnej iskry, wszyscy przez ten film po prostu się "prześlizgnęli", a Burton chyba chciał dobrze zarobić na modnym teraz 3D zamiast stworzyć coś oryginalnego. Pozostała tylko kolorowa kakofonia bez duszy. Szkoda. Zastanawiam się, czy Burton powoli się nie wypala...
GodFella
Z całym szacunkiem dla Ciebie jak czytam twoją wypowiedź o „prześlizgiwaniu się aktorów” to mocno się zastanawiam czy byliśmy na tym samym filmie. Czy Tobie na pewno chodziło o film Tima Burtona "Alicja w Krainie Czarów"?
Czy może było tak że prześlizgnąłeś się na początku seansu między fotelami na sali kinowej i wypadłeś drzwiami z napisem WYJŚCIE i tak po prawdzie nie widziałeś tego filmu a teraz pleciesz coś co ci ślina na język przyniesie. Sorry jak nie dostrzegasz w tym filmie dobrej gry aktorskiej to radzę Ci szczerze kreskówki. Za niedługo wchodzi na ekrany „jak wytresować smoka” (twórców Shreka)
I jeszcze jedno każdy z nas pracuje aby zarobić pieniądze na życie dotyczy to też tych wielkich ale mówić o Burtonie że on stworzył film przede wszystkim dla kasy no to już naprawdę pojechana abstrakcja. Proponuję zapoznać się z twórczością Burtona i poczytać jakim jest człowiekiem i dopiero wtedy wypowiadać się na temat jego Alicji a nie wysnuwać takie niedorzeczne tezy
P.s. W temacie (o zgrozo) wypalenia Tima Burtona. Zaczynam podejrzewać (i to na poważnie) że wcale nie widziałeś tego filmu. I tyle co Ci mam do przekazania.
Dokładnie, aż ciśnie się na usta "a miało być tak pięknie"...
Mieszanka Deppa z Burtonem, no przecież! Te 2 nazwiska same w sobie mówią wystarczająco dużo. Szczerze liczyłam na kolejny majstersztyk. A wyszło co wyszło, bajeczka dla "tych młodszych". Należy jednak zauważyć że zawiedzenie ogółu w dużej mierze prawdopodobnie jest spowodowane zbyt napompowaną promocją filmu. Mogę się założyć że nie tylko ja spodziewałam się czegoś po prostu INNEGO po niezliczonej ilości obejrzanych trailerów, plakatów, wywiadów i innych takich. Nie zgadzam się jedynie ze stwierdzenie autora postu że 'postać kreowana przez Deppa potwierdza, że jest on aktorem tylko poprawnym i nic poza tym - postać w tym filmie to w 99% postać zagrana już przez tego aktora w filmie :Charlie i fabryka..." - jest to wierna kopia tego bohatera i nic ponad to, dlatego przewidywalność tej roli jest często aż nadto irytująca ....niestety. ' Wybaczcie, mam inne poglądy na ten temat, dla mnie Depp na zawsze pozostanie geniuszem w swym fachu niezależnie od tego jak wypadła "Alicja".
Czekałam na ten film od ponad roku. Jestem wielką fanką Tima i jego wspaniałej twórczości. Team Burton-Depp to bez dwóch zdań jeden z najlepszych duetów w branży filmowej. Niestety film nie spełnił moich oczekiwań. Być może poprzeczka była ustawiona zbyt wysoko lecz nie zmienia to faktu że "Zmarnowany potencjał" to bardzo trafne określenie. Zabrakło mi tego Burtonowskiego 'czegoś'. Od pierwszych minut filmu powtarzałam sobie 'zaraz się rozkręci' lecz jednak to się nie stało. Zaskoczyło mnie to że po jakimś czasie film mnie znudził. Ale cóż...Myślę że mogłoby to wyglądać troszkę inaczej gdyby Timmy nakręcił go bez przewodnictwa Disneya, gdzie musiał się liczyć z najmłodszymi widzami. Więc musiał stworzyć 'lekki' obraz przyswajalny dla dzieci.
A zapowiadało się tak pięknie...Nic tylko pozostało czekać na kolejne produkcje Burtona i łudzić się że jeszcze kiedyś będzie lepiej.