w przeciwieństwie do znakomitej większości na film wybrałem się ze względu
na Alicję a nie na Burtona. i cóż, jestem rozczarowany. film jest strasznie
przewidywalny a całym sensem książek była ta nieprzewidywalność, której
doznajemy w snach. w związku z tym nie polecam fanom "Alicji w krainie
czarów", a już zupełnie nie polecam tym, którym jeszcze bardziej podoba się
"po drugiej stronie lustra".
To ciekawe bo jestem absolutną fanką Alicji - czytam ją od dziecka regularnie w różnych tłumaczeniach i jak dla mnie ten film jest rewelacyjny. Udowadnia, że wyobraźnia nie ma granic. Film nigdy nie będzie książką, a książka nigdy nie będzie filmem, tak jak Burton nie będzie Carrollem a Carroll nie był Burtonem. Ale jak dla mnie film jest osobnym bytem inspirowanym wybitnym dziełem. Moim zdaniem jest dziełem sam w sobie. Jestem pod ogromnym wrażeniem!
Co prawda sama się z tym wcześniej nie zgadzałam, ale trzeba pamiętać, że jest to bajka. Bajki są przewidywalne, przynajmniej w większości.
Co do filmu, oczekiwałam naprawdę wiele, drugiego "Soku z żuka" czy przynajmniej czegoś w tym stylu. Niestety Burtona w tym filmie było zero, albo ja go nie czułam (prawdopodobnie to również wina beznadziejnego 3D w beznadziejnym kinie z beznadziejnymi okularami; niestety w moim mieście odpuszczono sobie wersję 2D). Aktorstwo oczywiście na najwyższym poziomie (po Bonham Carter geniuszu można się spodziewać, ale to, co zrobiła Hathaway... Łał!), są kolory, jest muzyka, przezabawne postacie, wszystko perfekcyjnie dopracowane, a ja lubię bajki, więc co by nie było, zawiedziona nie jestem. Na pewno warte zobaczenia ;-)
owszem, gra aktorska w tym filmie jest godna uznania, może i film pokazuje
bezkres ludzkiej wyobraźni. ale na tytuł "Alicja w krainie czarów" to
zdecydowanie zbyt mało.
i nie mam tu wiele do zarzucenia reżyserowi, bardziej scenopisarzowi, który
ułożył tak prosty (prostacki) scenariusz. w dodatku zupełnie nie w klimacie
Alicji w krainie czarów. i nie chodzi mi o stronę wizualną czy o
przedstawienie postaci, ale o to co się w filmie działo. tak np kwestia
proroctwa czyli tej kalendarzo-kroniki (jakkolwiek ona się nazywała), która
psuje całą ideę świata czarów (czy raczej dziwów), czyli kompletną
nieprzewidywalność. nie pasuje mi to do książki nijak. lub też decydowanie
o własnym śnie. o ile pamiętam to im bardziej Alicja czegoś chciała tym
bardziej wszystko działo się nie po jej myśli - dokładnie tak jak w snach.
poza tym film nie miał ani trochę klimatu sennego, letniego popołudnia, od
którego wszystko się zaczynało. po prostu klapa :/
Tą opowieść można przedstawić na milion różnych sposobów. Ty wyobrażałeś sobie to tak, a Burton inaczej. Nic nie poradzisz.
(choć ten cały pseudokalendarz to rzeczywiście niewypał)
Właśnie przesunięcie fabuły filmu o te kilkanaście lat pozwoliło zupełnie odejść od książek i stworzyć kolejną miałką, przewidywalną, opowiastkę. Scenariusz zawiódł mnie bardzo swą prostotą. No i zupełny brak głębi. Tylko podane na tacy "przesłanie" wałkowane już miliony razy (wszystko zależy od ciebie, trzeba chcieć i marzyć bleble). O wiele bardziej podobało mi się już 9.