ale miejscami wlecze się i nudzi. Zdecydowanie lepiej ogląda się "Pętlę" Wojciecha Jerzego Hasa. Można jednak na to spojrzeć inaczej: oba te filmy się uzupełniają. "Le Feu follet" pokazuje życie alkoholika, który wybrał leczenie w klinice, podczas gdy główny bohater "Pętli" był przekonany o tym, że jego choroby wyleczyć się nie da. I co dalej? Pan Leroy, po zakończeniu terapii, wychodzi "na wolność", wraca do Paryża, ale widzi, że pobyt na leczeniu był bezcelowy. Jest chory i zawsze będzie - albo będzie pił i cierpiał, albo nie będzie pił i też będzie cierpiał. Gdyby od razu wybrał takie wyjście, jak bohater opowiadania Hłaski, wyszłoby na jedno.
Przede wszystkim główny bohater nie wybrał leczenia w klinice. W filmie klinika jest jest jego ostoją, z której nie chciał rezygnowac, gdyz
miał w niej 'zaplanowany kazdy dzien'. Jest to wyraźnie powiedziane w filmie. Leczenie wybrał wcześniej, ale jet to poza obrazem.
Alkoholizm jest tam tematem bardzo pobocznym i przwoływanie Hasa i zestawianie tych 2 filmów jest godne pożałowania...
Faktem jest, że reżyser reżysrowi nie równy, ale osobiscie uważam, że musiałyby minąć lata świetlne by Has mógł dorównać
Malle. ''miejscami wlecze się i nudzi'' haha no tak... u pana to 'Prestiż" ma 10/10 :D
Podpisuję się w stu procentach.
Klinika dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Takie minimum, jakiego człowiek potrzebuje do życia, a jakie powinien otrzymać od kogoś innego...
Wydaje mi się, że to "wleczenie się" jest pewnym środkiem wyrazu chcącym pokazać jak bohater widzi świat. Zauważmy, że jest on znudzony życiem, przez takie "dłużyzny" możemy spojrzeć na świat jego okiem, wejść w jego skórę, lepiej go zrozumieć.
"(...) wraca do Paryża, ale widzi, że pobyt na leczeniu był bezcelowy. Jest chory i zawsze będzie - albo będzie pił i cierpiał, albo nie będzie pił i też będzie cierpiał."
Nie wiem, skąd ww. wnioski. W tym filmie nie chodzi wyłącznie o alkoholizm (a ten, nawiasem mówiąc, też nie bierze się znikąd).
To jest film o rozpaczliwym szukaniu sensu życia, powodów, by dalej istnieć. O cholernej samotności, opuszczeniu przez najbliższych - rodziców, kobiety, które się kocha, o niezrozumieniu i ślepocie przyjaciół. To tak najbardziej skrótowo.
To film o nadmiernym egocentryzmie, gdyby bohater filmu przestał myśleć tylko o sobie i swojej egzystencji i znalazł sobie choćby jakąś pasję (jak jego przyjaciel), to jego życie nabrałoby sensu. Gdyby choć dał sobie pomóc, bo przecież nie został pozostawiony sam sobie. A co mieli przyjaciele jeszcze zrobić? To on się zamknął na innych...
Swoją drogą świetnie dobrany tytuł filmu.
"To film o nadmiernym egocentryzmie, gdyby bohater filmu przestał myśleć tylko o sobie i swojej egzystencji i znalazł sobie choćby jakąś pasję (jak jego przyjaciel), to jego życie nabrałoby sensu".
Gdybyś miał choć cień wiedzy o chorobie, jaką jest depresja, na którą ewidentnie cierpi gł. bohater, nie pisałbyś w ten sposób.
"Gdyby choć dał sobie pomóc, bo przecież nie został pozostawiony sam sobie".
Właśnie został pozostawiony sam sobie. I przez wszystkich: przyjaciółkę/kochankę, lekarza, znajomych.
"A co mieli przyjaciele jeszcze zrobić?"
Jeszcze? Nie widziałam, żeby cokolwiek zrobili.
"To on się zamknął na innych...".
Nie zamknął, to z jego inicjatywy są spotkania.
Ewidentnie oglądaliśmy 2 różne filmy.
Widzę, że wiedza nt. ww choroby i wtedy, i obecnie jest w społeczeństwie polskim nikła.
Człowiek z depresją będzie się tak staranie ubierał i dbał o higienę?
Akurat niedawno miałem do czynienia z osobą chorą na depresję i dla chorego wyzwaniem było wstanie z łóżka żeby zrobić siku w wc, nie mówiąc już o myciu się czy goleniu oraz wychodzeniu gdziekolwiek z domu. I dokładnym dobieraniu krawata...
Poczytaj jeszcze o rodzajach, nasileniach etc. I o depresji atypowej i maskowanej.
Tak, on był w depresji.
Widzisz, gdyby choroba ta miała jeden "poziom", taki jak Twojej znajomej osoby, nie byłoby samobójstw. Bo wtedy, jak piszesz, najprostsza rzecz jest wysiłkiem...
Cóż, ja też pewnie powinienem dokształcić się w rodzajach depresji, ale zanim znajdę po temu okazję, przychylę się do zdania xtomixa. Dla mnie również był to portret skrajnego egocentryka, człowieka, który ze swego weltschmertzu uczynił sobie kamienny pancerz, kreujący go na postać posągową, estetycznie niezwykle pociągającą, tajemniczą, niedopowiedzianą, dla niektórych na swój sposób piękną w swym wysmakowanym chłodzie. Oczywiście, możemy sobie zadawać pytanie o naturę tego weltschmertzu, ale można też się zastanawiać, jak on sobie z nim radził i jak do niego się odnosił. Otóż, odnosił się tak, że każdemu, kto próbował się do niego zbliżyć i przekazać mu choćby cząstkę swej energii życiowej, rzucić jakieś światło na perspektywy życia, nasz bohater odpowiadał szyderstwem -- nie, to nie on był pijakiem i życiowym wykolejeńcem (lub ofiarą choroby psychicznej), dążącym do samounicestwienia: to wszyscy inni byli głupcami (bo mają pasje i w ogóle chce im się żyć) i niewdzięcznikami (bo powinni kochać właśnie jego: pewnie za to, że on ich kochał na pewno nigdy nie będzie, bo nie potrafi, i chyba nawet nie jest przekonany, że chciałby potrafić). Z początku miałem dla Alaina sporo sympatii i współczucia -- podobnie jak dla bohatera norweskiego filmu "Oslo, 31 sierpnia". O ile jednak bohater "Oslo" miota się i szamocze między ostatnimi, wątłymi i pozbawionymi większej nadziei, ale zawsze jakimiś, próbami powrotu do świata a poczuciem, że żyć już potrafił nie będzie, i po drodze zdarza mu się kogoś zranić (za co często przeprasza), to Alain najwyraźniej cel ma tylko jeden -- pozostać jakąś blizną na życiu tych, których znał i którzy, mimo braku wzajemności, chcieli być dla niego dobrzy.
"Cóż, ja też pewnie powinienem dokształcić się w rodzajach depresji (...)"
Pewnie tak.
No i takim jednym "ziewem" napisałeś o sobie resume.
Cóż, niski lot, zakończony w kraterze. Żegnam interlokutorze.
Rozmowę zakończyłeś ty, wcześniej, szalenie przyjaznym i zachęcającym do dalszej wymiany poglądów... nawet nie wiem czym -- bo co to właściwie miało być? Popis błyskotliwości? Taki sam, jaki uskuteczniasz użyciem nabzdyczonych określeń "resume" i "interlokutorze"?
"Ziew" był testem na kulturę i inteligencję. Nie zdałeś: okazało się, że, twoim zdaniem, tobie wolno więcej. Teraz bardziej rozumiem, dlaczego potrafisz tłumaczyć bohatera filmu, którego dotyczy ten ("niniejszy" ;>) wątek.
Człowieku, najpierw może byś łaskawie zerknął, z kim piszesz. Nie jestem on, tylko ona.
Nabzdyczone określenie to ty masz w swojej pierwszej wypowiedzi. Skoro piszesz, ze może najpierw powinienes doszkolić się w temacie depresji, to zrób to, zanim sie wypowiesz, bo brakuje w tym logiki.
Cóż drażnią cię słowa, rozwiń się, to nie będą. Z tobą merytorycznie (też nabzdyczone?) nie da się dyskutować, zwracasz się niekulturalnie, panie nabzdyczony. Widzę, że lubisz miec ostatnie zdanie, to sobie je miej.
1. Zerknąłem. Nic nie zobaczyłem. Z usług wróżki nie zamierzam korzystać. Jeśli dla jaśnie pani pani płeć ma takie znaczenie to polecałbym doszkolenie się w obsłudze swoich profilów w co najmniej takim samym stopniu, w jakim ja się znam na psychologii.
2. Ponieważ jaśnie pani nie raczyła konkretnie powiedzieć, o co pani chodzi, to mogę się jedynie domyślać, że tym "nabzdyczonym określeniem" użytym przeze mnie ma być "weltschmertz". Bo ja wiem... Może i tak, chociaż mam wrażenie, że dla tego słowa trudno znaleźć w polszczyźnie zgrabny odpowiednik. Oczywiście, można zawsze powiedzieć "ból istnienia", ale "weltschmertz" jest poręczniejszy i chyba bardziej jednoznaczny.
3. Rozumiem, że jak pani koleżanka mówi "okropnie dziś wyglądam", to pani zwykle skwapliwie temu potwierdza: "Tak, tak, moja droga. Nie wiem, jak ty w ogóle mogłaś dziś wyjść z domu do ludzi". Jeszcze naturalniejszym zaś jest zapewne dla pani reagowanie w ten sposób na samokrytyczne uwagi osób postronnych.
4. To jest otwarte forum. W dodatku, jest to forum filmowe, a nie psychologiczne. Każdy ma prawo wyrazić na nim swoją opinię na temat filmu oraz naszej oceny bohaterów i ich postaw, i absolutnie nie widzę powodów, aby wymagać, by ktoś chcący taką opinię wygłosić musiał być znawcą psychologii. Oczywiście, wskazanie, że dla lepszego zrozumienia treści filmu dobrze byłoby poczytać to czy tamto jest całkiem w porządku, pod warunkiem, że cała wypowiedź nie sprowadza się do pouczeń w rodzaju: "poczytaj o tym" albo "dokształć się", bo one nie wnoszą nic ciekawego, a jedynie świadczą o arogancji je wygłaszającego.
5. Nie drażnią mnie słowa. Drażni mnie arogancja. Ciekawe, od kiedy to merytoryczna dyskusja polega na prostacko złośliwych docinkach wrzucanych w przeszło pół roku (!!!) po wymianie poglądów. Halo, tu Ziemia; halo, tu Ziemia...