Przyjmując przed seansem konwencję SF lub totalnej bzdury do kwadratu można obejrzeć, ale tylko w ten sposób. Zgrabny, choć przewidywalny do bólu scenariusz, momentami niezłe efekty, ale niestety film kładzie Vin Diesel - 41 latek wyglądający na staruszka, który nie za bardzo może się poruszać, a jeżeli już, to robi to ociężale i jakby w zwolnionym tempie. Tak jakby go ktoś zmuszał do grania. Nie wspomnę, że jego fizjonomia przyprawia o niestrawność. Wielki podziw dla Depardieu, który widocznie już nie ma żadnych propozycji filmowych i zgadza się na to, żeby widzowie zapomnieli wszystkie jego dobre role, a pamiętali te groteskowo żałosne. Mimo wszystko jednak, przy dobrym tempie, fajnej scenografii i zwariowanej fabule, te niedostatki (oraz cała masa niekonsekwencji i bzdur) jakby schodzą na bok i film daje się obejrzeć. Jednakże chyba wyłącznie przez fanów tego typu obrazów, maniaków kina albo tych, którzy mają bardzo dużo czasu. Najwyżej 4, a w porywach maksymalnie 5 (i tak na wyrost).