Na końcu idzie do amerykańskiej ambasady, żeby wrócić do domu. W świetle prawa powinni, ale film jest zrobiony tak, że przez cały czas widz użala się nad dziewczyną i pragnie zemsty. Na końcu dostaje tego co oczekuje. Oczywiście jest to pokazane w sposób bardzo drastyczny, ale... w sumie tym gościom się to należało :)
Ja w sumie inaczej to zinterpretowałam. Wydawało mi się, że w tej scenie ona oddaje się w ręce sprawiedliwości. Jest gotowa ponieść karę (bo na logiczne myślenie takie brutalne samosądy nie mogłyby w realnym świecie ujść nikomu płazem), po tym jak dokonała zemsty. W tym momencie kiedy idzie w stronę ambasady, jest już jej wszystko jedno, spełniła swój cel i wie, że nie ma sensu przed tym uciekać.