Chłopak na święta

A Boyfriend for Christmas

2004 1 godz. 30 min.
6,2 1 204
oceny
6,2 10 1204
545
chce zobaczyć
{"type":"film","id":138260,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/A+Boyfriend+for+Christmas-2004-138260/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Chłopak na święta
  • użytkownik usunięty

    Oglądam właśnie ten film i się wkurzam. Bogowie! Wydaje się, że główna bohaterka jest rozsądną i inteligentną osobą - osobą z jakimś doświadczeniem życiowym, a nie gówniarą po liceum, tylko robiącą karierę trzydziestokilkulatką, a scenarzyści zrobili z niej kompletną idiotkę, którą rozważa małżeństwo z byłym facetem, mimo że od rozstania (ona zerwała) minęły 2 lata, on ją zdradzał i do tego nie odzywał się przez ten czas. Najdziwniejsze jest to, że w kręgu jej zainteresowań jest "chłopak na święta", z którym fajnie spędza czas, całują się, jest im przyjemnie i do tego został zaakceptowany przez jej rodzinę. No, kurczę! Idiotyzm i tyle. Nie wiem, czy dotrwam do końca, bo szlag mnie trafia. Film tylko dla osób, które bezkrytycznie "łykają" tzw. komedie romantyczne i filmy świąteczne.

  • Chyba nie ogladalas dokladnie.

  • użytkownik usunięty

    kasiak1983 Być może. Twoim zdaniem. Na szczęście widzę z innych wpisów, że nie jestem w tej ocenie odosobniona. A najlepiej (tzn. najgorzej) o tym filmie świadczy fakt, że w ogóle go nie pamiętam, a mam pamięć do filmów, aktorów, scenarzystów, autorów muzyki itd. Zdania nie zmieniłam. Sorki.

  • To, ze Twoja wypowiedz nie jest odosobniona pewnie poprawia Ci nastroj.. ? :)
    -
    Nie wiem, jakie mialas oczekiwania po tym filmie, ale ja dostalam dokladnie to, czego sie spodziewalam. Pozdrawiam

  • użytkownik usunięty

    kasiak1983 Oceniamy film, a nie moje zachowanie czy samopoczucie. Nie jesteśmy na tyle blisko, żebym zwierzała Ci się w tym miejscu. Również pozdrawiam. I jeśli ta wymiana zdań ma mieć nadal podobny charakter, to ja ją kończę. Dozo.

  • Chodzilo mi o to, ze argument przedstawiony przez ciebie ( nie podoba sie tez innym ) nie jest dla mnie zadnym argumentem. Podnoszenie tego w dyskusji jest infantylne. Tak samo zreszta jak twoje docinki o tym, ze nie jestesmy blisko... (???) Poza tym, jezeli w ogole nie pamietasz filmu, to jak mozesz go oceniac, czy zmieniac o nim zdanie?
    -
    Ten film to prosta komedia, ktora dodatkowo wprowadza w klimat Bozego Narodzenia. Nie rozumiem, czego sie po tym filmie spodziewalas? Poza tym, nie zgodze sie z tym, ze glowna bohaterka zostala zrobiona na idiotke. Ona chyba nie rozwaza zadnego malzenstwa z bylym, ktorego przeciez sama rzucila ( jezeli mamy wchodzic w szczegoly ). Zostala uknuta intryga ( jej szwagierki i bylego), ale ona oswiadczyn ex-a przeciez nie przyjmuje...
    -
    Nie ma sensu pastwic sie nad czyms, co z zalozenia ma byc lekkie i niewymagajace.

  • użytkownik usunięty

    kasiak1983 Okej, ciąg dalszy dyskusji. Niestety, nadal się nie zgadzam. To, że nie pamiętam filmu, wg mnie (dla mnie), oznacza, że nie był (dla mnie, podkreślam) pozycją wartościową. Oceniłam go (w pierwszym wpisie) zaraz po obejrzeniu. Nie pamiętam go teraz, po roku. Poza tym nadal uważam, że filmy czy seriale nie powinny robić z ludzi idiotów. Niestety, coraz częściej otrzymujemy sieczkę "dla kucharek i gospodyń domowych". Mój zarzut jest właśnie wobec tego, co określiłaś mianem: "lekkie i niewymagające". Nawet komedia romantyczna powinna mieć w sobie mądrość i nie iść pod publiczkę czy zaspokajać naiwne gusta. Dyskusja na ten temat jest znacznie złożona i chyba nie ma tu na nią miejsca. W każdym razie ja mam wobec takiego kina inne oczekiwania. To, że nie zgadzają się z gustem innych - trudno. Nie lubię prostego (prostackiego) kina, kiedy na przykład bohaterowie puszczają bąki albo wulgaryzmy służą za przecinki i cały film można by wypikać. Nie przemawia do mnie argument, że to kręci ludzi. Film/serial nie powinien zaspokajać niskich gustów widzów, powinien również (albo przede wszystkim) sprawić, żeby pobudzili oni swoją wyobraźnię, wrażliwość i włączyli myślenie, a nie łykali tę papkę, bo jest "lekka i niewymagająca". Kino powinno prowadzić i edukować ludzi, a nie odwrotnie (nawet komedie). Może gdy filmy/seriale będą kierowane do 10% społeczeństwa, reszta jakoś się "podciągnie". Tak rozumiem misję kina.
    Łączę pozdrowienia.

  • W omawianym filmie nie ma przeklenstw i puszczania bakow. To po pierwsze. A po drugie, nie zgodze sie, ze wszystkie filmy musza miec jakas wielka misje do spelnienia. Moim zdaniem, w kinie jest miejsce na kazdy rodzaj filmu. Mamy kryminaly, filmy historyczne, obyczajowe, horrory, komedie itd. Wiekszosc z nich sluzy przede wszystkim rozrywce. Jest, oczywisce, tzw kino moralnego niepokoju i mamy filmy, ktore poruszaja wazne spolecznie tematy. Nawet komedie roznia sie bardzo od siebie poziomem. Ale ja powtarzam, ze co do tego konkretnego filmu, to ja sie nie rozczarowalam, bo spodziewalam sie dokladnie tego, co dostalam. Co do wielu filmow moge sie zgodzic, ze humor niskich lotow a od niektorych to az wykreca. Ale nie ludz sie, ze filmy maja li i jedynie edukowac i pobudzac myslenie!
    -
    Ps. Co to znaczy "sieczka dla kucharek i gospodyn domowych"? Bardzo nie lubie takich uproszczen. Jest w tym jakas pogarda dla kobiet, ktore zajmuja sie domem i mylne przeswiadczenie, ze takie kobiety sa zwyczajnie glupie. Tak samo nie znosze okreslenia, ze cos jest "dla kelnerek". Bardzo niesprawiedliwe okreslenia!

  • użytkownik usunięty

    kasiak1983 Spokojnie. Nikogo nie miałam zamiaru obrazić czy urazić. Zauważ, że użyłam tego określenia w cudzysłowie. Jest to wyłącznie uproszczenie służące do określenia filmu "lekkiego i niewymagającego (myślenia)". Nie deprecjonuję żadnego zawodu. Tym bardziej wykonywanego przez kobiety. Użyłam tych określeń jako przykład. Tylko. Mogłam napisać: "dla sprzątaczek", "dla strażniczek miejskich" albo "dla kobiet pracujących w biurze" itd. Podobnie w Europie funkcjonuje określenie "polski hydraulik". Jakoś nikt nie czuje się tym dotknięty, a przecież Polacy (zwłaszcza ci w Wielkiej Brytanii) nie pracują tylko jako hydraulicy.

    Wkurzamy się na reklamy, które pokazują, że sen z powiek spędzają kobietom tylko i wyłącznie bakterie w łazience, poplamione skarpetki czy niewystarczająco czyste naczynia. Stąd kobiety w roli głównej obsadzane są w reklamach proszków do prania, pralek, zmywarek czy płynu do naczyń. Jedynym wybawieniem z tej koszmarnej sytuacji jest rozwiązanie przyniesione przez mężczyznę. A co. To przecież facet jest tym, który ratuje reputację i nerwy tej biednej kobiety przynosząc ten rewelacyjny proszek do prania czy płyn do naczyń, to on pokazuje prawidłowe rozwiązanie kobiecie, która chyba nie umie sama myśleć i nie potrafi dobrze wybrać produktu w sklepie. Inna rola kobieca to obiekt seksualny - dotyczy to zwłaszcza reklamy ulicznej. Rzadko, naprawdę rzadko kobieta przedstawiona jest w reklamie jako autorytet w jakiejś dziedzinie. Jeśli już - dotyczy to na przykład kremu albo papki dla dzieci. Czyli znowu kobieta jako matka i karmicielka, a nie jako naukowiec czy specjalista w jakiejś dziedzinie. Faceci w reklamach przedstawieni są jako ci ambitniejsi: reklamują fajne samochody albo jakieś narzędzia ogrodowe. Nie wkurza Cię takie podejście? Nie uważasz, że właśnie to deprecjonuje kobiety?
    To samo jest w filmach. Dlatego uważam, że właśnie tu należy zmieniać sposób ukazywania kobiecych bohaterek, a przez to po jakimś czasie zmieni się sposób myślenia o kobietach. Właśnie dlatego misję kina/telewizji rozumiem inaczej, niż to opisałaś. Nie musi nią być kino moralnego niepokoju. Raczej wolałabym, aby film pokazywał, jak powinno się postępować, jak reagować w danej sytuacji i pokazywać, jak określona sytuacja może się rozwinąć. Żeby film pokazywał kobiety z krwi i kości, kobiety - równorzędne partnerki dla pewnego siebie (ale nie zbyt pewnego, zaborczego czy zarozumiałego) mężczyzny, a nie malowane lale, dla których upolowanie bogatego męża jest szczytem marzeń i ambicji. W filmach, zwłaszcza komediach romantycznych, często obowiązuje taki uproszczony schemat, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem. Jest on krzywdzący i dla kobiet, i dla mężczyzn.
    To dlatego irytują mnie takie naiwne scenariusze.

  • Zgadzam sie z toba. A przynajmniej z pierwsza czescia twojej wypowiedzi. Natomiast uwazam, ze w tym filmie, glowna bohaterka nie byla "malowana lala, dla ktorej upolowanie bogatego meza to szczyt marzen". Moim zdaniem, byla dosc rozsadna kobieta. Kobieta, ktora kierowala sie w zyciu zasadami, takimi jak szczerosc i odpowiedzialnosc. To dlatego rzucila mezczyzne, ktory ja zdradzal. I to dlatego napisala oskarzycielski list do adwokata, ktory nie dotrzymal terminu spotkania w sadzie ( i przez jego nieobecnosc dzieci nie mogly wrocic do matki na swieta). Jezeli nie pamietasz, to przypomne, ze ten wlasnie adwokat bal sie potem przyznac do swojego nazwiska i dlatego ja oklamal. I znow ktos byl wobec niej nieszczery, co spowodowalo jej niechec.
    -
    Ps. Nie spodziewalam sie takiej dyskusji o tym filmie :)

  • użytkownik usunięty

    kasiak1983 Ja też nie, ale w sumie cieszę się, że film "lekki i niewymagający" stał się pożywką dla naprawdę rzeczowej dyskusji.
    Tekst o malowanej lali nie dotyczył tego filmu. Raczej tzw. komedii romantycznych w ogóle.
    Chyba ten film obejrzę jeszcze raz. Spróbuję spojrzeć na niego Twoim oczami. :)))

  • użytkownik usunięty

    Zgodnie z obietnicą obejrzałam film jeszcze raz. Przyznaję, ociepliłam swoją ocenę. ;) Poprzednio byłam zbyt krytyczna, ale było to raczej związane z, hm, nieciekawym czasem w moim życiu, który sprawiał, że dość surowo oceniałam zachowania i kobiet, i mężczyzn. No i przeniosłam to na film. I już pamiętam, co mnie tak w tym filmie wkurzyło. Właśnie ten wątek byłego faceta. Nie to, że wrócił i próbuje znowu omotać byłą dziewczynę, ale fakt, że ona - zamiast wygarnąć mu, co o nim myśli, raz na zawsze wykopać go ze swojego życia - bardzo spokojnie przyjmuje fakt, że wrócił jakby nigdy nic i zachowuje się, jakby tych dwóch lat, gdy się rozstali, w ogóle nie było. Co więcej, pozwala się całować, ściskać, nie odzywa się, choć ostre słowa cisną się na usta. Taka mimoza, która w dodatku nawet rozważa, czy przyjąć oświadczyny. Rozumiem, że typy ludzkie są różne, ale przyznam, że poraziło mnie takie niezdecydowanie, rozterka u trzydziestokilkulatki. Nie wiem, może było to zachowanie wywołane chęcią posiadania faceta. Z desperacji, by wreszcie nie być samemu, czasem ludzie robią takie rzeczy. Ale ten wątek znacznie bym zmieniła. Na przykład, że Holly rzuca mu tym pierścionkiem w twarz, a mimo to Ted próbuje na przyjęciu jej się oświadczyć, przełamać niechęć, przekonać do siebie. No, cóż. Byłoby to jakieś bardziej racjonalne. Okazując emocje ona zachowałaby się bardziej ludzko, bardziej - dla mnie - zrozumiale. I napisałabym kolejną scenę, w której on - udając, że tej sytuacji z pierścionkiem (gdy ona mu nim rzuca w twarz) nie było - próbuje ją jeszcze trochę zmanipulować, licząc na to, że na przyjęciu Holly będzie mniej skora do robienia scen i przyjmie oświadczyny, bo w towarzystwie często trudno powiedzieć: "nie". Rozumiem jednak, że zamysł scenarzysty był inny i że tak miało być bardziej dramatycznie. A mój "scenariusz". Cóż. To byłby już inny film.
    Okej. Film o świętach, na święta i o marzeniach, czasem naiwnych, a czasem przez to bardziej ludzkich. Biję się w pierś. Film może być. Akurat zima (której i tak nie ma ;P), więc w klimat się wpasowuje.
    Dobrej nocy życzę.

  • Publiczne oswiadczyny rowniez uwazam za probe manipulacji... U Holly rzeczywiscie trudno doszukiwac sie okazywania emocji. Pozdrawiam i rowniez zycze dobrej nocy. Choc moze skusze sie na gale Oscarow..?