z cyklu: pastelowego koloru klaun, którego sandmenschem zwą, co noc odwiedza mnie i raczy magią swą..
(albo byliśmy ludzie, dziś jesteśmy drzewa)
niezła jazda, a nawet odlot; hipersześcienne opus magnum, oniryczne ars moriendi und esencjonalne modus operandi studia ghibli - niepotrzebne skreślić - pełne międzyprzestrzennych skoków rozszalałej wyobraźni i tajemniczych znaków z pogranicza światów, które nie zabiegają o to, by je zdekryptować.
(tak zwany sakralny wymiar świata - stwierdza wznioślejsza część mojego ja - sama obecność tajemnicy wystarcza)
(zniebieszczenie ziemi, uziemienie nieba)
dezorientujący orientalny ezotrip, który przekształca całe wojenne meta-gówno i zarzygany kompostownik stworzenia we wiązki wyższej materii, po czym wkomponowuje je nazad w wielkim planie wszechrzeczy - łącząc formę z funkcją, a użyteczność z obfitością - jak zalecają bagienni poeci.
(bezwzględna konieczność syzyfowego układania własnej jengi, w każdym jednym przybytku dobrej nadziei i wątpliwej dobroczynności, będzie powinnością każdego dwunożnego pełzaka pospolitego, teraz i zawsze, ponad czasem i przestrzenią)
z intergalaktycznego na polski:
wysoki lot wyzwolonej wyobraźni wielkiego umorfeuszowionego oneironauty światowej animacji ukazuje powierzchownym, zawstydzonym i wynolanowiałym ślizgaczom siusiumajtkom z multiuniwersum marvela jak głęboko sięga ta królicza nora.
(psychodeliczną pigułką jest bilet do kina)
in terms of something like soma from the garden of sandoza in t:R.i.P.-O0o.o0O-viSiOn this is the red one.