Nie zgodzę sie z poprzednimi komentarzami, że jest to ograny temat zemsty żony na wiarołomnym mężu. Dla mnie ten film to przede wszystkim głęboki obraz kobiet, kochających tego samego mężczyznę (nieważne, czy na to zasługuje - pewnie nie). Kobiet, które są gotowe przekraczać granice upokorzenia, etyki zawodowej, aby poradzić sobie z odrzuceniem, utratą uczucia, które stanowi dla nich wartość. Przerażające w tym wszystkim jest dla mnie to, że Crista/Sara (czyli żona) w większej mierze obarcza winą za to, co się dzieje kochankę, niż męża. To typowy syndrom zdradzonej kobiety - zemścic sie na tej drugiej, a nie ukarać mężczyznę. Jest gotowa wybaczyć, wrócić do niego. I tu następuje jeszcze jedno przekroczenie granicy, chyba najniebezpieczniejsze - szacunku dla samej siebie. A skutki tego - na przykład takie, jak pokazuje film.