Czas na miłość

About Time
2013
7,6 205 tys. ocen
7,6 10 1 205183
7,1 44 krytyków
Czas na miłość
powrót do forum filmu Czas na miłość

Cóż w sobie ma takiego nowy film Curtisa, że ludzie odbierają go tak dobrze i jeszcze lepiej
oceniają? Przecież nie jest on żadnym wybitnym dziełem, Ameryki swoim przesłaniem także nie
odkrył, czym bliżej końca seansu, tym większa z niego płynie łopatologia, słodkości niektórych
jego fragmentów są w stanie nawet zemdlić, no i główny bohater Tim, robi wszystko by
poirytować widza. Więc gdzie tkwi sekret?
Ten komediodramat z romansem w tle i ziarenku sf, ogląda się lekko, przyjemnie, a większą zbyt
chaotyczną, oraz drażniącą nadmiernym cofaniem się w czasie część (przesadne naprawianie
swoich i czyichś błędów), jestem w stanie w pewnym sensie zrozumieć, chociaż początkowo
trudno zrozumieć postępowanie młodego Lake.
Gdy usłyszałem rozmowę pomiędzy ojcem, a synem, kiedy ten drugi dowiaduje się o darze, który
posiadają mężczyźni w ich rodzinie, zwątpiłem i parsknąłem śmiechem. Lecz jak się później
okazało, nie o same podróże w czasie tu przecież chodzi, a o siłę wyobraźni, pragnienie zmian
przeszłości, naprawiania błędów na siłę, żałowania tego czego nam się nie udało dokonać.
Wadą jest niewiara w swoje możliwości Tima. Skoro cofał się wstecz, aby pewne zdarzenia
potoczyły się inaczej, wiedząc jak w tych sytuacjach się zachować, czemu nie próbował być taki
sam w rzeczywistości? Gdzie wyciąganie wniosków i uczenie się na własnych błędach? Jego
ciapowatość potrafiła mi w pewnych momentach podnieść nawet ciśnienie. Byłbym w stanie
sam osobiście zasadzić mu kopa, aby ocknął się na życie. Lecz w całym rozrachunku i tych
wszystkich latach, które nieubłaganie mijały, Tim był ciągle tym samym człowiekiem, a
potknięcia, wariacje na punkcie kobiet, które uznawał za odległe galaktyki, mają tu wydźwięk
mocno symboliczny. Czym bliżej końca filmu, tym bardziej przesłanie miało sens.
To, że Tim był takim właśnie człowiekiem, było zasługą jego rodziców. Dom w którym się
wychował, przepełniał optymizm i wielkie pokłady szczęścia. Problemy, bo przecież jak w każdej
rodzinie i u Lake'ów również istniały, były pochowane gdzieś głęboko w szufladach.
Większa porcja ''Czasu na miłość'' przypomina współczesną bajkę dla dorosłych. Fabuła podana
jest w sposób bezpretensjonalny, może trochę powolny, dla niektórych jak widać z filmu wieje
nudą, ale tempo jest według mnie odpowiednio wyważone. Dwie godziny, aż tak bardzo się nie
wlecze.
Plusem jest doskonałe połączenie scen melodramatycznych z komediowymi, bo takich kilka się
tu znajdzie. Sekwencja mająca miejsce w ciemnym kinie, rozbawiła mnie do łez i dała do
zastanowienia się nad tym, jak może wyglądać reakcja, która dopiero ma nastąpić. Mówię o
pierwszym - drugim wrażeniu. Irytował, ale i śmieszył dramaturg Harry, siostra Kit Kat, była
szalona i urocza, a ojciec pełen mądrych myśli, umiejący doskonale dogadywać się z synem,
może dla paru osób wydać się wzorcem głowy rodziny.
Dobrze prezentuje się tu artystyczny kunszt aktorów, a scenariusz obfituje w ciekawe dialogi.
Tim, ''chłopak z szafy'', mimo iż to wszystko jest tak OCZYWISTE, jeszcze raz nam mówi jak
często mylimy się, podejmujemy złe decyzje, jesteśmy bezradni wobec ludzi i sytuacji, że mimo
naszych starań, ktoś swoim postępowaniem zmienia nie tylko swoje, ale i nasze życie, ale to nie
powód, by wracać ciągle do przeszłości, by się zamartwiać czymś, czego już nie cofniemy.
Najważniejsze, aby móc wyciągać wnioski, cieszyć się chwilą, małymi rzeczami, aby szczęście
znaleźć w drobnostkach, a miłość trzymać jak najmocniej się da i ciągle ją pielęgnować, a
niemożliwe stanie się prawdziwym. Rudowłosy, nieśmiały Tim i urocza Mary o promienistym
uśmiechu, są na to żywym, znaczy się filmowym, dowodem.
Gdy już ''przebrniemy'' przez 80% ''About time'', przychodzi nam wpatrzyć się w ustabilizowaną
końcówkę. Mimo łopatologii, warto czekać do ostatnich minut filmu. Dlatego też ode mnie
solidne 7/10 za pozytywny przekaz.
Trudno o wielki optymizm w dzisiejszym świecie, ale wiara może podobno przenosić góry.