Trailery jak i polski tytuł są strasznie mylące. Ten film nie jest romansem. Wątek romantyczny jest
tylko pewnym etapem w całej historii. I jest on poprowadzony jakby trochę za szybko.
Ten film jest bardziej o życiu, przemijaniu, cieszeniu się życiem.
Filmweb wprowadza ludzi w błąd w gatunkach ani to romans, ani sci-fi (tylko jeden motyw s.f., który
jest wykorzystany dla fabuły filmu obyczajowego).
raczej "czas na` zycie" niz na`milosc, rece mi opadają od tłumaczen, ktore kompletnie odbiegają od tresci filmu, a` przeciez powinny byc jego ujęciem !
No właśnie wątek miłosny prktycznie kończy w połowie filmu i jest tylko częścią opowieści
O czym Ty mówisz? Cały ten film jest o miłości. Miłości mężczyzny i kobiety, ojca i syna, siostry i brata, dziadków i wnuków i właśnie to jest w nim piękne.
Mi chodzi o normalną miłość, a nie miłość do rodziny. Poza tym skupili się na tylu relacjach, że żadnej nie pokazali porządnie.
Poza tym nie po to oglądam romans, by oglądać jakieś nudne rodzinne wątki. Jak oglądam romans to chce by film przedstawił porządnie miłość dwojga ludzi, a nie że jedna randka i już w łóżku.
Ale miłość w rodzinie jest już nienormalna? W sensie że miłość to tylko do ślubu, a potem to już jest patologia? ^^
Mam wrażenie że utknąłeś w schemacie, gdzie fabuła (na ogół komedii romantycznej) skupia się na wzajemnym zdobywaniu/randkowaniu/poznawaniu/walczeniu z konkurencją, po czym następuje happy end i są razem. A tu niespodzianka, są razem już w 1/3 filmu, no dramat, i co dalej? Przecież potem też widać łączące ich uczucie, widać jak się nawzajem wspierają, jak otwierają się na dzieci, (motyw dzieciaków świetny), jak są nie tylko oni, a resztę świata mają gdzieś (jak w wierszu Szymborskiej - "Czy to jest normalne, czy to poważne, czy to pożyteczne - co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata?" ), tylko zauważają problemy siostry, jak silny wpływ na decyzje głównego bohatera ma relacja z ojcem... Mnie to bardzo ujęło w tym filmie. Znaczy wątki rodzinne. Bynajmniej nie nudne. :)
A polskie tytuły bywają mylące. Jak "Magia uczuć" (oryg. "The fall"). Zasugerowałbyś się tytułem, oho, wyczuwam romans, a tu kuku. :P Więcej w tym filmie upadku, bardzo dużo magii, ale wątek romansowy jedynie gdzieś tam się pałęta w tle. Tak że trzeba być czujnym, Seller. :)
nie, ale w życiu to miłość do drugiej osoby jest najwazniejsza. Bo ona jest najtrudniejsza do zdobycia.
"Mam wrażenie że utknąłeś w schemacie, gdzie fabuła (na ogół komedii romantycznej) skupia się na wzajemnym zdobywaniu/randkowaniu/poznawaniu/walczeniu z konkurencją, po czym następuje happy end i są razem. "
Tak, bo ty wiesz lepiej co ja myślę. Nie oczekiwałem komedii romantycznej. Oczekiwałem dobrej historii o odnalezieniu swojej drugiej połówki, która będzie wolna od kiczowatych i oklepanych motywów.
"A tu niespodzianka, są razem już w 1/3 filmu, no dramat, i co dalej? Przecież potem też widać łączące ich uczucie, widać jak się nawzajem wspierają, jak otwierają się na dzieci,"
No właśnie. nie pokazano kompletnie jak do tego doszli. Jak kształtowało się ich uczucie. Ich uczucia kompletnie nie widać.
Trailer tego filmu zapowiadał historie o szukaniu miłości, o rozwoju uczuć, a tu romans to niemalże streszczenie, zreszt wątki rodzinne też są opowiedziane zbyt szybko. Po prostu to jak dwa różne filmy połączona na siłę.
Jak znajdziesz film o miłości całkowicie wolny od kiczowatych i oklepanych motywów, koniecznie daj znać. Ale tak serio piszę.
Natomiast nie, absolutnie nie wiem lepiej, co myślisz, napisałam tylko, jakie odnoszę wrażenie.
A poza tym wiesz. Przez zdolności głównego bohatera cała historia "dochodzenia" jest cokolwiek niestandardowa, przez co nierealistyczna, przez co nieprzenoszalna na nasze realia. Ale takie chyba było założenie filmu, inaczej w ogóle wyeliminowany zostałby motyw przenoszenia się w czasie.
Moim zdaniem ich uczucie widać, i cieszę się, że nie jest pokazane tylko w wymiarze chodzenia na randki i migdalenia się, tylko w innych warunkach (nazwijmy je codziennych). Ale to pewnie kwestia gustu. Najwyraźniej szukamy w filmach czego innego.
Co do ostatniego akapitu ciężko mi się ustosunkować, gdyż film obejrzałam bez wcześniejszej styczności ze zwiastunem, i bez ukształtowanego wyobrażenia na temat fabuły na jego podstawie. Zasugerowałam się raczej streszczeniem-zajawką i recenzjami, które moim zdaniem nie były jakoś drastycznie rozbieżne. :) Plus chciałam obejrzeć film z Gleesonem.
W każdym razie jestem filmem wszechstronnie usatysfakcjonowana.
daj spokoj, jak ktos ten film ocenia na 3 a toy story3 na 10 to musi miec zjechany kompas.
Autorowi watku jak tak domaga sie 100% milosci w milosci proponuje obejrzec dobrego pornola. 100% milosci gwarantowane (chociaz dla mnie porno to tak jak watek tego autora, zwykle piep rzenie) ;)