Pierwsza moja produkcja spod znaku Bollywood. Ciekawa byłam co Hindusi zrobią z klasyczną powieścią Jane Austen i ... ubawiłam się. Bo pan Darcy jest Amerykaninem, kompletnie bezbarwnym, pozbawionym życia i nie ma w nim nic z arogancji, wyniosłości, etc., z której słynie bohater powołany na świat prze Austen. Bo niektóre teksty zostały żywcem wzięte z książki i śmiesznie brzmią w ustach barwnych Hindusów – zwłaszcza fance powieści. W końcu dlatego, bo to musical i musiałam przeskoczyć scenę lub dwie, by dzielnie wytrwać do końca. Niektóre kawałki były dobre i przyznam, że jak na alternatywną wizję „Dumy i uprzedzenia” nie jest tak źle. Zawsze to coś innego niż kolejna wersja w tej samej oprawie, ale i inną obsadą – patrz grudniowa premiera z Keirą Knightley w roli głównej.
Cóż, wiadomo od razu jak będzie wyglądał ten film. A Ty czego się po nim spodziewałeś? Nie wiedziałeś, że to ekranizacja powieści Austen w formie bollywoodzkiego musicalu?
Nie wiedzialem :D
Poszedlem w ciemno, bo chcialem obejrzec cos "ambitniejszego". Po seansie czulem taki niedosyt ze musialem pojsc na jeszcze jeden film :)
No widzisz, na drugi raz lepiej sprawdzaj na co idziesz ;] Swoją drogą, gdzie Ci się udało to obejrzeć, chyba nie u nas, w rodzimym kinie? W końcu jeszcze premiery nie było.
Ale to nie jest prawdziwiy bollywood, tylko poroba z gwiazda bollywoodska.Jeszcze nie ogladalam, ale na pewno nie ma magii jaka sa przepelnione produkcjie indyjskie.
Podejrzewam, że masz rację, przecież nie mogę się wypowiadać na temat Bollywoodu, praktycznie jestem niewtajemniczona w te klimaty, ale mam zamiar to zmienić. Może coś dobrego polecisz?
Słyszałam, że "Czasem słońce, czasem deszcz" jest 'dobre'.
I słyszałam również, że gra w nim Pani Bakshi z Dumy i Uprzedzenia :).
Pozdrawiam :).
To ciekawe, może się skuszę? Tyle, że pewnie poczekam sobie na wydanie video lub DVD. W każdym razie zwrócę na to uwagę, jeśli tylko będzie okazja. Dzięki za rekomendację.
Na dvd juz jest dawno. Film mnie rozczarowal ale coz moglam sie tego spodziewac. W koncu nawet tytul zmieniono. To nie jest Pride and Prejudice ale Bride and prejudice. Ja wole osobiscie wersje z roku 1985 kiedy to po raz pierwszy obejrzalam ekranizacje Jane Austin, pozniejsza tez nie jest zla.
Dla mnie filmy rodem z Indii - coz mozna obejrzec raz i zapomniec ( jesli ktos wytrzyma te spiewy, tance i stroje rodem z targowiska). Osobiscie wole klasyczna wersje i to w wykonaniu angielskich aktorow.