No i jak tak można, robić taką beznadzieję z piosenkami po angielsku z absolutkie zerową zawartością kultury indyjskiej, muzyką i choreografią wołającą o pomstwę do nieba... Jeśli ktoś uważa że znalazł w tym filmie bollywood czy Indie jakkolwiek, przykro mi to przyznać, myli się. Radzę, z czystego serca uświadomienia ludzi w kwestii bolly, sięgnąć po "czasem słońce...", "żonę dla zuchwałych" czy "devdasa" i zobaczyć co jest naprawdę "kolorowe, radosne,z indyjskimi tańcami i muzyką". Bo ten film to dla bollywoodu naprawdę nic.
O Boże można by rzec, gdyby coś takiego istniało!
To tak jakby mieć pretensję do Kurosawy, że jego np."Tron we krwi" oparty na motywach zaczerpniętych z Shakespeare nie oddaje ducha samurajów czy zaciemnia obraz Japonii z czasów szogunatu. Powieść angielskiej pisarki Jane Austen wydana została w 1813 roku. Przeniesiono jej akcję w realia indyjskie ale cały szkielet powieści zachowano. Film jest koprodukcją i był kręcony nie dla Hindusów tylko dla publiki zachodniej.
A film jest BARDZO DOBRY! Prosty film o księciu z bajki o jakim marzą dziewczyny pod każdą szerokością geograficzną.
Tak na marginesie to gdzie np. w DEVDASIE (zgadzam się że film znakomity) można "zobaczyć co jest naprawdę kolorowe, RADOSNE, z indyjskimi tańcami i muzyką" bo może akurat mnie łzy nie pozwoliły tego dostrzec? Albo w takim "Kal Ho Naa Ho"? No fakt! Akcja nie dzieje się w Indiach!
To polecam SWADES.