Oj wymęczyłem się straszliwie na tym filmie. Kiedy Amerykanie pojmą, że nie wszystko da się przełożyć na angielski? Nie wystarczy zatrudnić kilku hinduskich aktorów, wrzucić ich w tradycyjne stroje, dorzucić parę gestów i kilka piosenek, by powstał z tego przebój z Bollywood. A tak właśnie postąpiono w przypadku "Dumy i uprzedzenia". Choreografia pozostawia wiele do życzenia, piosenki (czy ogólniej ścieżka dźwiękowa) są poniżej wszelkiej krytki. Gdyby nie fakt, że całość wzięto w cudzysłów komedii, film byłby całkowicie nie do strawienia. A tak wywołuje tylko lekkie mdłości.
Już lepiej zrobiłby dystrybutor wprowadzając do kin K2H2 niż tego mutanta.
Piosenki są poniżej wszelkiej krytyki?
A możesz mi powiedzieć co jest w nich NIE TAK?
I jakie według Ciebie piosenki nie są "poniżej wszelkiej krytyki"?
Juz miałam na to nie odpisywać, ale jak doczytałam do tego zdania to mnie zgieło...
Pozdrawiam.
No właśnie piosenki w tym filmie są poniżej wszelkiej krytyki. Prostackie, pozbawione melodyjności i rytmu, nie ma w nich żadnego ducha Bollywood (ani jakiegokolwiek innego). Jak może brzmieć muzyka w bollywoodzkim filmie można się było przekonać choćby w znakomitym 'Kabhi Khushi Kabhie Gham'
Myślę, ze ten film nie miał byc typowym filmem z Bollywood. Miał tylko trochę do tego stylu nawiązywać, ale przeznaczony był dla widzów europejskich i amerykańskich. Zresztą czy to na pewno Amerykanie ten film robili, a nie pomagali im czasem Anglicy? Muszę sprawdzić. Oglądałam "Czasem słońce, czasem deszcz" i choć dobrze się bawiłam, to większej ilości tego typu produkcji był nie wytrzymała. Jednak ilosć kiczu, powtarzalnośc motywów ( wiem, że o to w zasadzie chodzi ) i sposób gry aktorów sprawiał, że chwilami film mnie nużył. Muzyka świetna, taniec też - ale tylko w części hinduskiej. Część angielska była już w złym guście. Co do Bride and Prejudice ( wolę ten tytuł ), to jest to film z lekka nawiazujący do stylistyki Bollywood i czerpiący garściami z typowej komedii romantycznej. Dopiero jednak, gdy zna się książkę Austen, na motywach której film oparto ( przypominam - wykorzystano tylko motywy, nie całą powieść - to na wypadek, gdyby sie tu jacyś literaccy puryści znależli ) można docenić urok tego filmu. Zgrabnie przetworzono postacie i wątki, przy czym najlepsze dla mnie są fragmenty, w których oparto się mocnej na prozie Austen - scena nad basenem i rozmowa na temat wykształconych kobiet, rozmowa rodziców z Lalitą po odrzuconych oświadczynach księgowego ( w oryginale pan Collins jest pastorem :-) ) i moment, gdy pan Kholi pokazuje swoją szafę a w niej - półki!!! ;-) Piosenki są utrzymane raczejw stylu dawnego Hollywood i jego filmów muzycznych niz w manierze Bollywood. Całośc lekka i przyjemna, choć szczerze mówiąc zadowoliłoby mnie obejrzenie tego filmu na dvd, a wolałabym mieć premierę nowej ekranizacji Dumy i uprzedzenia według Austen już we wrześniu, a nie dopiero w styczniu. Cóż - jak zwykle jesteśmy zacofani i dystrybutorzy sami wpychają nas w ręce piratów, bo trudno jest doczekać sie tak spóźnionej premiery.
Dla mnie premiera nowej D&U to jak premiera III części Gwiezdnych Wojen, a oni to mieli jednocześnie z premierą w USA. :)