Dzieci kukurydzy 2: Ostateczne poświęcenie

Children of the Corn II: The Final Sacrifice

1992 1 godz. 32 min.
5,3 2 316
ocen
5,3 10 2316
541
chce zobaczyć
powrót do forum filmu Dzieci kukurydzy 2: Ostateczne poświęcenie
  • Film oglądało mi się całkiem przyjemnie. Całkiem niezły pomysł na sequel, muzyka prawie tak dobra jak w jedynce, kilka ciekawych scen. Jednak wielość wątków wplecionych w tą opowieść przytłacza. Na początku mogło by się wydawać, że w tej części to nadnaturalne siły tkwiące w polach kukurydzy będą głównym wątkiem. Mamy kilka scen, które oglądamy z perspektywy pola (?) z efektem w stylu predatora. następnie dostajemy nowego proroka, który rekrutuje chętnych do przeprowadzenia kolejnych ataków, następnie wątek indiański, standardowy element tego typu produkcji (dodajmy, że redbear mówiąc o "swoich przodkach" nigdy nie wspomina nazwy plemienia, przez co nie możliwe jest zweryfikowanie czy ten "tradycyjny pochówek" poprzez spalenie to nie jest jakaś zwyczajna bujda. a na taką wygląda.Nie wspominając o malowidłach na kamieniu w stylu jaskini lascaux. Ale nie jestem znawcą, mogę się mylić). Co mamy dalej? Spisek kliki mieszkańców miasteczka, którzy za wszelką cenę chcą się wzbogacić na trującej kukurydzy, na trop którego wpada john i redbear. Dodatkowo pomniejsze uprzykrzacze seansu czyli drewniana lalka voodoo(?), radio do zdalnego sterowania cudzym wózkiem inwalidzkim, no i ta nieszczęsna pękająca twarz demona. Na koniec seansu nasuwa się pytanie: co autor miał na myśli?

  • Shiloh ocenił(a) ten film na: 1

    Trupiaczaszka Tak czy inaczej warta uwagi jest tylko pierwsza i piąta część. Druga to zwykłe efekciarstwo, trzecia rozgrywa się w mieście, czwartą z resztą sagi łączy jedynie nazwa bóstwa i obecność kukurydzy, a poza tym, to coś zupełnie innego. W szóstej części martwy Izaak budzi się ze śpiączki, w siódmej znów mamy pole kukurydzy na peryferiach dużego miasta, a dzieci jest tyle co kot napłakał. Ósma tytułem sugeruje prequel a właściwie jest nie wiadomo czym. Readaptacja (bardziej) i krótkometrażówka za mocno przypominają pierwowzór literacki (skądinąd fatalny). Najnowszej części widziałem tylko kilkanaście minut i nie wiem czy obejrzę do końca, bo natrafiłem na wersję z amatorskimi napisami autorstwa osoby, która jest najwyraźniej na bakier zarówno z językiem angielskim jak i polskim (co do samej fabuły to też raczej nie zapowiada się zbyt ciekawie (zastanawia mnie za to, czy podtytuł to nie nawiązanie do piosenki Dela Shannona, wykorzystanej w części pierwszej.