moja koleżanka o nim powiedziała: przez cały film nic sie nie dzieje ale jest świetny. no własnie to jeden z nie licznych filmów który pomimo, absolutnego braku "akcji" (bardzo nie pasuje tu to okreslenie no ale cóż ;) jest jednoczesnie nie samowicie wciągający dzięki poetyckości zdjęć. barwy, a nawet ich intensywność jak dla mnie sa po prosu wyjete z obrazów Vermera.
dokładnie :) film abolutnie urzekający. nie ma tam żadnej sceny rozbieranej, a mimo to(a może zwłaszcza dlatego?) jest niesamowicie zmysłowy; nie pada tam żadne banalne "kocham cie antoni", a jest to film bardzo romantyczny; nie dzieje się "nic", a film cały czas trzyma widza w napięciu.
zreszta, najlepsza recenzje wystawiła mu pewna kobietka, ktora niezbyt lubuje sie w romansach, dramatach i innych tego typu "nudziarstwach", za to uwielbia zajadac sie chrupkami na horrorach i "hałasliwych" komediach i ktora to kobietka każdy taki film komentuje robiac tylko krotkie przerwy na przełykanie ów pozywienia: przez cały film siedziała obok jak trusia bez jednego ust otwarcia.
tak własnie wyglada magia kina ;)