Za dużo składników w tym "artystycznym daniu"

i dlatego stało się niestrawne - przynajmniej dla mnie. Jest tu oskarżenie w kierunku inteligencji, że nie mówi językiem strawnym dla ludu, jest lud tępy i nie rozumiejący wielkości sztuki, niespełniony aktor, zapyziała prowincja zatrzymana chyba na poziomie lat 50-tych zeszłego wieku. A to tylko pierwsza część filmu.
W drugiej mamy kryzys egzystencjalny, niezrozumiały romans, poczucie winy wobec umierającej matki i tak dalej. Wszystko to w artystowskim sosie.
Jedyne, co ratuje ten film to piękne zdjęcia i rola Bartłomieja Topy.

1

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
    Ostatnio odwiedzone
    wyczyść historię