TEN FILM CHYBA BYŁ NAJBARDZIEJ DLAMNIE WPŁYWOWYM FILMEM OSTATNIO WIDZIAŁEM GO PONAD 3 LATA TEMU (PAMIETAM JAK ZOBACZYŁEM SWÓJ FILM Z WAKACJI MIMIKE I GESTY MIAŁEM ZUPEŁNIE JAK FONDA , PRZERAZIŁEM SIĘ ŻE FILM AŻ TAK MOZE WPŁYWAC NA LUDZKA PSYCHIKE I TAK PRZESTAŁEM OGLĄDAC TEN FILM ) DOPIERO JAKIEŚ 2 MIESIĄCE TEMU ZOBACZYŁEM GO PONOWNIE.(DO TERAZ PAMIETAM PRAWIE WSZYSTKIE DJALOGI.
to przyklad, gdy film potrafi naprawdę zafascynować i wciągnąć. rzadko bywa u mnie tak, że po jednej projekcji mam ochotę zaraz na następną.
rozumiem jednak, że twoje stwierdzenie: *widziałem nie przesadzając z 600 razy około* to entuzjastyczna przenośnia :)
pozdr*
HAAAAAAAA NIESTETY NIE PRZENOŚNIA. OGLADAŁEM TEN FILM CZASAMI DWA RAZY DZIENNIE PRZEZ PONAD 2 LATA GDZIEŚ OD STYCZNIA 1999 ROKU DO LIPCA 2001. W MOIM SZALEŃSTWIE DOSZŁO DO TEGO ZE NIEŚWIADOMIE ZACZOŁEM PRZEJMOWAĆ SPOSÓB ZACHOWANIA, MIMIKI, BOCHATERÓW GŁÓWNIE P. FONDY. (PAMIĘTAM GDY OGLĄDAŁĘM FILM Z WAKACJI Z ROKU 1999 SPOSÓB PORUSZANIA MÓWIENIA I MIMIKI MIAŁEM WRĘCZ DO NIEGO UDERZAJĄCO PODOBNY. GDY BYŁEM NA PIERWSZYM ROKU STUDJÓW KOLEŻANKI KTÓRE WŁAŚNIE BYŁY NA ŚWIERZO PO OGLĄDNIĘCIU FILMU MÓWIŁY '' PRZECIEZ ON*P.FONDA WYGLĄDA CAŁKIEM JAK WOJTEK'') MOJA FASCYNACJIA - SZALEŃCZE NAPAWANIE SIĘ ''EASY RIDEREM'' SKOŃCZYŁO SIĘ W LIPCU 2001 ROKU KIEDY TO PORZYCZYŁEM FILM KOLEDZE I DO TEJ PORY GO NIEODZYSKAŁEM. W TYM ROKU SPIRATOWAŁEM SOBIE ''EASY RIDERA'' Z INTERNETU . MIŁO BYŁO POWSPOMINAĆ SOBIE TAMTE CZASY GDY KUPOWALIŚMY Z KUMPLEM PIWO SIADALIŚMY PRZED TELEWIZOREM I OGLADALIŚMY ''SWOBODNEGO JEŻDŻCA'' (ALE ''EASY RIDER '' TO JUZ W MOIM ZYCIU PRZESZŁOŚĆ. ODSZEDŁ WRAZ Z MOJA MŁODZIEŃCZA UCIECZKĄ. CHOĆ ZAWSZE BĘDE MIAŁ DO TEGO FILMU OGROMNY SENTYMENT.
Nie martw się, ja cię rozumiem, sam też wiele razy obejrzałem ten film, choć może nie aż 600. Ale mniej więcej od połowy roku 2001 do połowy 2003 oglądałem ten film średnio raz na miesiąc. Zwykle wieczorem, gdy byłem sam, lub na jakichś wyjazdach z kumplami, przy joincie lub wódeczce oglądaliśmy zestaw złożony z "Easy Ridera" , "Woodstocka" z 1969 roku i "Znikającego punktu" R. Sarafiana(na pewno znasz, a jak nie, to polecam). Strasznie mnie wtedy kręciły takie klimaty. W sumie więcej razy niż "Easy Ridera" widziałem chyba tylko "Absolwenta" i "Powiększenie". W swoim czasie każdy z tych trzech filmów był moim ulubionym. No, i jest jeszcze "Nocny kowboj". W każdym razie, "Easy Ridera" nie widziałem od lata 2003. Też pożyczyłem ten film kumplowi i też mi nie oddał. I choć minęła mi już fascynacja hipisowskimi klimatami, to "ER" wciąż oglądałbym z przyjemnością. Też mam do tego filmu sentyment. Na ścianie u mnie w pokoju wisi wspaniały plakat z "ER" który kupiłem sobie w Berlinie. Ten film jest starszy ode mnie o 15 lat, a jednak będę go wspominać jako film MOJEJ młodości i lat licealnych. Różne małe fascynacje w moim życiu przychodziły i odchodziły, ale jedno się nie zmieni: mój pogląd, że przełom lat 60 i 70 był najlepszym okresem powojennego kina i muzyki. Pozdrawiam.