Takiego jeszcze nie było. Jest w nim cała siła i piękno kina, które potrafi opowiedzieć niewyobrażalną historię, nadać jej znaczenie społeczne, zawrzeć dylematy etyczne, wyśpiewać złość i dziecięcą tęsknotę, rozbawić sceną z nożem. Dodajmy do tego mistrzowskie aktorstwo, fantastyczną choreografię i doskonałą muzykę. Pokochałam ten film.
Opowiedzieć niewyobrażalną historię i nadać jej znaczenie- to się tutaj szampańsko udało. Zgadzam się!
Akurat ten film to dowód na to, że twórcy musicali powinni być obśmiewani i powinien ich spotykać ostracyzm społeczny, co by nie przyszło im znowu do głowy męczenie ludu takimi wypocinami
Przepraszam, ale co Ty bierzesz? Wspaniała muzyka? Chodzi Ci o piosenkę Penis to Vagina? Czy inne arcydzieła z tego parafilmu? Wspaniałe aktorstwo? Chyba nie w tym filmie, bo Gomez i Saldana są jechane po równo przez ludzi znający hiszpański - czytaj mówią i grają fatalnie w tym języku. Z jakiegoś powodu reżyser postanowił nakręcić film o Meksyku bez aktorów znających dobrze język, nie pofatygował się by go nawet nakręcić w Meksyku tylko zrobił to we Francji. Fabuła niewiele ma wspólnego z kulturą i realiami Meksyku, pomijam już fakt, że mamy zapomnieć o tym, że postać przechodząca tranzycję jest bossem narkotykowego kartelu, więc wiadomo z czym się to wiąże. Czemu poszli w aż takie skrajności? Czemu nie mogli pokazać zwykłej normalnej osoby, której możnaby kibicować w jej drodze do szczęścia? Czemu wybrano typa spod ciemnej gwiazdy? To dla mnie niepojęte czemu w ogóle poszli w tym kierunku. Tak jakby twórcy chcieli przetestować publiczność ile bullshitu są w stanie zaserwować ludziom i na ile oni to kupią. Jak widać kupują bo grupki dziennikarzy zachwycone, paru kinomaniaków zachwyconych i nagrody prestiżowe lecą z prawa i lewa. Szkoda tylko, że większość publiczności, także tych znających hiszpański, jak i ze środowisk trans poza mediami głównego nurtu uważa ten film za nonsens nieśmieszny żart. Żart na który przedziwnie ogromna ilość wydawałoby się inteligentnych ludzi dała się nabrać. Już nie będę nawet wspominał o tym, że zbrodnicza przeszłość Perez utożsamiana jest z jej męską przeszłością i że teraz tylko wystarczy ją zakopać i zmienić się w kobietę i nagle magicznie to jest jedyna słuszna droga do dobra i wszystko będzie pięknie i wspaniale, grzechy wybaczone, można zaczać nowe życie. WTF??!!!Aaa, byłbym zapomniał, doczekaliśmy czasów, w których Złotego Globa dostaje film z dialogami tłumaczonymi przez google translate, serio. I to marnie przetłumaczonymi. Polecam sobie poczytać co główni zainteresowani sądzą o tym wszystkim, podpowiem, że w większości zarówno środowiska trans jak i latynosi czują się przez ten film opluci. No, ale dyszka, czyli jak rozumiem arcydzieło, od Ciebie leci. Łał, co za poziom odklejenia.
A to dokument? Rozumiesz czym jest sztuka filmowa? Chyba nie! Ma prawo ci się nie podobać. Wyraziłeś to wyjątkowo emocjonalnie. Innym ma prawo się podobać, a nawet się nim zachwycić.
Ale filmowo ten film jest po prostu paździerzem. Fatalnie napisany, jeszcze gorzej wyreżyserowany, źle zagrany, piosenki są po prostu... okropne. To jest kurde film który powinien być na poziomie Złotych Malin a nie Oskarów czy Złotych Globów.
To diametralnie się różnimy. Na dodatek oprócz ocen nie ma w twojej wypowiedzi żadnych argumentów. co jest napisane "fatalnie", jakie masz zastrzeżenia do reżyserii, do gry aktorskiej, co w piosenkach jest "okropne". Dla mnie więc twoja wypowiedź nie ma żadnej wartości.
Nie widziałem filmu, ale fragment z piosenką o zmianie płci oraz fragment "rozmowy" z lekarzem mi w zupełności wystarczył. Musical mogę tolerować, gdy teatr / scena stanowią choćby część fabuły (scenerii). Jak w "Kabarecie", "Chicago", Burlsesce", czy "Deszczowej Piosence". Tutaj jest to po prostu bezsensowne. Poza tym. tak jak wspomniał przedmówca, który bardzo dobrze wypunktował wiele niedociągnięć, na co Twoją reakcją było tylko to, że jest "emocjonalny" bez próby jakiejkolwiek polemiki - film jest krytykowany za niedociągnięcia językowe, brak realizmu, pokrętną moralność i za wiele innych. I Achtung Achtung - krytykowany jest nie tylko przez Meksykanów, ale nawet przez środowiska trans. Żeby nie było, nie będę dyskutował na temat filmu, ale obnażam Twoją hipokryzję w dyskusjach z innymi. Jak ktoś przedstawia ci argumenty, których nie umiesz zbić, to je ignorujesz i oskarżasz tę osobę o emocjonalne podejście, a jak ktoś tylko wyraża opinię to... krytykujesz za brak argumentów. Świetne podejście.
To obejrzyj, a potem się wypowiadaj o filmie. To po pierwsze. Gdybym swoje oceny opierała na tym, co jakaś grupa krytykuje, pewnie nie obejrzałabym żadnego filmu. Cały naród meksykański krytykuje? Całe środowisko trans krytykuje? Jak odnieść się do tak zgeneralizowanych twierdzeń? I nie mam ochoty na merytoryczną dyskusję z kimś, kto swój komentarz zaczyna od słów: "Przepraszam, ale co Ty bierzesz?"
To ci jeszcze raz tłumaczę, że nie komentuję filmu, tylko twoją hipokryzję w podejściu do dyskutantów. No to skoro obraża cię, przyznam, że nieeleganckie, pytanie, to po prostu powiedz, że nie będziesz prowadzić dyskusji na takim poziomie, ale nie kłam w żywe oczy (że się tak wyrażę), że ktoś nie podaje konkretnych argumentów, bo ten ktoś je podał, a ty je ignorujesz. Poza tym, czy ja mówiłem, że cała społeczność? Niczego takiego nie napisałem, a ty mi to imputujesz. Coś widzę z tą argumentacją słabo. Aha, na marginesie - to dzieło otrzymało 13 nominacji do Oscara. Biorąc pod uwagę zdegenerowanie Hollywood oraz histerię wielu aktorów, nie mówiąc o tym jak ochoczo upubliczniają oni swoje przekonania polityczne i poglądy społeczne, a także biorąc pod uwagę to, jak miałkie i po prostu beznadziejne filmy się ostatnimi laty produkuje, jest to świetna rekomendacja, żeby tego filmu nie oglądać. I jeszcze ostatnia rzecz - aktor grający główną rolę jest facetem. Już pozbawił jakąś aktorkę nominacji, a jeśli wygra, to pozbawi ją nagrody. Gdybym był kobietą trafiłby mnie szlag. I jest wiele kobiet, które takim praktykom się sprzeciwiają (jest masa filmów na ten temat na YouTube, TicTocu, czy innym Facebooku. ). Ale rozumiem, że głos TYCH kobiet się nie liczy.
Jedyny fakt, który podałeś w tej swojej przydługiej wypowiedzi, to to, że film otrzymał 13 nominacji do Oskara. Reszta to twoje emocjonalne frustracje. Wybacz, ale informacje z TikToka mają dla mnie taką samą wartość, jak w TV Republika. Karla Sofía Gascón nie jest mężczyzną tylko transkobietą.
No czyli tak jak powiedziałem, argumenty się nie liczą. Ale spoko. Przy okazji, jeszcze raz sprawdziłem różne recenzje w wielu miejscach i tak - głosy Meksykanów i nawet ludzi, których można zaliczyć do tak zwanej lewicy są bardzo negatywne. I jest to niezaprzeczalny fakt. I wiadomo, że nie chodziło mi o "informacje" z TicToca, tylko o to, że różne kobiety są oburzone tym, że faceci zabierają im nagrody przeznaczone dla nich. Konkursy piękności, zawody sportowe, a teraz Oscar. To, gdzie te kobiety się wypowiadają ma najmniejsze znaczenie. Znaczenie ma fakt, że "postępowe i tolerancyjne", a przede wszystkim "niewykluczające" środowiska mają te kobiety i za nic i, wbrew wcześniejszej retoryce, nie mają w ogóle zamiaru ich słuchać. To jest właśnie to poszanowanie dla różnorodności. Jedna, wielka obłuda. Jest kobietą, czyli kim?
Argument jest wtedy, kiedy jest poparty danymi, konkretami, źródłem, z którego czerpiesz informację. "recenzje w wielu miejscach" - to jest generalizacja. Mogę Ci przedstawić recenzje w wielu miejscach, gdzie są one niezwykle pozytywne. I nie jesteś dla mnie wiarygodny jako obrońca kobiet. Nie spotkałam się z żadnym oburzeniem naszej płci, wręcz odwrotnie. I mnie samą absolutnie to nie oburza, a mam do tego większe prawo, niż ty jako mężczyzna. Jak to kim jest? Kobietą, transpłciową kobietą. Czego nie rozumiesz?
Jasne, mógłbym wkleić tutaj co najmniej kilkanaście odnośników do artykułów, recenzji, filmów na YouTube itd. Ale po co? Przecież ty i tak wiesz lepiej. Pardon, ty po prostu WIESZ. Jak ktoś wie, to to się go nie da przekonać. Specjalnie nie obejrzę tego filmu, bo nie mam zamiaru mu nabijać wyświetleń. Ale oglądnąłem ostatnio klip, który był pół-recenzją, pół-opisem i jego autor, używając bardzo rzeczowych argumentów zrównał owe dzieło z ziemią. Później zaś streścił jego akcję scena po scenie. Coś absolutnie koszmarnego. Nie jestem żadnym obrońcą kobiet. Szczególnie tych z Hollywood. Powiedziałem tylko, że gdybym był kobietą trafiłby mnie szlag. Poza tym, CIEBIE nie oburza, a tysiące innych kobiet tak. Może, nie wiem, wyjaśnicie sobie to po kobiecemu? Jest kobietą , czyli kim? Podpowiem - nie można w odpowiedzi / definicji użyć słowa kobieta.
Teraz po prostu idzie jakaś zorganizowana akcja bo większość ocen to 1/10. Rozumiem, że komuś może się tak nie podobać jak innym i można dać 4/10, 3/10, 6, 4,3,6, 5,5, 3,5/10. Ale trudno uwierzyć i uważać za merytoryczną krytykę tak nagły atak na ten film na stronach filmowych, mediach społeczniościowych czy jeszcze gdzie indziej. Wcześniej gdy o filmie nie było tak głośno przez Oscary czy Złote Globy jakoś czegoś podobnego nie było.
O konkretach fabularnych jeszcze się nie wypowiem bo nie ogladałem, ale absurdalnie brzmią te uwagi, że nie było to kręcono w Meksyku, że boss jest osobą trans, że nie ma to dużo wspólnego z historią i kulturą Meksyku. To fantazja reżysera, fikcyjnie zmyślony świat i bardzo ciekawy pomysł na ten film. To nie żaden film historyczny czy biograficzny.
Ale w takim razie czemu akcja nie miała miejsca we Francji, skąd pochodzi reżyser? To trochę tak jakby jakiś hiszpański reżyser postanowił nakręcić nie mającą nic wspólnego z realiami bajkę o nazistowskim generale w Auschwitz, któremu zaczynamy kibicować bo podjął decyzję o zmianie płci na kobietę i od teraz chce już być dobry jako kobieta, z całe zło zostawia razem ze swoją męskością w przeszłości. I są tam sceny taneczne w obozach, więźniowie mu wtórują, zamiast wysyłać do komór gazowych rozdaje perfumy itd. No fajna bajka, co nie? Reżyser umieścił akcję w Meksyku, posłużył się licznymi odniesieniami do tamtejszej kultury i symboliki, ale kompletnie bez sensu, obrażając przy tym jeszcze i Meksykanów i osoby trans, które kompletnie jadą po tym filmie. Zauważ, że niedawno miały miejsce albo nominacje albo ogłoszenie nagród do GLAAD, czyli takich Oscarów dla środowisk lgbt. Najważniejsza tego typu impreza na świecie właściwie. Emilia Perez nie istniała na tym wydarzeniu. W ogóle. Jakby film nie istniał. Do tego jeszcze z tego co czytam język hiszpański jest tam kaleczony potwornie a dialogi brzmią jak wyjęte z google translate i chyba rzeczywiście były tak tłumaczone - po co więc kręcić w tym języku jak się nie potrafi dopracować podstaw? We Francji nie ma gangów? Ten film został od początku przemyślany jako pusta agitka dla Hollywood - taki filmowy sztandar solidarności z tematyką lgbt, z tymże zrobiony z cynizmem, bez ładu i składu. Głównie pod Oscary i tego typu nagrody by można było się poklepać po plecach i powiedzieć jacy jesteśmy w tym Hollywoodzie postępowi. Klasyczne sygnalizowanie cnót. Tylko, że to wyszło rodem jak z South Parku, bo pomijając już nawet te zarzuty napisane powyżej - film ten jest kiepsko zagrany, scenariusz nie ma sensu, muzyka i co niektóre piosenki są po prostu okropne. Otwierający utwór jest znakomity, zdjęcia są ogólnie dobre, ale to wszystko co mogę pozytywnego powiedzieć. Z kolei piosenka Penis to Vagina to jedna z najgorszych rzeczy jakie kiedykolwiek słyszałem, a uwierz mi słyszałem bardzo dużo.I takie coś dostaje masę nominacji do Oscarów i Globów... to jak nieśmieszny dowcip właśnie z South Parku wyjęty.
Ale przecież idąc tą drogą to Polacy nie mają prawa nakręcić nic innego niż coś co dzieje się w Polsce. XD A poza tym przecież to jest jakiś absurd bo Amerykanie kręcą filmy na temat niemal (a może i każdej) grupy i kraju na świecie. Ile to powstało także świetnych filmów, w których reżyser czy aktorzy albo ktoś z planu nie pochodził z tego kraju lub nie miał związku np. z drugą wojną światową czy rodzina nie pochodziła z arystokracji?
Nikt nikomu nie broni kręcić filmów o innych narodowościach, ale jak już się to robi to jakaś podstawowa rzetelność wymaga by traktować to w miarę poważnie, w sensie nie kaleczyć języka, nie olewać ciepłym moczem danej kultury, jakichś faktów itp. W innym wypadku po co kręcić film o innym kraju? A tak w ogóle to m.in. z tego powodu większość filmów w każdej krajowej kinematografii, w tym USA, rozgrywa się jednak w tym kraju, w którym powstały. Ciekawe dlaczego. Jakoś jak ktoś fikcyjną historyjkę typu Wiedźmin źle zaadaptuje czy nie zrozumie i obejdzie się bez szacunku do oryginału to pojawiają się, słuszne, niezadowolenia i oburzenie. A jak ktoś bez szacunku odnosi się do danej kultury/kraju, o którym zrobił film to jest okej? Jakby Francuzi zrobili film o Kościuszce, który okazuje się być wodewilowym tancerzem transwestytą to też by było okej? A niech sobie Francuz opowiada swoje baśnie co nie? Ja przede wszystkim jestem w szoku, że reżyser tego filmu, i to dość dobry, bo lubię jego poprzednie dokonania, podszedł do swojej pracy tak nonszalancko i niedbale jak byle jaki amator. Zero podstawowej dbałości o to by dialogi wymawiane w filmie po hiszpańsku były gramatycznie poprawne, by aktorzy grający hiszpańskojęzyczne postaci mówiły z dobrym akcentem i nie kaleczyli języka, by dowiedzieć się czegokolwiek o kraju i kulturze w której osadza się swoją opowieść fabularnie i wizualnie. Tymczasem ten reżyser wręcz ostentacyjnie mówi, że miał to wszystko gdzieś, nie ma pojęcia o języku, kultura i obyczaje kraju go nie obchodzą, ogólnie przyznaje, że jest kompletnym ignorantem w temacie. Tak samo zresztą jak w temacie osób trans. Te środowiska czują się tym filmem oplute, spłycone, ośmieszone. Gość niestety wyszedł na typowego pretensjonalnego i egocentrycznego artystę, przez wielkie A prosto z napuszonej Francji, który miał wizję zrobienia musicalu dziejącego się w ameryce południowej, poruszając jeszcze gorąco komentowaną tematykę lgbt (pewnie przy okazji dostał za to dodatkowe finansowanie bo tak to działa obecnie), ale cała reszta, która reżysera powinna obchodzić, go nie obchodziła. Jest w tym filmie parę niezłych scen, jak pisałem Audiard to jeden z, do niedawna przynajmniej, lepszych reżyserów ostatnich lat, sam pomysł na zrobienie musicalu w obrębie miejscami dość mrocznego thrillera to niemalże genialne, ale na samym pomyśle się filmu nie uniesie. Polecam obejrzeć film i wtedy stawać w obronie.
"Nikt nikomu nie broni kręcić filmów o innych narodowościach, ale jak już się to robi to jakaś podstawowa rzetelność wymaga by traktować to w miarę poważnie, w sensie nie kaleczyć języka, nie olewać ciepłym moczem danej kultury, jakichś faktów itp. W innym wypadku po co kręcić film o innym kraju? A tak w ogóle to m.in. z tego powodu większość filmów w każdej krajowej kinematografii, w tym USA, rozgrywa się jednak w tym kraju, w którym powstały."
Duża część filmów, które dotyczą sytuacji poza USA jest kręcona w USA albo w innych krajach niż te co są przedstawione w filmie i one poprzez albo naturalne podobieństwo, albo przeróbki udają te kraje. To jest powszechna praktyka.
Chryste panie, ale co to ma do rzeczy? Przecież ja nie o tym. Oczywistą sprawą jest, że wiele filmów, głównie amerykańskich, w dużej mierze ze względu na niższe podatki kręcona jest w Europie, często u naszych sąsiadów w Czechach, i one czasem udają jeszcze inne kraje. Ale przecież to zupełnie co innego od sytuacji, gdy ktoś umieszcza akcję w Meksyku, ale film kręci we Francji, i przede wszystkim wszystkie elementy zwiazane z tym Meksykiem robi źle, myli, miesza itd.
Wszystko zależy od kontekstu. Jeśli Czechy udają Francję do nakręcenia sceny pościgu samochodowego albo sceny kolacji w restauracji to co za różnica? I czytaj ze zrozumieniem, niech sobie Francja udaje Meksyk, tylko jeśli już niech to ma ręce i nogi i niech ludzie mówią poprawnie w tym języku i niech reżyser wykona swój obowiązek i zrobi research dot danego kraju skoro w filmie porusza wątki danej kultury. Tu nie chodzi tylko o to, że film się po prostu dzieje w Meksyku, ale o jego całokształt. Jak Czechy udają Francję i cały film jest zakorzeniony teoretycznie w historii i symbolach Francji, ale tego w takim filmie nie ma, to też nie jest spoko. Polański Pianistę kręcił w Niemczech w dużej mierze, jakieś studio w Berlinie i jego okolice udawało rozwaloną Warszawę. Tylko, że on zrobił mega robotę co do ostatniego szczegółu i leżącej na ulicy porwanej gazety dopracował wszystko tak, że było to zgodne z realiami.
"Jakby Francuzi zrobili film o Kościuszce, który okazuje się być wodewilowym tancerzem transwestytą to też by było okej?"
No i po raz kolejny to zaznaczam, absurdalne są takie uwagi bo to nie jest film biograficzny, tylko postać jak i świat zmyślony przez autora. Co innego by było jakby nakręcił historię, w której prezydentem USA w czasie II WŚ był czarnoskóry albo Wałęsą byłaby jakaś lesbijka. Wtedy te uwagi miałby sens.
Mogę się zgodzić, że podałem złe przykłady bo to są wydarzenia historyczne. Ale mogę podać inne - gdyby ktoś nakręcił film o Polsce w 2025 roku i przedstawił nasz kraj jako szary i biedny, nadal siedzący w komunie jak z czeluści lat 80. Albo film o Polsce, w którym grają amerykańscy aktorzy mówiący z akcentem rosyjsko-czeskim i używający słów niepoprawnych gramatycznie i czasem nawet nie polskich, tylko jakiejś mieszanki trochę po polsku, trochę po czesku, trochę po rusku. I do tego pokazał ten kraj bez elektryczności, bez dróg asfaltowych, tylko bieda, szarość i jakieś gangi w ortalionowych dresach łażące po błocie i krowich odchodach. Tak według twórcy wygląda Warszawa. Fajne? No bo to świat zmyślony. No nie, jakby to była kraina fantasy to może być świat zmyślony, ale jak miejscem akcji jest realny kraj to to nie jest świat w pełni zmyślony, trzeba jednak się dopasować do realiów. A jak nie to umieścić akcję we Francji, szczerze mówiąc nawet nie rozumiem czemu tego nie zrobił, skoro film kręcił we Francji.
Brakuje ci wyobraźni. Przecież jak ktoś wymyślił taki scenariusz, w którym w prawdziwie istniejącym też mieście, np. w Bostonie w szpitalach pracuje dużo lekarzy, którzy mordują pacjentów, a władza jest w nimi w zmowie to nie znaczy, że teraz ludzie zaczną się bać chodzić tam do lekarza a medycy będą mieć tam zszarganą reputację. Trochę jednak rozumiem co masz na myśli, ale uważam, że przesadzasz.
Tu nie chodzi o brak wyobraźni. Czym innym jest film, który jest horrorem, sci-fi czy jakimś zmyślonym kryminałem a czym innym ujęta w ramy musicalu, ale jednak względnie poważna (przynajmniej w teorii) historia. I powtarzam, skoro gość nie chciał się trzymać realiów Meksyku, to po co umieścił akcję akurat w Meksyku? Po co mu to było potrzebne? Taki sam efekt by osiągnął umieszczając akcję we Francji, którą zna. A scenariusz o Bostonie o którym piszesz to z kolei zły przykład z Twojej strony. Bo nikt nie oczekuje od filmu totalnego realizmu, nie widzę przeszkód by ktoś zrobił historię o takim szpitalu w Bostonie jeśli to totalna fikcja. Ale jak tego Bostonu nie będzie w tym filmie, nawet udawanego przez inne miasto, ludzie nie będą mówić z bostońskim akcentem (dla Amerykanów jest on bardzo wyraźny) to wszyscy stwierdzą, że nie jest to zbytnio dopracowany film chociażby pod kątem reżyserii, scenariusza, scenografii itd. Taki film nie ląduje w kategorii nominowanego do 13 oscarów arcydzieła.Jak to nazwała Agatonik "dzieło kompletne". Bua ha ha.
"Tak samo zresztą jak w temacie osób trans. Te środowiska czują się tym filmem oplute, spłycone, ośmieszone"
Czy te osoby nie odróżniają fikcji filmowej od realnego życia? To też nie jest dokument. Jakby zrobił film, w którym wszyscy policjanci są skorumpowani to policjanci też powinni obrazić się na ten film? To jakaś paranoja.
Nie jest to dokument, ale film ten powstał w celu m.in. opowiedzenia o pewnych aspektach tego środowiska. Inaczej po co twórca brałby za temat tranzycję z mężczyzny na kobietę? Tak samo jak z kulturą i krajem. Nie można brać sobie wszystkiego co popadnie jak się chce, szczególnie jeśli jest to powiązane z jakimiś grupami społecznymi z konkretnymi problemami. To tak jakby wziąć alkoholików, narkomanów czy bezdomnych i zrobić o nich płytką historyjkę z której wynika, że wystarczy uwierzyć w siebie i problemy miną. To znaczy można to zrobić, proszę bardzo, tylko to do niedawna było domeną podrzędnych twórców kina klasy B i C, a tu mówimy o uznawanym przez wielu za arcydzieło filmie, który ma 13 nominacji do oscara. Bodaj pierwszy film w historii, który ma nominację za scenariusz, który na bank był przepuszczony przez chata gpt albo google translate i to bez większej redakcji. Potworne zaniżanie standardów.
A propos tej piosenki i tej sceny to pierwszy raz ją teraz obejrzałem. Wiadomo, jest trochę wyrwana z kontekstu, ale w sumie jest dość zabawna, nie wiem czy tworzy to spójność z całym filmem, czy stanowi to jakiś element odskoczni, ale już bez przesady.
Te krótkie fragmenty co widziałem to też wskazują raczej na wysoki poziom aktorski, zwłaszcza Zoe Saldany, która podobno gra nawet rolę życia. Jak obejrzę to ocenię sam całość.
Czyli jak rozumiem film dla koneserów filmowych, filmwbowych smakoszy tak? Z głębią, dobrymi zdjęciami, przenośnia na każdym kroku itp?
nazwanie tego filmu sztuką to obraza dla sztuki każdego rodzaju. a by uznać te piosenki za jakkolwiek dobre trzeba być głuchym, bo nawet ktoś, kto lubi disco polo, uznałby je za okropne, bo tak złych tekstów nawet tam nie ma.
tak, kompletnie się sprzeciwiam, że spodobało ci się takie coś, bo nawet filmem mi to ciężko nazwać. czuję się obrażony jako osoba mająca mózg, o inteligencji nie wspominając. jedyne usprawiedliwienie jak się przyznasz, że ćpasz więcej niż jesz. to wtedy dałoby się zrozumieć chociaż nie wybaczyć.
a 10 dla tego filmu obraża każdy film jaki kiedykolwiek powstał, każdego reżysera i aktora. wstydź się. wstydź się, ze ci się coś takiego podoba. wstydź się, ze się do tego przyznałaś.
Przyznaj, że jesteś opłaconym trollem, bo nie wierzę, że ktokolwiek mógłby dać 10 tej parodii.
Przypomina mi to sytuację z kacwawa i reżyserem który z 50 kont bredził na temat geniuszu własnego „dzieła”