Tyle w temacie, w dodatku z rozbrajająco przerysowaną gangsterką.
Lipa. Niedorzeczny scenariusz, niepotrzebne wstawki musicalowe, tryb damy chwytliwy temat to może złapiemy trochę hajpu,będą statuetki. No nie, nie dam się nabrać. I nie pomoże tysiąc krytyków pompujących tę dziwaczną hybrydę. W promocji typowy dla współczesnych czasów ukryty szantaż , musisz mlaskać z zachwytu bo jak nie to się nie znasz, zacofany jakiś jesteś,małomiasteczkowy. Tymczasem to po prostu szmira, ze zmianą płci czy bez.
Na dodatek obrażająca nie tylko osoby trans, ale też ofiary prawdziwych karteli narkotykowych (o fanach musicali nawet nie wspominam). Film, który miał szansę być średnim, choć solidnym, dramatem, rozszerzony o wybitnie nijakie piosenki, co zrobiło z niego jeszcze gorszy musical. Trzeci akt w swojej idiotyczności wołający o pomstę do nieba - nieskutecznie, bo już na wstępie bóg twórców opuścił. Po Złotych Globach miałem takie "Ok, może faktycznie ten film zasłużył na tyle nagród, może to nagrody za jakość, nie za "reprezentację", dam mu szansę". Dałem i żałuję, bo jestem jeszcze mocniej wnerwiony na tegoroczne ZG. Widzę też, że oczywiście polscy krytycy, nie chcą być posądzeni o to że się nie znają i srają z zachwytu nad tym czymś. Boże w jakim my świecie żyjemy...
Modne, szeroko komentowane, dobrze ocenianie, to ściema i upadek kinematografii. Prawdziwe perły są poukrywane, o których nie mówi się w mediach.
Ja może nie mam jakiegoś wybitnie wyrobionego gustu filmowego. Nie mam też ulubionych reżyserów, czy gatunków. Ot, lubię filmy i seriale i oglądam dużo wszystkiego. Czasami podobają mi się rzeczy obiektywnie złe, ale jakoś "czuję" te filmy. Potrafię docenić pomysł, a nawet podnieść ocenę bo widzę, że w coś było włożone serce - nawet jeśli film, czy serial wyłożył się jak długi na własnym scenariuszu. Kiedy wszedłem dzisiaj po seansie na stronę "Emilii" na Filmwebie i spojrzałem na oceny krytyków to złapałem się za głowę. Ja zakładam, że mogę być po prostu debilem, który się nie zna, ale na ogół jeśli trafiam na film który mi się nie podoba, ale jest powszechnie ceniony to wyczuwam dlaczego i wiem że po prostu mi nie leży... De gustibus... W tym przypadku naprawdę nie wiem. I szczerze nie rozumiem zachwytu.
Emilia nie sprawdza się jako musical, bo muzyka nie prowadzi tu fabuły, niczego nie spina, nie ma motywów, które przewijają się w tle i są wartością dodaną do narracji. Kilka pretekstowych piosenek, z których może ze dwie wpadają w ucho chociaż 5 minut po seansie człowiek już ich nie pamięta.... No dobra, fatalna scena z Gomez i Karaoke, będzie do mnie wracać w koszmarach. To na pewno. Wszystko to, co próbowano przekazać tutaj muzyką, mogło spokojnie być podane inaczej. Więc musicalem ten film jest boleśnie na siłę. Tym bardziej, że dwie osoby na krzyż, może trzy, potrafią tu śpiewać.
Sama tematyka filmu... Gdyby skoncentrowana została na tranzycji i związanych z nią problemach głównej bohaterki (odbiór społeczny, nietolerancja, rodzina itd.)- super. Ale motywy przewodnie są tu przynajmniej trzy, z czego żaden nie jest potraktowany z należytą uwagą, przez co ten film jest wybitnie o wszystkim i o niczym. Artystyczne kino jest super. Nawet przeintelektualizowane kino potrafi być super. Ale ten film jest przekombinowany. A jednocześnie - paradoksalnie - nieprzemyślany. Saldana jest w tym filmie super, ale ona nie jest w stanie (dla mnie) tej produkcji unieść.
Co było takiego fatalnego w tej scenie karaoke? Chce to zrozumieć ponieważ ja jestem oczarowany tym filmem!
No i znamienne jest też to, że na zagranicznych portalach ten film ma o wiele niższe oceny. Ba, jest krytykowany i przez osoby transpłciowe i przez Latynosów. No ale... Polscy krytycy wiedzą lepiej <3
Nie wiem po co wyskakujesz z tym XDDDD, jak ewidentnie racji nie masz ale ok. Przykładowo we Francji na Allocine średnia z ocen krytyków to 4.1/5, a w Hiszpanii film został nazwany najlepszym filmem roku, z ankiety przeprowadzonej wśród 80 krytyków dla magazynu Kinotico. Najpierw sprawdź, potem się odzywaj. (xddd)
Niestety takie czasy nastały. Kiedyś facet w filmach to był facet a nie pussycat. Teraz nawet bossowie karteli biegają w tęczowych barwach z napisem na koszulce i like anal terror.
Zgadza się, to jest śmieszne. Masz Mela Gibsona awatara, i takich mężczyzn chciało się oglądać, a nie frajerów, którzy nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić.
KICZ jest teraz w cenie. LGBTQ rules too.... Tylko czekać jak wystawi swoją kandydaturę w wyborach. Co 5 to nie 1. Przywrócić Radę Państwa. Lichota, tandeta, bubel - z niemieckiego ,,Kitsch". Kicz na prezydenta.
Oskary nie są wyznacznikiem. To impreza dla osób, które mają w dupie kino. Gdyby było inaczej na tej galii nominowali by więcej filmów obcojęzycznych. A tak to robią sobie amerykańskie święto. To jest wykluczenie reszty świata. Moje ulubione filmy z tamtego roku nie były żadnej liście Dolarowej