Inteligentne science-fiction

Muszę przyznać, że sci-fi z lat 60-tych nie brzmi jakoś mega ciekawie, ale na szczęście poza dwiema scenami nie było widać, by ów twór się jakoś specjalnie zestarzał przez blisko pół wieku. Co najważniejsze Fahrenheit to dzieło wielopoziomowe, które można odbierać na kilka sposobów i aż żałuje, że oglądałem go tak późno w nocy, przez co radość z oglądania filmu Truffaut była znacznie mniejsza. Pierwsze co bije po oczach, to siła przekazu. Francuzowi udało się zrobić film, którego przekaz jest niesamowicie silny. Ja Fahrenheit 451 odbieram przede wszystkim jako krytykę totalitaryzmu dążącą do uniformizacji i ogłupienia społeczeństwa. W końcu to inteligencja zawsze była przeciwnikiem totalitarnych reżimów, a wszelkie jednostki które różniły się od szarej masy uważano za wrogie ustrojowi. Przynajmniej ja tak ten film odbieram, ponadto można tutaj dostrzec krytykę kultury masowej i dlatego zastanawiam się jak będzie wyglądać szykowany przez Franka Darabonta remake dzieła na podstawie powieści Bradburry'ego, zwłaszcza że Truffaut dosyć sporo (podobno) odbiegł od wersji książkowej. Z aktorów muszę pochwalić przede wszystkim Julie Christie. Udało jej się coś niesamowitego - była niezwykle przekonująca jako dwie zupełnie różne postaci! I co najważniejsze ich podobieństwo kończyło się na urodzie pani Christie - mimika, profil psychologiczny postaci zupełnie inny. Muszę jeszcze pochwalić Oskara Wernera, ale Christie zjadła go aktorsko, oczywiście moim skromnym zdaniem, chociaż jego Montag był przekonujący i też niezwykle wewnętrznie skomplikowany. Jedyne co mnie irytowało to niezamierzony kicz w paru momentach, chodzi mi głównie o latających strażaków. Pod względem montażu, zdjęć i muzyki wszystko na ładnym poziomie, muzyka bardzo skutecznie budowała klimat, a główny motyw - pojawiający się przy kolejnych akcjach straży pożarnej zapada w pamięci. Rozpisywać się dłużej nie będę, bo pewnie i tak nikogo nie zachęcę do obejrzenia takiego "starocia" chociaż naprawdę warto, głównie ze względu na Julie Christie i przekaz. Kilka scen z filmu jest naprawdę świetnych - przede wszystkim pożar domu oraz palenie książek - aż serce się kraje. Co jeszcze rozczarowało? Zakończenie, nie wiem czy takie było w książce, ale po obiecujących możliwościach reżyser wybrał chyba najgorszą opcję i w gruncie rzeczy wydaje się ono trochę nazbyt naiwne i rozwleczone. Zasłużone 7/10 z małym plusem

4
  • Jak w innym temacie wspomniałem, moim zdaniem film nie mówi o totalitaryzmie, lecz o człowieku nie pasującym do otoczenia. Człowiek, który dławiąc się w środowisku zainteresowanym przyziemnymi sprawami, czuje się osaczony i rozwiązanie znajduje w ucieczce do świata fikcji literackiej który jest go w stanie zrozumieć i dać mu nadzieję.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: