Chciałbym wiedzieć czego unikać :)
Przyznaję - nigdy nie widziałem Godzilli. Nigdy nie sięgałem po kino tego rodzaju. Trailer zrobił na mnie niesamowite wrażenie i przekonał mnie do wyjścia na seans, do nadrobienia kultowego tytułu.
Miałem nadzieję, że dzięki dźwiękowi, muzyce i efektom specjalnym na wielkim ekranie poczuję się spełniony pomimo ewentualnego scenariuszowego kiczu. Chociaż nie nastawiałem się na niego. Na pewno nie w takiej skali. Mój błąd. Baaardzo się rozczarowałem.
Postacie, ich zachowania na poziomie przerysowanej, sitcomowej fryzurki doktorka Crynstona i jego wschodniego kolegi po fachu, który lata z roztwartą japą idealnie odzwierciadlającą moje odczucia na sali: "zaraz. sieeet... skąd ja się tu wziąłem? halo, o czo tutaj chodzi?! halo, halo?!"
Rozwleczone sceny budujące "napięcie", którego w ogóle nie ma.
Jak tak przerysowany do bólu, bajkowo-komiksowy scenariusz ma utrzymać jakikolwiek klimat? Koszmarna nuda. Bajczeka, w której można znaleźć trochę dramatu, miłości, akcji, nauki.
Do tego dwa robale, którym bliżej do robotów niż do robali.
Efekty specjalne i dźwięk to zdecydowanie za mało. Moje największe rozczarowanie. A miało być tak pięknie... Nie polecam.
Zastanawiam się czy można pozytywnie ocenić ten film nie patrząc przez pryzmat sentymentu.