To mój pierwszy post na forum, zazwyczaj w takich rzeczach nie uczestniczyłem ale teraz muszę się wypowiedzieć. Jako mały dzieciak miałem całkiem dobry dostęp do filmów VHS a w tym do Godzilli. Moją ulubioną częścią była Godzilla vs Mechagodzilla z 93 roku, jak dla mnie najlepsza część z wszystkich z tamtego okresu. Dla hejterów, by mieli się gdzie wypowiadać, że i ta z 98 roku, czyli tzw. "Zilla" również bardzo mi się podobała. Jednak nie o tym mowa. Poszedłem do kina z radością, że film mojego dzieciństwa znów pojawił się w kinach i to w nowej, efektownej wersji. Dodam, że interesuje się efektami specjalnymi.
Pierwsza część filmu świetna, fajna akcja, całkiem ciekawie zapowiadająca się fabuła i ten klimat, to oczekiwanie - no kiedy ona się pojawi?! Kiedy wyskoczy Godzilla?! W sumie byłem bardzo zadowolony bo film zapowiadał się świetnie.
Jednak w drugiej połowie moja mina zaczęła nieco bladnąć a gorzki smak pojawiał się w ustach... Najpierw przez to, że jeden z głównych bohaterów (ten żołnierz) potrafił być co chwile w innym miejscu. Nie był zmęczony, ranny, no nic mu się nie działo mimo tego, że wpadł do rzeki i obudził się wpół przytomny. Ten gościu to raz. Jednak to jest mało znaczące, w końcu jesteśmy na Godzilli! No właśnie, pojawił się moment kiedy ta bestia się pojawiła. Stanęła w pełnej okazałości i koniec.... no ludzie kochani, czekałem żeby zobaczyć tego giganta tyle czasu a tu 2 sekundy i po Godzilli? Potem sytuacja powtórzyła się dwa bądź trzy razy. To już mnie dobiło kompletnie, byłem wręcz załamany, że tak schrzanili ten film! Że nie ma Godzilli. Na sam koniec trochę potratowali sytuacje tą króciutką walką. To była największa wada tego filmu - za mało Godzilli w Godzilli.
Rozumiem koncepcję twórców i to w jaki sposób próbowali opowiedzieć tę historię. Zabiegł mógł się udać, fajny pomysł, fajne efekty, fajne ujęcia i tak dalej. Jednak tak małej ilości Godzilli trudno będzie mi wybaczyć.
Wychodząc czułem niedosyt, brakowało mi tego gada. Mimo wszystko ciągle w uszach słyszałem ryk tej bestii, trzeba przyznać, że jest epicki. Godzilla wyglądała fantastycznie ale za MAŁO JEJ BYŁO!
Mimo wszystko z ogromnej empatii do tego filmu (co nie powinno mieć miejsca) dałem wysoką ocenę. Miejmy nadzieje, że pojawi się druga część w której Godzilla pokaże się odrobinę więcej :)
W Godzilli zawsze było mało tytułowego potwora. W takim Godzilla kontra król Ghidorah Godzilla pojawia się dopiero 30 minut przed zakończeniem filmu.
Weźmy uwagę, że to pierwsza część trylogii. Nie można było od razu dać wszystkiego. W kolejnych będzie jej na pewno zdecydowanie więcej.
W japońskiej serii było więcej Godzilli, nawet w filmie z 54 roku- przeważnie od chwili kiedy się pojawia (30, 40, 50 minut) to zajmuje do końca większość filmu, nie było kilkusekundowych cięć. W wspomnianym przez Ciebie filmie były pokazane dwie, długie sceny walki z King Ghidorą, dochodzi do tego jeszcze scena w którym Ghidorah niszczy miasto, oraz sceny z Godzillozaurusem (to też Godzilla, ale przed mutacją).
A wracając, gdy było za dużo potworów to film kiepsko się sprzedał:
https://www.youtube.com/watch?v=5EukSN6v0Xs
Niby tak, Final Wars to była moim zdaniem totalna porażka :) Jedynie to sama Godzilla mi się podobała.
Może fakt, że chcieli twórcy aby pozostał niedosyt, pewnego typu smak na jeszcze więcej Godzilli, jak tak będzie i będą kolejne części to już się nie mogę doczekać. Jednak w porównaniu do większości części i tak Godzilli było mało, może jestem straszny i strasznie marudzę no ale co, uwielbiam tę gadzinę i w wersji cyfrowej miałem ochotę widzieć jej nieco więcej. Mimo wszystko i tak nie żałuję, że byłem na filmie :) Pewnie obejrzę jeszcze drugi raz.