Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Star Wars: Episode VII - The Force Awakens

2015 2 godz. 15 min.
7,3 229 867
ocen
7,3 10 229867
21 251
chce zobaczyć
7,4 22
oceny krytyków
{"rate":7.3636365,"count":22}
{"type":"film","id":671051,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Star+Wars%3A+Episode+VII+-+The+Force+Awakens-2015-671051/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy
  • marmac66 ocenił(a) ten film na: 3

    Na początku chciałbym zaznaczyć, że „recenzja” będzie zawierała sporo spojlerów, choć będę starał się ograniczać pod tym względem, więc jeżeli ktoś nie oglądał filmu, to radzę nie czytać dalej . W szczególności, jeżeli ktoś nie jest przygotowany na swego rodzaju falę krytyki od fana, który tylko po to założył konto na Filmwebie .

    Od czego by tu zacząć - Chciałbym przede wszystkim powiedzieć, że moją intencją nie jest tzw „hejt”, tylko rzeczowe wypunktowanie wszystkich cech, które sprawiają, że nie mogę uznać, iż „Przebudzenie mocy” było filmem tak dobrym jak wynikałoby z większości recenzji, ani nawet zwyczajnie dobrym . Przyznam, że w przeciwieństwie do większości fanów (a zaliczam się do tych, którzy dość dobrze orientują się w Expanded Universe itd), moje przeczucia co do filmu, zwłaszcza po obejrzeniu trailerów nie były, delikatnie mówiąc, najlepsze . Postanowiłem jednak dać filmowi „czystą kartę” i podejść do niego w miarę możliwości bez jakichkolwiek, złych, czy dobrych oczekiwań . Czy była to dobra decyzja ? Chyba tak, bo gdybym oglądał film nastawiony na coś wielkiego skala rozczarowania byłaby jeszcze większa, natomiast zakładając od razu najgorsze nie byłbym w stanie go w miarę obiektywnie ocenić . Gwoli formalności: film oglądałem w wersji oryginalnej z polskimi napisami, 2D . W miarę możliwości postaram się nie zamieszczać tutaj streszczenia fabuły (która swoją drogą i tak była szczątkowa), chciałbym jednak zanalizować wszystkie złe i dobre cechy tego filmu; podsumowanie i moje czysto osobiste wrażenia zostawmy na koniec tej recenzji .

    Nie da się ukryć, że fabuła jest podstawą niemal każdego filmu, a już w szczególności filmu, którego przeznaczeniem nie jest bycie subtelną, filozoficzną opowieścią, w której niewiele się dzieje jeśli chodzi o akcję . Moim pierwszym wrażeniem jest to, że była ona niezwykle chaotyczna . Jak później się dowiedziałem, film został znacząco „przycięty” i niestety jest to bardzo widoczne, zwłaszcza w drugiej połowie, kiedy ma się wrażenie, że wszystkie wydarzenia następują po sobie w niezbyt logiczny sposób, a przede wszystkim, całość wydaje się dziwnie „przyspieszona”, jakby starano się zmieścić jak najwięcej scen i wątków w jak najkrótszym filmie, mniej więcej jak to zdanie . Drugie wrażenie : niezwykła banalność fabuły . Okej, nie spodziewałem się czegoś niesamowitego po „Gwiezdnych Wojnach”, ale bez przesady: całość filmu sprawiała wrażenie dziwnego miksu „Nowej Nadziei” oraz gier „Knights of the Old Republic” I i II . Nie chodzi nawet o brak głębszej treści, ale o sam fakt bezczelnego kopiowania schematów z poprzednich filmów oraz innych elementów tworzących Expanded Universe; aby wymienić tylko kilka: młoda, biedna, wychowująca się na pustynnej planecie bohaterka zostaje wplątana w walkę ze ZŁYM rządem w tym przypadku części Galaktyki, pomagają jej rozbitkowie z atakowanego przez „złeeee” siły statku, antagoniści dowodzeni są przez wyznawcę Ciemnej Strony w masce (Oh, hi Darth Revan ! ),obie strony szukają brakujących części mapy, wskazującej drogę na nieznaną planetę, uciekają SOKOŁEM MILLENIUM, następnie zostają pojmani, uciekają, trafiają na lesistą planetę (?), gdzie mieści się baza rebeliantów, a w kulminacyjnej scenie niszczą przy pomocy x-wingów gigantyczną stację kosmiczną/superbroń zdolną niszczyć całe planety . Czy czegoś to nie przypomina ? Między innymi to sprawiało, że fabuła była do bólu przewidywalna, ale można by było to jeszcze przecierpieć, gdyby nie fakt, że ze względu na jej wtórność wobec poprzednich części oraz słabą grę aktorską, nie była mnie ona w stanie zainteresować, chociaż naprawdę się starałem i niemal cały seans wytrwale obserwowałem ekran, mimo iż miałem ochotę wyjść .

    Pomijając już fabularny recykling, należy dodać też do tego całe mnóstwo nieścisłości i całkowicie nielogicznych rozwiązań, które pojawiają się w całym filmie . Z tych najbardziej rażących wymienię chociażby: skąd nagle na planecie, gdzie bohaterowie spotykają Maz Kanatę podczas ataku sił Nowego Porządku pojawiają się x-wingi Ruchu Oporu ? Imperatyw narracyjny, czy deus ex machina ? Jak Nowy Porządek zdołał zbudować superbroń wielkości całej planety, skoro kontrolujące całą niemalże galaktykę Imperium potrzebowało wielu lat i ogromnych ilości surowców, siły roboczej i pieniędzy aby zbudować Gwiazdę Śmierci ? Skąd Maz miała miecz Luke'a ? Dlaczego Han bez w zasadzie żadnego powodu postanowił porzucić Leię i zostać z powrotem przemytnikiem ? Czemu w jednej z pierwszych scen, aby uniemożliwić Finnowi i Poe'owi wylot z hangaru myśliwcem TIE po prostu nie zamknięto bramy, lub nie wypuszczono setek innych myśliwców w pościg, które musiały przecież znajdować się na tak dużym statku ? Przykłady te można mnożyć, ale idźmy dalej .
    Subiektywnie umieszczam soundtrack na drugim miejscu, bo dla mnie osobiście jest to jeden z najważniejszych, jeśli nie najważniejszy element każdego filmu i dobra muzyka jest w stanie przykryć naprawdę wiele niedociągnięć . Niestety, znowu tu nie mogę go pochwalić . Zastanówmy się tak szczerze: czy pamiętamy jakiś charakterystyczny motyw muzyczny, który był oryginalny dla tej, tylko tej części ? Albo scenę, gdzie był on niesamowicie dobrze dobrany ? Ja nie jestem w stanie wskazać niczego takiego . Dobre fragmenty muzyczne wykorzystywały znane motywy ze starszych części i osobiście miałem wrażenie, że wstawiono je nie dlatego, że pasowały do scen, ale aby obudzić nostalgię widza . Natomiast wszelkie oryginalne fragmenty muzyczne były niesamowicie nijakie, mało charakterystyczne i niezapadające w pamięć . Przez to i mam wrażenie, że w moim przypadku głównie przez to, nie czułem klimatu „Gwiezdnych Wojen” . Nie miałem poczucia, że oglądam kolejną część sagi, tylko raczej coś w rodzaju filmów Marvela .

    Będę do bólu szczery co do tego co myślę o scenariuszu i grze aktorskiej: to były jedne z najbardziej sztucznych, drętwych, nienaturalnych i pompatycznych dialogów jakie kiedykolwiek widziałem w filmie . Mówię na razie tylko i wyłącznie o ich treści . To jeszcze nie był poziom takich arcydzieł jak „The Room” czy „Foodfight”, ale jak dla mnie było blisko . Moja cierpliwość ostatecznie wyczerpała się w momencie, kiedy pokazując C-3PO scenarzyści poczuli się zobowiązani włożyć postaci w usta przedstawienie się, wyjaśnienie że ma rękę innego koloru i jedną z najbardziej ordynarnych tzw . (za Nostalgia Criticiem) „exposition” jakie w życiu widziałem, a widziałem wiele . . . Najgorsze są chyba jednak dialogi pomiędzy parą głównych bohaterów prowadzone podczas ucieczki Sokołem Millenium, które wydają się jeszcze bardziej sztuczne (tak, to możliwe ! ), niż w reszcie filmu . Generalnie dużym problemem jest zbyt szybkie budowanie kompletnie niewiarygodnych relacji emocjonalnych między postaciami, które nie dość, że znają się od pięciu minut, to jeszcze do niedawna walczyły po przeciwnych stronach (dotyczy to przede wszystkim Finna i Rey oraz Finna i Poe) . Osobną kwestią jest gra aktorska, która w przypadku każdego z aktorów jest po prostu słaba i/lub zła na swój własny, unikalny sposób . Przede wszystkim, nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego J . J . Abrams, mając do dyspozycji tak gigantyczny budżet, wybrał do głównych ról nie tyle nieznanych aktorów, co nieznanych aktorów, którzy nie wykazali się żadnym szczególnym talentem, a w każdym razie na pewno nie w tym filmie . Daisy Ridley wydaje się niesłychanie sztuczna, podobno sam reżyser określił jej grę jako „drewnianą” . Nie wiem czy to prawda, ale to określenie świetnie pasuje, zwłaszcza, że mamy całe sceny kiedy po prostu wpatruje się w innych aktorów bez jakichkolwiek emocji na twarzy, np kiedy słuchają opowieści Hana na Sokole Millenium . Spotkałem się z pochwałami co do tego, iż postać ta jest „feministyczna”, jednak mnie osobiście wydaje się to nieuzasadnione . Być może dlatego, że sam fakt, że jednym z głównych bohaterów jest kobieta i że podejmuje ona walkę, także dosłowną jest dla mnie czymś całkiem naturalnym i nie widzę w tym nic rewolucyjnego . To prawda, że zarówno fandom jak i filmy sagi były dotychczas mocno zmaskulinizowane, ale mieliśmy też silne postaci kobiece, jak Leia (najmłodsza senator w historii Republiki i Imperium, jedna z przywódczyń Rebelii, w expanded universe prezydent Nowej Republiki), Padme Amidala (królowa Naboo, senator), Mon Mothma (również senator, przywódczyni Rebelii), czy znani rycerze Jedi płci żeńskiej jak Ayla Secura, Luminara Unduli i wiele innych . Kobiety te potrafiły się realizować nie tylko jako polityk, ale także często matki oraz aktywnie potrafiły walczyć w interesie swoim i innych . Na tym tle nie widzę w postaci Rey nic rewolucyjnego, zwłaszcza przy słabym poziomie gry aktorskiej Ridley . John Boyega nie wydaje się aż tak „sztywny”, ale nie da się ukryć, że brak mu charyzmy i „tego czegoś” co sprawiłoby, że nadałby swojej postaci jakiś bardziej wyrazisty charakter, coś co sprawiałoby, że nie wydawałaby się ona tylko jednym z setek identycznych protagonistów . Adam Driver jako Kylo Ren sprawia niedorzeczne wrażenie . Może częściowo miało tak być, że jeden z głównych przeciwników wciąż jest jeszcze adeptem z wieloma problemami emocjonalnymi, jednak nie sądzę, aby celem twórców było stworzenie sithańskiego teen drama . Sceny kiedy dostaje on szału i jak rozkapryszone dziecko demoluje pomieszczenia mieczem świetlnym są w dużej mierze po prostu śmieszne w odbiorze . Aktorzy ze „Starej trylogii”, czyli Carrie Fisher i Harrison Ford, grają jakby bardzo chcieli mieć to już za sobą oraz częściowo zdawali sobie sprawę z tego, że to co z tego wyniknie nie będzie dobrym filmem . Nie będę wypowiadał się o Marku Hamillu, który miał tylko jedną scenę, podczas której nie powiedział ani słowa (swoją droga, Luke tak po prostu stał sobie cały czas na szczycie tej skały i kontemplował ocean ? A może specjalnie wszedł na nią, aby malowniczo wyglądać i zmusić Rey do wspinaczki na samą górę ? Nie chcę się czepiać, po prostu wykazuję brak elementarnej logiki w konstruowaniu fabuły . ) Za to już wchodząc w takie małe uszczypliwości : DYSZENIE . Nie wiem, czy ktoś jeszcze to zauważył, ale główni bohaterowie zwłaszcza Finn, niesamowicie często dyszą . Naliczyłem co najmniej 10 scen dyszenia od początku filmu . To tak dla informacji, jeśli ktoś zwrócił na to uwagę . Między innymi słaba gra aktorska połączona z momentami hmmm . . .nietypowym operowaniem kamery w postaci nagłych zbliżeń rodem z gdy komputerowej, sprawiało, że czułem się jakbym oglądał coś co w połowie jest gameplayem gry RPG, a w połowie nie samym filmem, a relacją z planu, gdzie kręcony jest film, który podobno właśnie oglądam . Ten drugi przypadek dotyczy przede wszystkim wszystkich scen z udziałem aktorów ze „Starej trylogii” .

    Kolejnym elementem, który mnie osobiście niesłychanie irytował (aczkolwiek nie mogę go w pełni zaliczyć do obiektywnych kryteriów oceny jakości filmu, gdyż jest w dużej mierze motywowany gustami) był humor, czy raczej „humor” . Zabrzmi to może złośliwie, ale według mnie był po prostu żałosny . Zauważyłem „żarty”, które w większości opierały się na slapsticku w rodzaju, że dana postać podskoczy, droid wyciągnie zapalniczkę itd, a także niezręcznie wplecionych w dialog „zabawnych” uwagach . Nie wiem na ile jest to kwestia upodobań, ale dla mnie po prostu zwyczajnie nie były one śmieszne . Były sztuczne, umieszczone w dziwnych miejscach i wyraźnie „na siłę” . Nie będę się rozwodził już nad często występującymi również w innych amerykańskich filmach okrzykach, pojawiających się zwłaszcza w scenach walki, typu „oh yeeaah ! ”, które działają na mnie jak płachta na byka .

    Co do scenografii, kostiumów i ogólnie pojętej warstwy plastycznej filmu mam mieszane odczucia . Z jednej strony doceniam to, że dekoracje nawiązywały do stylu i technologii (zwłaszcza mam na myśli wnętrza baz i statków) pokazywanych w starej trylogii, co sprawiało wrażenie pewnej spójności w tym aspekcie . Doceniam także mniej lub bardziej udane łączenie obrazu generowanego komputerowo z modelami, co mimo wszystko częściej zakończyło się jednak szczęśliwie i stanowiło udane nawiązanie do stylu wszystkich poprzednich części . Dostaliśmy też kilka naprawdę pięknych ujęć, zwłaszcza uwzględniających rozbite imperialne statki na powierzchni Jakku . ALE . Niestety zawsze musi być jakieś „ale” . . . Osobiście miałbym dwa główne zarzuty i jedną, nazwijmy to tak: opinię, a kwestii tego, czy to zaleta, czy wada nie zamierzam rozsądzać . Pierwsza wada: leniwie zaprojektowane planety . Przykro mi to mówić, ale akcja rozpoczyna się na Tatooine II, potem przenosi na Yavin/Endor II, kulminację ma na Hoth II/Gwieździe Śmierci model Milion, a finał następuje na planecie „Skończył nam się budżet”, która, co smutne, jest najbardziej oryginalną z nich wszystkich . W skrócie dostaliśmy pustynną planetę, lesistą planetę z ruinami, zimowo-górzystą planetę i właśnie tą szczęsno-nieszczęsną ostatnią . Ach tak, po drodze zniszczone zostaje też kilka Alderaanów/Coruscant które pojawiają się na ekranie na kilka sekund... Druga wada: ruch i wykonanie modeli/kostiumów/lalek, z szczególnym uwzględnieniem przedstawicieli obcych ras . Tak, widzę czytelne nawiązanie do estetyki starej trylogii, ale nie ukrywajmy : bardzo wiele zastosowanych wówczas rozwiązań było podyktowanych uwarunkowaniami technicznymi, a i tak dostaliśmy w niektórych przypadkach komicznie wyglądające postaci (Admirał Ackbar wygląda mniej realistycznie niż w „Powrocie Jedi” . . . ) . Twórcom filmu polecam zapoznanie się z brytyjskim serialem dokumentalnym „Wędrówki z dinozaurami”, który stanowi według mnie jeden z najlepszych przykładów realistycznie wykonanych modeli i lalek, które dobrze wyglądają na ekranie, poruszają się naturalnie i współgrają z ujęciami generowanymi komputerowo wykonanymi przecież już dobre parę lat temu . Uwaga ostatnia/opinia: nie wiem, czy jestem w tym osamotniony, ale patrząc na sposób operowania kamery, zwłaszcza w ujęciach z dużej odległości i koncentrujących się na pejzażu zimowym miałem wrażenie, że oglądam gameplay z Battlefront III . Nie jest to zarzut, czy zaleta, a raczej po prostu obserwacja .

    Czuję też potrzebę poświęcenia osobnego akapitu finałowej walce . Nie będę jej streszczał, gdyż jak już pisałem, przede wszystkim kieruję tę recenzję do osób które już widziały film . Czytałem też liczne opinie osób broniących w tej kwestii zarówno filmu, jak i niezadowolnych z jej przebiegu . Cóż . . . jeśli chodzi o mnie, to mam wrażenie, że usprawiedliwianie filmu wynikać może tylko z niewiedzy na temat świata Gwiezdnych Wojen i nie winię nikogo za to, bo często są to naprawdę niuanse . To prawda, Kylo Ren w czasie walki był ranny, był jeszcze adeptem oraz nie panował do końca nad swoimi emocjami; ze wszystkim tym się zgadzam . Jednak na ile prawdopodobne jest, aby osoba która trzyma miecz świetlny najprawdopodobniej pierwszy raz w życiu była w stanie pokonać kogoś, kto od dzieciństwa szkolił się w walce ? Usprawiedliwiane jest to tym, że Rey doznała tytułowego „przebudzenia Mocy”, ale jeśli ktoś zagłebi się w świat „Gwiezdnych Wojen” to dowie się, że w gruncie rzeczy walka mieczem świetlnym opierała się przede wszystkim na umiejętnościach szermierczych oraz sile fizycznej (jak każda walka bronią białą, mówię z doświadczenia), a znaczenie umiejętności związanych z kontrolą Mocy było w niej raczej marginalne . Dla porównania, Luke w całej „Nowej Nadziei” nie odbył żadnej walki, tylko szkolił się m . in . właśnie w posługiwaniu się mieczem, nie tylko kontroli Mocy; a w walce z Vaderem pod koniec „Imperium Kontratakuje” zostaje łatwo pokonany, traci rękę i tak naprawdę jedynym powodem, dla którego przeżył jest to, że Vader chciał go oszczędzić, aby spróbować przeciągnąć go na Ciemną Stronę . Pojawiają się hipotezy, że Rey jako dziecko mogła być szkolona na Jedi, ale nawet jeśli, to jej nagle „przywołane” umiejętności nie mogłyby stanowić konkurencji dla nieustannie szkolonego wojownika, jak Kylo Ren . Osobną kwestią jest sama choreografia walki, która jest najsłabsza w całej serii, poza walką Obi Wana z Vaderem w „Nowej Nadziei”, jednak należy oddać sprawiedliwość twórcom, że wtedy nie do końca wiedzieli zapewne jak chcą to przedstawić, mieli większe trudności techniczne oraz obaj bohaterowie fabularnie nie byli najmłodsi . Nie chodzi o to, aby umieszczać w walce niesamowite akrobacje, ale ta pokazana w „Przebudzeniu Mocy” wyglądała po prostu leniwie, sztucznie i zwyczajnie . . . nudno .

    Kilka dodatkowych, małych szpilek (i plusików) ode mnie pod koniec, przed którymi nie mogę się powstrzymać:

    - Maz Kanata jest dla mnie nowym Jar Jar Binksem . Przepraszam, to raczej subiektywne odczucie, ale postać, sposób jej przedstawienia, treść dialogów były niezwykle irytujące i pompatyczne .

    - Wprowadzenie w sytuację polityczną w Galaktyce po 30 latach, które minęły od „Powrotu Jedi” jest szczątkowe, żeby nie powiedzieć niemal żadne . Nie wiemy jak silne są strony konfliktu, gdzie chociaż mniej więcej, się on rozgrywa w skali całej Galaktyki, jaka jest jego geneza: dostajemy tylko ochłapy fabularne w postaci napisów początkowych i relacji Hana Solo zamkniętej w kilku zdaniach .

    - Mam wrażenie jakby imiona bohaterów zostały wygenerowane w internetowej aplikacji służącej do tworzenia randomowych imion ze świata „Star Wars” . Kylo Ren, Ren, Finn, Poe – wszystkie są perfekcyjnie jednosylabowe, aby łatwo je było zapamiętać i dobrze się sprzedały . Plus osobisty przytyk: cały czas myślałem o Lanie del Rey i Alanie Edgarze Poe .

    - Stylizacja Nowego Porządku na Nazistów jest momentami niemal groteskowa, zwłaszcza kiedy jeden z oficerów przemawia do szturmowców na tle wielkiego, czerwono-czarnego sztandaru; krzycząc, opluwając się i sprawiając ogólne wrażenie, że za chwilę wyrośnie mu charakterystyczny wąsik . Brakowało jeszcze tatuażu na czole z napisem „JESTEŚMY ŹLI” .

    - Nieustanne nawiązania, czy wręcz przekopiowane z części IV, V i VI sceny były nachalne i jak wiele innych elementów sprawiały wrażenie, jakby zostały umieszczone w filmie wyłącznie w celu obudzenia u widza uczucia nostalgii, ale zamiast tego budzą raczej irytację tym, jak słabo wypadają w porównaniu z oryginałem .

    - Pokazano krew . Dla mnie osobiście jest czymś ważnym, aby filmy w których ludzie giną, były wierne rzeczywistości: pokazywały, że to nie jest zabawa, taka gra; tylko śmierć jest ostateczna i najczęściej niezbyt estetyczna oraz okrutna . Zwłaszcza w kontekście tego, że poprzednie części sagi raczej unikały widoku krwi, chociaż trup nieraz słał się gęsto (w końcu to „Gwiezdne WOJNY”), to sceny kiedy bohaterowie byli realistycznie ranni, oraz sam początek filmu, kiedy całkiem dobrze pokazano masakrę cywilów dokonaną przez siły Nowego Porządku zasłużyły u mnie na zdecydowany plus .

    Podsumowując, film oceniam jako słaby . Nie czułem atmosfery „Gwiezdnych Wojen”, raczej wysokobudżetowych blockbusterów Marvela, które wszystkie odbieram jako takie same, z prostą fabuła, produkowanymi na taśmie fabrycznej postaciami, męcząco nieśmiesznym humorem i rozwiązaniami deus ex machina . Do tego dołóżmy słabą grę aktorską, okropne dialogi, chaotyczny scenariusz, powielanie schematu wydarzeń z poprzednich części, brak charakterystycznego, czy też wręcz jakiegokolwiek oryginalnego soundtracku, irytująca postać Maz, trzydziestoletnia dziura fabularna, co do której mam dziwne przeczucie, że nie będzie zbyt dokładnie wypełniona, jeżeli w ogóle i mamy w miarę pełen obraz tego złego, czym przytłoczył mnie ten film . Starając się silić na maksymalny obiektywizm: nie są to dobre „Gwiezdne Wojny” (zaryzykuję nawet twierdzenie, że nie są to w ogóle „Gwiezdne Wojny”) i niestety po prostu nie jest to dobry film, nawet oceniając go poprzez nieco łagodniejsze kryteria wysokokomercyjnej produkcji, która musi podobać się możliwie najszerszemu gronu odbiorców . Pójścia na film paradoksalnie nie odradzam i nie żałuję, bo gdybym tego nie zobaczył to nie uwierzyłbym, że można było aż tyle w nim popsuć . Przykro mi to mówić, ale momentami miałem wrażenie jakby ktoś celowo chciał napisać najgorszy scenariusz jaki tylko da radę . Realistycznie patrząc, przypuszczam że winne było tu lenistwo twórców filmu, który machina marketingowa skazała na sukces . Tyle jeśli chodzi o recenzję właściwą, gdzie starałem się być jak najuczciwszy wobec filmu i siebie . Co do czysto personalnego, nieco emocjonalnego odczucia, czułem się jakby mi zrobiono lobotomię: film zaczął się średnio/dobrze, był umiarkowany do połowy filmu, a potem mój ból tylko rósł, aż w końcu poczułem się na niego kompletnie zobojętniały i byłem gotów przyjąć już wszystko czym zaatakuje mnie obraz .

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 3

    marmac66 Ten film wygląda jakby spece od marketingu od Disneya dokładni przeanalizowali co zrobić i jak zrobić żeby film się sprzedał i wysmażyli odgrzanego kotleta który z jednej strony zżyna ile się da ze starej trylogii a z drugiej jest robiony według formuły współczesnego blockbustera. Czyli szybciej, efektowniej lepiej i im mniej sensu tym lepiej. Produkt jak wyżej wymieniona Lana Del Rey. Nawet wady filmu wydają się celową robotą.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 3

    Nawet zakończenie filmu przypominało sceny po napisach filmów Marvela które zachęcają do obejrzenia kolejnego odcinka:)

  • Himiteshu ocenił(a) ten film na: 9

    Bo to jest część trylogii?

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 9

    Himiteshu Tak ale film długometrażowy nawet jeśli stanowi część czegoś to powinien jednocześnie być dziełem skończonym i zamkniętym. A nie że nic nie wyjaśnią i słabo zarysują problem bo już następna część się robi. Dlatego po części FTA to kiszka bo wygląda na dosyć słabo nakreślone wprowadzenie do serialu a nie film. Niestety to staje się praktyką powszechną i filmy kinowe rozciągane są na siłę i dzielone żeby zarobić jeszcze więcej hajsu.

  • Himiteshu ocenił(a) ten film na: 9

    Bo historia jest dobra i warto ją kontynować???

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 9

    Himiteshu Więc czemu nie kontynuują tylko przerabiają stare scenariusze?

  • Himiteshu ocenił(a) ten film na: 9

    Przecież to jest kontynuacja, dzieje się 30 lat po Powrocie Jedi

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 9

    Himiteshu Teoretycznie tak, w praktyce to kopia scenariusza z 77 roku. Obejrzyj sobie znów Nową Nadzieję i możesz przekonać się jak dużo rzeczy zostało zwyczajnie zerżniętych z IV epizodu. Czwarta część Leia załadowała plany Gwiazdy Śmierci do pamięci astromecha R2-D2, epizod VII, popraw mnie jeśli się mylę:) Poe wkłada niemal kompletną mapę do BB-2 gdzie jest namiar na miejsce gdzie ukrył się Luke. Robota na pustynnej planecie znajdują Rey/Luke którzy są wieśniakami/zbieraczami złomu, jest też masakra wiosek oraz polowanie na dane z robotów. Luke/Rey uciekają sokołem z pustynnej planety pod ostrzałem. Potem sokół zostaje pochwycony i tak dalej, i tak dalej. Abrams tak jakby chciał zniszczyć wszystko co było do tej pory, zabija Solo, rozwala planety Republiki. Niestety nie oferuje w zamian praktycznie nic nowego. Kylo Ren wygląda po prostu jak mix Vadera z Anakinem dopiero przechodzącym na ciemną stronę, Rey archetyp silnej dziewczyny która wszystko umie i każdego pokona, Finn sympatyczny murzyn który chyba ma zastąpić Solo, Snoke, Maz Katana, zamienniki Imperatora i Yody z brzydkim CGI motion capture. Leia to już drugi plan, może to i dobrze, Poe tak sympatyczny że aż mdli, BB-8 zamiennik R2D2 C-3PO w sumie najbardziej znośny element w całym odcinku.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 9

    Ogólnie uważam że w tym filmie cała fabuła jest do dupy. To nowe zło powinno dopiero nadejść, dlatego tak fajnie wyglądały wraki na pustynnej planecie. Coś jak relikt dawnego porządku, dawnej historii. Niestety bardzo szybko Abrams psuje tą magię gdy przywraca dokładnie to samo co było, znów jakaś Gwiazda śmierci, dokładnie te same ujęcia jak Kylo Ryn obserwuje ten promień co ma rozwalić te planety. Film robiony bez pojęcia, fabuła jest dnem. Nie wiem co musiałby zrobić kolejny reżyser żeby to wszystko naprawić, podstawka jest fatalna, nie ma za bardzo co z tego budować. Kolejny reżyser powinien po prostu zrobić kolejną część po swojemu żeby tchnąć nowego ducha w ten relikt filmowy bo inaczej to już będzie naprawdę zgon tej marki.

  • O dokładnie, dobrze powiedziane z tymi wrakami, na tym powinna być budowana nostalgia, że czujesz koniec pewnego etapu i jeszcze do końca nie wiadomo co dalej, a przypominać powinien jakiś pojedynczy pojazd lub lokacja(smaczki, ogólnie tak ujmując, moim faworytem byłoby odwiedzenie opuszczonego budynku senatu na coruscant i widok z jakiegoś tarasu na szczątkowe elementy wskazujące, że stała tam świątynia )a nie wszystko identyczne. Co jak co, ale jakby od mrocznego widma latali xwingami, a klony od razu miały zbroje identyczna do szturmowca, to wcale nie pomogłoby w odbiorze prequeli.


    Do tego przydałaby się jakaś delikatna nieuksztaltowana Republika, albo galaktyka bez wyraźnej wspólnoty, bojaca się błędów przeszłości, idealne warunki na powstanie zagrożenia. To by dało pole do różnych fabularnych manewrów i jakoś uzasadnionej 'złej strony' (albo nawet kilku, na przykład sojusz dobrze rozwiniętych układów, sprawiający na początek wrażenie dobrego wyjścia (a potem jak z nastrojami w UE hehe) albo odbudowana Sparta galaktyki - Mando ). W sumie po wydarzeniach z ep7, odpowiednie napisy początkowe, ale przede wszystkim chociaż parę scen politycznej ekspozycji<!> których jednak brakło, mogłyby to jeszcze załatwić. Może i stara trylogia była kameralna, ale jednak prequele sprawiły, że czuć było skalę tego świata.

  • użytkownik usunięty

    dawdan08 Gdzieś czytałem że to tak jakby naziści kiedyś zbudowali Gwiazdę śmierci zdolną rozwalać planety a potem ci naziści zostali pokonani a resztki uciekły do ameryki południowej. Po jakimś czasie ci naziści znów zaczynają oficjalnie działać i budują jeszcze większą Gwiazdę śmierci zdolną tym razem zniszczyć wiele planet naraz a świat się temu wszystkiemu przygląda biernie jakby nic nie nauczył się na przeszłości. I takie jest Przebudzenie Mocy, ten film nie ma żadnego sensu. Tak samo Solo, po tylu latach facet nic się nie zmienia, zero odpowiedzialności, zostawia wszystko i znów z włochatym kolegą robi jakieś lipne interesy. To jest sequel? Nie to reboot/remake. Na pewno to nie są wydarzenia będące następstwem Powrotu Jedi.

  • W sumie słabe jest to, że wystarczyłoby sobie kupić ten Force Awakens Visual Dictionary, żeby wiedzieć więcej o filmie bez oglądania filmu, no może poza główną "tajemnicą" filmu. Pozostaje liczyć, że nie mają jeszcze na sztywno historii na całą trylogie i choć na chwilę zerkną w opinie fanów.

  • użytkownik usunięty

    dawdan08 Ale jednej rzeczy trzeba przyznać Disneyowi. Pomysł i promocję to ten film ma genialne. Żeby wcisnąć widzom znów to samo co 40 lat temu tylko ze słabszym scenariuszem i jeszcze na tym świetnie zarobić. Poziom mistrz.

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    Himiteshu hahahahahahaha . Ty nazywasz TFA kontynuacją ? To jest najgorsza część ,same kopie z Nowei Nadziei . I tego nie można uznać za część ,gwiezdnej trylogii.

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    Himiteshu To nie jest Żadna kontynuacja sw , tylko powtórka z rozrywki .

  • ostry_cenzor ocenił(a) ten film na: 3

    Gokussb Kolego pełna zgoda

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    ostry_cenzor dzięki

  • lelen_lis ocenił(a) ten film na: 8

    " Imperium Kontratakuje " też posiada niedomknięte zakończenie. Han został porwany a Luke dopiero co dowiedział się, że Vader to jego ojciec.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    lelen_lis Niedomknięte ale bez dziur wielkości rowu Marjańskiego. Wtedy to było coś zaskakującego, budzącego ciekawość a teraz to odgrzany kotlet, człowiek się tylko zastanawia czego oni tam nie skopiowali w kolejnej części albo czy powielą jakieś klasyczne rozwiązania fabularne jak do tej pory. Ja dziękuję za taką zabawę.

  • lelen_lis ocenił(a) ten film na: 8

    To nie oglądaj ;)
    Film musiał tak być, żeby przyciągnąć do kin tę część fanów, która była zawiedziona nową trylogia. Ja tak ją nawet lubię ( poza " Atakiem Klonów " ) więc i tak bym przyszedł ale rozumiem takie podejście.

  • 0058yrrab ocenił(a) ten film na: 3

    lelen_lis Jak ma nie oglądać, skoro już obejrzał?

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 3

    Fabuła w tym filmie woła o pomstę do nieba. Jakim cudem na młot Thora akurat Solo wpadł na sokoła z Rey i Finnem na pokładzie? No jak? Akurat korzystali z tej samej kosmicznej autostrady? Peter Quill dał mu namiar?

  • alann6 ocenił(a) ten film na: 8

    Jezu, czy ty wogóle oglądałeś ten film? Han Solo namierzył sokoła millenium w momencie kiedy Rey i Finn uruchomili statek. W filmie było to wyraźnie powiedziane.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    alann6 Aha i akurat był w pobliżu bo jak tylko sokół wyleciał w kosmos to został połknięty przez Solo.

  • 0058yrrab ocenił(a) ten film na: 3

    Dlatego zawsze mnie śmieszy w uniwersum Star Wars ten debilizm, że oni wszędzie lecą w 5 minut, zamiast pół roku, jak to ma miejsce w poważnym Sci-Fi.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 3

    0058yrrab Niestety kosmiczne opery to zazwyczaj kompletny kicz. To nie powinny być filmy uważane za scifi tylko fantasy w kosmicznej otoczce. Bo skoro mamy kosmicznych rycerzy uzbrojonych w magiczne miecze i moce to jest tematyka fantasy. Sam pomysł żeby w czasach broni dystansowej o ogromnej sile latać z jakimiś mieczami albo tarczami wydaje się komiczny.

  • 0058yrrab ocenił(a) ten film na: 3

    Dlatego czekam, aż zaczną ekranizować Warhammera 40K. Świat jest bogatszy niż Star Wars, a pomimo, że są tam wątki rycerskie to zachowują podstawy logiki i praw fizyki.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 3

    0058yrrab To jest coś na podstawie gier? Raczej wyjdzie z tego coś nieudanego jak Warcraft Duncana Jonesa. Nie ma szans na dobrą ekranizację gry. Assassin's Creed też nie wyszedł jako ekranizacja. Powinni z tego zrobić jakiś film przygodowy, zamiast tego jakieś takie mroczne i męczące coś.

  • Himiteshu ocenił(a) ten film na: 9

    Fantastyka nie fantasy dzieciaczku

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    Himiteshu od kiedy Fanatyka to nie fantasy ????? .

    Gdy trwa gwiezdny seans w którejś stacji tv , to jest gatunek Sci fiction a nie Space Opera

    Zabłysnąć ci sie wogóle nie udało

  • Himiteshu ocenił(a) ten film na: 9

    Gokussb Tak, bo telewizja cokolwiek wie

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    Himiteshu telewizja przeciwieństwie do ciebie zna sie na tym

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    Himiteshu i chcesz czy cie SW to Sci fiction a nie Space Opera , i nic z tym NIE zrobisz . Żadnej stacji tv nie przekonasz

  • Himiteshu ocenił(a) ten film na: 9

    0058yrrab To nie jest sci-fi dziecko

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    Himiteshu Żadnej stacji tv nie przekonasz

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    alann6 Tego badziewia 2015 nie da sie oglądać !!!

  • twokill ocenił(a) ten film na: 4

    Gokussb No obejrzec sie da bez przesady :D

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    twokill Mnie od pycha od tego filmu i patrzeć na niego nie mogę .

  • twokill ocenił(a) ten film na: 4

    Gokussb No ale obejrzałeś do konca za pierwszym razem...Ja tez drugi raz nie obejrze chociaż gdzies tak połowa pierwsza jest cąłkiem znośna :D

  • Gokussb ocenił(a) ten film na: 1

    twokill Raczej nie pierwszy raz obejrzałem a dwa razy bo

    za pierwszym razem zobaczyłem na seansie w kinie , zaś za drugim razem zobaczyłem na DVD by sprawdzić czy film został dobrze nagrany .

    I stoi na półce od tamtego dnia

  • twokill ocenił(a) ten film na: 4

    Gokussb To gratulacje obejrzałeś film dwa razy i daleś 1...Ja np wystawim jedynke gdy nie dam razy przebrnąć prze pierwsze 15 minut...Jak jakis film obejrze do konca to ma u mnie ocene 3- 4 :D minimum...Jak cos obejrze drugi raz wystawiam zazwyczaj 7-8

  • Star Wars według dzisiejszych standardów powinno skończyć "Star Wars epizod IX część 2"

  • użytkownik usunięty

    VVAMPIR Zabrakło im dobrego scenariusza na pierwszą część nowej trylogii a chcą już kręcić kolejne części i równocześnie jeszcze jakieś spin offy. Największym plusem tego wykupienia SW przez Disneya będzie chyba tylko to że teraz niemalże każdy reżyser w Hollywood będzie mógł się pochwalić że nakręcił sobie jakieś Gwiezdne Wojny.

  • ostry_cenzor ocenił(a) ten film na: 3

    Pełna zgoda! Fajnie, że ktoś zachował zimną głowę i rozsądek. Ja w skrócie skomentuję to tak - dialogi drętwe do bólu, fabuła jak napisał założyciel tematu ściągnięta po trosze z każdej z części nieśmiertelnej starej trylogii, (którą uwielbiam), dobór nowych aktorów FATALNY, Lea i Solo już niestety za starzy do ról "pistoletów", a jedyny, który ze starej gwardii wyglądał najlepiej, czyli Luke, wystąpił minutę na końcu. Tylko z wielkiego sentymentu dla starych części daję 3.

  • kelas_aina ocenił(a) ten film na: 4

    marmac66 Fajny post, rozumiem Twój tok myślenia, aczkolwiek co do droida z zapalniczką to ja się nie zgodzę, dla mnie to było urocze :)

  • WhiteSkiesAboveUs ocenił(a) ten film na: 7

    marmac66 Film oceniłem aż na... 8. W dużej mierze mogę się z tobą zgodzić, chociaż porównanie z The Room to zdecydowana przesada.

    Mimo wszystko te wady które wymieniłeś, to typowe przywary komercyjnych, holywoodzkich megahitów. Co do ekspozycji - film jest kontynuacją 30-letniej trylogii. Gdyby C3PO i cała reszta starej ekipy nie "przedstawiła się odpowiednio" to nowy widz czuły się... zagubiony. Ja wiem, że to nie jest żadne usprawiedliwienia dla dzieła filmowego, ale liczba fanów-znawców jest zdecydowanie mniejsza niż liczba nowych widzów/ludzi kojarzących jako-tako Star Wars.

    Mam wrażenie, że jesteś znawcą filmu - dobrego filmu. A wiadomo, że megahity mają niewiele wspólnego z kinem ambitnym. I pisząc tego posta chciałeś pokazać swoją wiedzę. Niestety, na każde dzieło pop-kultury trzeba zakładać "odpowiednie" okulary. Nie wyobrażam sobie w jaki sposób Przebudzenie Mocy miał zrewolucjonizować branżę filmów w taki sposób jak zrobiła to Nowa Nadzieja. Przypomina mi się sytuacja z MadMaxem, który jest kapitalnym i dynamicznym filmem akcji, a ludzie zarzucali mu, że jest mało dialogów i słaba fabuła. No litości - MadMax ma być filmem akcji i jest - wg. mnie jednym z najlepszych filmów akcji ostatni lat z kapitalnym i przemyślanym montażem. Nikt nie zarzuca Boyhoodowi tego, że nie ma w nim akcji. Nie ma, bo to film obyczajowy.

    Czepiasz się niektórych kwestii na siłę - bo nie chce mi się wierzyć, że posiadając taką wiedzę na temat filmu nie wyłapałeś pewnych niedopowiedzeń.

    "skąd nagle na planecie, gdzie bohaterowie spotykają Maz Kanatę podczas ataku sił Nowego Porządku pojawiają się x-wingi Ruchu Oporu ? - a) Poe poinformował co i jak b) Sokoła Milenium bardzo łatwo namierzyć - a Ruchem Oporu kieruje Leja. Zgaduje, że chciała się zobaczyć z męże, ale potem Poe powiedział co i jak, a potem wyłapali pewnie flotę przeciwników i wszystko poszło...

    Jak Nowy Porządek zdołał zbudować superbroń wielkości całej planety, skoro kontrolujące całą niemalże galaktykę Imperium potrzebowało wielu lat i ogromnych ilości surowców, siły roboczej i pieniędzy aby zbudować Gwiazdę Śmierci ? - Tutaj (jak wspominałeś) winą jest słaba ekspozycja sytuacji gospodarczej/politycznej galaktyki - generalnie nie wiemy jak silny jest Nowy Porządek - chociaż ze słów Fina, można wywnioskować że to całkiem spore przedsięwzięcie. Pytaniem jest raczej - jak mogło dojść do pojawienie się takiego "Zła" w tak krótkim czasie.

    Skąd Maz miała miecz Luke'a ? - Miecz Luka był przedmiotem niemal legendarnym. Jak wszystko się uspokoiło i legendy zaczęły okrążać galaktykę to pewnie ktoś dotarł do informacji o starciu Luka i Vadera na Bespinie - no i ruszyły poszukiwania. Pytanie - czemu akurat Maz miała tę broń? Powiedziała, że opowie o tym kiedyś - poczekamy, zobaczymy. Sądząc po jej niesamowitym "wyczuciu", jest w jakiś sposób związana z mocą. Co do tej postaci - też mi nie przypadła do gustu - zbyt bajkowa.

    Dlaczego Han bez w zasadzie żadnego powodu postanowił porzucić Leię i zostać z powrotem przemytnikiem ? - No tutaj to ignorancja na 100% proszę Pana. Może dlatego, że stracił syna, który dodatkowo stał się mordercą i nie mógł dogadać się z Leią? Przypominam, że pomysł o szkoleniu Kylo Rena na Jedi był pomysłem Lei - wnioskuję, że Han nie do końca się z tym zgadzał. Potem wszystko potoczyło się tak jak się potoczyło i małżeństwo tego nie wytrzymało. A tym co trzymało Hana z dala od jego "przemytniczego stylu życia" była Leia. Jak małżeństwo się posypało to cóż miał począć... Na nic mu stopnie generała i setki kredytów - on musiał się czymś zająć, aby pustkę po synu wypełnić. Tak przynajmniej ja wnioskuje.

    Ja uważam, że film w swojej klasie jest naprawdę świetny - co do gry aktorskiej - uważam że jest ok. Nie jest świetna, ale zła też nie była. A jeśli było to kreacja postaci była na tyle fajna, że i tak dało się lubić nowych bohaterów.

    Niestety - jak jak wspominałeś, największym minusem jest recykling motywów.

  • marmac66 ocenił(a) ten film na: 3

    WhiteSkiesAboveUs Przyjmuję oczywiście krytykę, z niektórymi zarzutami muszę się zgodzić, z niektórymi niekoniecznie. Chciałbym tylko zaznaczyć, że film starałem się porównywać przede wszystkim z poprzednimi częściami "Star Wars", a nie tak zwanym "ambitnym kinem", bo zdaję sobie sprawę, że byłoby to w dużej mierze mało adekwatne.

  • WhiteSkiesAboveUs ocenił(a) ten film na: 7

    marmac66 Pozwolę sobie zacytować jeden z komentarzy pod recenzją nowych Star Warsów

    "Większość zarzutów jakie są tu kierowane to zarzuty, które można by kierować w stronę Starej Trylogii (Szczególnie śmieszą mnie zarzuty o brak logiki w niektórych scenach. Przecież to jest nieodłączny element GW, na który każdy fan od dawna zdecydował się przymknąć oko). Jeżeli komuś się nie podobało Przebudzenie Mocy, to obawiam się, że po prostu wyrósł z Gwiezdnych Wojen i gustuje już w filmach bardziej poważnych i skomplikowanych. Niech każdy kto uważa, że The Force Awakens był słaby, zastanowi się, czy gdyby teraz obejrzał po raz pierwszy Starą Trylogie, to czy nie miałby o niej podobnego zdania jak o części VII. Ten film jest stworzony dla fanów, którzy wciąż są tacy jak 30 lat temu, a nie tych, którzy już "wydorośleli" i dla których gatunek Space Opera jest już zwyczajnie dziecinny".

    Osoba pisząca to chyba miała rację - stara trylogia jest pełna trywialnych elementów i nieścisłości, na które z powodu jej kultowości oraz wieku przymykamy oko. Złapałem się na tym, gdy miesiąc temu przekonałem dziewczynę, aby przed seansem Przebudzenia Mocy obejrzała ze mną Oryginalną Trylogię. Ja sam gustuje w filmach ciężkich i poważnym a tu cytat mojej kobiety "Ej ten film to całkiem fajny, taka bajka trochę. Ja to myślałem, że to będzie więcej jakiegoś filozoficznego charczenia typu I am your father". No i oczywiście milion pytań - jak to jest, że R2D2 ma wtyczkę która kontroluje całą gwiazdę śmierci (scena ze zsypem) i wszystkie pojazdy. Czemu grawitacja jest taka jak na ziemi wszędzie, czemu wszędzie mogą oddychać etc itd.

    Film poszedł z duchem czasu a my, dinozaury po prostu nie możemy się z tym pogodzić. Po Hobbicie który był niesamowicie kiepski bardzo się obawiałem o Przebudzenie Mocy. W ogóle jak dziewczynie opowiadałem, że ten statek nazywa się tak, a ten tak, że to jest droid protokolarny etc. to jakoś dziwnie na mnie patrzyła.

    Zresztą to samo mam z Dragon Ball'em - uwielbiał DB, czasami z sentymentem oglądam fragmenty serii - ale jak zaczęli emisję nowej serii to ciągle zgrzytałem zębami i narzekałem aż w końcu stwierdziłem... że wyrosłem z tego.

    To o czym mówisz to prawda - ale to zobaczą tylko osoby zaznajomione nieco z filmem (branżą) oraz technikami stosowanymi w tytułach AAA. Cała reszta stwierdzi - spoko albo nie, nie zwracając nawet uwagi na to, jak tzw. motyw damsel in distress (dama w opałach) został przekuty na potrzeby kina akcji XXI w.

  • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

  • michal44410 Mi sie wydaje,ze on po prostu wyrosl z GW (mozliwe tez jak i ja bo podobne mam zdanie do White)a Ty jeszcze nie :D