Star Wars: The Rise of Skywalker

2 godz. 21 min.
6,0 78 847
ocen
6,0 10 78847
13 364
chce zobaczyć
4,5 38
ocen krytyków
{"rate":4.5,"count":38}
{"type":"film","id":671050,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Star+Wars%3A+The+Rise+of+Skywalker-2019-671050/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie
  • bober ocenił(a) ten film na: 3

    A wszystko głównie przez niedorzeczną końcówkę, która moim zdaniem niszczy wszystko – nie tylko to, co jest związane z tą jedną częścią, ale Sagą w ogóle.

    Nie jestem jakimś psychofanem Gwiezdnych Wojen, ale to moja ulubiona seria filmów. Uważam, że te powszechnie krytykowane prequele, nie zasługują na wiadra pomyj, jakie są na nie wylewane – może nie są to filmy świetne same w sobie (rozpatrywane jako oddzielne całości), ale bardzo dużo wnoszą do Uniwersum Star Wars.

    A „Skywalker. Odrodzenie”? Jeśliby spojrzeć na ten film, w zupełnym oderwaniu od pozostałych części Sagi, to całkiem znośny blockbuster – taki na 6/10 (to byłaby dość łaskawa ocena). Jest tu trochę efektownych scen, jest odpowiednie napięcie i dramaturgia, film nie nuży, postacie są znośne (choć nie tak ciekawe, jak były jeszcze w „Przebudzeniu Mocy”), a scenariuszowe absurdy można by uznać za standardowe dla tego typu filmów.

    Kłopot w tym, że trudno rozpatrywać ten film w oderwaniu od pozostałych części.

    „Przebudzenie Mocy”, choć było wtórne i odtwórcze, jednak mi się podobało (było świetne, jako oddzielna przygodówka/sci-fi). Był to dopiero pierwszy film nowej trylogii i można było mieć nadzieję, że kolejne części poprowadzą ją w ciekawą stronę. Skąd się wzięli rycerze Ren? Kim konkretnie był Snoke? Jak powstał Najwyższy Porządek? I tak dalej, i tak dalej… Niestety, wiara w to, że kolejne części udzielą satysfakcjonujących odpowiedzi na te pytania, że twórcy mają spójny pomysł na całą trylogię okazała się skrajną naiwnością. „Ostatni Jedi” był już najwyżej przeciętny i bardzo niepokojący w kontekście trylogii. Co prawda jego zwolennicy chwalą „nieszablonowość”, „łamanie schematów”, ale miałem wrażenie, że trylogia stoi w miejscu. Film nie odpowiedział na istotne pytania, w tragiczny sposób zakończył wątek Snoke’a (który miał duży potencjał), a jedyne co zrobił to rozwinięcie relacji między Rey a Kylo. Niestety, choć „Sykwalker.Odrodzenie” wraca do bezpiecznych schematów, potwierdza moje obawy po seansie „Ostatniego Jedi”. Nie udziela zadowalających odpowiedzi na pytania z poprzednich części, nie domyka w satysfakcjonujący sposób zaczętych wątków, nie spina trylogii sequeli w choć trochę sensowną całość. Można powiedzieć, że ta trylogia i tak była już nie do uratowania i nie należało wymagać od J.J. Abramsa cudów. Kłopot w tym, że on i tak zrobił z nią najgorsze, co było można. A nawet z wszystkimi trzema trylogiami.

    Nie będę tu wyliczał wszystkich absurdów scenariusza tego filmu, bo po prostu szkoda mi na to sił. Mój główny zarzut jest taki: ten film unieważnia wszystko, co działo się w dotychczasowych częściach nowej trylogii, a nawet wszystko, co działo się w dotychczasowych częściach Sagi, od Nowej Nadziei zaczynając.
    Palpatine nagle się odrodził? Więc jakie znaczenie ma fakt, że Vader zabił go w części VI? Jakie znaczenie ma w tej sytuacji cała postać Anakina, i wszystko, co działo się w części VI? Kiedy został zabity przez Rey nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia – bo jakie są gwarancje, że tym razem został zniszczony nieodwracalnie, że nie odrodzi się jeszcze raz? Film nie próbuje w żaden sposób przekonać, że tym razem jego śmierć jest ważniejsza niż poprzednim razem, nikt nawet nie wypowiada głupiego tekstu typu „tym razem został zniszczony na zawsze”. W ten sposób to można motyw jego odradzania się i niszczenia go powtarzać w nieskończoność, przez milion kolejnych filmów. A sam Palpatine zyskuje dzięki temu rangę najgorszej, najbardziej niedorzecznej postaci w całej Sadze.

    Palpatine miał w sobie „moc wszystkich Sithów, jacy dotąd żyli”? Absurd. Ale jeszcze gorzej jest przełknąć to, że podobno to „w żyłach Rey płynie krew tysięcy pokoleń Jedi” (czy jakkolwiek brzmiał ten idiotyzm). Z jakiej racji? Podobno to Anakin miał być wybrańcem? A sam Lucas zawsze twierdził, że to Luke jest najpotężniejszą postacią w Uniwersum? A teraz to wszystko zostaje bez powodu zanegowane? Jest jeszcze gorsza strona tych bzdur – z tego jasne wynika, że w Uniwersum nie pojawi się już nikt potężniejszy od Palpatine’a czy Rey, bo przeczyłoby to ostatnim szczątkom logiki. Chyba, że dla Star Wars ona nie ma już żadnego znaczenia. Już po stokroć wolę tak krytykowaną wersję z midichlorianami niż ten stek niedorzeczności.

    Kylo Ren był jak dotąd najciekawszą postacią tej trylogii – przez pierwszą połowę tego filmu również. A potem doznaje niczym nieuzasadnionej wewnętrznej przemiany, a w finałowym starciu Rey z Palpatinem pojawia się tylko po to, żeby być i nie odgrywa żadnej istotnej roli (no chyba, że według kogoś uzdrowienie przez niego Rey ma jakikolwiek sens). Ale jest gorszy problem – do tej pory to Kylo był kreowany na postać, która zmaga się z konfliktem wewnętrznym, która jest rozdarta między Jasną a Ciemną stronę. Tutaj ten wewnętrzny konflikt zostaje „od czapy” przeniesiony na Rey (i jest sto razy mniej przekonujący) a nawrócenie Kylo dokonuje się w sposób banalny do obrzydliwości.

    Co z postacią Luke’a? W „Przebudzeniu Mocy” wydawało się, że będzie ważną postacią dla tej trylogii, w „Ostatnim Jedi” dostał jakiś udziwniony występ (przedstawiony został nawet w miarę ciekawie, ale czemu uśmiercono go na koniec?), a tutaj nie odgrywa jakiejkolwiek roli. Nie wspominając o tym, że wszelkie jego osiągnięcia z oryginalnej trylogii zostają unieważnione, a w obliczu tego, co wydarzyło się w tej części, okazuje się że był dla całej Sagi jakąś małą istotną postacią, marnym pachołkiem, którą można wyrzucić do kosza.

    Jedziemy dalej. Luke w „Powrocie Jedi” przyczynił się do upadku Imperium – i co z tego finalnie wyniknęło? Kompletne nic. Jak filip z konopi wyskoczył Najwyższy Porządek, który zresztą jest tu zupełnie nieistotny, bo Palpatine w tajemnicy zbierał jakąś abstrakcyjnie wielką flotę, jakiej Galaktyka nie widziała, przy której flota Porządku to jakaś bezwartościowa kupka złomu. Zresztą, co w ogóle osiągnął Najwyższy Porządek, skoro Wszechmocny Lando pojawia się znikąd z flotą prawie tak wielką, jak ta zebrana przez Imperatora? Więc on też przez dziesiątki lat zbierał w tajemnicy sprzymierzeńców, tak jak Sidious?; czy wszelka władza, jaką Najwyższy Porządek miał nad Galaktyką polegała na tym, że tylko ogłosili się jej władcami i niczego tak naprawdę nie mieli pod kontrolą (w takim razie jaki sens miało tworzenie przeciw Porządkowi Rebelii?)?. Absurd na absurdzie. Chyba nawet Monty Python by czegoś takiego nie wymyślił.

    Twórcy nie mieli jakichkolwiek pomysłów na losy postaci w kontekście całej trylogii. Finn w „Przebudzeniu” posługiwał się nawet mieczem świetlnym i miałem nadzieję, że okaże się być prawie tak istotny co Rey (nie ukrywam, lubiłem tę postać). A zrobiono z niego pierwszego lepszego awanturnika, którego ktokolwiek inny mógłby zastąpić i który ostatecznie nie odegrał żadnej większej roli. Poe Dameron to samo – ani trochę nie ewoluował przez całą serię i cały czas był tylko zarozumiałym, samozwańczym bohaterem w typie Hana Solo, tyle że znacznie gorszym. Nawet szkoda mówić o tym, że obydwojgu dopisano na kolanie nieistotne wątki miłosne, które tylko powiększają panujący w scenariuszu bajzel. Wątek Leii Organy też jest bez sensu – odgrywa głównodowodząca Rebelii, która finalnie i tak nie ma żadnego znaczenia. Dopiero w tej części dowiadujemy się czegoś bliższego o jej znajomości Mocy (no chyba że liczyć sławetny lot przez próżnię z „Ostatniego Jedi”), kiedy trzeba było uzasadnić, że szkoliła Rey, co też jest kretyńskim pomysłem. Nawiasem mówiąc, uważam, że wobec śmierci Carrie Fisher, tą postać powinna po prostu zagrać inna aktorka, a sposób, w jaki rozwiązali sytuację jest bezsensowny (choć lepsze to, niż tworzenie cyfrowego klona).

    Nie wiadomo już totalnie, jakimi prawami rządzi się w tym Uniwersum Moc. Palpatine bez żadnego wysiłku obezwładnia całą flotę w kilka sekund, wiązką błyskawic. Nagle jest nieskończenie potężniejszy od samego siebie w „Powrocie Jedi” – z kim w takim razie walczył wtedy Luke (i Vader)? Z głupim chudopachołkiem? Mam rozumieć, że tamto starcie było tylko zabawą trójki przedszkolaków i teraz można o nim zapomnieć i machnąć na nie ręką? Przecież to większy pokaz Mocy, niż wszystko, co do tej pory widzieliśmy w Sadze razem wzięte. Rey hamująca statek przy użyciu Mocy to podobne przegięcie – takiej mocy nie zademonstrował jeszcze żaden Jedi, ani Yoda, ani Luke, nikt. Więc ona jest potężniejsza od nich wszystkich? No tak, w końcu wnuczka Palpatine’a… Wszystko jasne, wszystko wyjaśnione. Tyle, że teraz już jest kompletnie niezrozumiałe, jakimi prawami rządzi się Moc, wszystko, co było na jej temat powiedziane w oryginalnej trylogii lub trylogii prequeli można wyrzucić do kosza. Twórcy podcierają się tym zjawiskiem jak papierem toaletowym i używają go tylko do tłumaczenia najgorszych absurdów.

    To właśnie główny problem z tym filmem (i całą nową trylogią) – brak jakiegokolwiek szacunku, dla tego, co wypracowały i osiągnęły dotychczasowe części Sagi.

    I tak za mocno się rozpisałem, ale kończę tę litanię. Na więcej nie mam sił.

    Twórcy zamierzali zrobić film, który zadowoli wszystkich fanów, a osiągnęli coś całkiem przeciwnego. Obrzydzili mi do cna trylogię sequeli, a byli bliscy tego, żeby zohydzić cale Uniwersum i całą Sagę. Wobec tego szrota wszystkie pozostałe części nagle wydają się pozbawione znaczenia, cała historia Luke’a i Anakina nadaje się do śmietnika (co z niej ostatecznie wynika?), a wszystko okazuje się kręcić wogół Sidiousa, który nagle zyskał rangę najgorszej postaci Sagi (choć do tej pory był jedną z ciekawszych) i jednej z najbardziej absurdalnych, przegiętych postaci kina rozrywkowego w ogóle. Tak się kończy próba chwycenia zbyt wielu srok za ogon, tak się kończy myślenie wyłącznie kategoriami box office’u. Brawo panie Abrams, brawo pani Kennedy.

    Film oczywiście nie składa się wyłącznie z wad, ale widzę w nim tylko jedną wyraźną zaletę – postać C-3PO. Jak zawsze sprawdził się świetnie jako postać drugiego (albo i trzeciego) planu, powiem nawet, że jeszcze bodaj nigdy nie wypadł tak dobrze. Jego wątek zdaje się też jako tako przyzwoicie zamknięty. No ale jeśli właśnie ta postać ma być największą zaletą filmu z cyklu Gwiezdne Wojny…

    Mógłbym teraz pisać, że od tego momentu seria, by nie stać się karykaturą (albo raczej żeby przestać nią być), powinna kompletnie odciąć się od wątku wszystkich postaci z dotychczasowej Sagi, wykreować kompletnie nowych bohaterów i przenieść akcję ileś tysięcy lat do przodu (czy tam do tyłu), kiedy Galaktyka będzie już nie do poznania. Ale nie chce mi się. Już mnie to nie obchodzi. Mam tylko nadzieję, że będę jeszcze mógł kiedyś obejrzeć części I do VI bez odruchów wymiotnych. Ta Saga, Uniwersum, „franczyza” czy jakkolwiek to nazwać, przestała mnie obchodzić. Jeśli powstaną jeszcze jakieś części, na pewno nie będę na nie czekał, może kiedyś obejrzę je podczas przypadkowej emisji w TV. Końcówka „Skywalkera. Odrodzenia” zdaje się sugerować, że to ostateczny koniec Sagi. Byłoby dobrze. Szkoda tylko, że to najbardziej paskudny koniec, jaki mógł tę Sagę spotkać.

    Podsumowaniem poziomu tego badziewia, niech będzie moment, kiedy Chewbacca dostaje wreszcie od Leii… medal. Po prostu szkoda słów. Kończcie już z tym wszystkim i nie ciągnijcie tego dalej. Naprawdę.

  • darek_sith ocenił(a) ten film na: 5

    bober Brawo!

    Ubrałeś w słowa wszystkie moje przemyślenia i odczucia wobec tego filmu, których nie miałem czasu napisać.
    Trafna analiza. Żeby jakoś z tym żyć, że to się obejrzało trzeba nową trylogię potraktować jako alternatywną rzeczywistość, takie Legendy 2.

    Star Warsy filmowe to ep. I - VI i Rouge One (moim zdaniem jedyne co im dobrze wyszło z nowych filmów).

  • bober Amen.

  • bober Niech moc będzie z tobą za tę opinię.

  • Rinzler ocenił(a) ten film na: 2

    bober Zgoda ale pójdę o krok dalej. Lepiej gdyby ta cała nowa trylogia Disneya nie powstała

  • bober ocenił(a) ten film na: 3

    Rinzler W zasadzie masz rację, ale "Przebudzenie Mocy" jeszcze niczego ostatecznie nie zepsuło. Gdyby dwie kolejne części poszły w zupełnie innym kierunku niż "Ostatni Jedi" oraz "Skywalker. Odrodzenie", to być może ta trylogia byłaby cokolwiek warta, może by coś wniosła do uniwersum.

    Natomiast, jeśli seria wygląda ostatecznie tak, jak w obecnym kształcie, to ja osobiście również wolę całą trylogię Disneya "wykreślić" z uniwersum Star Wars.

  • Rinzler ocenił(a) ten film na: 2

    bober Nie zepsuło ale było uważam filmem zbyt szybko wypuszczonym, między kupnem marki przez Disney a jego
    premierą minęły 2-3 lata. Uważam że należało poczekać trochę dłużej. Hype na nowe Gwiezdne Wojny by się
    spokojnie utrzymał a nawet wzrósł. Ale dla korporacji liczy się szybki zysk i pokazanie że ona też potrafi robić
    w tym universum filmy jako George Lucas. Okazało się że nie potrafi wcale.

    Ja uważam że skoro Disney uznał Expanded Universe za niekanoniczy i zepchnął go do miana ''Legend'' to teraz
    po premierze Skywalker. Odrodzenie fani mają prawo uznać trylogie Disneya, nowe filmy, sequele za po prostu
    nie kanoniczne i uznać je za śmietnik którym są.

  • bober Ja Palpatine'a w ogóle nie rozumiem w tej części. Najpierw chce zabić Rey, bo tak, później w zamian za władzę każe to zrobić Renowi, później jak ta do niego przybywa to twierdzi, że czekał na to i chce by go zabiła to wtedy przeniesie swojego ducha na nią. Plan się zmienia kolejny raz, kiedy wysysa z nich energie życiowe naprawiając siebie i stwierdza, że sam będzie rządził. No to w końcu co on planował od początku? Czy to ten sam Palpatine, który przez lata krok po kroku wykonywał plan zemsty na Jedi? Teraz nagle improwizuje co chwilę i za każdą zmianą planu twierdzi, że taki był jego plan od początku? Nie rozumiem.

    Co do Mocy to dodam jeszcze teleportacje. Najpierw Ren zrywający z Rey naszyjnik mimo, że jest zapewne setki lat świetlnych dalej, później Rey teleportująca miecz Anakina do Bena by ten miał czym walczyć. Czy to wyjaśnienie jakim cudem Palpatine przeżył wybuch Gwiazdy Śmierci? Po prostu się teleportował? Nawet Yoda takich cudów nie robił. Chociaż skoro Palpatine potrafi błyskawicami unieruchomić całkiem sporą flotę, to w sumie czemu miałby nie umieć się teleportować. Logiczne.

  • mordarg ocenił(a) ten film na: 7

    fanfilmow231 Proste ! nie będę się specjalnie rozpisywał. Prequele od początku były pomyślane jako trylogia. Oryginalna saga nie od razu lecz jak Lucas osiągnąl sukces nie myślał o tym jak zrobić kolejny film tylko kolejne dwa które będą połączone. Tutaj sie okazuje żę wbrew wszystkiemu zrobili każdy film z osobna nie mając na początku pomysłu jak to się wszystko skończy. Wzieli goscia od nadawania kierunków i wyznacznia tredndów - zrobił im od linijki idealny start - prawie że restart - film książkowy wręcz . Potem Rian Jhonson konkretnie poszedł w jakąs stronę i to on już ( niezależnie jak - dobrze/źle ) powinien cisnąć do końca. A oni pozwoli mu nabrać tempa. Przeestraszyli się kilku złych komentarzy i znowu wzieli Abrabsa - ratuj nas - zrób tak żeby cieszył się każdy - a nie zrób IX epizod który bedzie domknięciem wszystkich historii i wątków. Nawet Abrams jest na tyle iteligenty że pewnie zrobił by mega kozaka i złola z Rena jako ten który ewoluował przez 3 czesci. Ale oni kazali mu z szafy wyciągnąc imperatora żeby było Wow - ale nie było .... i wyszło co wyszło. A odpowiedzialna jest katlyn kennedy tak jak pan Kevin jest odpowiedzialny za MCU. On umiał 22 filmy zaplanowac - siecią połączeń, Tu głupich 3 filmów nie potrafili zrobić. masakra. Tak jak nowa nadzieja jest jakby zamknięta a kolejne dwie czesci polaczone tak tutaj kazdy jest taką "nową nadzieją" poznajemy naszych bohaterów bez żadnego celu większego i odwiedzmy ich co kilka lat patrzymy co tam u nich jakie teraz mają przygody. No kkurva nie na tym trylogie polegają.

  • bober Ale się zesraliście o film dla dzieci XD