Nie rozumiem całej idei filmowego zakończenia. Po co tak naprawdę do Hogwartu przybyli śmierciożercy (byli to zresztą tylko Bellatrix, Greyback i ktoś tam, w książce była to cała armia) skoro nie stoczyli z nikim walki (Lestrange ogranicza się do wyczarowania Mrocznego Znaku i podpalenia chatki Hagrida), po czym uciekli? W oryginale była przecież cała wielka Bitwa o Hogwart, uczniowie, nauczyciele, członkowie Zakonu Feniksa pojedynkowali się z armią śmierciożerców, którzy uciekli dopiero widząc, że przegrywają. Może się mylę, ale wydaje mi się że scenariusz w tym miejscu się nie trzyma kupy, po co były całoroczne przygotowania MAlfoya by otworzyć przejście ze sklepu Borgina i Burkesa, skoro Snape (właściwy zabójca Dumbledore'a) był ciągle w zamku?
a po co śmierciożercy stoczyli w książce bitwę, skoro Dumbledore'a zabił Snape, ktory nie brał w niej udzialu i też był w szkole??
Myślę, że smierciożercy przybyli po to aby wspomoc Malfoya, gdyby ten nie odwazył się zabić Dumbledore'a i żeby zasiać strach wśrod uczniow...
Ja myślę,ze atak Śmierciożerców na zamek miał odwrócić uwagę od Snape'a i jego zadania,bo to że Draco tego nie zrobi,było dla wszystkich jasne - niestety,w filmie nie ma czego odwracać bo Śmierciożercą nikt nie przeszkadza,więc cała scena jawi się jako błąd logiczny,dziura w scenariuszu.