Właśnie wróciłem z wersji bez dubbingu. Brava dla tych którzy nareszcie dostrzegli że Harry Potter ma większe wzięcie w wersji oryginalnej. Dubbingi poprzednich części były żałosne co do tej części nie mam zdania ale domyślam się że było podobnie. Na wejściu chciałem stwierdzić że mile się rozczarowałem. Po natłoku informacji z Zakonu Feniksa w którym widz bez znajomości lektury na pewno się zgubił oto dostaliśmy bardzo ciekawą w moim przekonaniu mieszankę doznań estetycznych z pogranicza kilku gatunków. Nie brakuje wesołej ironii która co pewien czas tworzyła na mej twarzy banan, jest też wartka akcja z masą efektów specjalnych (z najwyższej półki), poza tym romans oraz dramat. Informacje podawane są stopniowo w sposób przystępny. Co do gry aktorskiej zdecydowanie najlepszym aktorem w filmie był Jim Broadbent (profesor Slughorn), potem długo nic lecz nagle wyłania się Michael Gambon, który moim zdaniem po raz pierwszy zasłużył na role Dumbledore'a. Co do świętej trójcy z szeregu wyłania się Rupert Grint pokazując że potrafi grać nie tylko drugoplanowego "skoczpowino" lecz w pewnym momencie to on przejmuje film zostawiając za sobą daleko Daniela i Emme. Jeśli chodzi o epizody to należy zwrócić uwagę na młodego aktora grającego rolę Voldemorta ze wspomnienia Slughorna....wróżę mu dobrą przyszłość. Całościowo oceniam film bardzo dobrze (8/10). Warto obejrzeć go w kinie.
heh, co moge powiedziec, autor postu trafil w 100 xP, sama tez widzialam ksiecie polkrwi bez dabingu czy lektora, bardzo mi sie podobal, jak dla mnie bez zarzutow, w kilku mometach sie przestraszylam, w kilku o malo mi lza nie poleciala( w 1 dokladnie :D) kilka razy parsknelam smiechem, muzyka swietna :)