Harry Potter i Książę Półkrwi

Harry Potter and the Half-Blood Prince
2009
7,5 326 tys. ocen
7,5 10 1 325794
6,0 46 krytyków
Harry Potter i Książę Półkrwi
powrót do forum filmu Harry Potter i Książę Półkrwi

Rozumiem, że fani książek bulwersują się niezgodnością fabuły filmowej i książkowej. Ale ludzie - zastanówcie się chwilę, czy naprawdę było tak ważne, że w pociągu Harry'ego znalazła Luna, nie Tonks? Zastopujcie na chwilę, a później spróbujcie spojrzeć na ten film jak na oddzielną, zamkniętą całość.

Poprzednie ekranizacje kompletnie nie trzymały się kupy, jeśli chodzi o warstwę fabularną. W zasadzie stanowiły zbiór luźno powiązanych ilustracji do książki. Rozumiem, że fanom książki to być może odpowiadało, może nawet nie zauważyli braków fabularnych - bo przecież "z książki wiadomo...", jednak film powinien być filmem, a nie ilustracją.

"Książę Półkrwi" także nie uniknął scenariuszowych wpadek - np. nie zakończono wątku Hagrida (co się z nim stało po podpaleniu chatki) no i przede wszystkim dość ciężko rozłożono akcenty pomiędzy wątkami "romansowymi" a wątkiem spotkań Harry'ego z Dumbledorem, czy zagadki tożsamości Księcia. To zresztą najpoważniejszy zarzut, jaki stawiam filmowi. Z drugiej jednak strony reżyser zrobił wiele, żeby utrzymać napięcie w filmie. Scena ataku śmierciożerców na Norę jest w żaden sposób nieuzasadniona fabularnie (nie ma żadnej przyczyny i nic z niej nie wynika), ale pomaga zachować napięcie i uniknąć dłużyzny obserwacji miłosnych manewrów nastolatków. Dlatego uważam, że jest dla filmu korzystna. Zachęcam do spojrzenia na jej rolę w TYM filmie i wyłączenia w głowie alarmu "o Boże, jak oni to rozwiążą w Insygniach śmierci?!" (o tym podyskutujemy przy okazji premiery "Insygniów...", nie "Księcia..."!).

Nie mogę nie zwrócić uwagi na aktorstwo. Wspólne sceny Heleny Bohnam-Carter i Alana Rickmana to perełki, dzięki którym ogólny "poziom" filmu skacze o kilka oczek wyżej. Nie gorszy jest Michael Gambon. Na tle tej aktorskiej "śmietanki" aktorzy młodzieżowi wypadają raczej blado, aczkolwiek było mi miło zauważyć, że ich gra aktorska znacznie poprawiła się od czasu ostatniej części (i poprawia się z filmu na film). O ile Emmma Watson nie ma w filmie do zagrania jakiejś wyrazistej sceny (scena smutku Hermiony po pocałunku Rona i Lavender nie pozwoliła jej zabłysnąć), o tyle zarówno Daniel, jak i Rupert, dostają swoje sceny komediowe (Harry po wypiciu Felix Felicis, Ron po wypiciu eliksiru miłosnego) i radzą sobie w nich bardzo dobrze, wywołując śmiech na widowni. Po raz pierwszy widać, że bawią się swoimi rolami. Podobnie zabłysła Jessie Cave, idealnie zabawna i przesłodzona jako Lavender - podczas seansu, na którym byłam, wywołała kilka salw śmiechu.

Z żadnego filmu o Harrym nie wyszłam tak zadowolona. Zmartwienie "jak to rozwiążą w Insygniach" odkładam na za rok.

Uwaga - wszystkim, którzy mają taką możliwość, polecam obejrzenie filmu w wersji bez dubbingu. Głos jest niezwykle ważnym elementem gry aktorskiej i nawet nie wiem, czy moje opinie o aktorach są nadal zgodne z prawdą, jeśli się ich tego głosu pozbawi. W przypadku Bohnam-Carter i Rickmana to byłaby wręcz zbrodnia na filmie, ale i sam Daniel wywołał śmiech na sali swoją intonacją słowa "Siiiir?" w scenie rozmowy ze Slughornem pod wpływem Felixa.