No więc wreszcie obejrzałem najbardziej oczekiwany film tego roku... i pewnie też największy kasowy sukces, bo jak to powiedział pewien znamienity recenzent z FW:
"cokolwiek by się o "Księciu Półkrwi" powiedziało, i tak będzie to olbrzymi sukces finansowy w każdym zakątku kuli ziemskiej."
Tenże oświecony mędrzec (vel Gumisiunio ) wyraża się o najnowszym Harrym Potterze (bo ten właśnie film oglądałem ) w samych superlatywach, a najbardziej chwali reżysera (czyżby szykował się mały fanklub Yatesa w redakcji FW?).
Przytoczę więc parę jego trafnych spostrzeżeń na temat tego arcydzieła...
"Na stanowisku reżysera zasiadł po raz drugi David Yates, który już przy "Zakonie Feniksa" dał się poznać jako solenny wyrobnik."
Solenny wyrobnik... Nie wiem, co znaczy to starodawne słowo (zapewne recenzent chciał zabłysnąć piękną polszczyzną. Udało się! Jestem pod wrażeniem!), ale jeśli oznacza ono partacza, idiotę lub szmaciarza, to jak najbardziej się zgadzam
"na ekranizacjach nie odciska autorskiego piętna, poddając się całkowicie literze powieści."
Tak, dokładnie to miałem na myśli... Zgodność z książką od zawsze była jego domeną (np: scena ataku na Norę, której w książce nie ma).
"Jeśli razem ze scenarzystą dokonuje cięć w fabule, to są to wyłącznie niezbędne zmiany, aby film nie przypominał do reszty zużytej gumy do żucia."
I nie przypomina gumy do żucia... teraz jest obleśnym kawałkiem, który ciężko wziąć do ust. David Racjonalizator Yates zrobił z Pottera coś więcej niż tylko film... zrobił z niego arcydzieło tak wielkie, że aż trudno patrzeć w ekran (choć może to może z powodu fatalnego aktorstwa).
"Wierność oryginałowi z pewnością spodoba się wszystkim fanom książek "
Gdyby tylko taka była, to by na pewno by mi się spodobała.
"w najlepszych momentach twórcy potrafią rzucić zaklęcie zapewniające niespodziewany przyrost napięcia. "
Tu widać redaktor był bardziej spostrzegawczy ode mnie i zauważył w tym filmie jakieś napięcie, którego ja niestety nie mogłem dostrzec. Czyżby chodziło o pozbawiony "jaj" pojedynek Harrego z Malfoyem? (kwintesencja stylu Yatesa. Sceny akcji o smaku suchej kartki papieru.)
"Mam tu na myśli sekwencję ataku Śmierciożerców na dom Weasleyów oraz finałową wyprawę Harry'ego razem z dyrektorem Hogwartu po pewien śmiercionośny artefakt."
A... więc jednak się wyjaśniło... Co do tej śmierci.. Gdyby każdy umierał w ten sposób, to na pogrzebach nikt by nie płakał... chyba, że ze śmiechu...
"Ta ostatnia zakończona jest czysto horrorową sceną, która niejedną delikatną panienkę może przyprawić o szybsze bicie serca."
Z tymi panienkami, to chyba chodziło o dziewczynki w wieku przedszkolnym, bo starsze dzieci raczej będę tarzać sie po podłodze (wiadomo dlaczego) na widok (ledwo) żywych trupów przypominających bardziej koślawe Gollumy z Władcy Pierścieni
"Strona techniczna to klasa sama dla siebie"
Zwłaszcza scena rzucenia klątwy na Katie Bell, gdzie lewitująca dziewczyna nabiera wyrazu twarzy upośledzonego dziecka. Prawdziwą perełką są też latający śmierciożercy, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w książce tej umiejętności nie posiadali. Yates wzniósł się ponad to marne dzieło nabazgrane przez niejaką panią Rowling i wyposażył bohaterów w supermoce. Tak powstaje wielka kinematografia.
Tak więc oczywistym wydaje się podsumowanie zaserwowane nam przez recenzenta:
"Fani nie będą jednak narzekać – czekali na ten obraz wystarczająco długo, więc teraz pragną tylko zanurzyć się w oceanie magii."
Raczej utopić się w kałuży po obejrzeniu tego arcydzieła.
Teraz kilka słów od siebie. Nie można przecież cały czas opierać się na cudzej recenzji, choćby nie wiem, jak genialna ona była...
Film dostaje ode mnie 3/10, a nie 1/10 tylko dzięki wspaniałej Helenie Bonham Carter, która zagrała świetnie i jest jednym plusem tego filmu.
Myślałem, że zawiodłem się na X-Men Geneza, potem myślałem, że rozczarował mnie Terminator 4... teraz jestem pewien, że mistrzem w trudnej sztuce robienia gniotów jest David Yates. Czy jest ktoś chętny, żeby go przebić? Mam nadzieję, że nie...
Że też ci się chciało... xD
Potwierdzam, zgadzam się, utożsamiam się z wyżej podpisanym w tym temacie. Celny wpis, a co.
No... teraz mnie potorturujcie xDDDDD
Wasz dyżurny mąciwoda Joker :P
Prawdziwą perełką są też latający śmierciożercy, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w książce tej umiejętności nie posiadali. Yates wzniósł się ponad to marne dzieło nabazgrane przez niejaką panią Rowling i wyposażył bohaterów w supermoce.
O tu to akurat pretensji do Yates'a mieć nie możesz bo to latanie już Newell zapoczątkował w Czarze Ognia w scenie na cmentarzu
Ale Czara Ognia Newella była przynajmniej dobrym filmem... Więc ten błąd mogę mu wybaczyć ;)
Tam w ten sposób przedstawili teleportację (jako lot). Natomiast Yates (niestety) jeszcze rozwinął ten wątek. Z resztą mógł z tego zrezygnować...
PS
Scena, gdzie latający Śmierciożercy rozbijają się o pole siłowe chorniące Hogwart przypomina mi motywy ze Star Wars, gdzie rakiety rozwalają się o osłony statków kosmicznych xD
Joker ancymon z Ciebie, ale masz rację, jako ma ją również Znawca... Nowy Potter to cenne kilka godzin zmarnowanych w moim życiorysie, popelina, blamaż i masakra (a pan Gumisiunio, chyba zaczął i skończył naukę liczb w szkole na 7... )
Jeśli komuś nie podobał się Zakon Feniksa... to w Księciu raczej nie ma czego szukać...
W Zakonie też latali... ;/ ;/ ;/ No bez sensu lecą jakieś smugi i jeb śmierciożeca..... to nie Voldemort że lata bez miotły... tylko niedouczone tępaki które lubią mordować.... jaki oni mogli opanować latanie bez mioteł... żenada!!!
Heh... Zakon jest jeszcze gorszy od Księcia... :/
Ciekawe tylko czemu Yates, jako reżyser najgorszego filmu z całej serii zachował posadę :P
Czyżby kasa?
moim zdaniem plusem są zabawne kwestie. tekst Dumbledora "wiesz, że lubię prace ręczne" xD reakcja całej sali- bezcenna ;]
Znawco - nie do końca zgodzę się z Twoją " recenzją "
ja też byłem do filmu nastawiony całkiem na " nie ",oczekiwałem " dzieła " gorszego od pamiętnego ' Zakonu Feniksa ",a tu,niespodzianka,bo nie było aż tak źle ;)
Mógłby to być nawet najlepszy film serii,gdyby ... no właśnie,gdyby ...
gdyby zachowano przewodni wątek książki,czyli odkrywanie przeszłości Voldemorta a następnie poszukiwanie horkruksów - wspomnienia były zaledwie dwa a w całym filmie nawet nie wspomniano,że Harry ma prywatne lekcje z dyrektorem.
Gdyby sceny akcji nie były ... takie papierowe,bez emocji,bez napięcia - to już jest znak firmowy Yatesa po skopanym zakończeniu ZF.
Gdyby odbyła się konfrontacja pomiędzy Zakonem Feniksa,ciałem pedagogicznym i AD a Śmierciożercami - w filmie Śmierciożercy przybywają do pustego prawie zamku,nie wiadomo,po co?,czy tylko po to,żeby popatrzeć,jak Draco zabija / lub nie / Dumbledora? - dzięki takiemu zabiegowi wszystkie przygotowywania czynione przez Drako wydają się być ... bez sensu,a finał jest po prostu nielogiczny ...
Gdyby pokazano pogrzeb dyrektora,ale to może pojawi się w IŚ?
Poza tym,po co był ten wilkołak,o którym nawet nie było wiadomo,że jest wilkołakiem?,dlaczego Snape nazwał siebie " Księciem Półkrwi "? - my to wiemy,a widzowie?,Snapea w ogóle było mało,ani jednej lekcji z jego udziałem,a szkoda... dochodzi jeszcze niepotrzebny atak na Norę i fakt,że Harry miał swobodę ruchów,gdy Snape zabijał Dumbledora...
Teraz plusy: humor,świetny Ron,bardzo dobry Horacy Slughorn / choć zupełnie nie przypominający fizycznie tego z książki /,film jest dłuższy przez co zawiera więcej szczegółów,niż okrojony i krótki ZF,Quidditch,sceny w jaskini / wszystkie /,humor ... no i to tyle.
Gdyby naprawić te wszystkie błędy i nielogiczności byłby to najlepszy film z serii,nawet mimo braku cięższego klimatu i drętwych scen akcji - a tak,jest " tylko " lepszy film od " ZF " - tylko,a może " aż "?.
Filmy Yatesa zawsze tylko mogłyby być... Skopał najlepszą część (Zakon).
Jak dla mnie, to plusy tylko dwa... Bonham Carter i humor... ale minusów zbyt wiele... z fatalnym scenariuszem na czele.
Uważam, że największym plusem był humor ;) Śmiałam się prawie non stop - to istny ewenement, bo szczerze mówiąc nawet komedie mnie aż tak nie bawią... Gratuluję autorowi tematu trafności uwag.
Pozdrawiam