Czytalem wszystkie czesci hp i zupelnie nie pamietam, zeby Snape zauwazyl Harryego i pokazywal mu, ze ma byc cicho przed zabiciem Dumbledora
bo pewnie tą scenę wstawili na urzytek filmu tak jak to zrobili z atakiem na Norę.............
trzeba szczerze przyznac czy komus sie podoba czy nie ze ta ekranizacja byla najbardziej mierna ze wszystkich... nie rozumim dodawania nowych watkow i rezygnowania ze starych :/ nacisk polozony na watek milosny byl smetny i o ile fajnie sie go czytalo to raczej ogadalo srednio... rozczarowala mnie scena naktora najbardziej liczylem czyli walka aurorow i uczniow ze smierciozercami prawie jej nie bylo... no i jeszcze postawa snap'a ewidentnie pokazujaca ze mimo morderstwa jest dobry...
ogolna ocena filmu to 5 jak dla mnie taka sama nedza jak A&D
pozdrawiam
Jestem dokładnie tego samego zdania! Reżyserzy nie powinni mieć wglądu w następne części, tak samo jak J.K.R. nie miała. Książka była super a film zepsuli po całości. Zdecydowanie najgorzej zekranizowana cześć
w książce Harry był sparaliżowany przez samego Dumbledora, był pod peleryną niewidką, nikt go nie zobaczył na wieży astronomicznej
Mnie osobiście podobało się, a raczej zaskoczyło to własnie, o czym piszesz. Że Snape podszedł do Harryego, kładąc palec na ustach. TO mnie zmroziło, Rickman w tej roli jest świetny. Miało się przez chwilę wrażenie, że Snape tam wkroczy, uratuje Albusa... w książce było inaczej. Harry powinien być pod peleryną niewidką, unieruchomiony zaklęciem Drętwota, podczas gdy w filmie przychodzi Draco, a Dumbledore stoi sobie z różdżką jak gdyby nigdy nic i daje ją sobie niemal z ręki wyjąć. W książce Draco rozbroił go właściwie z zaskoczenia. To mi się zdecydowanie nie podobało. Scena śmierci Dumbiego była bardzo szybko odegrana, jakby od niechcenia. Mimo wszystko najlepiej spisali się Alan Rickman i Helena Bonham Carter. Gambon też grał byle jak w tej części. Lepszy od Gambona był Harris, szkoda, ze nie żyje... Ogólnie za dużo odstępstw od książki, ktore rażą. Zrobili pod publikę romans nastolatków, w których buzują hormony, zamiast skupić sie na jakże istotnych horkruksach, na przeszłości Toma Riddle'a... mocno okrojone, kosztem niewiele istotnych miłostek. A szkoda. TO miał być wstęp do ostatniego tomu, miał wyjaśnić parę ważnych spraw... a właściwie bardziej namieszał, niż objasnił. Kolejny błąd reżysera, który powtórzył się już od Zakonu Feniksa. Yates nie uczy się na błędach. To nie rokuje dobrze dla kolejnych dwóch części (wiemy wszak, że 7 tom ma być podzielony na dwie części).
Choć, co prawda, przyznac muszę, że pierwsze moje wrażenie zaraz po wyjściu z kina było pozytywne. Pośmiałam się, film był humorystyczny i mniej mroczny, a po dłuższym zastanowieniu zaczęłąm wyciągać wnioski, analizować... nie było kompletnej porażki, fani tego filmu nigdy nie pochwalą, ale dla widza, który nie czytał książek, film będzie dobrze nakręcony. Dobra rozrywka, Rickmanem jestem zachwycona, ale rewelacji poza tym nie ma. Powtórka z Zakonu Feniksa i tyle.
Tą sceną nie zdradzili że jest dobry :P Przecież potem zabił Dumbledora i to wpłynęło na to ze widz myśli o Snapie jako o złym człowieku.
No, rozumiecie? Bo tłumaczyć to ja nie umiem :D