Załamałem się po tym, jak zobaczyłem wątek miłosny między Ginny, a Harrym. To było totalne dno. Scena z zawiązywaniem mu sznurówki mnie po prostu zażenowała. Głównie z tego względu, że jest to moja ulubiona część serii, znienawidziłem scenarzyst(ę/ów), ponieważ reżyser nie ma z błedami logicznymi w scenariuszu za wiele wspólnego. Nie było kompletnie ukazanej miłości między Harrym, a Ginny. Scena z nim i z nią w Pokoju Życzeń też nie trzymała się kupy i aż mi się płakać chciało, gdy się pocałowali (bez uczucia) tam, a nie tak jak w książce po wygranym pucharze <marzyciel>. Zabrakło mi również sceny pogrzebu Dumbledore'a, gdzie Harry rozmawia z Ginny. Czytając ten fragment, nie chce mi się kończyć, tak jest piękny.
Ogólnie pochwalić można jedynie pana od zdjęć, który stworzył naprawdę chłodny i mroczny klimacik. Scenarzystom wystawiam piękne 1/10, a pana Yates'a nie oceniam.
Co do błędów logicznych (bo bym zapomniał) to po pierwsze dlaczego, gdy Malfoy "osaczył" Dumbledora na wieży, Harry nie łupnął w tego pierwszego jakimś oszałamiaczem tylko stał z głupią miną i czekał na śmierciożerców?
Po drugie scena z podpaleniem Nory jest totalnie nielogiczna, ponieważ śmierciożercy NIE MIELI PRAWA się tam dostać przez zaklęcia ochronne. Poza tym, gdyby mogli, Voldemort zabiłby Harry'ego już w Norze. Możnaby spokojnie wyciąć tę scenę i umiejscowić tę z wygranym pucharem quidditcha albo z pogrzebem Dumbledore'a i rozmową Ginny z Harrym.
Byłem niestety na dubbingu, gdyż kina we Wrocławiu nie chciały dać wersji z napisami... i cóż, nie będę może go oceniał, gdyż nerwy mam stargane, napiszę tylko, że totalnym dnem był dubbing Luny...
Dodam jeszcze, że za dużo było napchane tej sztucznej miłości i oznak okresu dojrzewania. Książka przeplatała te wątki, w filmie one dominowały.
Film jako sam film oceniam 6/10, natomiast jako adaptacja książki 3/10.
_/
Dodam jeszcze, że pozytywnie zaskoczyła mnie gra Toma Feltona, oczywiście Rickman znakomity, słabiutko Watson i Radcliffe
To ci napiszę, że porównaj sobie ten film z książką HP7.
I nic więcej nie dodam, żeby nie spojlerować.
Popieram. Czy tylko ja mam wrażenie, że od czwartego Pottera filmowcy mają tendencję spadkową?
Jako jasne strony dodam jeszcze grę Alana Rickmana oraz Heleny Bonham-Carter. Chociaż małomówność Snape'a w filmie wydała mi się miejscami naciągana.
S.
Jak kina we Wrocławiu nie chciały dać wersji z napisami?
Ja byłam w Arkadach Wrocławskich na napisach ^^^'.
Poza tym, słyszałam że na Pasażu Grunwaldzkim również puszczali z napisami:)
Mogę potwierdzić, że na Pasażu puszczają z napisami, bo idę dziś na seans o 20.20 i jest on z napisami ^^
scena ze sznurówkami miała chyba mówić 'tam jest jej miejsce!'. a przynajmniej to mi się kołatało od tej sceny w głowie.
co jeszcze można powiedzieć interesującego, to, że jak na moje skromne zdanie, gdyby nie fakt przeczytania książki, to po prostu bym się w filmie pogubiłam. z drugiej strony - być może przeczytanie książki było elementem zgubnym dla jakości mojego seansu. dobrze by było, gdyby wypowiedział się ktoś, kto książki nie czytał, na temat przejrzystości scenariusza.
To zdecydowanie najgorsza część ze wszystkich jakie do tej pory powstały. Film sam w sobie nudny i długawy. Jako adaptacja książki kompletne dno. Pan Yates za swoją reżyserie powinien dostać malinę, a o co do scenarzystów do brak mi słów. Brak końcowej walki niesamowicie mnie zawiódł, tak jak związek Harrego z Ginny co było kompletnie żenujące oraz niektóre zachowania Hermiony. Młodzi aktorzy niespecjalnie się popisali. Na szczęście starsi koledzy trochę ich poratowali. Miłym zaskoczeniem była kreacja Feltona. Film podratowało kilka całkiem śmiesznych żartów. Całość wyszła bardzo nieciekawie. Jestem naprawdę zawiedziona bo można było z tego zrobić dobry film, a wyszła klapa. Przykre.
co do ginny i wątku miłości z harrym - zniosłabym to, bo nie mam nic przeciwko, ale.. aktorka, grająca ginny, to dla mnie dziecko. wygląda jak dziecko, gra jak dziecko. dziecinna twarz, figura [jej brak?]... dla mnie wygląda to strasznie. i jest wyższa od harry'ego. :P
w książce to była bystra seksbomba, następczyni bliźniaków, stać ją było na cięte riposty, a w filmie jej 'nie Twoja sprawa' nt. deana brzmi strasznie nijako. ;)
również uważam, że ten wątek był b.słabo ukazany, żadnej tam miłości nie dostrzegłam, ani tez nie została specjalnie ukazane dlaczego Harry zainteresował się Ginny, jakoś mnie ta aktorka denerwuje. W ogóle Ginny powiedziała może ze 3 zdania w tym filmie i nic ta jej postać ciekawego nie wprowadzała... gdybym nie czytała książki to bym się zastanawiała na seansie dlaczego Harry woli ją niż np. Hermionę, która prezentowała się duuuużo lepiej...
Chociaż w tym filmie Emma Watson raczej się nie popisała - ale że ma kłopoty z płaczem wiemy już od pierwszej części :|
@ grissyj21
"Załamałem się po tym, jak zobaczyłem wątek miłosny między Ginny, a Harrym. To było totalne dno. Scena z zawiązywaniem mu sznurówki mnie po prostu zażenowała. Głównie z tego względu, że jest to moja ulubiona część serii, znienawidziłem scenarzyst(ę/ów), ponieważ reżyser nie ma z błedami logicznymi w scenariuszu za wiele wspólnego. Nie było kompletnie ukazanej miłości między Harrym, a Ginny. Scena z nim i z nią w Pokoju Życzeń też nie trzymała się kupy i aż mi się płakać chciało, gdy się pocałowali (bez uczucia) tam, a nie tak jak w książce po wygranym pucharze <marzyciel>. Zabrakło mi również sceny pogrzebu Dumbledore'a, gdzie Harry rozmawia z Ginny. Czytając ten fragment, nie chce mi się kończyć, tak jest piękny. "
Po twojej wypowiedzi nie mam co dodać, świetnie to ująłeś. Po prosty chęć mordu dla scenarzystów rosła w miarę oglądania tego filmu :P jest rozczarowany i zły. Tyle wycięte... i to ważne fragmenty :/ i jeszcze pozmieniali też tyle... Myślę, że ocena 6/10 jest odpowiednia.
Pani Carter i Panowie Felton oraz Rickman ratują ten film. Jak ktoś napisał wcześniej - Emma i Radcliffe... niestety bardzo przeciętnie, nawet słabo.
http://www.filmweb.pl/user/Kamil0607
Film bardzo naciągany. Z książką coraz mniej związane. Jak zobaczyłam scenę po śmierci Dumbledora to po prostu zaczęłam się śmiać. ta cisza była zbyt długa i naciągana. Z filmu zrobiło się romansidło i zamiast jakiejś walki jak śmierciożercy wdarli się do Hogwartu to było zgaszenie kilku świeczek wybicie okien i koniec. Totalne dno. W porównaniu z innymi częściami np. piątą to film wypadł bardzo źle
Wszyscy pisza tyle wyciete, tyle pozmieniane. Ok! a moze w koncu ktos napisze konkretnie co wyciete i co pozmieniane?? Bo albo przespalem pol filmu, bo uwazam ze film Ksiaze polkrwi jest jak narazie najbardziej wierny ksiazce w porownaniu do innych czesci. Wycietych scen nie widzialem duzo, moze ze wygledu na to ze dawno nie czytalem tej czesci, ale to co zauwazylem to:
- Snape nie przeszukal wszystkich ksiazek harrego
- brak walki aurorow z smierciozercami na koncu
- wyciete wspomnienia
- brak pogrzebu
Film trwal 2 i pol godziny, ludzie trzeba bylo cos wyciac, chcielibysie siedziec w kinie przez 3-4 godziny?
co do zmian:
- scena na wierzy astronomicznej jak dla mnie byla lepiej rozwiazana niz w ksiazce, harry nie zaatakowal draco bo przyrzekl dumbledorowi ze bedzie go sluchal
- scena koncowa (rozdzki w gorze) tez byla swietna,
co uwazam za pomylke, to wiazanie sznurowek, i taka scena jak harry siedzi w domku hagrida, przysluchuje sie rozmowie slughorna i hagrida i w pewnym momencie ucieszony zaczyna klaskac OMG scena po ktorej zwatpilem w ten film.
najbardziej brakowało mi pogrzebu Dumbledora i walki aurorów | za te sceny mogłabym siedzieć nawet 3 h w kinie
najlepsza scena - jaskinia - dokładnie tak sobie to wyobrazalam
najgorsza scena - wiązanie botów Harremu | bez komentarza
Na filmie nie byłam, choć nie ukrywam, że chciałabym go zobaczyć.Ale jeżeli pominięto tam początek histori miłosnej Harrego i Ginny, a przy tym dodano scenę podpalenia Nory( o czym upominam w książce nie było mowy)i dodano kilka takich niedociągnięc jak to,że Śmierciożercy teleportowali się w zamku to film faktycznie może być tragiczny...to istotnie zabija pewien skomplikowany klimat ksiązki..
a w książce Harry nie mógl zaatakować Dracona i Rowling dobrze wyjaśniła dlaczego!Potter po powrocie miał na sobie niewidke, a Dumbledor przed rozbrojeniem go przez Malfoya użył Drętwoty,żeby uniemożliwić Harremu walkę..
Mam identyczne odczucia. Jak zwykle się na tym filmie zawiodłam. A już myślałam, że po Zakonie nie będzie już gorzej. W pewnym momencie wydało mi się, że siedzę na jakiejś głupiej komedii romantycznej. Jak można było z robić coś takiego z książki, która powinna być dramatem, trzymającym w napięciu, gdzie giną ludzie! W ogóle mało akcji, jak można było nie dać sceny ostatniej walki? To wygląda tak, jakby im się już nie chciało kręcić, a kiedy stwierdzili, że jednak coś za mało się dzieje, to wcisnęli kompletnie wymyśloną scenę Nory. No ja rozumiem, że można pewne rzeczy pozmieniać, ale nie wciskać scenę, której w ogóle nie było i nie miało prawa być! Widać, że głównym wątkiem w tym filmie są podboje miłosne, a nie faktyczny wątek. Przecież tu chodzi o horkruksy! Ja nie wiem, jak oni chcą robić 7 część, skoro tu nie było pokazane, czym są horkruksy?! A najbardziej mnie rozwalił tekst Dumbledore'a, że to może być wszystko. Przecież to były słowa Harry'ego, którym Albus zaprzeczył. I co, Harry w 7 części nagle błyskotliwie wpadnie na to wszystko? To śmieszne po prostu. Tak jak i scena na wieży. Nie uwierzę, że Harry w książce by nie wykorzystał okazji i nie rzucił się na ratunek. I ta scena zabicia. Zero emocji. Wprost widać, że to zostało ukartowane. W książce widać, jak Albus błaga Snape'a, a ten na twarzy ma wyraz nienawiści. W filmie było kompletnie inaczej. Już lepsza była gra w książce, niż w filmie. I dlatego też nie podobała mi się kreacja Rickmana. Prawie wszyscy aktorzy grali jakoś bez uczucia. Pochwaliłabym jednak tutaj Feltona. Tylko u niego widać było prawdziwe uczucia.
Dodając do tego jeszcze inne pozmieniane sceny, postacie mijające się z książką i elementarne błędy, typu to, że portrety i zdjęcia jakoś słabo się ruszały, rzucanie zaklęć bez różdżki i choćby teleportację z Hogwartu nie mam pojęcia, co temu filmowi wystawić. Bo jedyne co mi się podobało to efekty i tyle. Aż żal, że człowiek wcześniej przeczytał razę książkę :/