no cóż, to Potter, czekałam na niego bardzo już zniecierpliwiona,
zaczął się dobrze, sam początek mi się podobał, ale później?
film bezczelnie skrócony - rozumiem, niektóre wątki w książce nie są bardzo istotne, no ale żeby pominąć te ważniejsze?
gdzie scena z białą trumną, ten wielki pogrzeb, wyciskanie łez jak podczas czytania książki? a wspomnienia o rodzinie Marvolo Gaunta? postronna osoba, która nie czytała książki nie znałaby historii Voldemorta - bo skąd się wziął w sierocińcu. wątek miłosny Fleur i Billa? może w sam sobie średnio ważny, ale przecież w 7 części to właśnie na ich weselu pojawiają się śmierciożercy. zastanawiam się jak zrobią ową ucieczkę trójki w 7 tomie. wątek Ginny - Harry, jak dla mnie za mało rozwinięty, w 6 tomie jest przecież najwięcej rozterek Harrego związanych z uczuciem do Ginny, ok podobała mi się scena w Pokoju Życzeń, ale cóż, jak powiedziałam - dla mnie mało. a ostatnie momenty filmu - przecież w książce była bitwa, wieża rozświetlona błyskawicami - tutaj nic. przyszli, załatwili swoje, wyszli. Potter trochę powrzeszczał, ale żadnej walki... pominięta ważna postać ministra magii.
bardzo podobała mi się gra Toma Feltona - fantastyczna,
zawiodłam się na filmie, ale nie żałuję, że byłam.