Hobbit: Pustkowie Smauga

The Hobbit: The Desolation of Smaug
2013
7,6 329 tys. ocen
7,6 10 1 328979
6,4 51 krytyków
Hobbit: Pustkowie Smauga
powrót do forum filmu Hobbit: Pustkowie Smauga

Oceniłem jeszcze na szóstkę - ale głównie z sentymentu, dla kilku świetnych pomysłów (sposób, w jaki Sauron objawia się Gandalfowi, Esgaroth wystylizowane na wioskę wikingów, animacja Smauga, wyrazista gra Freemana i Stotta), no i trochę też dlatego, że mimo wszystko (i nieco wbrew sobie) całkiem dobrze się bawiłem. Poza tym jest naprawdę źle.

Po pierwsze: Jacksonowi wyraźnie skończyły się pomysły na Tolkiena. W "Pustkowiu Smauga" niemal wszystko jest powtórzone z "Niezwykłej podróży": poczucie humoru, stylistyka scena batalistycznych... Facet, który ekranizując "Władcę pierścieni" powalał świeżością ujęć, rozmachem wizji, znajomością malarskich ujęć świata tolkienowskiego, zaczyna odcinać kupony od sławy i powtarzać się w sposób zwyczajnie nudny. Robi się z tego kino wyłącznie od efektów specjalnych - a droga od tego w kierunku "2012" albo "Dnia niepodległości" jest naprawdę niebezpiecznie krótka i prosta.

Po drugie: o ile odejście od baśniowości literackiego oryginału w poprzednim filmie wydawało się jeszcze mieć jakiś sens i było rekompensowane frapującymi interpretacjami fabuły, o tyle tutaj resztki jakiegokolwiek klimatu poszły się... eee... kochać. Akcja gna w bezsensownie zawrotnym tempie, większość czasu to jakaś kompletnie idiotyczna rozpierducha wyglądająca jak skrzyżowanie oldskulowej platformówki na Atari, "Matrixa" i jazdy na rollercoasterze. Świetnym przykładem jest scena z Beornem - w powieści jest to postać i dramatyczna, i groteskowa, i fenomenalnie baśniowa (coś jak Tom Bombadil we "Władcy pierścieni"), wreszcie - znakomicie wygrana jeśli chodzi o budowanie narracji. Jackson zamienił go w jakąś żenującą pokrakę pobrzękującą resztkami kajdan, bez której film spokojnie mógłby się obejść. Jeśli tak miałoby wyglądać jedno z najważniejszych literackich dokonań fantasy, to gatunek ten nigdy nie wyszedłby poza intelektualny i estetyczny poziom pulpowych rąbanek z jakimiś mniej udanymi klonami Conana z Cimmerii.

Po trzecie: Jackson usiłuje czasem fingować "głębię", ale za każdym razem osuwa się w monstrualny kicz. Wątek romansowy jest tak sztuczny, tak drastycznie "nietolkienowski", tak zadęty, że aż zęby bolą - a w momentach, kiedy bohaterowie próbują powiedzieć coś jakoby mądrego, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że za chwilę zaczną gmerać w kubraczkach w poszukiwaniu kartki z zanotowaną kwestią. Poza tym kiczem wali (już choćby przez swoją przesadę i wtórność) scenografia Ereboru, walka krasnoludów ze smokiem, postać Thorina przypominającego (jeszcze bardziej niż w poprzednim filmie) norweskiego wokalistę pagan metalowego.

Szkoda, wielka szkoda: "Pustkowie Smauga" to już druga (po fatalnym "Mroczny rycerz powstaje") spektakularna porażka kogoś (tu Jacksona, tam - Nolana), kto do tej pory robił znakomite rzeczy ze sztuką popularną, dając widzom i wielkie widowiska, i filmy nieobrażające elementarnego wyczucia inteligencji i smaku.

ocenił(a) film na 6
Ras_Democritus

Nic dodać nic ująć - mam dokładnie takie samo zdanie...Chętnie za ten komentarz zaprosiłbym Cię do znajomych....gdybyś już nim nie był....