Ten film to jakiś koszmar. Uwielbiam Tolkiena i czytałam trylogię oraz "Hobbita...". Tymczasem
Pustkowie Smauga jest tak nudne i różne od książki, że potrafię wysnuć jeden wniosek: ciągną
kasę z widza i tyle. Trylogia i jej ekranizacja extra: każdej obszernej części przypada jeden
trzygodzinny film, tymczasem "Hobbit..." to jedna trzecia stron jednej części trylogii i jeszcze
podzielony przez filmowców na ileś tam części kinowych. Ściema i tyle.
Nudne? Film wiernie odwzorowujący książkę byłby bardziej nudny. Poza tym skoro tak dobrze znasz książki, to na pewno widzisz, że dodano sceny, o których wspomina się w dodatkach do WP i Silmarillionie. Poza tym - film to inne medium niż książka i nie da się jednego dokładnie przełożyć na drugie. Ja, jako fan Tolkiena, cieszę się, że mogę pooglądać więcej Śródziemia. Nie ze wszystkimi zmianami się godzę, ale widzę potrzebę zastosowania większości z nich.
Szczerze mówiąc, mnie też trochę bolały różnice między książką a filmem. Z drugiej strony na filmie nie nudziłam się wcale, niektóre wątki (m.in miłosny) uważam za zbędne, ale ogólnie film oceniam na dobry. Książki dokładnie nie da się zekranizować, a twórcy dodali coś od siebie i myślę, że wyszło im to całkiem nieźle. A kasę ciągną, ale to żadna nowość :).